SCENA VI
Otwierają bramę. Wchodzi Tacjusz ze sługą, powolnym i poważnym krokiem; postawa wyniosła.
HERSYLIA
Ojciec drogi!
Chce biec ku niemu, lecz ją zatrzymują.
TULLIA
Jeśli nas kochasz, ojcze, żadnej trwogi
O nas tu nie miej! Jesteśmy gotowe
Umrzeć, tak, umrzeć wprzód, nim schylić głowę
Przed rabusiami. Próżnymi wyrazy
Nie pomścisz dzieci i własnej obrazy!
Nie proś — to hańba; słowa nie pomogą!
Idź i powracaj z mieczem i pożogą!
TACJUSZ
do Romulusa
Więc taka u was królewska jest władza,
Że swój najpierwszy obowiązek zdradza
Bezwstydnym prawa narodów zdeptaniem!
ROMULUS
Najpierwszym króla musi być staraniem
Swój lud zachować. A ludu każdego
Najpierwsze prawo — to własny byt jego.
Któż temu winien, że aż tylko siłą
Ten byt zapewniać potrzeba nam było —
Kosztem waszego?
TACJUSZ
Nie my.
ROMULUS
Wszak nie dalej
Jak miesiąc temu, przed tobąśmy stali
W twym dworcu, w Kurach, jak ty dziś przed nami.
Więc troskliwymi trapiąc się myślami,
Co je ma wspólne król z najprostszym z ludzi,
By mieć na jutro, nad czym dziś się trudzi,
Mówiłem wówczas z otwartością całą,
Bez zamniemania26 tak, jako przystało
Młodszemu wiekiem — mówiłem ci o tém,
Co już od dawna wieści bystrym lotem
Rozniosły wszędzie, że albańskich zbiegów
Garstka ochocza u tej rzeki brzegów
Dogodne sobie znalazłszy siedziby,
Pól żyzność, zwierza obfitość i ryby
I wolną przestrzeń do morza samego,
Chce sił swych młodych i szczęścia nowego
Spróbować w pracy, walce i swobodzie;
Że żwawo idzie wszystko w naszym grodzie,
Tylko niestety, na budowę domu,
Co go dziedziczyć nie będzie już komu,
Daremny większy zachód i robota,
Niż dla jednego zdało się żywota!
Bo gdy ten żywot samotny ustanie,
Wicher i burza wejdą w posiadanie
Pustego domu; w powolnym niszczeniu
Odrywać będą kamień po kamieniu,
I gruz po gruzie — i wszystko zmarnieje;
A ręka czasu niebawem rozwieje
I pamięć człeka, co składał te ściany,
I w państwie zmarłych cień jego nieznany
Błąkać się będzie.
Jam ci wszystko szczerze
Przekładał wówczas, prosząc o przymierze
I wolność małżeństw. Odpowiedzią były
Szyderstwa tylko.
ANKUS
Które w gruncie kryły
Trwogę i zawiść. Bo tutaj zuch w zucha
I naród wolny i zgodnego ducha,
A u was co tam? Stare oto zrzędy,
I partie drą się, a niewola wszędy.
Za to też macie przezorność nie lada;
Ażeby kiedyś ta nowa osada
Was nie przerosła, żeby nie rzuciły
Za czasem cienia na wasz wierzch pochyły
Te bujne pędy — więc im wzrost ukrócić,
Odżywcze źródła z pobliża odwrócić!...
A tu tymczasem źródła powpadały
W nasze łożysko.
TACJUSZ
Młokosie zuchwały!
Z twym królem mówię, nie z tobą, w tej chwili;
I po tom przyszedł, byście tu czynili
Sprawę przede mną, nie zaś ja przed wami.
A żeśmy waszych sojuszów nie chcieli,
Większa w tym pewno słuszność, aniżeli
W brzydkiej swej pysze dopatrzeć umiecie.
Spójrzcie po sobie — to może wam przecie
Wstyd coś dopowie. — Ktoście wy? — Hołota!
Same wymiotki szumowin i błota
Z całego Lacjum; grzech i bojaźń kary —
To wasza jedność!
Szemranie między Rzymianami
ANKUS
Milcz, wariacie stary!
Bo cię nauczym!
ROMULUS
Ankus! ani słowa!
A ty się miarkuj, królu! Twoja mowa
I niedorzeczna, i nieostrożna.
Hołota teraz? A wszak było można
Na nasze tutaj przybywać obchody;
Z nami do mety puszczać się w zawody?
TACJUSZ
Przewrotny! więc ty masz jeszcze sumienie
Nam wypominać zgubne zapomnienie,
By wstyd ufności podle oszukanej
Rozjątrzył ranę zniewagi zadanej,
Że się nam zdało, iż pod strażą proga
Waszego staniem, że własnego boga
We własnych przecież siedzibach uczcicie,
Że wam już zresztą łotrowskie to życie
Może się przykrzy? — O zgubny obłędzie!
Kiedyż to sytym wilk drapieżny będzie!
Kiedyż Rzymianin zdrajcą być przestanie?
I nie dziw! Czyjeż to tu panowanie?
Wszak bratobójcy!
ANKUS
Ha, przez wszystkie bogi!
Tośmy go po to puścili w te progi,
By obelg słuchać od głupca siwego!
Wypchnąć, wyrzucić!
RZYMIANIE
ruszają się
Wypchnąć!
ROMULUS
Precz od niego!
Nie tykać posła! A owszem, niech sobie
Folgę uczyni w bezsilnej żałobie;
Niech lży! Toż jego usta nie skłamały;
Zabiłem brata — jawnie i w dzień biały,
Za jawną winę, za gorszącą wzgardę
Dla mnie, dla Rzymu, za skakanie harde
Przez niskie wonczas mury tej osady.
I tak bogdajby27 nie uszedł zagłady
Każdy, ktokolwiek grozić się odważy
Siedzibie naszej, albo ją znieważy!
Pomnij, Tacjuszu, i powiedz to swoim.
RZYMIANIE
tłumnie
Wszyscy przy Rzymie i przy wodzu stoim!
ANKUS
A mur tymczasem rósł; — patrz, kto masz oczy,
Czy go szyderca lub wróg dziś przeskoczy.
HERSYLIA
do ojca
Nie maszli28 środka? — nie dla nas, lecz dla niej?
Wskazuje na Tullię.
Ojcze! ją tylko wyrwij z tej otchłani.
TULLIA
Idź i powracaj! powracaj, mój ojcze!
Zniszczyć to gniazdo, to plemię rozbójcze.
Z ogniem i mieczem wracaj. Nas nie złamie
Gwałt ich i przemoc.
TACJUSZ
Ja iść, ja me ramię
Uzbrajać mieczem zemsty? — Nadaremnie!
Głos, wzrok twój siłę rozbroiły we mnie.
Ja cię zostawić na pastwę ich zbrodni?
O Tullio! dziecię ty moje!
Wyciąga ku niej ręce.
ANKUS
odpychając
Precz od niej!
Ona jest moją! Gniewy twe ni szlochy
Nie wydrą jej z rąk moich.
TACJUSZ
Chłopcze płochy!
Zbójco bezczelny!
Do Romulusa
Ale ty, ty, królu,
Ty ojcowskiego ulituj się bólu.
Z tobą, nie z nimi mówię. Ty tu władniesz29;
Ty z siewu musisz zgadnąć plon i zgadniesz!
Ciebie nie złudzi głos przechwałki pustej;
Nie zwiedzie tryumf gwałtu i rozpusty.
Ty wiesz, że cały mój naród mąż w męża
Na słowo moje stanie do oręża.
Ile serc mężów, braci, synów, ojców,
Tylu mścicieli wywoła gwałt zbójców.
Sił swych i naszych tyś dobrze świadomy.
Zginiesz — a w przyszłych wiekach imię Romy
Będzie oznaczać tylko zbrodnię, zdradę,
I kaźń ich słuszną: — hańbę i zagładę.
Patrz! widzisz tłumy — dziś jeszcze bezbronnych,
Lecz gdy sam jeden wrócę...
ROMULUS
Dość słów płonnych,
Gdy nie masz innych.
TACJUSZ
kończąc
Gdy sam jeden wrócę
Ze świtem jutra — ku świata nauce,
Ku przerażeniu równych wam zbrodniarzy,
Nie tylko ludzie, lecz bogi z ołtarzy,
Strażnicy wiary, gościny, pokoju,
Zstąpią i przyjdą, by nas wieść do boju,
By pomścić na was swoje prawa boże.
Aż gruzy murów waszych pług zaorze,
Aż zawalony trupami waszemi
Tyber się cofnie i z tej sprosnej30 ziemi
Zmyje krew waszą i wstyd krzywdy naszej.
ANKUS
Bezsilny starcze! O! nie nas ustraszy
Czcza groźba twoja! — Białym by twym włosom
Mądrzej przystało ukorzyć się losom.
I gdyś wpadł w sidła, których już nie starga
Słaba dłoń twoja, po co próżna skarga?
Mądry ten tylko, kto rzecz, jak jest, bierze.
Bierz, co się stało, za żart! lub gdy szczerze
Chcesz mówić z nami, toć i my wzajemnie
Powiemy tobie, że nie nadaremnie
Dziewice wasze mężów w nas dostały.
Wnuki pogodzą was z nami.
TACJUSZ
Zuchwały!
W obliczu starca i ojca, któremu
Wydarłeś więcej niż życie, śmiesz jemu
Urągać jeszcze urąganiem, które
Obraża równie bogów i naturę!
Lecz tak! jam słaby; tak! czuję, że próżno
Grożę, by zmiękczyć zuchwałość bezbożną.
Wstręt zbrodni waszej i boleść tej chwili
Więcej niż starość ku ziemi mnie chyli.
do Romulusa
A więc cię błagam, o królu! miej litość!
Oddaj mi dziecię! — Wiesz, że mam obfitość
Skarbów; bierz wszystkie! Bierz państw mych połowę!
Tyś mnie zwyciężył bez miecza; ja głowę
Schylam przed tobą; — niechże się twa władza
Nie wzdyma w pychę, w gwałt się nie przeradza.
Lud cię mój błaga przez mię31; czyż nie dosyć
Tryumfu dla cię32?
TULLIA
Ojcze! przestań prosić!
ROMULUS
Królu, wiesz dobrze, że co chcesz ode mnie
Stać się nie może. Nie trwoń więc daremnie
Gróźb twych i błagań. Nasze są dziewice
I oto kapłan, co wnet ich prawice
Zwiąże z naszymi; gwałt ślubem uświęci.
Ty idź do swoich — i wedle ich chęci
Czyń twą powinność, jak my swoją czynim.
Skarb, cośmy wzięli, jest naszym, i przy nim
Dostoim kroku; lub jeśli nas bogi
Skarać zań zechcą, umrzemy bez trwogi.
Ale ty pomnij, że każdy cios, który
Godzić w nas będzie, trafi w wasze córy,
Małżonki nasze. — Idź zdrowo! albowiem
Com miał rzec, rzekłem.
TACJUSZ
Ha! toż i ja powiem
Słowo ostatnie; ale nie do ciebie,
Nie do twej hordy! — do bogów na niebie,
I do tych dziewic. — Sabińskie dziewice!
Oto ja, król wasz, podnoszę prawicę
I wzywam pomsty i przekleństwa bogów
Na każdą, która pokocha swych wrogów;
Na każdą, która ich żoną być rada!
Biada jej samej i jej dziecku biada!
Jeśli to zbrodni i rozpusty plemię
Ma, na wstyd niebu, przyjść i skalać ziemię,
Niech, gdy krew ojca pomści matki sromu,
W hańbie i wzgardzie, od domu do domu,
Z piętnem na czole zbrodniczego rodu,
Błąka się, żebrząc i umiera z głodu.
Przekleństwo żonom Rzymian!
HERSYLIA
Wielkie bogi!
TULLIA
Przekleństwo żonom Rzymian!
ROMULUS
do kapłana
Czas jest drogi;
Kapłanie! dokończ obrządku ofiary!
PINARIUS
wchodząc na stopnie ołtarza
O wy, niebiańscy! wy na te poziome
Świata z wysoka patrzący obszary,
Wy, piastujący młodocianą Romę,
Pobłogosławcie młodociane pary!
A niech łask waszych zasilone zdrojem,
W wielkie, potężne rozrodzą się plemię,
Kwitną miłością, szczęściem i pokojem.
Wylewając wino z czary
A jak to wino rozlewam na ziemię,
Tak niech pod mieczem krew zbrodnia33 wypływa,
Co gwałtem, zdradą, skrycie czy widomie
Śmiałby te święte rozrywać ogniwa.
Pokój Rzymianom! wzrost i chwała Romie!
TACJUSZ
odwracając się w progu
Przekleństwo żonom Rzymian!
ROMULUS
Chwała Romie!