SCENA IV

HERSYLIA

sama po długim milczeniu

Czy są bogowie? Alboli104 to naszej

Twór wyobraźni, który tylko straszy,

Pomóc niezdolny? Nie, tego co boli

Nie widzą, krzyków nie słyszą niedoli.

Mogąż na klęski patrzeć mego rodu

I gromem tego nie roztrzaskać grodu,

Wraz z jej więzieniem!...

Czym105 sama w tym mieście?

Podziemni! coście tak wierną tej nocy

Byli jej strażą i dodali mocy

Do wykonania czynu, — gdzież jesteście?

Wstańcie, podziemni! niech wasza mi siła

Ocalić młodą kapłankę pomoże,

Która czci waszej tak się zasłużyła.

Ona — to dziecię rozkoszne i hoże;

We mnie, co jestem starszą i ponurą,

Ileż sprężystsze znajdziecie narzędzie

Zamiarów waszych! Hej! podziemni, górą!

Rada niech waszą, a czyn moim będzie...

Jak to?... Już radę szepczą wasze usta?...

Ja mam?... tak, dobrze... chata stoi pusta...

A gdybym wzięła głownię z jej ogniska...

Dach kryty słomą, chata drugiej bliska,

I tak szeregiem... Tu brama, z tej strony

Wolny ciąg górą, płomień ożywiony

Z dachu na dachy udzieli się słomie

I będzie koniec tej słomianej Romie.

A gdy na niebie łuna zaczerwieni,

Jak Furia106 zemsty łuną po pożarze

Spłynę do wieży i poduszę straże,

I dziecko moje wyrwę zśród107 płomieni.

Cicho!... myśl zbiorę... Tak, dopiero rano

Pod nóż ofiarny ma być powołaną;

Więc mam czas jeszcze doczekać do nocy,

Aż katy zasną. Dobrze. Mocy! Mocy!

Patrzy przed siebie w ziemię.