SCENA IV
Pieczara Demogorgona. Azja i Pantea.
PANTEA
Cóż to za postać, okryta zasłoną,
Zasiadła owdzie na tronie z hebanu?
AZJA
Zasłona spadła.
PANTEA
Wielki mrok napełnia
Jego stolicę czarem majestatu.
Dokoła biją posępne promienie
Jak blask słoneczny wśród pełni południa.
To niewidzialne, bezkształtowe widmo!
Ani tam rysów, członków, ni postawy;
A jednak — czuję, że to duch żyjący.
DEMOGORGON
Zapytaj o to, co chciałabyś wiedzieć.
AZJA
Co nam powiedzieć możesz?
DEMOGORGON
Wszystkie rzeczy,
O które spytać się ważysz.
AZJA
Kto stworzył
Ten świat żyjący?
DEMOGORGON
Bóg.
AZJA
Kto stworzył wszystko,
Co on zawiera: myśl, rozum, namiętność,
Wolę, fantazję?
DEMOGORGON
Bóg, Bóg wszechpotężny.
AZJA
Kto stworzył owo uczucie, co z wiosny
Powiewem, w rzadkim, rzadkim nawiedzeniu
Lub na głos lubych ust, słyszany niegdyś
W młodości, oczy strugą łez napełnia,
Pod którą bledną promieniste lica
Niewiednych troski kwiateczków, i ziemię
Tę zaludnioną zamienia w pustynię,
Gdy głos nie wraca już?
DEMOGORGON
Bóg miłosierny,
Bóg.
AZJA
A kto stworzył trwogę, kto szaleństwo,
Zbrodnie, sumienia żądła, co od ogniw
W wielkim łańcuchu wszechrzeczy do każdej
Myśli w głębinie istoty człowieka
Ciążą i cisną go, a pod ciężarem
Każde się toczy ku dołowi śmierci?
Kto zawiedzioną nadzieję i miłość,
Obracającą się w gorzką nienawiść,
Kto samowzgardę, wstrętniejszą nad samą
Krew do wypicia, i cierpienia, których
Szczerym, ojczystym językiem są jęki
I wieczne krzyki rozpaczy? Kto Piekło
Lub czarną trwogę przed Piekłem?
DEMOGORGON
On włada.
AZJA
Powiedz mi jego imię! Świat, niedolą
Znękany, pyta cię tylko o jego
Imię: przekleństwa zgubią go!
DEMOGORGON
On włada.
AZJA
To wiem i czuję; ale kto?
DEMOGORGON
On włada.
AZJA
A któż to włada?
Na początku było
Niebo i Ziemia, i Światło, i Miłość,
A potem Kronos132, od którego tronu
Spadł cień zazdrosny: Czas. Za jego rządów
Dola pierwotnych duchów ziemi była
Jak cicha radość kwiatów, ziół i liści,
Dopóki wiatr ich nie zwarzy lub słońce
I wpółżywotne robactwo. Lecz on im
Odmówił praw, ich istocie wrodzonych:
Potęgi, wiedzy, tajemnicy władztwa
Nad żywiołami; myśli, która w cieniu
Na wskroś ten wszechświat przenika jak światło;
I majestatu miłości — a duchy
Mdlały z pragnienia. Wtedy Prometeusz
To, co jest siłą — mądrość — dał Zeusowi
I z godłem: «Ludzie niech będą swobodni!»
Udzielił steru nad przestworem nieba.
A być potężnym, ale bez przyjaciół,
Miłości, prawa, wiary — jest to władać.
Otóż Zeus władał; bo na ród Człowieka
Zwalił się naprzód głód, mozół i nędza,
Potem bój, rany i czarna zaraza,
I najczarniejsza, przedtem niewidziana,
Śmierć... Powikłane pory, samowolną
Koleją mrozu i ognia strzałami,
Bezschronne, blade jego pokolenie
Wparły do górskich jam — a na pustkowia
Ich serc on zesłał dzikie niepokoje,
Czcze cienie szczęścia niedoścignionego,
Które wzajemny toczą bój i burzą
Im legowisko, na którym szalały...
I widział Tytan — i wzbudził zastępy
Nadziei, śpiące w elizejskich133 kwiatów
Czarownych zwojach, w moly i nepenthe,
I amarancie134 — nieśmiertelnym kwieciu,
Aby lekkimi, tęczowymi skrzydły
Przysłonić mogły widmo Śmierci; zesłał
I miłość, aby ta porozrywane
Związała pędy owej winorośli,
Co rodzi wino życia — winorośli
Serca ludzkiego; on ujarzmił ogień,
Który jak zwierzę drapieżne, straszliwie,
Lecz i uroczo grał w oku człowieka;
Zdobył żelazo i złoto — znamiona
I niewolników potęgi; klejnoty
I szybkie jady, i najsubtelniejsze
Kształty pod falą i w górach ukryte;
On człowiekowi dał mowę, a mowa
Stworzyła z siebie myśl — miarę wszechświata.
Tedy nauka trąciła o trony
Ziemi i nieba; zatrzęsły się one,
Lecz nie upadły; i harmonia duszy
Naraz w prorocze wylała się dźwięki,
I duch słuchacza rósł muzyki czarem,
Aż wyzwolony od troski śmiertelnej,
Na obraz bóstwa krążył nad jasnymi
Falami tonów. I oto dłoń ludzka,
Wprzód naśladowczo, a potem misterniej
Nad samo dzieło przyrody, stworzyła
Postać człowieczą, przewyższając siebie —
I ubóstwiła się bryła marmuru.
A matki, patrząc, spłonęły miłością,
Jaką poczuwa ojciec, gdy w swym dziecku
Zobaczy rodu własnego odbicie —
I tak patrzyły, aż schnęły z miłości.
Objawił skrytą moc ziół i zdrojowisk:
Niemocą tknięty, spijał i zasypiał,
I śmierć się stała jako sen. Pokazał
Zawiłe drogi, po których wędrowne
Kołują gwiazdy; pokazał, jak słońce
Tor zmienia, jaki tajny czar księżyca
Twarz przeobraża, gdy blada, szeroka
Jego źrenica nie patrzy na morze.
Nauczył rządzić, jak życie — człowiekiem,
Wichrowo-skrzydłym wozem Oceanu:
Więc Indianina135 poznał Celt136, stanęły
Grody, przez białe ich kolumny ciepłe
Płynęły wiatry, zwyż eter przeświecał,
A z dala — morze i góry cieniste.
Taką to ulgę na dolę człowieka
Zlał Prometeusz; za niego przykuty
Usycha w mękach... Lecz któż to, jak z deszczem,
Zsyła zło, plagę te nieuleczoną,
Która człowieka — kiedy ten, jak bóstwo,
Na dzieło swoje pogląda i widzi,
Że jest chwalebne — utrapia; człowieka,
Rozbitka własnej woli, pośmiewisko
Ziemi, wyrzutka, sierotę, wygnańca?
Nie Zeus. Wszak jeszcze brwi zmarszczeniem wstrząsał
Olimp, a gdy go Tytan w diamentowym
Łańcuchu przeklął, to drżał jak niewolnik.
Powiedz mi, Duchu, gdzie jest jego władca?
Czy i on także ma być niewolnikiem?
DEMOGORGON
Niewolnikami są wszystkie te duchy,
Co posługują złemu. A czy Zeus jest,
Czy nie jest takim, o tym wiesz zaprawdę.
AZJA
A kogo pierwej nazwałeś ty Bogiem?
DEMOGORGON
Mówiłem tylko to, co ty mówiłaś,
Bo Zeus najwyższy jest z istot żyjących.
AZJA
A któż jest władcą niewolników?
DEMOGORGON
Gdyby
Otchłań wyziała swoje tajemnice...
Lecz brak jej głosu; głęboka, naprawdę
Nie ma wcielenia: cóż by ci pomogło,
Gdybym na świat ten, kręgiem wirujący,
Spojrzeć ci kazał lub wymówić słowo:
Czas, Przeznaczenie, Traf, którym podległe
Są wszystkie rzeczy prócz wiecznej Miłości?
AZJA
O to pytałam już pierwej, a serce
Dało mi twoją odpowiedź; bo każda
Z takich prawd winna być sobie wyrocznią.
Jeszcze cię spytam, a ty mi odpowiedz
Tak, jakby dusza ma odpowiedziała,
Gdyby rozwiązać mogła zapytanie:
Czyli137 powstanie kiedyś Prometeusz,
To słońce świata uradowanego?
Kiedy nadejdzie wyroczna godzina?
DEMOGORGON
Patrz.
AZJA
Oto skały pękają. O nocy
Czerwonej konie w tęczowej uprzęży
Pędzą z wozami, wiatry depczącymi;
Na każdym wozie stoi dzikooki.
Z tych jedni patrzą za siebie, jak gdyby
Złe duchy gnały za nimi; ja przecież
Prócz gwiazd iskrzących nic dojrzeć nie mogę.
Drudzy ognistym wzrokiem spoglądają
Przed siebie, pijąc chciwymi ustami
Wiatr swych rumaków, jak gdyby istota,
Którą kochali, z rąk im się wymknęła...
Już, już chwytają! Ich jasne kędziory
Płyną w pomroce jak warkocz ognisty
Jądra komety. Teraz popędzili...
DEMOGORGON
To nieśmiertelne Godziny, o które
Pytałaś pierwej. Jedna z nich snadź czeka
Na ciebie.
AZJA
Jakiś duch strasznej postaci
Wóz zatrzymuje przy skalnej zatoce.
Różny od braci twych, dziki woźnico,
Kto jesteś? Dokąd unosisz mnie?
DUCH
Jam jest
Cień Przeznaczenia sroższego nad samo
Oblicze moje. Zaprawdę, nim owa
Planeta w bezmiar zapadnie, już ciemność,
Co społem ze mną zstępuje, zagarnie
W noc wiekuistą bezwładczy tron Nieba.
AZJA
Co masz na myśli?
PANTEA
Ów straszny Cień bucha
Od jego tronu, jak bucha nad morzem
Dym czarno-żółty z grodów powalonych
Trzęsieniem ziemi. Patrz! Oto wstępuje
Na wóz. Rumaki pędzą, przerażone!
Śledź jego drogę wpośród gwiazd, czerniącą
Tło nocy!
AZJA
Takąż daje mi odpowiedź:
O dziwo!
PANTEA
Spojrzyj, przy skalnej krawędzi
Drugi wóz stanął — muszla ze słoniowej
Kości, czerwonym wykładana ogniem,
Który się wzbija i spada po cudnych,
Po fantastycznie rzeźbionych jej ściankach.
Młody Duch, który przewodzi, ma rzewne
Oczy nadziei, gołąbkom podobne.
Patrz! Cichy uśmiech ten przyciąga duszę
Jak blask skrzydlate robaczki w pomroku.
DUCH
Rumaków mych karmią138 jest chmur błyskawica,
Napojem — orkanów krynica;
Gdy wschodu kraina czerwienieć zaczyna,
To w świeżych promieniach się kąpią
I z dróg nie ustąpią, i pędu nie skąpią.
Więc zasiądź tu ze mną, Córko Oceanu!
Rozkażę — to pędem noc w ogniach pogrążą,
Przerażę — to wicher przegonią;
Nim mgły te Atlasu139 rozpłynąć się zdążą,
My ziemię z księżycem, z wód tonią,
Opłyniem przecudnie, spoczniemy w południe.
Więc zasiądź tu ze mną, Córko Oceanu!