SCENA V

Hersylia, Marcja.

Marcja przychodzi z głębi na prawo, idzie śpiesznymi krokami, ale zwalnia je za spojrzeniem108 na twarz Hersylii.

MARCJA

Hersylio!

HERSYLIA

nie słuchając

Gdyby zaś oni mnie mieli

Wraz z moją Tullią zniszczyć w pogorzeli,

Przynajmniej światu to będzie wiadomo,

Że dwie Sabinki nie dały się, Romo!

Zgładzić wraz z klątwą i hańbą u czoła.

MARCJA

Hersylio, Marcja jestem...

HERSYLIA

Kto mnie woła?

Ty śmiesz się zbliżać? Precz stąd, niegodziwa!

Przeżyłaś hańbę, klątwa od cię wieje.

MARCJA

Posłuchaj...

HERSYLIA

Chcesz mi wygadać swe dzieje,

Że cię Rzymianin pochlebstwem zjednywa109, —

To wstyd Sabince; — że ciebie nie gniecie

Żelazo kajdan, — wstyd wolnej kobiecie.

Ale nie wierzę, byś w bezwstydzie swym

Mnie tu go przyszła doradzać za godło;

Cokolwiek z ciebie dziś uczynił Rzym,

Kochałyśmy się, nim zostałaś podłą.

MARCJA

Jam nie liczyła na twą dobrą wolę

I nic nie powiem. Cokolwiek bym chciała

Rzec, by oczyścić siebie i swą dolę,

Byłoby próżnym. Serce twe — to skała,

Żadnych ust skarga do niej nie dosięga.

HERSYLIA

Więc po coś przyszła? Odejdź sobie tam,

Skąd przyszłaś.

MARCJA

O, nie! Zmusza mnie przysięga

Stanąć przed tobą.

HERSYLIA

Przysięga?

MARCJA

Ja szłam

Jeszcze przede dniem, wszystko było we śnie,

Szłam, aby wody zaczerpnąć we dzbanek,

Dołem ku rzece...

HERSYLIA

To cię, widzę, wcześnie

Do służebnictwa zapędził kochanek.

MARCJA

Na skraju lasu stanęłam u brzega,

Kędy wysoka trzcina się rozlega110,

A z boku czysta zatoka krysztali111;

Zdjęłam dzban z głowy, by zaczerpnąć fali,

Gdy wtem pięść jakaś w ramię mnie uderzy.

Zwracam się z trwogą. Aż młodzian wyskoczy

Z trzciny i straszno spogląda mi w oczy;

Dobytym nożem na mnie się zamierzy

I rzecze: — „Cicho, bo śmierć!” —

HERSYLIA

Tego chłopca

Poznałaś pewnie?

MARCJA

Nie byłam mu obca.

Niestety!

HERSYLIA

Kassjusz, który od pół roku

Zaręczon tobie.

MARCJA

Wstrząsnęły mną dreszcze,

Gdym nań spojrzała.

HERSYLIA

I ty mogłaś jeszcze

Patrzeć nań? Także112 daleko był z boku

Nurt, by cię ustrzegł od tego widoku?

MARCJA

Dobrze by było, gdyby moje ciało

W tej chwili nurtem do morza zdążało!

Ale on, mówiąc, trzymał mnie co siła;

— „Wracaj do miasta, król mnie tu posyła,

Bogowie zemsty drogę mą chronili.

Wracaj i powiedz natychmiast Hersylii,

Że nocą w lesie staniemy, a ona

Otwarcia miasta pod północ dokona.

Trudnym to pono nie będzie jej wcale,

Gdy się królowi dostała w udziale,

Który śpi w domu, co najbliższy bramie.

Na znak pochodnię zaświeci w załamie.

My w bój otwarty poczynać nie radzi

Z tymi zdrajcami; podstęp nas wprowadzi,

I wszystkich śpiących wyrżniemy pokotem.”

HERSYLIA

Wysłuchaliście mnie, podziemni!

MARCJA

Potem

Kazał przysięgać, że więcej nikomu

Nie wspomnę o tym, wróciwszy do domu,

Prócz ciebie jednej.

HERSYLIA

Przysięga niedroga

Z ust, co ścierpiały pocałunek wroga;

Możesz wykrzyczeć to po całym mieście;

Gacha ocalić powinność nareszcie.

MARCJA

Pastwisz się srogo, niepomna zgryzoty.

Nie sądź, by we mnie zamilkł głos tęsknoty

Na jego widok i mowę. Jam długo

Stała jak wryta nad zarosłą strugą,

Śród113 której trzciny młodziana zakryły.

A gród rozpięty na tym wzgórzu nagiem114

Olbrzymim wydał mi się sarkofagiem;

Powrót do domu — zejściem do mogiły.

A jednak — powiedz, żem nikczemna dusza,

Gardź mną, nazywaj kobietą bez sromu —

Wyznam, że kiedym wróciła do domu,

Czułam, żem w domu; a gdym Talassjusza

Spotkała...

HERSYLIA

To on? Twój małżonek czuły,

Kat; — jego słowa wciąż na Tullię szczuły.

Jak prędkoż związek z hańbą, nieszczęśliwa!

Wszystko, co drogie nam było, rozrywa!

MARCJA

Bogowie związek ten w opiekę wzięli.

HERSYLIA

Szczególniej Tullii z Ankusem wesele.

MARCJA

Serce me szczerze boleść twoją dzieli.

HERSYLIA

A ja dziś z tobą nic a nic nie dzielę.

MARCJA

Ah! jakąż noc ta nienawiść roznieci!

HERSYLIA

Ja tak chcę. Moja pochodnia zaświeci

I mnie, i moim.

MARCJA

Nie, nie, to jest zdrada!

Tej ci, Hersylio, jąć się nie wypada.

Pomnij na przyszłość: że na starsze lata

Ty stać się możesz postrachem dla świata.

Snując się sama od strzechy do strzechy,

Cień rzucać będziesz na ludzkie uciechy.

Własny swój naród okryjesz żałobą,

Że dzieci będą uciekać przed tobą,

A starce115 pośród rodzinnego miasta,

Trzęsąc głowami, rzekną: „ta niewiasta

Wielkiego zemsty dokonała dzieła,

Ale czci broniąc, cześć nam też odjęła”.

HERSYLIA

Tobie też o czci rozprawiać przystoi!

A jak ty zwiesz to, czym Rzymianie twoi

Się odznaczyli?

MARCJA

Och! to już się stało,

Nie cofną tego nawet siły boże

I żadna zemsta nic tu nie pomoże.

HERSYLIA

Stało się przez pół116; tego im za mało.

Największa zgroza ma w tę noc dopiero

Na głowie dziecka zasrożeć siekierą.

Lecz, szczęściem, temu ja zapobiec mogę,

A same bogi wskazały mi drogę.

MARCJA

Idź nią, lecz wybierz sobie cel godziwy.

Tak, ku niej chętnie i mój duch się skłania.

Otwórz tę bramę braci niecierpliwej,

Lecz nie dla mordu, nie; — dla pojednania.

Pójdź w noc do lasu, tam z drzewa oliwy

Ułam gałązkę, a sprowadź w te mury

Ojca i braci, ale po dniu, który

Chlubą dwóch ludów na wieki zostanie,

Jeśli użyjesz siły, co się mieści,

Z bogów zrządzenia, w naturze niewieściej.

HERSYLIA

Przestań! czczym słowem twoje pojednanie

Tam, gdzie dwa ludy taka dzieli zbrodnia.

Ogłoś przed nocą, choć ci zakazano,

I nim zabłyśnie zemsty mej pochodnia,

Że tu niewiasta jest nieprzejednaną.

Lecz spytaj serca: — kiedy zdradzisz braci,

Czy grom przekleństwa głowę twą ominie,

Krzywoprzysięstwo czy ojczyznę da ci,

Czyś ty żyć godna, kiedy Tullia zginie!

MARCJA

Więc rzecz skończona, Hersylio?

HERSYLIA

Skończona.

MARCJA

Idźże za radą swojego demona,

Ja pójdę za tym, co mi serce radzi.

Ci, których twoja pochodnia sprowadzi,

Mogą nie szczędzić twojego oręża.

U progu chaty, cicho, nad snem męża

Ja czuwać będę; na niego wzniesiony

Miecz musi wprzódy wytoczyć krew żony.

Odchodzi szybko.

HERSYLIA

Nie wyzywałam losu; lecz na słowo

Jego wyzwania ja jestem gotową!

Zasłona spada.