SCENA III
Szczyt skały pomiędzy górami. Azja i Pantea.
PANTEA
Aż tu nas zawiódł ów dźwięk — do królestwa
Demogorgona, do potężnej bramy,
Z której jak z gardła wulkanicznej góry,
Meteorami ziejącej, paruje
Wyroczny wyziew128 — a ludzie go piją,
Samotnie błądząc po drodze młodości,
I nazywają cnotą, geniuszem,
Miłością, prawdą, to odurzające
Wino żywota, a gdy sok pochłoną
Aż do szaleństwa, wtedy jak menady129,
Krzyczące hucznie «Evoe! Evoe!»,
Wznoszą głos, który jest zarazą świata.
AZJA
Tron, jak być winien, dla takiej potęgi!
Wspaniały! Ziemio! Jakżeś ty wielmożna!
O, gdybyś była cieniem, tylko cieniem
Jakiegoś ducha jeszcze piękniejszego —
Choć jego dzieła plami zło, a on sam,
Jak jego utwór, słaby jest, lecz piękny —
Ja bym upadła na twarz, cześć składając
Jemu i tobie. Wszak teraz już z serca
Mojego płynie modlitwa. O! Cuda!
Spójrz, luba siostro, nim wyziewy zaćmią
Twój mózg.
Pod nami przestwór mgły faluje
Na kształt jeziora, co kędyś w dolinie
Indów o świcie rozściela błękitne
Wód zmarszczki, srebrnym światłem migające;
Patrz, jak się toczy, wiatrem kędzierzawa,
Uwyspia szczyty, na których stoimy
W opięciu mrocznych lasów, łąk kwiecistych,
Strugami lśniących grot, zaczarowanych
Od wiatru złudnych widm, ze mgły utkanych;
A wyżej góry, rozszczepiając niebo,
Z lodowych wieżyc blaskiem odbijają
Świt... tak iskrawe piany oceanu
Z brzegu szkarłatnej wyspy Atlantyku
Złocą wiatr lśniwych kropel paciorkami.
Ich wał okala dolinę, a pogwar
Katarakt z głębi rozdartych ich żeber
Podsyca wiatr, wciąż czujny, czyhający,
Groźnie uroczy jak milczenie. Słuchaj:
Tam spada śniegu lawina, od słońca
Zbudzony odłam! Jego straszna bryła,
Trzykroć przyparta burzą, tu stłoczyła
Warstwy na warstwach — jak w duchach, niebiosa
Wyzywających, tłoczą się i piętrzą
Myśli na myślach, póki jedna z wielkich
Prawd rozwiązana nie będzie, a wokół
Świętym jej echem ozwą się narody,
Jak dziś te góry, wzruszone w posadach.
PANTEA
Patrz! Tu burzliwe morze mgły u naszej
Stopy w różową pianę się rozkręca
I rośnie tak, jak pod czarem księżyca
Ocean rośnie naokół trawionych
Głodem rozbitków na wyspie szlamistej.
AZJA
Strzępki obłoku wzbiły się — wiatr, dołem
Podwiewający, rozgarnia mi włosy;
Teraz falują mi już nad oczami,
Już w mózgu czuję zawrót, w mgle już widzę
Jakieś postacie.
PANTEA
To widmo uśmiechem
Swoim skinienie nam daje; ze złotych
Kędziorów jego bije blask niebieski...
Znów inne! Inne! Słuchaj: widma mówią.
PIEŚŃ DUCHÓW
Nuż! W głębie, pod głębie,
W podświecie ze szczytu
Po ciemnym snu zrębie,
Po chmurach milionu
Walk Życia i Zgonu,
Za gwiazd kres i świtu,
Złudzenia i bytu,
Aż do podnóża ostatniego tronu!
Nuż! W głębie, pod głębie.
Nim zaniknie dźwięku ślad,
Za nim, za nim popod świat.
Jak pęd sarny wabi psa,
Błyskawicę — parna mgła,
Świeca — ćmy, dżdże — siwy szron,
Miłość — smutki, rozpacz — zgon,
A czas — wszystko i bez kresu,
Jak stal, posłuszną duchowi magnesu...
Za nim, za nim, popod świat!
W głąb, w głąb! Bez wstrętu — na dno odmętu!
Przez szarą próżnię pod dolnym światem,
Gdzie już powietrze nie jest pryzmatem,
Gdzie nie ma gwiazd, nie ma miesiąca130,
Gdzie nigdy w głuche wnętrzności skały
Z niebios promyki nie zawitały,
Z ziemi nie wsiąkła pomroka ćmiąca,
Gdzie Jeden na dnie, tylko Jeden władnie.
Nuż! Bez wstrętu w krtań odmętu!
Nuż! W głębię głębi, z dołu do dołu,
W czarne przestworze, wszechmocy morze,
Jak w mgłę spowita strzała gromowa,
Iskra, dysząca w stosie popiołu,
Jak łza ostatnia, którą przechowa
Pamięć miłości, jak w min131 skarbnicy
Lśniący po mroku promień diamentu:
Bo tam was czeka ów czar tajemnicy.
Nuż! W głębię głębi, w odmęt z odmętu!
My wam pochodnią, gwiazdą przewodnią;
A hasłem drogi w tajne otchłanie
Niech będzie słodycz i pojednanie.
W głąb! W głąb! Pod hasłem błogosławionym,
Bowiem obojga czar tak jest dzielny,
Że Wiekuisty, że Nieśmiertelny
Przez moc ich samą, za życia bramą,
Jak wąż zwiniętą pod jego tronem
Zagadkę Losu rozwiązać jest w stanie.