Prolog
Dyskurs między pewnym laikiem-moralistą a monsignorem89, miłośnikiem sztuk i nauk
LAIK
Cóż tam znów wertujecie?
MIŁOŚNIK SZTUK
Ho, ho... specjały są to, delicje niebywałe! Nowe, swawolne powiastki o kurtyzanach!
LAIK
Któż jest ich autorem? Czy może jej wysokość, markiza z Pescary?90
MIŁOŚNIK SZTUK
Trafione jak kulą w płot! Nawet wróble na dachu wiedzą, że markiza tylko po to pióro w inkauście91 macza, aby opiewać walory swego małżonka, którego zaiste już na Olimp wwiodła!
LAIK
Może więc signora92 Veronica z Coreggio księgę tę spłodziła?
MIŁOŚNIK SZTUK
O święty Antoni Padewski!... Gdzie Rzym, a gdzie Krym!... Signora Veronica umysł swój polerowny i wielkie poezji talenta na inne, godziwsze trudy zwykła obracać!
LAIK
Więc pan Luigi Alamanni93?
MIŁOŚNIK SZTUK
Luigi wysławia zasługi króla arcychrześcijańskiego, onego jaśniejącego świecznika sławy!
LAIK
Teraz zgadnę na pewno: autorem musi być Ariosto!
MIŁOŚNIK SZTUK
A niechże wam kat świeci! Przecież Ariosto, syt chwały ziemskiej, powędrował już do nieba!
LAIK
Na honor! Wielka to strata dla świata. Rymotwórcą był bowiem wcale wdzięcznym, a serce miał dobre i jak wosk miękkie!
MIŁOŚNIK SZTUK
Światłość wiekuista niechaj mu świeci!
LAIK
Może więc szlachetny Molza94 lub kardynał Bembo95, ów opiekun i ojciec Muz, którego winienem był na samym początku wymienić?
MIŁOŚNIK SZTUK
Ani kardynał, ani Molza. Jeden z nich poci się właśnie nad historią Wenecji, drugi zajęty jest chwaleniem Hipolita Medyceusza!
LAIK
Całkiem na pewno sprawcą tej księgi będzie więc pan del Ricci96, którego cudowna komedia zyskała niedawno taki aplauz u cesarza i u Ojca Świętego!
MIŁOŚNIK SZTUK
Pan del Ricci osierocił niestety sztuki piękne i para się teraz smarowaniem recept.
LAIK
Do kroćset! Zaliż97 nigdy nie zgadnę? Po prawdzie to poeci rozmnożyli się teraz niby heretykowie wszeteczni98, wyznawcy onego Lutra przeklętego!!
Gdyby las koło Boccano składał się z samych drzew laurowych, jeszcze by gałązek nie starczyło do uwieńczenia tych wszystkich małp, które naśladują Petrarkę99 i ślęczą nad łokciowymi komentarzami. Biedną madonnę Laurę już chyba w grobie sparło!
A Dante, ten magik, który jednym spojrzeniem wstrzymał trzy dzikie bestie100, zaliż nie jest też dziś nicowany, przewracany, obracany, miętoszony na wszystkie możliwe strony i sposoby?
MIŁOŚNIK SZTUK
Święta racja! Miód wam z gęby płynie! Ale powiem wam całą prawdę! Autorem książki jest boski Pietro Aretino.
LAIK
Ten bękart Antychrysta, ten wieprz sprośny, ten podły skryba?
MIŁOŚNIK SZTUK
O, wypraszam sobie takie sądy! Gdyby nawet Pietro był, jak powiadają, synem ulicznicy, jeszcze by stąd nie wynikało, że nie może nosić w sobie królewskiej duszy.
Zresztą, czyż nie unieśmiertelnia on imienia króla Franciszka, ku powszechnej radości i pożytkowi jego poddanych?
LAIK
A któż nie wielbi jego królewskiej mości?
MIŁOŚNIK SZTUK
Zaliż nie opromienia sławą księcia Aleksandra, markiza del Vasto i pana Claudio Rangone, onego klejnotu cnoty i rozumu?
LAIK
Z trzech kwiatów wieńca nie uwijecie!
MIŁOŚNIK SZTUK
A grabia101 Massiniamo Stampa, a książę Salerno, a książę Francesco Maria, a pan Diomede Carraffa, Livio Liviano, Luigi Gonzaga i tylu, tylu innych?
LAIK
Prawda, iż Pietro chwali tych wszystkich, którzy na pochwałę zasługują! Jego samego jednak chwalić nie ma za co!!
MIŁOŚNIK SZTUK
Widzę, że wielce dufacie102 słuszności swych sądów... Potrafi to byle głupiec... Ale do rzeczy! Boski Pietro chciałby, aby cnota była czczona jak bogini i aby cały świat, posiadając natchnienie łaski bożej, służył na klęczkach naszej macierzy-Kościołowi, aby ów młotek heretycki z Wittenbergi103 stał się nagle olbrzymim, ciężkim młotem i porozwalał czerepy zwolennikom arcydiabła Lutra. Chciałby, aby paszcza dwóch tysięcy szatanów schłonęła wszystkich skąpców wraz z ich uciułanym grosiwem oraz wszystkich jaśnie wielmożnych, którzy o wypełnieniu obietnic zapominają. Chciałby, aby stolica świata była tak obyczajną i skromną, jak Florencja za czasów tego starego pryka i nudziarza Cacciaguidy104, aby Watykan stał się znów przybytkiem cnót i aby w Rzymie można było znaleźć choćby jedną, jedyną prawdziwą dziewicę.
Pragnąłby też szlachetny Pietro, aby te zakute pały, ci krytycy od siedmiu boleści, posadzeni na ogniste rumaki i smagani do krwi kańczugiem105, nauczyli się wreszcie rozprawiać o dziełach innych i patrzeć z rewerencją106 na to, co cudze natchnienie wydało; pragnąłby, aby na kół wbito owych polityków przemądrzałych, a wiercipiętów, co to nawet niestatek107 fortuny na swoje dobro obracają, zdradzając króla Francji dla króla Hiszpanii, a króla Hiszpanii dla króla Francji.
Takoż życzyłby sobie ów wielki mąż z Wenecji, aby ci, którzy chodzą po tym padole z wysoko wzniesionymi oczyma, mając się za „naczynia wybrane”, utkwili mocno nosem we własnych bździnach i we własnych smarkach. Najchętniej zasię108 stałby się Pietro rydwanem, który by woził wszystkich szlachetnych mężów na świecie, miażdżąc pod kołami kapcanów109, hultajów, hyclów, kurdupli, durni, jełopów, błaznów, półgłówków, obłudników, bigotów, fąfli110, papinkarzy, bezwstydników, pyskaczy, rozpustnych mnichów, gmerków, rajfurów111, łotrów, pyszałków, oszustów, krasomędrków, szperaczy, scholarów, oćmijludków, kaprawych mistrzów z Sapienza Capranica112, no i tych pismaków zatraconych, którzy się mnożyli, mnożą i mnożyć będą przez wszystkie wieki i we wszystkich krajach. Takoż chciałby ów „brat książąt i królów”, aby...
LAIK
Dosyć, dosyć, na Boga! Bo mi od tych nadmiernych pochwał uszy popuchną!!
MIŁOŚNIK SZTUK
Stosowna to by była kara za to, iż miast113 zajmować się rwaniem zębów, tuczeniem świń lub jakimkolwiek innym podłym rzemiosłem, pakujecie swój natrętny nos do literatury.
Koniec prologu