SCENA 5
INFANTKA, ELEONORA.
ELEONORA
Księżniczko, co jest tobie,
że ręce własne ściskasz.;
w trwodze je załamujesz;
oczyma dziwnie błyskasz?
Czy mnie ty okłamujesz,
udając raz wesołą —
to znowu nagłym smutkiem
marszcząca brew i czoło?
INFANTKA
Ja dziwną mam nadzieję:
jakąś nadzieję straszną.
W królewskim dyjademie,
w mych szat królewskim stroju —
uwierzysz? — mnie za ciasno. —
Ja nie wiem na co czekam,
gotowam pragnąć złego!
I dzieło, co jest moje,
com sama go pragnęła,
cieszę się, — że los zwleka
pozornie wbrew mej woli.
Czy los tak igra może
z tem, co człowieka cieszy,
z tem, co człowieka boli?
Dopiero bliskie były
młodych obojga śluby, —
już domy się zwaśniły.
ELEONORA
O czem księżniczko mówisz?
Kogóż to masz na myśli?
Czyli Rodryga znowu?
INFANTKA
Los dziwne koła kreśli.
I to mnie zastanawia;
to naraz mnie zadziwia,
i naraz mnie zabawia.
Nadzieję mam okrutną
i tę ci wyznać muszę:
że w walce tej Rodrygo
zabije Don Gomeza!
ELEONORA
Jak możesz pragnąć tego?
INFANTKA
Pragnę, na moją duszę!
Mówiłam: sama nie wiem
dlaczego pragnę złego?
Wychodzą.