SCENA 1

SZIMENA, ELWIRA.

SZIMENA

Więc mówił?

ELWIRA

Że się cieszy,

że wybór twój pochwala,

że na śluby z Rodrygiem

zezwala.

SZIMENA

Więc zezwala?

ELWIRA

Mówił to, że w Don Sanszu

godnego ma rywala;

ale Rodryga więcej

poważa i szanuje.

SZIMENA

Tak tedy skłonność serca

mojego odgaduje.

ELWIRA

Co prawda, nie mówiłam,

że serce twe się skłania

więcej ku Rodrygowi.

Rzecz całą przedstawiłam,

jako niepewną jeszcze:

Że obydwaj młodzieńce

równo godni kochania.

To ucieszyło hrabię

i sam w pospiesznej mowie

wychwalał ród Rodryga;

Diega liczne zasługi,

ich przodków szereg długi.

Mówił, że go zniewala:

ród, zasługi, przodkowie.

„W pierszym rzędzie ich kładę”,

rzekł, „Kraj przez nich się dźwiga”.

Lecz spieszył się na Radę,

gdzie król i senat radzą,

komu na wychowanie

powierzą królewicza.

Don Gomez pewny prawie,

że jemu to oddadzą, —

spodziewa się zaszczytu, —

nie spodziewa rywala.

Czyli1 się nie przelicza?

Król widząc go łaskawie

wśród rycerzy u szczytu

w wojewódzkiej opończy,

rad by pewno, by gonił

za surm wojennych dźwiękiem.

Królewicz, gdy nieletni,

ojciec go będzie chronił

przed broni ostrym szczękiem.

Zaś gdy się Rada skończy,

Rodrygo ojca skłonił,

aby o twoją rękę

natychmiast hrabię prosił.

Czas więc już bardzo krótki

od przyszłości nas dzieli,

by szczęście twoje głosił, — —

w weselnym dźwięku fletni

zakończył twoje smutki.

Jeszcze się boisz o swego Rodryga?

SZIMENA

Bo wielkie szczęście los zazdrosny ściga.

Gdy człowiek naprzód dolą swą się cieszy,

już tajemnicze, niezgadnione moce

cios dlań gotują, co szczęście zdruzgoce.

Odchodzą.