Od tłumacza
Karnawałowa pieśń Wawrzyńca Medyceusza1:
Quant’è bella giovinezza,
Ma si fugge tuttavia!
Chi vuol esser lieto, sia!
Di daman non c’è certezza!2
była na ustach całego Rzymu. Stolica świata szalała, pławiła się w nieskończonych uciechach, stając się niedoścignionym wzorem rozpusty dla reszty Włoch i dla całego świata.
Po Juliuszu II3, tym hartownym mężu włoskiego quattrocenta4, po okresie nieustannych wojen, nastała epoka słodkiego spokoju i rozkwitu sztuk, przypominająca złote czasy rzymskiego Augusta5. Na stolicy Piotrowej zasiadł papież-schyłkowiec, papież-dekadent6, upatrujący jedyny sens i cel życia w wygodnym, estetycznym sybarytyzmie7...
Curis animique doloribus quacunque ratione editum intercludere8
stało się dewizą papieża, a ulubiony błazen nadworny, fra9 Mariano, dodawał później:
Viviane, babbo santo, perchè tutt’altra cosa è burla! 10
Filozofia obumierającej epoki wcieliła się w horacjuszowskie carpe diem11, a ludzie zaczęli przemieniać życie na nieustanny karnawał. Nic to, że polityka zniewieściałego Medyceusza, rządy kamaryli12 florenckiej, symonie13, zepsucie hierarchii i marnotrawstwa pchały papiestwo ku przepaści, nic to, że na dalekiej północy rozlegał się stuk luterskiego młotka, a z mroku przyszłości wyłaniał się straszny dramat, tragedia ostatniego Medyceusza na Zamku św. Anioła14 — Rzym szalał, a festyny, uczty, bankiety i polowania szły jednym ciągiem, biorąc przykład z papieskiego, zeświecczonego dworu. „Złoty wiek” Leona okazał się przejściem do epoki rozkładu, do ponurych lat kontrreformacji.
Zaraz po konklawe z roku 1511 zaczęli tłumnie napływać do Rzymu literaci, malarze, rzeźbiarze i muzycy, nęceni słuchami o legendarnej wprost hojności papieża, pragnący nagród brzęczących za swe trudy i prace.
Ale Leon X, jakkolwiek wszechstronnie wykształcony, nie miał nigdy głębszych zainteresowań; w sztuce, jak i w życiu rządził się sympatiami i antypatiami, a wielkie jego zamysły i plany pozostawały zawsze tylko projektami. Przy tym niedorzeczności błaznów cieszyły Ojca św. bardziej niż rozum uczonych. Na dworze papieskim obok najwybitniejszych ludzi schyłkowego Renesansu poczesne miejsce zajmuje trefniś fra Mariano, Serapica i archipoeci błazeńscy w rodzaju Camilla Querno lub innych. Wszystko to zniechęcało oczywiście humanistów do papieża, którzy po dwu latach zaczęli Rzym opuszczać, aby na innych dworach szukać gościny i środków do życia.
Na razie jednak, w pierwszych latach pontyfikatu, dwór Medyceusza błyszczy od gwiazd umysłowości współczesnych.
Obok Bibbieny, Pietra Bembo, Jakuba Sadoleto, Pomponazza przebywał tam stale lub czasowo Rafael, Bramante, Giuliano da Sangallo, poeci: Trissino, Rucellai, Tebaldeo, Bernardo Accolti, Brandolini i największy z nich wszystkich Ariosto15.
Zaiste! Wydawać by się mogło, że nie kłamał epigramat przybity na torsie Pasquina16 w r. 1516:
Spieszcie do Rzymu, poeci, ze wszystkich świata zakątków,
Bowiem w Stolicy Piotrowej Leon — bóg ziemski panuje,
Artystów bierze w obronę, bogate dary im rzuca.
Zaprawdę, dziś dla Parnasu17 szczęśliwe lata nastały!
W roku 1517 na świetny dwór Leonowy przybywa pieszo z Perugii młody malarz Pietro Aretino. Nikt go jeszcze wówczas nie znał, nie przypuszczał, że ma przed sobą godnego następcę paszkwilisty Poggia, ojca nowoczesnego dziennikarstwa, „bicza książąt”, przed którym będą się kłoniły kornie ukoronowane głowy Europy. Gruba sieć legend, kłamstw, oszczerstw i nadmiernych pochwał powstała wokół jego osoby.
W świetle prawdy historycznej rzeczy przedstawiają się w sposób następujący: Pietro urodził się w Arezzo w dniu 19 kwietnia 1492 roku. Matką jego była Tita, kobieta uczciwa i bardzo dobra, ojcem szewc Luka, którego nazwisko jest nieznane, ponieważ poeta, wstydząc się swego pochodzenia, nazwał się po prostu od miejsca urodzenia — Aretino. Pietro otrzymał bardzo mierne wykształcenie, wcześnie opuścił Arezzo i udał się do Perugii, którą nazywa ogrodem, „gdzie kwitnęły jego młode lata”. Tutaj oprawiał książki i zajmował się malarstwem, a po przeczytaniu sonetów Antonia Mezzabarba zaczął też próbować sił na polu literackim. Jako przyczynę opuszczenia Perugii legenda podaje oburzenie, jakie wywołał Aretino, malując św. Magdalenę z lutnią w ręku, wyciągającą ramiona do Zbawiciela. W 1512 roku wydaje Aretino w Wenecji zbiór sonetów, ale właściwa jego kariera literacka zaczyna się dopiero po przybyciu do Rzymu.
Bogaty bankier Agostino Chigi staje się mecenasem Pietra i poleca go Leonowi X. Wesołemu dworowi papieskiemu bardzo przypadł do gustu młody malarz, odznaczający się niepospolitym dowcipem i wrodzoną żyłką satyryczną. Towarzystwo rzymskie zaczyna się bać złośliwego pisarza, kardynałowie, artyści i monsignorowie18 zabiegają o jego względy i przyjaźń. Po śmierci Leona X Aretino znajduje opiekuna w kardynale Giulio Medici, późniejszym Klemensie VII. W czasie konklawe i po wyborze Hadriana19 satyry Aretina, przyklejane na torsie Pasquina, rozsławiają imię autora na całym półwyspie. Obawiając się „znienawidzonego cudzoziemca”, Pietro wraz z Medyceuszem opuszcza Rzym, udając się do Florencji. W 1523 roku kardynał Giulio użycza Aretina markizowi mantuańskiemu, Fryderykowi II, dowódcy wojsk papieskich. Pośrednikiem między Medyceuszem a księciem staje się Baldassare Castiglione; Aretino przybywał na dwór mantuański pod auspicjami wytwornego autora Dworzanina. Protektor i protegowany stanowili niebywały wprost kontrast. Castiglione, rycerz-poeta, wykwintny literat należący duchem do poprzedniej epoki Renesansu, hrabia na Nuvillarze, poleca księciu w gorących słowach plebejusza, korsarza i awanturnika literackiego — Aretina. Aby pojąć ogrom przepaści leżącej między tymi dwoma ludźmi, dość przeczytać po Cortegiano — Ragionamento delle corti20.
Tam przemawiają do nas ludzie subtelni, wyrafinowani, dbali o wszystkie ozdoby umysłu i obyczajów, tutaj widzimy przedpokój trzęsący się od plotek, sprośnych opowiadań i prostackich wymysłów!
W Mantui wschodzi gwiazda Aretina. Zyskuje on rozgłos jako namiętny wróg papieża Hadriana, ogólnie znienawidzonego we Włoszech.
W listopadzie 1524 konklawe wybiera papieżem Klemensa VII; Pietro, wróciwszy do Rzymu, staje się osobistością wybitną i wpływową. Oddaje cenne usługi Fryderykowi Gonzaga, szczególnie w dziedzinie transakcji artystycznych (Rafaelowski portret Leona X, kopia Laokoona, zrobiona przez Sansovina i jakiś biust antyczny), pisze swoje satyryczne kalendarze, odpowiadające Prognostykom Pantagruelskim21 Rabelais’go, miesza się w intrygę partii dworskich i ściągnąwszy na siebie gniew notariusza apostolskiego Gianmatteo Giberti, musi na krótki czas Rzym opuścić. W tym mniej więcej czasie pojawiają się wszeteczne22 rysunki Giulia Romano, sztychowane23 przez Marcantonia Raimondi. Aretino dorabia do nich tekst 22 Sonetów rozpustnych.
Ponieważ jednak sztycharz za obrazę moralności został wtrącony do więzienia, więc nasz Pietro „nieobawiający się nigdy niczego, krom24 niebezpieczeństwa” nie chciał się w tak gorącej chwili popisywać płodami swego natchnienia. W sierpniu 1524 Aretino przebywa w Arezzo, skąd koresponduje z Giovanni dalle Bande Nere, ale już 13 listopada jest w Rzymie z powrotem. Klemens VII powraca poetę do łask, markiz mantuański nazywa go swoim carissimo amico25, wszystko jest na najlepszej drodze, lecz wiersze przybite na torsie Pasquina w dniu św. Marka wzbudzają ku pisarzowi powrotną falę nienawiści. Któregoś wieczoru podczas przejażdżki na ulicach Rzymu otrzymuje Aretino dwa pchnięcia sztyletem. Napadu dokonał niejaki Achilles della Volta, lecz głównym promotorem zamachu był, nielitościwie wyszydzany przez Pietra, Gianmatteo Giberti.
Papież kazał uczynić śledztwo i parę osób zaaresztować. Aretino tym się jednak nie zadowolił, a widząc, iż w Rzymie nie będzie mógł odegrać roli, o jakiej marzył, opuścił dwór papieski i szkalował go odtąd ciągle jako gniazdo najgorszej rozpusty i zgnilizny. „Siedem lat straciłem na darmo, służąc papieżom z rodu Medyceuszów”, spowiada się później w jednym z listów, zawiedziony w swoich nadziejach, autor Ragionamenti. Aretino szuka bezpieczeństwa u boku kondotiera26 Giovanni dalle Bande Nere, bastarda27 Medyceuszów. Przyjaźń między nimi, przyjaźń tak gwałtowna, że aż podejrzana, trwa bardzo krótko. W końcu listopada 1526 roku umiera Giovanni z ran na rękach przyjaciela.
Pietro przenosi się na dwór markiza mantuańskiego i poświęca księciu pierwszą swą próbę dramatyczną: Cortigiana. Z tej epoki pochodzą też najlepsze listy Aretina, objęte później pierwszym zbiorem. Są wśród nich gwałtowne napaści na kurię rzymską, na Klemensa VII, zamkniętego w Zamku św. Anioła, któremu Pietro z szatańską wprost złośliwością radzi, aby przebaczył nieprzyjaciołom i nie myślał o zemście. Skandal wywołuje ogłoszenie Sonetów rozpustnych. Sonety te, listy, giudici28 i frottole29 tworzą podwaliny rozgłosu i literackiej sławy.
25 marca 1527 roku Aretino przybywa do Wenecji. Zyskuje przychylność doży Andrea Gritti, do którego pisze: „Wyrzekam się na zawsze dworu rzymskiego, tutaj zakładam stały przytułek swych lat”. Aretino znalazł w Wenecji to, czego szukał. Jego żądza rozkoszy i estetyczne skłonności miały wreszcie pełnię ujścia.
„Perła Adriatyku” była miastem życia świeckiego, gdzie panowała Wenera30, a kurtyzana zajmowała miejsce równorzędne z uczciwą kobietą. Życie różnobarwne i wesołe, jego wspaniałość i piękność, opisywane przez Klemensa Moro w poezjach dedykowanych Renacie Ferrarskiej, zachwycały Aretina. Chciał być niezależnym, „żyć z potu swego kałamarza”, nazywał się Per la grazia di Dio uomo libero31, ale środki, za pomocą których tę wolność zdobywał, gorsze były od najpodlejszego niewolnictwa. Nie służąc możnowładcom, służył wiecznie i zawsze pieniądzom. Z Wenecji na wszystkie strony świata rozchodziły się listy Pietra, żebrzące, nachalne, bezwstydne w swych niepomiernych pochwałach lub groźbach. Odpowiedzią były bogate dary, znaczne sumy dukatów, pensje, złote łańcuchy, wspaniałe materie, doskonałe wina i wyszukane przysmaki.
Sława Aretina gruntuje się. Nigdy żaden literat nie był tak ubóstwiany, nikogo tak się nie obawiano. Książęta, prałaci, królowie, kardynałowie, artyści zabiegali o jego przyjaźń, chcąc uniknąć groźnych inwektyw i nielitościwych szyderstw. Pietro przezwał się il veritiero, l’uomo verace32, używał dewizy Veritas odium parit33, a jego przechwałkom i apoteozom nie było końca:
Mój obraz zobaczyć można u wejścia do pałacu; dzbany, talerze, ramy zwierciadeł zdobią się moją podobizną niby głową Aleksandra, Cezara lub Scypiona34. Wazy z Murano zowią się aretyńskimi, woda, która obok mego domu przepływa — aretyńską! Pewna rasa koni nosi nazwę od mego imienia, ponieważ papież Klemens podarował mi ongiś takiego rumaka.
Pedanci umrą z wściekłości, zanim dojdą kiedykolwiek do podobnych zaszczytów.
Aretino prowadzi cały dwór, gdzie rolę gospodyń sprawują kurtyzany weneckie. Dom jego staje się rodzajem zajazdu dla nieustannych gości, a „schody zużywają się od stóp ludzkich, jak bruk Kapitolu od kół triumfalnych wozów”. „Korzystam z najpiękniejszej ulicy i najpiękniejszego widoku na świecie” — pisze Pietro do Domenico Bollani, z pałacu, w którym zainstalował się na dobre!
Ledwie podejdę do okna, zaraz oglądam tysiące ludzi i tysiące łodzi w godzinach targowych. Przede mną jatki rzeźników, kramy rybackie, campo del Mincio, kantory dei Tedeschi, naprzeciw tych ostatnich Rialto, gdzie tłoczą się śpieszący przechodnie. W gondolach winogrona, w kramach warzywa i ptactwo, na chodnikach całe ogrody. Rzędy pomarańczowych drzew złocą mi otoczenie pałacu dei Camerlenghi. Gdyby wszystkie zmysły mogły tak, jak wzrok używać, moje mieszkanie rajem by się stało.
Zdobywszy sobie dzięki korsarstwu literackiemu wielki majątek, stał się Aretino człowiekiem bardzo hojnym.
Rozrzutność jest mi tak wrodzona, jak innym skąpstwo! Przyjaciele moi zabierają sobie z mych komnat przedmioty sztuki i drogocenne szaty. Gdy przejeżdżam w gondoli, na mostach i na chodnikach cisną się pacholęta i dziewczyny, prosząc o sztukę złota! Nigdy nie zapominam o malarzach i poetach w nędzy, jako że jestem bankierem miłosierdzia. Pieniądze, które od bogatych wyciskam, stokrotnie zwracam ubogim.35
Pod tym względem Aretino nie przesadzał zupełnie; rozrzutność jego mogła iść w paragon36 li tylko37 z rozrzutnością Leona X, który nigdy dukata w ręku utrzymać nie mógł!
Wśród różnorodnych zajęć i uciech weneckich przystępuje Pietro do pisania poematu Marfisa w guście Ariosta. Miał zamiar wysławiać ród Gonzagów i wyciągnąć stąd odpowiednie korzyści. Tymczasem stosunki z Fryderykiem II zepsuły się; przyczyną z jednej strony były skąpe podarunki księcia, z drugiej sprawa z chłopcem Biancchino, ku któremu Aretino zapałał gwałtowną miłością, a którego markiz mu odmówił.
Wskutek takiego obrotu rzeczy poeta odesłał ambasadorowi Mantui genealogie Gonzagów, stanowiące źródło do Marfisy, poemat przerobił i poświęcił go później margrabiemu del Vasto!
Po stracie łask Fryderyka Mantuańskiego Aretino, znalazłszy się w kłopotach finansowych, snuje fantastyczne i awanturnicze projekty, żali się ckliwie, że w ojczyźnie ocenić go nie umieją, i raz po raz rozgląda się za nowym mecenasem. Z opresji ratuje pisarza król francuski, Franciszek I38, posyłając mu łańcuch symboliczny, spleciony ze złotych języczków z napisem: Lingua eius loquetur mendacium39.
Aretino oczywiście wysławia króla pod niebiosy, co mu jednak nie przeszkadza w krótkim przeciągu czasu40 przerzucić się na stronę Karola V41, skoro tylko cesarz naznaczył mu roczną pensję w kwocie dwustu skudów42.
W Wenecji zbliża się Aretino z Tycjanem. Ukochanie miasta, znajomość malarstwa, wzajemność usług — oto węzeł, który ich łączy. Pietro przysparza malarzowi klientów, wśród których znajduje się Karol V i książę Urbino, i rozgłasza jego sławę po całym świecie. Wkrótce utworzyło się koło przyjaciół, do którego prócz Aretina i Tycjana należał Sansovino, wdzięczny lutnista — Sebastian del Piombo i drukarz Marcolini, nadworny wydawca Pietra, uwieńczony później w Ragionamento delle corti. Wenecja podówczas była miastem drukarni, a druk, ta naturalna broń Aretina, znalazła mu się pod ręką.
Potężny wpływ i znaczenie pisarza dosięga swego szczytu w latach 1533–37, wskutek różnych sprzyjających okoliczności politycznych i ogłoszenia drukiem zbioru listów. W roku 1543 wyrusza Aretino wraz z delegacją na powitanie cesarza Karola, wracającego z Włoch do Niemiec. Wówczas to na błoniach Peschiery spotkał Pietra najwyższy zaszczyt i triumf. Karol przywitał się z nim nadzwyczajnie serdecznie i poprosił, aby zechciał mu towarzyszyć w podróży po prawej ręce. Dumny cesarz i sprytny pamflecista cwałowali tedy43 razem, a fakt ten w oczach współczesnych nową aureolą otoczył postać znanego pisarza.
W tym też czasie Aretino godzi się z dworem papieskim. Pier Luigi Farnese poleca go papieżowi Pawłowi III44, prosząc o kapelusz kardynalski dla swego protegowanego. Starania okazały się jednak bezskuteczne, a Pietro, chcąc zatuszować despekt45, płynący z odmowy, twierdził potem, że sam godność mu ofiarowywaną odrzucił. W 1550 r. zaczął się pontyfikat Juliusza III46, kardynała del Monte, pochodzącego z Arezzo, a więc współziomka Aretina. Poeta uradowany, pełen złotych nadziei, śle do Rzymu sonety i listy i cieszy się, słysząc, że prałaci i kardynałowie unoszą się nad nim jako nad wiernym sługą Kościoła, który w czasie ogólnego zachwiania się wiary zawsze katolicyzmowi wierny pozostawał.
Papież naznacza Aretina cavaliere di S. Pietro47 i obdarowywa go sumą tysiąca złotych koron. W 1553 roku poeta w towarzystwie księcia Urbino przybywa na czas krótki do Rzymu. Podróż była jednym wielkim, triumfalnym pochodem. Juliusz III ucałował go na powitanie i przyjmował po królewsku. Jednakże kapelusz kardynalski ominął Aretina i tym razem. Zawiedziony w swoich nadziejach Pietro wrócił więc do Wenecji, aby tam w spokoju i dostatku używać ostatnich lat życia.
W pałacu Loredan, naprzeciwko kościoła San Silvestro, mieszkała kurtyzana, Angela Zafetta, dawna przyjaciółka Aretina, której do końca wiernym pozostał. Przesiadywał u niej poeta całymi dniami, a niejednokrotnie sprowadzał ze sobą Tycjana, opata Vassalo lub innych godnych kamratów. Z dawnego rozpustnika i awanturnika pozostał tylko smakosz i niesłychany obżartuch. Angela, znając gust przyjaciela, wydawała doskonałe przyjęcia. Przy suto zastawionym stole dwaj artyści w towarzystwie starej kurtyzany dysputowali gorąco, co prawda, już nie o piękności kobiet i bożku Amorze48, ale o ewangeliach świętego Marka, sprawach Kościoła i innych godziwych historiach.
Aretino umarł w roku 1556, tknięty paraliżem, uniknął więc śmierci, jaką mu przepowiadał Berni:
L’Aretin per Dio grazia è vivo e sano
M’al mostaccio ha fregiato nobilmente
E piu colpi ha che dita in una mano.49
Wraz z pisarzem zeszła do grobu i jego sława. Umilkło słowo, na dźwięk którego truchlał cały świat, wspaniałe apoteozy okazały się przesadą i kłamstwem, wrogie podania i legendy słusznie i niesłusznie zaczęły szarpać jego imię.
Na tle epoki rysuje się jednak potężnie na wskroś nowoczesna indywidualność Aretina, w której prądy schyłkowego Renesansu znalazły swe najpełniejsze i najwszechstronniejsze odzwierciedlenie.
Powiadam, że jesteś synem Boga, ale iżby mi mnichy, psalmy mamroczące, nie przyganiały, dodaję ograniczenie, że Bóg jest najwyższą prawdą na niebie, a ty na ziemi. Jedna tylko Wenecja jest godnym ciebie miejscem pobytu, albowiem ty jesteś ozdobą ziemi, skarbem morza, sławą nieba. Jesteś czarą złotą o kamieniach szlachetnych, którą należałoby złożyć na ołtarzu przenajświętszym kościoła św. Marka w dzień Wniebowstąpienia Pańskiego. Jesteś podporą, jesteś światłem, pochodnią i blaskiem Kościoła naszego! Gdyby Kościół mógł mówić, zapewniłby ci najwspanialsze dochody w tych słowach: Dawajcie Aretinowi, który mnie wywyższa, oświeca i czci, który jednoczy w sobie bystrość Augustyna z moralnością Grzegorza, głębokość myśli Hieronima z pięknym stylem Ambrożego50. Mówię to ja nie sam tylko, ale tak wyznają wszyscy, twierdząc, że jesteś nowym Pawłem, co imię Boga między króle roznosił, nowym Janem Chrzcicielem, co śmiało chcąc świat poprawić, wytykał mu jego złości, nieprawości i obłudę; nowym Janem Ewangelistą, co dobrych wychwalał, podnosił i oczyszczał51.
W ten sposób pisze do Aretina jeden z dostojników kościelnych, a jego styl panegiryczny, niesmaczne pochlebstwa i szumne superlatywy nie są bynajmniej niczym wyjątkowym.
Jednakże wszystkie te pochwały, godności i tytuły nie zadowalały pisarza, jeśli prócz nich nie otrzymywał bardziej „konkretnych” dowodów życzliwości i pamięci! Pietro koresponduje z każdym, nawet z admirałem sułtana — Barbarossą52, gdy tylko spodziewa się, że coś otrzyma! Na dworach książęcych grasują jego agenci, którzy tropią grubszą zwierzynę i pouczają, jak ją usidlić należy. Pietro Vergerio rekomenduje mu w tym celu kardynała trydenckiego; Niccolo Franciotti donosi, że na dworze perskim mówi się o nim jako o półbogu! Niechby zechciał tylko jeden list napisać, fatyga opłaci się na pewno!
Kto przysyła podarunki, wynagradzając zasługi (virtù) Pietra, ten jest wielki i szlachetny, pochwała znajduje się w stosunku wprost proporcjonalnym do cenności daru; w zamian za pieniądze poeta rozdaje sławę.
„Unieśmiertelnię wasze imię — mówi on, zwracając się do Antonia da Leyva — skoro tylko dawać mi będziecie na chleb, w przeciągu tych marnych dwudziestu lub trzydziestu lat, jakie mi jeszcze do życia pozostają”53. „Jakież posągi ze srebra lub złota, nie mówiąc już o posągach z brązu lub marmuru, mogą się równać z pomnikami, które wzniosłem papieżowi Klemensowi, cesarzowi Karolowi, królowej Katarzynie i księciu Francesco Maria; są one wieczne jak słońce!”54.
I jeszcze cyniczniej od humanisty Filelfa przyznaje, że pisze dla pieniędzy, że „nie sława, ale konieczność zarobkowania” zmusza go do „psucia papieru”, przy tym mało się trapi tym, że łże, „chwaląc tych, którzy zasługują na naganę”.
Pochlebstwa Aretina są wprost obrzydliwe, komplementy, rozdawane na prawo i na lewo, wydają się nam dziś niesmaczną humorystyką, a jednak współczesnym podobały się one ogromnie.
Ten potok zdań napuszonych i słów panegirycznych mile łechtał słuch możnowładców, pochwały ceniono tym bardziej, im więcej obawiano się paszkwilów Aretinowskich, „dzięki którym tajemnice sypialni i prywatnego życia stawały się wiadome całemu światu”. Nazywano go tedy: raro, divinissimo, adorando55; Giovanni Medici mówi o nim, jak o miracolo di naturo56 Książę Giudobaldo z Urbino podpisuje się w listach: amorevol vostro, come figliuolo57, a hrabia Massiniamo Stampa chce, aby Pietro patrzał na niego, jako na swego syna i sługę58. Aretino miał się za obrońcę uciśnionej lub niedocenionej cnoty i zasługi:
„Ludzie szlachetni powinni mnie kochać, ponieważ nie szczędziłem nigdy krwi (?), walcząc w obronie cnoty, która dziś dzięki mnie pije ze złotych pucharów, ubiera się w klejnoty, posiada orszaki sług jak królowa i jest czczona niby bogini”59. Nie było pióra potężniejszego niż pióro Pietra: „miało ono moc grzebania żywych i wskrzeszania zmarłych”.
Pisarz wywierał ogromny wpływ na opinię publiczną, z jego zdaniem liczyła się polityka, on zaś sam, nie mając żadnych politycznych przekonań, w czasie wojen między Franciszkiem I a Karolem V odgrywał rolę dwuznaczną i zdradzał wczorajszych sprzymierzeńców dla nowych protektorów. Tylko w stosunku do kurii rzymskiej zachował stałą, niewzruszoną nienawiść.
Z czasów rzymskich pochodzi prognostyk na rok 1527 Judicio di maestro Pasquino, quinto ewangelista, satyra na papiestwo, która wywołała burzę gniewu na dworze ostatniego Medyceusza; z czasów weneckich słynna frottola uliczna Pax vobis60, wyszydzająca armię papieskiej ligi jako zbieraninę najpodlejszych tchórzów, rozbójników i złodziei. Klemens VII, czytając ją, miał się rozpłakać z boleści.
O śmiałości słowa i złośliwości języka nie można sądzić li tylko z dzieł, które Aretino do druku przeznaczył, a które schlebiając, miały mu zyskiwać nowych przyjaciół i nowe dochody. Okresem złośliwego paszkwilu były właściwie młode lata pisarza, kiedy to messer61 Pasquino przemawiał nieustannie na placu rzymskim.
Łacińska poezja renesansowa była poezją panegiryczną, wysławiała różne osobistości, zapominając o opiewaniu wewnętrznego i zewnętrznego świata! Humaniści w zamian za złoto unieśmiertelniali imiona swych protektorów, a potęga ich i znaczenie wzrosły do tego stopnia, że patrzono na nich jako na równych książętom lub królom!
Przekonanie humanistów o swej wielkiej wartości, ich pompatyczność i koturnowość odzwierciedla się najlepiej w epistolografii.
Poggio, Francesco Barbaro, Filelfo, Campano opublikowali zbiory swoich listów, które czytane były chciwie, jako arcydzieła stylu i klasycznej łaciny.
Widzimy więc, że w dziedzinie epistolografii Aretino nowatorem nie był. Ale błyskotliwość pióra, obfitość treści, znakomitość osób, z którymi korespondował, czynią go najwybitniejszym przedstawicielem tego oryginalnego, literackiego rodzaju.
*
Arioslo, Bibbiena i Machiavelli stworzyli komedię włoską w wieku XVI. Niezliczeni naśladowcy albo szli ich śladami, albo też wzorowali się na pisarzach klasycznych: Terencjuszu lub Plaucie.
Ani w swej tragedii Orazia, ani w komediach Aretino nie stał się niewolniczym naśladowcą teatru starożytnego, a mierna znajomość literatury antycznej wyszła mu tutaj na dobre. W dziełach scenicznych przejawia się talent bujny, ale pozbawiony wszelkiej artystycznej dyscypliny, komedie są budowane bez planu, bez głębszej refleksji, nie znać na nich świadomej pracy i twórczego wysiłku, za to typy nakreślone paroma charakterystycznymi rysami są świetne. Przemawiają do nas dworzanie, chełpliwi wojacy, oszukani amanci, głupcy, mający się za uczonych, rajfurki62 i kurtyzany, osoby wprost z ulic Wenecji i Rzymu przeniesione do literatury.
Pod względem scenicznym najudatniejsza komedia Aretina: Il Marescalco jest właściwie farsą. Książę mantuański, chcąc zażartować sobie ze swego marszałka, zaprzysięgłego wroga płci pięknej, każe mu się ożenić. Biedny marszałek musi wypełnić wolę tyrana i w przeddzień ślubu przyjmuje życzenia od całego dworu. Stara rajfurka przedstawia mu małżeństwo jako raj ziemski, ale żonaty Ambrogio, przez którego przemawia gorzkie doświadczenie, odmalowuje panu młodemu całą ohydę kobiet, ich podłości i zdrady, stylem podobnym do stylu Boccaccia63 w jego Labiryncie miłości.
W końcu ślub się odbywa, małżonkowie całują się, a oblubienica, zrzuciwszy zawoje weselne, okazuje się paziem książęcym Karolem z Fano.
Komedia była napisana jeszcze za czasów mantuańskich; wszystkie prawie osoby, jak Fryderyk, Hipolit, Calandria i Giulio Romano, są historyczne, co oczywiście zwiększało zainteresowanie słuchaczów i sukces dzieła.
W Cortigianie autor napada na rozwiązłość i zepsucie kurii rzymskiej. Komedia składa się z dwóch fabuł, dwóch uscenizowanych nowel: Głupi Sieneńczyk, messer Maco, wmówiwszy w siebie, że jest wielkim poetą, przybywa do Rzymu po kapelusz kardynalski. Malarz Andrea poucza go, jak się ma zachowywać, i przy sposobności maluje mu niezbyt ponętny obraz Watykanu! Równolegle do tej akcji rozwija się akcja druga: Pewien neapolitańczyk, messer Parabolano, zapałał namiętnością do pięknej Liwii. Sługa Rosso, chcąc zaspokoić żądzę swego pana, przy pomocy starej kurtyzany Alvigii wiedzie go miast64 do ukochanej, do żony piekarza Togni. Stary amant, dowiedziawszy się post factum65 o całej prawdzie, śmieje się z wyplatanego sobie figla, a piekarz przyjmuje żonę z powrotem per buona e per bella66.
Malarze: Andrea, Rosso i Sieneńczyk Maco żyli podówczas w Rzymie, co się zaś tyczy najlepszego typu komedii, starej dewotki-kurtyzany Alvigii, to posłużyła ona później satyrykowi francuskiemu Mathurin Régnier za wzór do jego typu Macette, rodzonej siostry Tartuffa67.
Oprócz Marescalco i Cortigiany napisał Aretino jeszcze trzy komedie: Ipocrito (1542), Talanta (1542) i Filosofo (1546). Brak miejsca nie pozwala mi tutaj na szczegółowsze ich rozpatrzenie. Nadmienię tylko, że komedia Ipocrito, znana Molierowi, stała się prototypem nieśmiertelnego Świętoszka.
Komedie Aretina, jak i wszystkie jego pisma, powstawały bardzo szybko, prawie na kolanie. Talanta została napisana w przeciągu dni ośmiu, Cortigiana i Marescalco w dni dziesięć. Hołdując zasadzie, że głównym źródłem treści dla pisarza powinna być rzeczywistość życiowa, dał nam Pietro w swoich komediach popis spostrzegawczego talentu i wzbogacił literaturę włoską szeregiem charakterystycznych typów. Szybkość i przypadkowość roboty odbiły się jednak ujemnie na całości dzieł, dlatego też żadne z nich nie może sobie rościć pretensji do skończonej, artystycznej doskonałości.
*
Kronikarz Sanudo daje nam bogate materiały do życia obyczajowego Wenecji. W roku 1509 na 300 000 mieszkańców w tym mieście było 11 654 kurtyzan. Senat wenecki w swych aktach nazywa je le nostre benemerite meretrici68, będąc widocznie dumny z tego rodzaju obywatelek.
Oprócz Wenecji stolicą nierządnic był Rzym, szczególnie za Aleksandra VI, którego pontyfikat (1492–1503) uchodził za „złoty czas niemoralności”.
Wiele wykształconych kurtyzan nadawało ton w towarzystwach. Do nich należała Veronica Franco, kochanka Henryka Walezjusza, późniejszego króla polskiego, słynna poetka Tulia d’Aragona, przyjaciółka Aretina Angela Zafetta, rzymska Madrema, znająca na pamięć Petrarkę69, Boccaccia i niektórych autorów starożytnych, oraz wiele innych: que non publice, sed secreto cum quinque vel sex eorum exercent artificium70.
Nikt lepiej od Aretina nie znał życia dziewek ulicznych, nikt nie odzwierciedlił w literaturze tak świetnie wulgarnej rzeczywistości i niemoralności ludzi Renesansu. Dialogi były starym rodzajem literackim, uświęconym przez tradycję artystyczną, dlatego też Aretino na brak wzorów skarżyć się nie mógł. Dość wspomnieć Lozanę Delicada, doskonałe źródło do poznania obyczajowości Rzymu w pierwszej połowie wieku XVI. Bohaterka Lozany bardzo przypomina Aretinowską Nannę i scharakteryzowana jest podobnymi słowami: „paple, co jej ślina na język przyniesie”.
Poeta, idąc śladami Boccaccia, podzielił swe dzieło na trzy dni. Wydawca Ragionamenti z roku 1584, pod pseudonimem Barba Grigia, usiłuje dowieść, że pisma tego rodzaju są bardzo pożyteczne dla obyczajowości, ponieważ przedstawiają występki w całej ich nagości, a pewien znakomity teolog z Lyonu oświadcza, iż posługiwał się Dialogami „boskiego” Pietra, pisząc swe dzieło o spowiedzi.
Miejscem rozmów jest Rzym; stara rajfurka i kurtyzana Nanna nie może się zdecydować, co zrobić z dorastającą córeczką Pippą. Dla młodej dziewczyny otwierają się trzy możliwości: klasztor, małżeństwo lub służba Wenerze. Z własnego doświadczenia zna Nanna wszystkie te trzy drogi żywota i podczas trzech dni gawęd opisuje swoje przeżycia przyjaciółce Antonii. Są to dialogi: Życie mniszek, Życie mężatek i Życie kurtyzan.
ANTONIA
Cóż ci dokucza, Nanno? Wyglądasz, jakbyś się octu napiła. Czy to przystoi tobie, która światem rządzisz?
NANNA
Światem? Phi!...
ANTONIA
A zapewne, że światem! Co innego, gdybym to ja zaczęła nos na kwintę spuszczać, ja, biedna, podstarzała gamratka71, na którą nikt już nie leci krom72 Francuzów. Tego towaru nigdy mi nie zbraknie! Jestem biedna, ale dumna! Jeśli powiem o sobie, że jestem łasa na słodycze, to doprawdy nie będzie to grzechem wobec świętego Ducha.
NANNA
Moja najdroższa kumo! Każdy człek ma swego mola, co go gryzie. Nieraz ciężkim strapieniem jest to, co ludzie uważają za szczęśliwość najwyższą, są także zmartwienia, o których się filozofom nie śniło. Ach! Wierzaj mi, wierzaj, ta nasza ziemia to jeden padół płaczu i zgrzytania zębów.
ANTONIA
Tak, padół płaczu, ale dla mnie, nie dla ciebie, któraś się w czepku rodziła. Na ulicach i na placach, we wszystkich szynkach i zamtuzach73, nic tylko wszędzie słychać: Nanna i Nanno, siak i tak! W twoim domu ściany trzeba rozwalać, aby się goście pomieścić mogli. I cały Rzym tańczy dookoła ciebie taniec murzyński niby Węgrzy podczas jubileuszu.
NANNA
Zapewne, zapewne! Ale mimo to dużo mi do szczęścia braknie. Wiesz, czasem mi się zdaje, że jestem młodą, urodziwą białogłową74 i że okrutnie wygłodzona siedzę przy zastawnym stole, bojąc się jeść ze wstydu, chociaż wiem, że kuchnia i piwnice są pełne. Oj, tak, tak, kumo, nie wszystko złoto, co się świeci! Oj, tak, tak!
ANTONIA
Wzdychasz?
NANNA
Naturalnie, że wzdycham!
ANTONIA
Oj, nie wzdychaj, nie wzdychaj! Bacz lepiej, aby kochany Pan Bóg nie zesłał ci czegoś takiego, nad czym naprawdę warto by było powzdychać.
NANNA
Wierzaj mi jednak, że w troskach moich nie ma ani krzty przesady. Pomyśl tylko! Moja Pippa skończy niedługo szesnaście wiosen, a musi przecież czymś zostać na świecie. A tu mi jeden prawi: „Zrób z niej mniszkę! Zaoszczędzisz lwią część posagu, a prócz tego przybędzie jeszcze jedna święta w kalendarzu”. A znów inny: „Za mąż ją wydaj. Jest diablo bogata i małe zmartwienie, że ci trochę mieszek schudnie”. Trzeci znów doradza, aby z niej, nie mieszkając75, kurtyzanę zrobić. „Jeśli szczęście dopisze, kurtyzana wnet wielką damą stać się może. A z tym, co ty masz i co ona swym wdzięcznym przyrodzeniem zarobi, królową być może”. Jednym słowem całkiem mnie zbili z pantałyku! Ot, widzisz, i Nanna ma swoje frasunki76!
ANTONIA
Ach, ale takie troski tylko łechcą przyjemnie! Akurat jak ktoś, kto ma trochę parchów77; wieczorem do domu przyjdzie, ściągnie pończochy i z głębokim ukontentowaniem pococha się78 trochę. Troską nazywam, jak co dzień ceny na chleb do góry skaczą, męką jest okrutną, że wino z godziny na godzinę drożeje, serce się krwawi, że czynsz ciągle płacić trzeba, a jak przyjdzie dwa, trzy razy na rok drzewa kupić, to ci się naprawdę bebechy w żywocie przewracają. Krosty i wrzody goić się nie chcą i człek z tych zmartwień siwieje. Że też sobie głowę podobnymi faramuszkami79 zaprzątasz!
NANNA
Czemu się tak dziwujesz?
ANTONIA
No, przecież jesteś urodzona i wychowana w Rzymie. Z zawiązanymi oczami powinnaś tedy80 wiedzieć, jak masz Pippę pokierować. Gadajże, nie byłaś mniszką?
NANNA
Owszem!
ANTONIA
Nie miałaś później męża?
NANNA
Miałam!
ANTONIA
Nie byłaś gamratką?
NANNA
Byłam!
ANTONIA
I nie masz dość rozumu, aby z tych trzech stanów najlepszy wybrać?
NANNA
Jak cię kocham, tak nie!
ANTONIA
A dlaczego?
NANNA
Albowiem takie mamy teraz psie czasy, że już ani mniszkom, ani mężatkom, ani gamratkom nie powodzi się tak jak drzewiej81.
ANTONIA
Ha, moja droga, fortuna kołem się toczy. Ale wiesz co? Może byś mi tak opowiedziała, jak to za dawnych, dobrych lat żyło się mniszkom, mężatkom i kurtyzanom? A ja ci przysięgam na owe siedem kościołów, które obejdę w najbliższy post, że jeśli mi wszystko opowiesz, w czterech słowach zakonkluduję, czym ma zostać twoja pociecha. Przecież nie z jednego pieca chleb jadłaś? Powiedz zatem, czemu nie chcesz przyzwolić, aby twoja córka mniszeczką została?
NANNA
Ho, ho, wiem ci ja już dobrze, dlaczego!!
ANTONIA
Otwórzże wreszcie gębę na dobre! Patrzaj! Wszak to dzisiaj dzień naszej patronki, świętej Magdaleny. Dzień to dla nas bardzo uroczysty. Mam na trzy dni chleba, wina i wędzonego mięsiwa w zapasie!
NANNA
A nie łżesz?
ANTONIA
Klnę się na wszystkie świętości!
NANNA
W takim razie opowiem ci dzisiaj o życiu mniszek, jutro o życiu mężatek, pojutrze o życiu kurtyzan...
Rozmową niniejszą, otwierającą sześć dni dialogów, zaczynają się Ragionamenti. Dialog Jak Nanna córeczkę swą Pippę na kurtyzanę kształciła jest czwartym z kolei, dalej idą jeszcze dwie gawędy dodatkowe: O łajdactwach męskich i O stręczycielstwie.
W dialogach Aretina przed oczami czytelnika przesuwają się przedstawiciele różnych nacji: jest więc hojny Francuz, skąpy Hiszpan, gruboskóry Niemiec, są różne plemiona włoskie: rozrzutni Wenecjanie, chełpliwi Neapolitańczycy, blagierzy-Rzymianie, fanfaroni z Florencji i głuptasy ze Sieny. A dalej całe szeregi typów odmalowanych w słowach bardzo dosadnych: wielcy panowie, rozrzutnicy, dusigrosze, zazdrośnicy, namiętni starcy, żółtodzioby, obłudnicy, bigoci, no i oczywiście mnisi.
Ze słów Nanny poznajemy charaktery, upodobania i moralność ludzi Odrodzenia, a z wielu aluzji i dykteryjek czerpiemy przyczynki historyczne do Rzymu Leona, Hadriana, Klemensa i do Sacco di Roma (splądrowania Rzymu w 1527 r.).
Aretino w swych Ragionamenti82 wspomina niejednokrotnie, że przedstawia społeczeństwo takim, jakim ono było w istocie, i że nie jego jest winą, „iż obraz obyczajów wypada fatalnie”. Czytając dialogi, musimy pamiętać nieustannie, że napaści na klasztory i na duchowieństwo nie są napaściami na religię; Pietro był człowiekiem głęboko wierzącym, spowiadał się co tydzień i pozostawił po sobie także dzieła ascetyczno-religijne83.
Pod względem „niemoralności” Aretino nie jest wcale gorszym od innych pisarzy; ojciec prozy włoskiej Boccaccio też nie uznaje figowego listka; noweliści, jak Matteo Bandello i Firenzuola, przyzwoitością nie grzeszą; co się zaś tyczy życia klasztornego, to niejaki messer Masuccio, „specjalista od mnichów”, powypisywał na nich takie okropności, że wobec jego utworów Aretino niewiniątkiem się wydaje.
Komediowe zacięcie Ragionamenti, humor, werwa i żywość stylu zapewniły dialogom trwałą sławę. W wieku XVI drukowano je we Włoszech kilkakrotnie i tłumaczono na języki: hiszpański, francuski i angielski.
Pisma „boskiego” Pietra wywołały całe roje naśladowców, wszeteczniejszych od samego mistrza.
Dopiero Tasso w Minturno, zerwawszy z tradycyjnymi sprośnościami, nazwał miłość, w sensie platońskim, siłą duchową, która wszystko tworzy i świat pięknością ożywia.
*
Aretino jako pisarz stoi na przełęczy dwóch światów: zmierzchającego Odrodzenia i narodzić się mającego baroku. Treść dzieł sprzęgnięta jest organicznie z epoką poprzednią, forma zaś mocno trąci kwiecistą napuszonością szkoły poetów: Tebaldea, Serafina i Bernarda Accolti, improwizatora na dworze papieskim, którego Aretino nadzwyczajnie cenił jako wyrocznię dobrego smaku i stylu.
Liryka włoska XVI wieku z małymi wyjątkami była naśladownictwem Petrarki. Autor sonetów do Laury, ubóstwiany i komentowany pedantycznie, stał się niedoścignionym wzorem doskonałości dla tych pisarzy, których szereg otwiera Bembo, Girolamo Molino, Domenico Veniero i Francesco Maria Molza.
Aretino, nie cierpiący niewolnictwa literackiego, nazywający poezję „wesołym kaprysem przyrody”, miał jednak wiele wspólnego z manierą liryków współczesnych. Metafory, alegorie, napuszoność, nienaturalność, pogoń za oślepiającą oryginalnością, wszystko to złożyło się na ów styl, który nazwano nieprzyjacielem płuc, nemico del pulmone, jako że rozwlekłych zdań w żaden sposób nie można wypowiedzieć jednym ciągiem!
A jednak ten barokowy pisarz zwał się obrońcą „rozumu i natury”, odnowicielem języka ludowego, lingua volgare, źródłem bezpośredniości i prostoty w sztuce, „która wymaga tylko natchnienia, kałamarza, pióra i czystego papieru”.
Nieuk-Aretino zajął wybitne miejsce w literaturze dzięki zdolnościom wrodzonym i w poczuciu swej pisarskiej rasy gardził szperaczami, scholarami84, gramatykami, „tą całą ciżbą pedantów, co włos na jaju rada by wynaleźć”.
Każdy, kto patrzy na świat „przez pyły bibliotek”, kto ślęczy nad komentarzami, kto studiuje łacinę lub grekę, jest dla Aretina znienawidzonym „pedantem”, idiotą, „starającym się daremnie o nieśmiertelność”.
Ale śmiejąc się z Petrarki, zachwycał się jednocześnie Pietro utworami Bemba, pedanta Trissino nazywał „duszą sławy” i hołdował modzie współczesnej, chociażby tylko w niezdarnych i mglistych kanconach85, wysławiających miłość platońską ku Angeli Sirena, „nowej Beatryczy” i „Laurze”.
Nie pierwsza to i nie ostatnia sprzeczność; teoria i praktyka oddzielnymi chodziły drogami, bowiem dla zasad i kanonów żywił Aretino głęboki wstręt i pogardę.
Należy brać życie po prostu, używać, gdzie można i dopóki można, a wszystkie katechizmy, ideały, wszystkie rozmyślania de natura rerum86, pozostawić pedantom lub ascetom.
Przywilejem ludzi talentu winno być życie radosne i bujne, życie niekładące tamy instynktom, zachciankom i żądzom wybujałej osobowości. „Trzeba dzielnie grzeszyć, lecz tęgo wierzyć”. Oto jedyne przykazanie Aretinowskie.
Pietro, nie mając żadnych ideałów, namiętnie jednak kochał sztukę. Rozkosze estetyczne były mu równie potrzebne do życia, jak i rozkosze materialne, znał się doskonale na malarstwie, dawał artystom cenne, fachowe wskazówki i pod wieloma względami uchodził za niewzruszalny autorytet.
Na literaturę patrzył Aretino jak na spekulacyjny środek wyciągania pieniędzy z kieszeni możnowładców; tym samym piórem schlebiał, łgał, przeklinał, łasił się i groził, pisząc listy pochwalne i szydercze satyry, dzieła pobożne i rozpustne Ragionamenti.
Że te sprzeczności jakoś godziły się ze sobą — dość spojrzeć na obraz Wenery obok obrazu Madonny Tycjana!
Nie szukajmy jednolitości w osobie pisarza i człowieka, nie starajmy się podciągać go pod jakiś wspólny mianownik syntezy. Aretino to w jednej osobie awanturnik i korsarz literacki, pochlebca i uomo libero87, rozpustnik i idealny kochanek, potwarca duchowieństwa i wierny syn Kościoła, sybaryta i dobrodziej ubogich, literat z musu, a zarazem prawdziwy artysta!
Tylko bujna epoka Renesansu mogła wydawać typy podobne!
*
Pierwsze wydanie tej książki było rekordem wydawniczym. Tłumacz cieszył się bardzo, widząc wzrost zainteresowania renesansową epoką literatury włoskiej. Gdy jednak z kolei pojawiły się dzieła takie jak Żywot Dantego czy Mandragora, zainteresowanie to spadło do zera i biblioteka włoska utknęła na kilku pierwszych tomach. Czyżby wypływał stąd wniosek, że należy przyswajać literaturze głównie dzieła obyczajowe i że Boy-Żeleński po stokroć ma rację, kiedy mówi, że w pojęciu szerokich mas czytelników zostanie na zawsze nie tyle tłumaczem Balzaka czy Montaigne’a, ile Rabelais’go i Brantôme’a.
Pojawienie się książki wywołało swego czasu wiele hałasu i oburzenia. Oburzali się oczywiście ci, którzy ją najżarliwiej czytali, zarzucając autorowi i tłumaczowi pornografię oraz „pochwalanie nierządu” (?). Z zarzutem tym walczyć nie będę, trudno bowiem po raz setny powtarzać, że moralność jest pojęciem względnym i że ludzie Renesansu z innego punktu widzenia patrzyli na „obyczajność” literacką. „Nagana i wytykanie palcem należy się tym, którzy te rzeczy czynią, nie temu, który je opisuje” — mówi z rozbrajającą szczerością nowelista włoski z XVI w. Matteo Bandello.
Rodzimych hipokrytów można by uspokoić zapewnieniem, że dzieła Aretina, nie wyłączając Żywotów mniszek, sprzedaje się publicznie wszędzie, że nawet w Rzymie można je dostać na dworcu kolejowym w tanim, popularnym wydaniu, jako lettura amena88 do podróży, i że Aretino, tak jak Rabelais, Brantôme, Bandello, Firenzuola, Machiavelli (Mandragora), Giordano Bruno (Condelaio) czy Bibbiena nie jest pornografem.
1928 Tłumacz