SCENA V

Wchodzi Pinarius, prowadzony przez chłopca niosącego pochodnię i naczynie ofiarne.

ROMULUS

Więc do ołtarza!

TULLIA

w czasie, gdy chłopiec roznieca ogień na ołtarzu

Czy myślicie może

Błogosławieństwo nawet ukraść boże?

Jakimż obrządkiem uświęci się godnie

Zelżenie święta przez ohydną zbrodnię?

Do Pinariusa

Chcesz chyba bluźnić, kapłanie niewierny,

Chcesz zwiększyć zgrozę igraszki mizernej,

Do której zniżasz twój urząd.

PINARIUS

Bo muszę!

Ciężkie przeczucie uciska mi duszę.

ROMULUS

Niechaj się starość w złych przeczuciach gubi;

A Rzym jest młody; młodość działać lubi.

Czyń, co ci każą.

PINARIUS

Słucham. Losy mściwe

Padną na wasze głowy nieszczęśliwe

A nie na moję.

Do chłopca

Chłopcze, podaj czarę!

Chłopiec podaje

Wam, wielkie bogi, czynię tę ofiarę!

Tobie, Jowiszu!

Słychać uderzenia w bramę

ANKUS

idąc ku bramie

Co tam za pukanie?

TULLIA

Bogów mściciele — na wasze skaranie —

Już idą!

Pokazuje na ołtarze

Od tych bluźnierczych płomieni

Wasz gród zbójecki w popiół się zamieni!

ROMULUS

stając obok Hersylii, nie ruszając się z miejsca, głowę tylko odwraca

Któż znów taki?

TYTUS TACJUSZ

z zewnątrz

Otwórzcie! Król stoi —

Sam sobie herold — u waszych podwoi.

HERSYLIA

do siebie

Ojciec!

ANKUS

Nie trzeba starcowi otwierać!

Ma nam tu próżno swym jękiem doskwierać!

TULLIA

z oburzeniem

Król i mąż taki!

ROMULUS

Ale powiedz z góry,

Tacjuszu, po co chcesz wejść w nasze mury?

TACJUSZ

za bramą

Otwórzcie!

ROMULUS

Są tu twoje córki obie.

Oszczędź daremnych rozmów — nam i sobie!

TACJUSZ

Otwórzcie!

ROMULUS

No, to puśćcie!