SCENA 2

INFANTKA, ELEONORA.

INFANTKA

Nareszcie dzieło moje

już będzie ukończone,

gdy Don Rodrygo pojmie

Szimenę pięknolicą.

Tak więc miłosne prawo

wiąże orła z orlicą.

Szczęście im się zaśmiało.

Czyli Los da rękojmię?

Don Gomez już się skłania

oddać mu ją za żonę.

Teraz, Eleonoro,

powinna bym się cieszyć,

że mi się tak udało

złączyć dwa wielkie rody,

żem pięknego młodzieńca

obdarzyła dziewicą,

najpierwszą z mego dworu.

Miłość ta nie od razu

zajęła się płomieniem

takim, jak dzisiaj płonie.

Jednak, mimo oporu,

Rodryga wnet przykłonię,

Dziś serca im goreją

jednem ino2 pragnieniem.

Lecz, czyli mam się przyznać,

że równocześnie ze mną

(Ach! to cię będzie śmieszyć)

dziwne rzeczy się dzieją.

Twoje oczy się śmieją?

Ty może odgadujesz?

Zgadujesz?

ELEONORA

Nic trudnego.

Pewno ci się podoba

swatany rycerz młody

i żal ci swatanego?

INFANTKA

Daj rękę do mej dłoni,

przytul ją tu do serca,

czy serce moje czujesz

jak bije, silnie bije!

To może władztwo czyje?

To może tyle znaczy:

że książęce serduszko

kogoś uznawać raczy

panem, — że pokochało? —

ELEONORA

Ach, dziwię się niemało;

przelotne jakieś drżenie.

INFANTKA

O miłości! Srogi tyranie!

Amorze, wszechwładne bóstwo.

Jakżebym była wdzięczna tobie,

gdybyś, wejrzawszy w me ubóstwo,

dał wielką miłość i kochanie.

Po stopniach tronu droga do mnie.

Przybywaj, przybądź w snach wyśniony:

wiary dochowam ci niezłomnie,

Amorze, bóstwo niezbyte!

Dozwól dojść do się, upragniony,

choćby przez poświęcenie.

Krzesaj w serdeczny blask pożaru,

co w głębi serca skryte.

Przybywaj, przybądź w łunach czaru;

rwij kwiaty nierozwite.

ELEONORA

O kim, księżniczko, mówisz?

Za kim wyciągasz ręce?

Czyli Amora boga

wołasz w serdecznej męce?

INFANTKA

Boga, samego boga

Amora ze skrzydłami!

ELEONORA

Ależ, księżniczko droga,

twój bożek lata górnie,

wysoko ponad nami.

INFANTKA

On mój, mój, ten skrzydlaty,

co wzniesion ponad światy,

grot złoty ciska w ludzi

i dusze śpiące budzi.

Nie Rodryga mam w myśli.

Chcesz mi to wypominać?

Nie przed lada miłostką

księżniczce czoło zginać.

Miłość marna, młodzieńcza

nie wabi mnie, ni nęci.

Córka Gomeza hrabi

niech cieszy się Rodrygiem.

Dla siebie chcę rycerza,

co laurem hełm uwieńcza,

jak owi z nieba święci:

Jerzy, jak Anioł Michał,

co zabija Demona!

Takiemu dusza tęskna

pragnie być poślubiona. —

Oddalają się.