AKT III
ZMIOTKA
wchodzi od strony miasta i mówi
Mam lat więcej niż trzydzieści, a nigdy dotychczas
Gorszej zbrodni nie spełniłem ani potworniejszej,
Jak to dziś, gdym się, nieszczęsny, w wiec jakiś wpakował.
Gdy tam stoję zagapiony, gdzieś mi zwiał Menechmus.
Poszedł pewnie do kochanki: mnie nie wziął umyślnie.
A niechże go wszystkie bogi! Tego, który pierwszy
Wpadł na pomysł wiec zwoływać, zajętych zajmować!
Czyż nie wybrać na to takich, którzy nic nie robią?130
* * * * * * ** * * * * *
Dość jest ludzi, którzy dzień w dzień raz tylko jadają,
Nic nie robią — i nie proszą, ni ich nikt nie prosi:
Ci niech chodzą na te wiece i na zgromadzenia!
W takim razie ja bym dzisiaj nie stracił obiadu,
Który mi się tak należał, tak jak wiem, że żyję!
Ale pójdę. Jeszcze teraz cieszę się na resztki.
Lecz co widzę? To Menechmus! W wieńcu tu wychodzi!131
Koniec uczty. W sam czas tutaj po niego przychodzę!
Patrzmy, co on będzie robił. Później go zagadnę.
Odsuwa się na bok, Menechmus II wychodzi, już po uczcie, z wieńcem na głowie; na ręku ma suknię, przyniesioną przez Menechma I.
Menechmus II, Zmiotka.
MENECHMUS II
mówi, wychodząc
No, więc bądźże spokojna. Już ja ci ją pięknie,
Prześlicznie odświeżoną dziś na czas odniosę,
Nie poznasz jej po prostu: tak będzie zmieniona!
ZMIOTKA
na stronie
Do hafciarza ją niesie. Więc jest po jedzeniu,
Po wypitce: pasożyt — był przy tym za drzwiami!
Nie jestem tym, co jestem, jeśli jak się patrzy
Tej krzywdy mej nie pomszczę! Zobaczysz, co zrobię!
MENECHMUS II
Bogowie nieśmiertelni! Komużeście kiedy
Więcej dobra w dniu jednym dali niespodzianie?
Jadłem, piłem wraz dziewką, tę suknię jej wziąłem,
Której po dniu dzisiejszym już nigdy nie ujrzy.
ZMIOTKA
na stronie
Nie mogę stąd podsłuchać, o czym on tu gada;
Czy o mnie? I to teraz, gdy się sam już najadł?
MENECHMUS II
Mówi, żem jej dał suknię i że ją porwałem
Mej żonie — skoro widzę, że się całkiem myli,
W lot wziąłem przytakiwać, jakbym miał z nią kiedy
Coś wspólnego. Co tylko ona powiedziała,
Ja to samo — i co tu dużo jeszcze gadać?
Nie — nigdy mniejszym kosztem tak się nie bawiłem!
ZMIOTKA
Więc podejdę do niego. Muszę piekło zrobić!
Zbliża się do Menechma II.
MENECHMUS II
Któż to idzie tu do mnie?
ZMIOTKA
Cóż ty, świszczypałko,
Niegodziwcze najgorszy, zakało ludzkości,
Ty podstępny nicponiu! Cóżem ja ci winien,
Byś mnie gubił w ten sposób? Jakeś mi się wymknął
Tam z rynku? „Pogrzebałeś” beze mnie ten obiad!
Jak śmiałeś? Gdym ja także miał być „spadkobiercą”?
MENECHMUS II
Człowieku, ja cię proszę, co ty chcesz ode mnie?
Nie znasz mnie, jestem obcy, a ty mi wymyślasz.
grozi mu
Mogłoby cię coś spotkać za to wymyślanie!
ZMIOTKA
Myślę, że mnie od ciebie już dosyć spotkało!132
MENECHMUS II
Powiedzże mi, człowieku, jak się ty nazywasz?
ZMIOTKA
No, więc jeszcze kpisz ze mnie, tak jakbyś mnie nie znał?
MENECHMUS II
Dalibóg, żem cię nigdy — o ile wiem tylko —
Nie widział, aż do dziś dnia, nigdym cię nie poznał.
A zresztą, w każdym razie, ktokolwiek ty jesteś,
Dobrze zrobisz, jeżeli dasz mi wreszcie spokój!
ZMIOTKA
potrząsa nim
Ocknijże się, Menechmie!
MENECHMUS II
Toć nie śpię, dalibóg,
Chyba tyle wiem jeszcze.
ZMIOTKA
A więc ty mnie nie znasz?
MENECHMUS II
Nie znam! Tożbym nie przeczył, jeśliby tak było.
ZMIOTKA
Więc twego pasożyta nie znasz?
MENECHMUS II
Ty, człowieku,
Masz coś niezdrowo w głowie, o ile rozumiem.
ZMIOTKA
Więc powiedz, czyś nie ściągnął dzisiaj twojej żonie
Tej sukni i czyś nie dał jej tutaj Erotium?
MENECHMUS II
Toć ani nie mam żony, anim nic Erotium
Nie dawał, ani żadnej sukni nie ściągnąłem.
ZMIOTKA
Masz rozum?
do siebie
Kiepska sprawa! —
do Menechma
Czyżem cię nie widział,
Jakeś tu stąd wychodził, w tej szatce kobiecej?
MENECHMUS II
zamierza się ze złością na Zmiotkę
Idź, bo ci łeb rozbiję!133 Czy myślisz, że wszyscy
Są przez to niewieściuchy, że ty sam nim jesteś?
Więc twierdzisz, żeś mnie widział w tej sukni kobiecej?
ZMIOTKA
Tak twierdzę.
MENECHMUS II
z pasją
Odejdź — mówię — tam, gdzie ci się patrzy,
Lub proś bogów o zdrowie134, ty ciężki wariacie!
ZMIOTKA
wrzeszczy ze złości
Nikt mnie nigdy, dalibóg, od tego nie wstrzyma,
Bym twej żonie o wszystkim, jak było, nie doniósł!
Tak się wrócą do ciebie te wszystkie obelgi,
Zobaczysz, jak się zemszczę za obiad zjedzony!
Wygrażając się, wchodzi do domu Menechma I.
MENECHMUS II
Cóż to wszystko ma znaczyć? Kogo tylko ujrzę,
Każdy mnie chce nabierać! — Ale drzwi skrzypnęły.
Pokojówka, Menechmus II.
POKOJÓWKA
ma w ręce naramiennik swej pani
Menechmie, bardzo pięknie prosi cię Erotium,
Byś to za jedną drogą zaniósł do złotnika
I dodał tu do tego jakąś uncję135 złota
I kazał naramiennik na nowy przerobić.
MENECHMUS II
I to, i wszystko inne, czego tylko zechce,
Powiedz, że jej załatwię, i jak tylko zechce.
POKOJÓWKA
podaje mu naramiennik
A znasz ten naramiennik?
MENECHMUS II
Wiem tylko, że złoty.
POKOJÓWKA
To jest ten, coś to mówił, żeś go potajemnie
Kiedyś ściągnął ze szafy twej żonie.
MENECHMUS II
Nie, wcale,
To tak nigdy nie było!
POKOJÓWKA
Jak to? Nie pamiętasz?
To oddaj naramiennik, jeśli nie wiesz.
MENECHMUS II
Czekaj136,
Owszem, owszem, pamiętam, ten sam, co jej dałem!
A to... gdzież bransolety, com jej dał z nim razem?
POKOJÓWKA
Wcaleś nie dał.
MENECHMUS II
A prawda! Tylko tamto dałem.
POKOJÓWKA
Powiedzieć, że załatwisz?
MENECHMUS II
Powiedz, że się zrobi.
Naramiennik ze suknią razem się odniesie.
POKOJÓWKA
przymilając się
Menechmeczku mój drogi, a każ mi też zrobić
Kolczyki w kształcie kropli137, na wagę dwóch złotych,
Bym cię chętnie widziała, kiedy do nas przyjdziesz.
MENECHMUS II
Dobrze, tylko daj złoto. Ja płacę robotę.
POKOJÓWKA
Daj, proszę, ze swojego, ja ci potem oddam.
MENECHMUS II
Nie, lepiej ty daj swoje. Oddam ci w dwójnasób.
POKOJÓWKA
Nie mam.
MENECHMUS II
To więc dasz wtedy, kiedy je mieć będziesz.
POKOJÓWKA
Cóż jeszcze?
MENECHMUS II
Tylko powiedz, że ja się postaram —
Pokojówka odchodzi.
Sprzedać wszystko najprędzej, najlepiej jak można.
Już weszła? Tak, odeszła, drzwi zamkła za sobą.
Sam
Wszystkie bogi mnie lubią, darzą, wspomagają!
Ale czemu ja zwlekam, póki mam sposobność
I czas, żeby stąd drapnąć, z tej tu rajfurszczyzny?
Śpiesz się tedy, Menechmie! Nogi za pas, zmykaj!
Ten wieniec teraz zdejmę, rzucę tu, na lewo138,
By mnie w razie pościgu w tej stronie szukali.
Pójdę, jeśli się uda, sługę mego znaleźć,
Powiedzieć mu to wszystko, jak mnie bogi darzą.
Odchodzi ku miastu w uliczkę.