SCENA IV

HERSYLIA

sama wciąż siedząc na kamieniu

I ja żyć mogę! Czyż mnie, przygnębioną,

Jak grom niebieski nie zabije dzika

Myśl, że się ona tam z śmiercią potyka?

O! podła śmierci! czyż nie śmiesz na moje

Targnąć się życie? Przyjdź! ja się nie boję,

Bom przecierpiała więcej niż twe męki.

Przyjdź! Jestem sama, bez niczyjej ręki,

Sponiewierana. Łatwo zmożesz57 mnie.

Zrywa się z kamienia.

Nie! Ja nie mogę umrzeć; jeszcze nie!

Jakżeby pójść mi ze świata, gdy tam

Zostaje to, co najdroższego mam?

Pójdziemy razem. Albo nie; wprzód ona,

A ja, gdy spełnię już powinność swą,

Gdy sprawca zbrodni z mojej ręki skona,

Gdy zniszczę tego, który zniszczył ją.

Cicho! Nie onaż o ratunek woła?

Gdzie jesteś, siostro? Ciemna noc dokoła.

Czyż mi bóg twego więzienia nie wskaże?

Tymi rękami każde drzwi wyważę,

Zerwę twe pęta, zbrodniarza uduszę,

Wskaż mi dom tylko. Ja go znaleźć muszę;

Z domu do domu, gdzie powiodą nogi,

Pójdę! Głośniejsze serca mego bicie

Wskaże mi wrota, co więżą me życie.