SCENA V

Hersylia żywo zwraca się na lewo. W tej chwili spoza sosen występuje Tullia z krótkim mieczem w ręku.

TULLIA

Hersylio!

HERSYLIA

Siostro! Tyżeś to? na bogi!

Powiedz, lub cień twój pyta? Jaka siła

Mnie tu wstrzymuje?

TULLIA

z wolna idąc ku przodowi

Tak! jam to sprawiła.

HERSYLIA

Żyjesz... tyś wolna? I jak to być może?

On ciebie zwolnił?

TULLIA

Zwolniła mnie moc,

Przed którą wszystkie pękają obroże.

HERSYLIA

O bogi!

TULLIA

Cicho! nie budź ich w tę noc;

Bo oni spali. Czuwały demony,

Gdy się to stało, i na wszystkie strony

Zachichotały śmiechem.

HERSYLIA

Coś zrobiła?

TULLIA

Czy to ja? Nie wiem. Lecz patrzaj, to siła

Tego żelaza; tak, jemu to dzięki.

Więc też je teraz ciągle z sobą noszę

I czuję, jakby wrosło mi do ręki.

HERSYLIA

O! siostro... Ankus...

TULLIA

Nie wołaj go, proszę;

A nużby przyszedł, by me wznowić męki!

Czyż niepodobna, by raz jeszcze wstał

Z miejsca, gdzie leży? Gdyby wrócić miał,

Jakim sposobem uniknę rąk jego?

Uchodźmy, siostro, póki jeszcze czas!

HERSYLIA

Uchodzić? Mury dokoła nas strzegą.

TULLIA

ściskając miecz

Mam klucz. Mniej twarde żelazo i głaz,

Jak serce, które ta dłoń rozszarpała.

HERSYLIA

Ty drżysz, chwiejesz się... usiądź, moje dziecię,

I powiedz wszystko.

TULLIA

Powiedziałam przecie.

Ty raczej powiedz mi, jak wyszłaś cała.

W tym domu cicho, tak cicho, jak tam,

Skąd ja przybywam.

HERSYLIA

Tu spoczywa sam

Król tego grodu.

TULLIA

Tak! A tam spoczywa

Drugi i łoże jego purpurowe;

A wszak purpura to królom pod głowę!

HERSYLIA

schylając się nad nią

O, dziecię moje!

TULLIA

Czyż to nie prawdziwa

Postać królewska, piękna i wspaniała?

Zbyt on wyniosły, bym gardzić nim miała,

Przecież wzgardziłam, prawda?

HERSYLIA

Rzuć ten miecz.

TULLIA

On także wołał, bym rzuciła, lecz

Zwieść mnie nie zdołał. Ostrożny to ptak,

Jam ostrożniejsza; przejrzałam młodzieńca.

Brał mnie za dziecko; więc dobrze mu tak!

HERSYLIA

Ach! ty zabiłaś ludu ulubieńca!

Gdzież cię ukryję, by cię jutro rano,

Przebóg! za niego nie kamienowano!

TULLIA

On ulubieniec! Tak, w tym jego chwała;

Wie o tym. Śmiał się, gdym mu powiedziała,

Że nienawistnym jest mi, jako wróg.

Nie wierzy, by ktoś nienawidzieć mógł

Wszechulubieńca Rzymian.

HERSYLIA

Zaślepiony!

Tyle ostrzeżeń, tyle próśb z mej strony.

TULLIA

Ja zasię o nic nie prosiłam wroga,

W zakątku domu jego ja u proga

Zasiadłam cicho, wręcz umrzeć gotowa,

I takie tylko wyrzekłam doń słowa:

Że żyły sobie przegryzę zębami,

Gdy mnie dotknięciem ręka jego splami.

Lecz na me słowa, ten zbrodniarz bez sromu58

Rozśmiał się, wyszedł i zamknął mnie w domu.

Spojrzę przed siebie. Pustka na wsze59 strony,

Tylko ognisko i wianek zwieszony

Nad pościeliskiem60. Zadrżałam. Oczyma

Śledzę, czy w domu broni jakiej nie ma.

Gdzie tam! W podłodze, w ścianach — ni kamyka;

Polankę drewna oko me spotyka.

Coś pod popiołem nareszcie mi błyska.

Zrywam się i w mig staję u ogniska.

Wyobraź sobie — to żelaza kawał

Ostrzem spod prochu i węgli wystawał;

Była to stara broń i zardzewiała,

Co do zarzewia61 tam posługiwała.

O! to ta sama. Patrz, siostro, ta sama!

Rdza zeszła; gorsza przylgła62 do niej plama.

HERSYLIA

On usiłował odjąć ci tę broń?

TULLIA

Nie. Kiedy wrócił, miałam dosyć sił,

Bo już nie sama. Druh63 ten przy mnie był,

A tak go mocno ściskała ma dłoń,

Zdumiony rabuś szepcze do mnie, mami;

Ja go nie słyszę; rzuca spojrzeniami,

Które padają ogniem na mą skroń,

To znów żartuje i grozi, i chce mnie

Rozłączyć z druhem, ale nadaremnie.

Zbliża się — czuję; zadrżałam w tej chwili

Mocniej, miecz ręka ściska rozpaczliwa.

On mi do czoła twarz zdradziecką chyli,

Oddech ust jego skronie me opływa,

A głos szepczący, niewymownie miły,

Jakąś truciznę zapuszcza w me żyły.

Włosy na głowie dębem mi powstały.

Głuchym zawrotem — noc, życie, świat cały,

Wiercą po mózgu, zmysły się zaćmiły.

A on wciąż mówi — co? nie pytaj mnie.

To było niby, jak kiedy kto chce

Rzucić się w morze, a śmierć go tam nęci

Cichym wołaniem, szmerami lubemi64,

Do straty czucia, do straty pamięci,

Aż go zdradliwie oderwie od ziemi,

I póty wabne65 wyciąga ramiona,

Aż on w wilgotnym jej uścisku skona.

Wtem nagle, przebóg! czuję na mej skroni

Ust jego całus, dłoń jego na dłoni.

Chciał mi przytomność i broń mą zarazem

Wydrzeć ten rabuś; — ale nadaremno.

Bo jakby ziemia zadrżała pode mną,

Jam się ocknęła i pchnęłam żelazem.

On jęknął, upadł i jak zdrój obficie

Trysło na pościel zeń czerwone życie!

Zakrywa twarz ręką.

HERSYLIA

Okropność!

TULLIA

żywo powstając

Po cóż siedzieć i daremno

Żaleć66 nad wrogiem, co z mej ręki legł?

Ja chcę się cieszyć — i ty ciesz się ze mną;

Zemsta wstrzymała klątw ojcowskich bieg.

Bolejąco

Och! och!

HERSYLIA

Co ci jest?

TULLIA

Zrzucam smutku kwef67.

Przebacz tę słabość, boć to pierwsza krew

Z mej ręki... młodej. Lecz fali jej siła

Już z miłosierdzia duszę mą obmyła;

Teraz ja będę sroga, zatwardziała,

Toż bym ja jutro ze wstydu skonała,

Gdyby się żaden mąż nie zbudził tu,

Tylko ten, którego snu

Ja pilnowałam. Chodź, siostro kochana!

Ode drzwi do drzwi obejdziem koleje68,

Spojrzym, azali69 zemsta gdzie nie mdleje;

To ją pokrzepim. — Nie czekajmy rana;

Pójdź — towarzystwo dobre; z każdej strony

Przy nas, za nami — demony.

Te nam pomogą. — Król twój śpi, wszak tak

Mówiłaś?... Dobrze; rozumiem twój znak!

Oni tam wszyscy w krainie styksowej70

Znów się zobaczą, nie zbraknie nikogo,

I będą w cieniu budować Rzym nowy.

Pójdźmy już, pójdźmy!

Postępuje kilka kroków w głąb i ucieka nagle z powrotem, głośno wołając:

Stój! Nie chodź tą drogą...

Ona za wąska na troje. Patrz tam!

To on, on idzie, uśmiecha się nam71.

Brońże mnie odeń72, przyjacielu krwawy.

Wyciąga miecz ku obronie.

Odstąp, niegodny! Czy znów dla zabawy

Chcesz mnie całować? Znów szepczesz te słowa,

Od których moja zawraca się głowa;

Znów szmer, co klątwę ojcowską oniemia,

Na których chwieje się w posadach ziemia!

Mnie ty nie zmożesz; precz od mego łona!

Strzeż się! Sabinka jestem — obrażona,

A tyś Rzymianin... różne nasze losy...

Przebóg! Co to jest? Chwyta mnie za włosy,

Bierze w objęcia... czuję na mej skroni

Oddech ust jego, czuję dłoń na dłoni...

Bogowie, ludzie! Ja go się tak boję!...

Ratujcie mnie, ratujcie!...

Wybiega na prawo.

HERSYLIA

za nią

Dziecię moje!