AKT IV

Żona Menechma I, Zmiotka.

Wychodzą oboje z domu Menechma I.

ŻONA

zawodząc

Więc jakże ja mam ścierpieć to moje małżeństwo,

Gdy mąż chyłkiem wykrada, co tylko jest w domu,

I niesie do kochanki?

ZMIOTKA

Mówię ci, bądź cicho,

Schwycisz go na uczynku. Tylko tu chodź za mną.

Niósł właśnie do hafciarza, z wieńcem i pijany,

Tę suknię, którą dzisiaj tu z domu ci ściągnął.

spostrzega i podnosi porzucony wieniec

O, otóż jego wieniec. No, może ja kłamię?

O, tu odszedł, w tę stronę, jeśli iść za śladem.

spostrzega wracającego z miasta Menechma I

Ot, właśnie teraz wraca, i w sam czas, dalibóg,

Lecz tej sukni nie niesie.

ŻONA

Cóż ja mam z nim zrobić?

ZMIOTKA

To, co zawsze. Zwymyślaj!

Żona reaguje gestem

To, sądzę, najlepsze.

Chodźmy teraz tu na bok. Czatuj tu w zasadzce.

Chowają się oboje w uliczkę, za węgiel domu.

Menechmus I, Zmiotka, Żona.

MENECHMUS I

wracając z rynku, opowiada

Jaki też to zwyczaj mamy139 niesłychanie głupi,

Przykry, podły — a tym więcej ulega mu każdy,

Im kto lepszy! Tak chcą wszyscy mieć wiele klientów:

A czy zacni są, czy podli, nikt o to nie pyta;

Dbają więcej o majątek niż o ich uczciwość:

Gdy jest biedny, choć człek niezły, dla nich to jest nicpoń,

Gdy bogaty, chociaż gałgan, dla nich dobry klient!

Ci, co ni praw nie szanują, ni dobra, słuszności,

Takich mają za patronów, co się za nich trapią.

Zaprzeczają, gdy co wezmą, pełni kłótliwości,

A drapieżni i podstępni — pieniądze zbijają,

Czy na lichwie, czy oszustwie, i skargi im w głowie!140

Gdy ich ktoś do sądu pozwie — to patronów wzywa,

Bo nam tego bronić trzeba, co oni przeskrobią:

Czy w urzędzie, czy przed sędzią, czy na zgromadzeniu141.

Jak i mnie dziś pewien klient cały czas zaprzątnął,

Żem już nie mógł nic załatwić, com chciał, z kim być miało,

Tak mnie zajął, tak zatrzymał! Otóż przed edylem

Ja broniłem jego sprawek najgorszych, rozlicznych,

I warunki-m musiał stawiać142 krętackie, podstępne:

Przemawiałem na los szczęścia, sprawę przetrzymując,

Chcąc mieć sponzję. Cóż ten na to, co dał zakładnika?

Nie widziałem jeszcze nigdy, żeby kogoś lepiej

Na uczynku przyłapano: na wszystkie łajdactwa

Było po trzech tęgich świadków. — Niech go wszystkie bogi,

Że mi dzień ten dzisiaj zepsuł. — Niech mnie! Bym tak nigdy

Nie był spojrzał dziś na rynek. Dzień śliczny straciłem:

Ucztę-m kazał przygotować — tak — czeka kochanka.

Skorom tylko mógł się wyrwać, pędzę tutaj z rynku.

Pewnie się już na mnie gniewa: suknia ją ugłaska,

Com ją dzisiaj zwędził żonie i dał tej Erotium.

ZMIOTKA

na stronie do Żony

Cóż ty na to?

ŻONA

Żem źle wyszła, za złego człowieka143.

ZMIOTKA

Dobrze słyszysz, co on mówi?

ŻONA

Dobrze.

MENECHMUS I

podchodzi do drzwi Erotium

Wejdę sobie!

Tu mnie czeka coś dobrego!

ZMIOTKA

wypada z boku, łapie go i zatrzymuje

Ale tu coś złego!

ŻONA

wpada na niego z drugiej strony

Już tyś ją na dobry procent dziś zwędził, dalibóg!

ZMIOTKA

triumfująco

Teraz masz!

ŻONA

Tyś myślał może, że nikt o tym nie wie,

O twych sprawkach?

MENECHMUS I

przerażony, próbuje jednak udać niewinnego i Żonę ugłaskać

O co chodzi?

ŻONA

To ty mnie się pytasz?

MENECHMUS I

No, więc jego się zapytam.

ŻONA

Daj spokój wykrętom!

ZMIOTKA

podjudza ją

Dalej!

MENECHMUS I

Coś mi taka chmurna?

ŻONA

Tyś wiedzieć powinien.

ZMIOTKA

do Żony

Wie, udaje tylko, szelma!

MENECHMUS I

Co takiego?

ŻONA

Suknię...

MENECHMUS I

Suknię?

ŻONA

Ktoś tu moją suknię...

ZMIOTKA

do Menechmusa I

Czemuż drżysz?

MENECHMUS I

Nie, wcale.

ZMIOTKA

drwi

Tylko suknia tak cię wzrusza.

zniżonym głosem

Widzisz, nie trza było

Zjeść obiadu bez mej wiedzy!

do Żony

No, dalej na niego!

MENECHMUS I

do Zmiotki

Będziesz cicho?

ZMIOTKA

Nie chce mi się.

do Żony

Miga, bym nie gadał.

MENECHMUS I

Nie, bynajmniej, nigdy w świecie nie migam, nie mrugam.

ŻONA

zaczyna zawodzić

Oj, oj, biednam ja kobieta!

MENECHMUS I

zbliża się, obejmuje ją, chce uspokoić

Czemuś biedna? Powiedz!

ZMIOTKA

do Żony

Szczyt czelności! Sama widzisz, a on jeszcze przeczy!

MENECHMUS I

Na Jowisza klnę się, żono, i na wszystkie bogi

(To ci dosyć?), żem ja jemu bynajmniej nie migał.

ZMIOTKA

Już ci wierzy co do „niego”, lecz wróć do tamtego!144

MENECHMUS I

Do jakiego?

ZMIOTKA

Do hafciarza, i suknię jej odnieś!

MENECHMUS I

Co za suknię?

ZMIOTKA

Ja już milczę, jeśli ona sama

Nie dba o swą własną sprawę.

MENECHMUS I

do Żony

Czy ktoś z sług przewinił?

Może ci odpowiadają słudzy lub służące?

Powiedz! Zaraz ich ukarzę.

ŻONA

Ależ głupstwa gadasz145.

MENECHMUS I

Strasznieś chmurna146. Nie, nie lubię...

ŻONA

Ależ głupstwa gadasz.

MENECHMUS I

Pewnieś zła na kogo z służby.

ŻONA

Ależ głupstwa gadasz.

MENECHMUS I

Czyż się może na mnie gniewasz?

ŻONA

Tu nie głupstwa gadasz.

MENECHMUS I

Przeciem ja nic nie zawinił.

ŻONA

Tu znów głupstwa gadasz.

MENECHMUS I

przymilając się, głaszcząc Żonę

Powiedz, żonko, co cię gniewa?

ZMIOTKA

do Żony

Cacuś! Jak się mizdrzy!

MENECHMUS I

Przestań raz już z tym natręctwem! Czy do ciebie mówię?

ŻONA

wyrywa się

Weź tę rękę!

ZMIOTKA

do Menechma I

Tak, masz teraz! — Śpiesz się zjeść beze mnie,

Potem w wieńcu stój przed domem, drwij ze mnie pijany!

MENECHMUS I

Dalibóg, żem ani nie jadł, anim tu mą nogą

Dziś nie stąpił.

ZMIOTKA

A więc przeczysz?

MENECHMUS I

I jeszcze jak przeczę!

ZMIOTKA

Ta bezczelność! Czym cię tutaj przed domem nie widział

Co dopiero w wieńcu z kwiatów? Jakeś do mnie mówił,

Że mam głowę nie w porządku, że mnie całkiem nie znasz,

I żeś tu jest całkiem obcy?

MENECHMUS I

Toż dopiero teraz,

Odkąd z tobą się rozstałem, tu wracam do domu.

ZMIOTKA

Znam cię dobrze. Tyś był pewny, że nie mam sposobu,

By się zemścić. Mam: twej żonie wszystko powiedziałem!

MENECHMUS I

Coś powiedział?

ZMIOTKA

Ja nic nie wiem. Jej się możesz spytać.

MENECHMUS I

Co to, żono? Co takiego on ci opowiedział?

O co chodzi? Czemuż milczysz? Czemu nic nie mówisz,

O co chodzi?

ŻONA

Tak, jakżebyś — sam o tym nie wiedział!

Suknię z domu mi ktoś ściągnął!

MENECHMUS I

Suknię ci ktoś ściągnął?

ŻONA

Mnie się pytasz?

MENECHMUS I

Nie pytałbym, gdybym mógł to wiedzieć.

ZMIOTKA

Co za gałgan! Jak udaje!

do Menechma I

Lecz nic nie ukryjesz!

Wie dokładnie! Wszyściuteńko jej opowiedziałem.

MENECHMUS I

Co takiego?

ŻONA

No, więc jeśli sam się nic nie wstydzisz,

Dobrowolnie się nie przyznasz — to słuchaj, uważaj:

Wnet się dowiesz, czemum chmurna i co on mi mówił:

Suknię z domu mi ktoś ściągnął.

MENECHMUS I

Suknię mi ktoś ściągnął?...

ZMIOTKA

do Żony

Patrz, jak chce cię podejść, szelma!

do Menechma I

Jej ściągnął, nie tobie!

Bo gdyby ją tobie ściągli — już by jej nie było!147

MENECHMUS I

Idź ode mnie!

do Żony

Ciebie pytam.

ŻONA

Toż mówię, że suknia

Z domu dziś mi zaginęła.

MENECHMUS I

A któż ci ją ściągnął?

ŻONA

Ten wie pewnie, kto ją zabrał.

MENECHMUS I

A któż to jest taki?

ŻONA

Ściągnął ją Menechmus jakiś.

MENECHMUS I

A cóż to za zbrodnia!

Co za jeden ten Menechmus?

ŻONA

Tyś nim jest, powiadam!

MENECHMUS I

Ja?

ŻONA

Ty.

MENECHMUS I

A któż to zaświadczy?

ŻONA

Ja sama.

ZMIOTKA

Ja także!

I tuś zaniósł, tej kochance, Erotium.

MENECHMUS I

Ja dałem?

ŻONA

Ty, ty, mówię.

ZMIOTKA

Może zechcesz, by puchacza przynieść,

By ci ciągle „ty-ty” mówił?148 Myśmy już zmęczeni.

MENECHMUS I

Na Jowisza klnę się, żono, i na wszystkie bogi

(To ci dosyć?), żem jej nie dał.

ZMIOTKA

A my znów się klniemy,

Żeśmy prawdę powiedzieli.

MENECHMUS I

Lecz ja jej nie dałem,

Tylko tak... wypożyczyłem.

ŻONA

Ja jednak nikomu

Nie pożyczam twej chlamidy149 ani płaszcza twego.

Żona może wypożyczyć gdzieś suknię kobiecą,

A mąż męską.

po chwili, gdy mąż milczy

A więc kiedyż tę suknię odniesiesz?

MENECHMUS I

Już ja ci ją tu odniosę.

ŻONA

z pasją

Sobie dobrze zrobisz,

Bo tu progu nie przestąpisz, gdy z suknią nie przyjdziesz.

Ja odchodzę.

ZMIOTKA

A co ze mną, żem ci się przysłużył?

ŻONA

Gdy coś tobie w domu ściągną, ja ci się odsłużę.

Wchodzi do domu.

ZMIOTKA

wściekły

To jest — nigdy. Bo nic nie mam, żeby mi ktoś ściągnął.

Z mężem, żoną — niech was bogi!150... Ja śpieszę na rynek,

Bo tu, w tej familii, myślę, nie mam już co robić.

Wygrażając się, odchodzi na rynek.

MENECHMUS I

sam

Myśli, że mi źle zrobiła, że mnie wyrzuciła! —

Jakbym nie miał gdzie się podziać, gdzie mi lepiej będzie.

Jeśli ci się nie podobam, to małe zmartwienie.

Tej Erotium się spodobam. Ta mnie nie odtrąci,

Ale wtrąci w ten swój domek151. Teraz pójdę do niej,

Z prośbą, by zwróciła suknię, com jej dał przed chwilą,

Inną, lepszą jej odkupię.

puka do drzwi

Hej! Jest tu odźwierny?

Otwierajcie! Niech kto tutaj Erotium poprosi.

Erotium, Menechmus I.

EROTIUM

wychodzi

Kto mnie szuka?

MENECHMUS I

Wróg — dla siebie, lecz nigdy dla ciebie!

EROTIUM

Mój Menechmie! Tyś pod drzwiami? Chodźże do mnie.

MENECHMUS I

Czekaj.

Czy wiesz, po co tu przychodzę?

EROTIUM

Wiem, po rozkosz do mnie!

MENECHMUS I

Owszem, właśnie, wiesz... tę suknię, co ci ją tu dałem,

Zwróć mi, proszę. Żona moja już się dowiedziała

O tym wszystkim najdokładniej! Ja ci ją odkupię,

Jaką tylko zechcesz suknię, ba, dwa razy droższą!

EROTIUM

zdziwiona

Toż ci dałam ją przed chwilą, ażebyś ją zaniósł

Do hafciarza; a z nią razem także naramiennik,

Byś go zaniósł do złotnika, żeby go odnowił!

MENECHMUS I

Tyś mi dała naramiennik i suknię? Nie, nigdy!

Wszak jakem ci suknię wręczył i odszedł na rynek,

To dopiero teraz wracam, teraz cię znów widzę.

EROTIUM

zirytowana

No, już wiem, o co ci chodzi. Com ci powierzyła,

Chcesz mi zwędzić przez ten podstęp! Do tego ty zmierzasz!

MENECHMUS I

Toż nie dla podstępu proszę. Wszak mówię ci przecież,

Że się żona dowiedziała —

EROTIUM

przerywa mu, krzycząc

Wcalem nie prosiła!

Sameś ją tu do mnie przyniósł, sameś mi darował!

Teraz żądasz jej z powrotem. — Dobrze. Trzymaj sobie,

Zabierz, noś ją, ty czy żona, wrzućcie nawet w skrzynię.

Ale ty mi tutaj progu od dziś nie przestąpisz,

I nie próbuj! Gdym ci dobra, a ty mną pomiatasz,

Bez pieniędzy mnie nie będziesz próżno za nos wodzić!

Szukaj sobie teraz innej, żebyś ją tak mamił.

MENECHMUS I

Ależ to się pogniewała!

Podbiega do drzwi

Hej, słuchaj, poczekaj,

Wróć się! Stańże przez wzgląd na mnie! Przecież wróć się! — Poszła.

Dom zamknęła. Teraz jestem naj-najwyrzuceńszy152.

Ni w domu, ni u kochanki, nikt mi nic nie wierzy.

Pójdę się przyjaciół radzić, co mam teraz robić.

Idzie ku miastu.

Menechmus II, Żona Menechma I.

MENECHMUS II

wraca z miasta, suknię ma na ręce

Strasznie głupio zrobiłem, że Messenionowi

Powierzyłem przed chwilą tę kiesę z pieniędzmi.

Musiał wsiąknąć z pewnością gdzieś w jakąś garkuchnię153.

ŻONA

wychodzi z domu z Decjonem

Popatrzę, jak też prędko mąż wróci do domu.

A otóż i on właśnie. Ślicznie! Suknię niesie.

MENECHMUS II

Ciekawym, gdzie też teraz łazi ten Messenio.

ŻONA

do siebie

Podejdę i powitam tak, jak się mu patrzy.

do Menechma II

Więc czy ci nie wstyd teraz przyjść mi tu na oczy,

Ty, ohydny człowieku, z tą szatą?

MENECHMUS II

zdziwiony

Co znowu?

Co cię nosi kobieto?

ŻONA

Więc jeszcze, bezczelny,

Śmiesz pisnąć jedno słowo lub mówić coś do mnie?

MENECHMUS II

Com takiego zawinił, żebym nie śmiał mówić?

ŻONA

Mnie pytasz? Ale też to bezwstydna bezczelność!

MENECHMUS II

Ty wiesz chyba, kobieto, dlaczego Hekubę

„Suką” Grecy nazwali?154

ŻONA

Wcale tego nie wiem.

MENECHMUS II

Bo ona to zrobiła, co ty teraz robisz:

Kogo tylko ujrzała — z pyskiem na każdego.

I słusznie ją dlatego „suką” nazywali.

ŻONA

zaczyna zawodzić

Nie — już tego wszystkiego nie mogę wytrzymać

I wolę całe życie już wdową pozostać155,

Niźli wszystko to znosić, co ty tu wyrabiasz!

MENECHMUS II

A co mnie to obchodzi, czy chcesz z twoim mężem

Wytrzymać, czy też odejść? Czy tu taki zwyczaj,

Żeby obcym przybyszom bajki opowiadać?

ŻONA

dalej płacze

Jakie bajki? Toć mówię, że już nie wytrzymam

I wolę wdową zostać, niźli ciebie znosić.

MENECHMUS II

No, jeśli o mnie chodzi, to bądź sobie wdową

Nawet dotąd, jak długo królem będzie Jowisz.

ŻONA

jak wyżej

Takeś wpierw się wymawiał, żeś mi jej nie ściągnął,

Teraz mi ją na oczach, tutaj trzymasz. Wstydź się!

MENECHMUS II

Ale żeś ty, kobieto, i zła, i zuchwała.

Śmiesz mówić, żem ci ściągnął, co mi ją tu dała

Całkiem inna kobieta, bym ją dał odświeżyć?

ŻONA

jak wyżej

Nie, dalibóg — ja ojca mojego przywołam,

Jemu wszystko opowiem, co ty tu wyrabiasz.

Idź, Decjo, szukaj ojca — proś, niech razem z tobą

Przyjdzie do mnie; i powiedz, że tak sprawy stoją.

Chłopiec biegnie.

Już ja mu tu opowiem o tych twoich sprawkach!

MENECHMUS II

Masz rozum? Jakie sprawki?

ŻONA

Suknie i klejnoty156

Kradniesz z domu twej żonie — i twej przyjaciółce

Zanosisz. No, czy dosyć wyraźnie to mówię?

MENECHMUS II

Ja cię proszę, kobieto: jeśli wiesz, to powiedz,

Co mam zażyć, by ścierpieć tę twoją bezczelność?

Kogo we mnie ty widzisz — ja nie mam pojęcia;

Ja ciebie znam tak samo, jak... jak Portaona157.

ŻONA

wskazując na zbliżającego się Teścia

No, więc jeśli kpisz ze mnie, to z niego nie będziesz,

Z ojca, który tu idzie. Przecież się oglądnij!

No, czy jego też nie znasz?

MENECHMUS II

ogląda się

Znam tak jak Kalchasa158.

W ten sam dzień go widziałem, co i ciebie przedtem.

ŻONA

Więc mówisz, że mnie nie znasz? Nie znasz mego ojca?

MENECHMUS II

Jeśli dziadka przywiedziesz, to samo ci powiem.

ŻONA

To tak samo, dalibóg, jak wszystko, co robisz.

Teść, Żona, Menechmus II.

TEŚĆ

nadchodzi od strony miasta, strudzony, wspierając się na lasce; mówi:

Tak jak wiek mój mi pozwala i jak rzecz wymaga,

Idę, śpieszę — lecz nie taję, że mi to niełatwo.

Żwawość znikła, starość gniecie i ciężkie już ciało,

Sił już brak; o, wiek niedobry, niedobry to towar!

Bo przynosi, gdy przychodzi, moc rzeczy najgorszych;

Gdybym chciał wyliczać wszystko, za długo bym gadał!

Ale to mnie niepokoi i w sercu mnie trapi,

Co to jest, że mnie ma córka tak nagle tu wzywa,

Nic nie mówi, o co chodzi. Po cóż mnie przyzywa?

Lecz już prawie się domyślam, co to jest za sprawa:

Pewnie jakaś kłótnia z mężem. Bo one tak zwykle:

Chcą, by mąż im zawsze służył, przez swoje posagi

Pewne siebie i zuchwałe159. Choć i oni często

Nie ustrzegą się od winy. Jest przecież granica,

Pokąd żona winna znosić, ni też córka nigdy

Nie przyzywa swego ojca, gdy nie ma przyczyny

Czy z przewiny, czy też z kłótni. Lecz już się tu dowiem.

Otóż ona tu przed domem i jej mąż, coś chmurny,

To jest to, co przypuszczałem. — Więc do niej przemówię.

ŻONA

Więc podejdę. O mój ojcze, witaj!

TEŚĆ

I ty witaj!

Więc przychodzę w dobrą chwilę? W dobry czas mnie wzywasz?

Czemuś chmurna? Cóż on znowu, zły, z dala od ciebie?

Posprzeczaliście się o coś między sobą. Powiedz,

Kto z was winien, ale krótko, nie lubię mów długich!

ŻONA

Ja bynajmniej nic nie winna, nic a nic — to pierwsze;

Ale tutaj żyć nie mogę, ni wytrwać nie sposób!

Więc mnie zabierz stąd!

TEŚĆ

Co znowu?

ŻONA

Tu kpią ze mnie, ojcze!

TEŚĆ

Kto?

ŻONA

Ten, komuś ty mnie oddał — mój mąż.

TEŚĆ

Otóż kłótnia!

Wielem razy ci nakazał, byście mi się strzegli,

By z was żadne nie szło do mnie ze skargą?

ŻONA

Mój ojcze,

Jakże ja się mogę ustrzec?

TEŚĆ

Mnie się o to pytasz?

ŻONA

urażona tym ofuknięciem

No, jak nie chcesz...

TEŚĆ

Wielem razy tobie przykazywał,

Byś dla męża była dobra i nie szpiegowała

Ni co robi, ni gdzie chodzi?

ŻONA

wybucha płaczem

Lecz on tu się kocha

W tej heterze zaraz obok...

TEŚĆ

Ma rację! A nawet

Ja ci na złość tu pokażę, że się jeszcze więcej

Kochać będzie!

ŻONA

dalej zawodzi

I tam pije!

TEŚĆ

No, więc on dla ciebie

Mniej pić będzie, czy to u niej, czy gdzie mu się zachce?

Co — do licha — za bezczelność! Tak samo zażądaj,

By zaproszeń nie przyjmował lub gościa żadnego

Sam nie przyjął! Lub tak samo wyznacz mu robotę:

Każ, niech siedzi pośród dziewek i wełnę grępluje!

ŻONA

zirytowana

Nie dla siebiem więc przywiodła obrońcę, mój ojcze,

Lecz dla męża. Jego bronisz, stojąc po mej stronie!

TEŚĆ

Jeśli on znów coś zawini, to go jeszcze ostrzej

Skarcę niźli ciebie nawet. Lecz jeśli dba dobrze

O twe stroje i klejnoty160, dostarcza, jak trzeba,

Czy służących, czy zapasów, to lepiej, kobieto,

Miej ty rozum!

ŻONA

Lecz on właśnie klejnoty mi kradnie

me suknie161 ze skrzyń w domu — i mnie tak obdziera,

Moje stroje potajemnie do heter wynosi!

TEŚĆ

To źle robi, gdy tak robi. Lecz jeśli nie robi,

Ty źle robisz162, pomawiając człeka niewinnego.

ŻONA

Toż on, ojcze, teraz jeszcze ma w rękach tę suknię

I ten naramiennik właśnie, który do niej zaniósł,

A żem ja się dowiedziała, więc teraz odnosi.

TEŚĆ

Już ja dowiem się od niego, jak to wszystko było.

Więc podejdę i zagadam.

do Menechma II, który stoi cały czas na boku

Powiedz no, Menechmie,

O cóż to wy się spieracie, niech wiem. Czemuś chmurny?

Cóż ta znowu zagniewana, z daleka od ciebie?

MENECHMUS II

Więc kimkolwiek jesteś, starcze, jakkolwiek się zowiesz,

Klnę się na Jowisza władcę, na bogów...

TEŚĆ

przerywa

Lecz o co,

Po co, na co?

MENECHMUS II

...żem jej ani nic złego nie zrobił,

Tej kobiecie, co mnie skarży, żem jej suknię z domu

Ściągnął, porwał —

ŻONA

przerywa

Toż on kłamie!163

MENECHMUS II

Więc jeślim ja kiedy

Nogą wstąpił do jej domu, niech będę ze wszystkich

Nieszczęsnych najnieszczęśliwszy!

TEŚĆ

A gdzież ty masz rozum,

Że się tutaj tak przysięgasz i przeczysz, żeś nigdy

Nogą tu w ten dom nie wstąpił, gdzie mieszkasz, wariacie?

MENECHMUS II

Więc ty twierdzisz o mnie, stary, że mieszkam w tym domu?

TEŚĆ

Może nie?

MENECHMUS II

No nie, dalibóg!

TEŚĆ

To kłamiesz, dalibóg;

Chyba żeś się wyprowadził dzisiaj w nocy.

do córki, biorąc ją na bok

Chodź no!

Czyście się wyprowadzili?

ŻONA

na stronie

Ależ gdzie — i po co?

TEŚĆ

na stronie

Ja sam nie wiem.

ŻONA

na stronie

On wyraźnie kpi z ciebie. Nie widzisz?

TEŚĆ

No, Menechmie, już dość żartów! Więc teraz do rzeczy.

MENECHMUS II

w ostatecznej pasji

Co masz do mnie? Skądeś przylazł? Lub coś ty za jeden?

Ty, czy ona, co mnie tutaj zadręcza bez końca!

ŻONA

do ojca, przerażona wyglądem rzekomego męża

Patrz, zielenią mu się oczy!164 Zieloność mu bije

Z skroni, z czoła — popatrz tylko, jak mu oczy płoną!

MENECHMUS II

z nagłą decyzją, do siebie

Wiem, co zrobię! Skoro oni wariatem mnie robią,

Udam szał i ich w ten sposób od siebie odstraszę!

Zaczyna rozdziawiać usta, toczyć oczyma, rzucać się itd.

ŻONA

z przerażeniem

Co za usta! Jak nim rzuca! Ojcze! Co tu robić?

TEŚĆ

Chodź tu na bok, moja córko, najdalej od niego.

MENECHMUS II

patetycznym tonem, udając nieprzytomnego

Eú-ho-e, Eú-ho-e, Bromiu!165 Gdzież mnie to w las wołasz?

Słyszę, lecz nie mogę odejść z tych tutaj okolic,

Bo mnie tu od lewej strzeże wściekła suka ludzka,

A tu znowu kozioł stary, co nieraz w swym życiu

Zabił człeka niewinnego fałszywym świadectwem!

TEŚĆ

zamierza się laską

Idź, bo jak cię...

MENECHMUS II

A Apollo166 każe mi wyrocznią167,

Bym ja oczy jej wypalił płonącą pochodnią!

ŻONA

chowa się za ojca

Ratuj, ojcze! On mi przecież oczy chce wypalić!

MENECHMUS II

na stronie

Aha! Mówią, żem ja wariat, a sami wariują!

TEŚĆ

na stronie

Córko!

ŻONA

Co?

TEŚĆ

jak przedtem

Co robić teraz? Może wezwać służbę?

Pójdę do nich, niech go wezmą i w domu skrępują,

Zanim jeszcze tu narobi więcej zamieszania.

MENECHMUS II

do siebie

Wpadłem! Gdy coś nie poradzę, do domu mnie porwą!

na głos

Każesz, bym jej na tej gębie nie szczędził mych pięści,

Jeśli z oczu mych nie zejdzie na karku złamanie!

Zrobię tak, jak chcesz, Apollo!

Posuwa się ku Żonie.

TEŚĆ

do córki

Zmykaj, co masz siły,

By cię nie zbił!

ŻONA

Już uciekam — strzeżże go, mój ojcze,

By się stąd gdzieś nie oddalił. Jakażem ja biedna!

Zawodząc, wchodzi do domu.

MENECHMUS II

do siebie

No, tej nieźle się pozbyłem. A teraz do tego

Obrzydłego, brodatego, drżącego Tytana168,

Co za ojca miał Cyknusa169.

na głos

Tak mi rozkazujesz,

Bym mu członki razem z kośćmi i wraz ze stawami

Poprzetrącał własną laską!

TEŚĆ

Możesz sam oberwać,

Gdy mnie tkniesz lub jeśli tylko do mnie się przybliżysz!

MENECHMUS II

dalej w „natchnieniu”

Spełnię rozkaz: schwycę topór dwusieczny — i tego

Na kawałki tu posiekam starucha z kościami!

TEŚĆ

trochę w strachu, do siebie

Ej, tu chyba lepiej strzec się i trochę uważać;

Bo naprawdę się go boję, by mi coś nie zrobił,

Tak jak grozi.

MENECHMUS II

Apollinie, liczne twe rozkazy!

Teraz każesz mi pochwycić czwórkę koni dzikich

I ognistych — i wsiąść na wóz, by zetrzeć lwa tego

Zgrzybiałego, smrodliwego, całkiem bezzębnego.

I już stoję na tym wozie, trzymam lejce, bodziec170,

Nuże, konie! Niechaj zagrzmi tętent waszych kopyt,

A od pędu niech się wygną wasze chyże nogi!

TEŚĆ

Więc mnie grozisz czwórką koni?

MENECHMUS II

Oto znów, Apollo,

Każesz runąć mi na tego, co stoi na drodze,

i uśmiercić —

Chce niby wpaść na starego, ale ostatecznie woli nie ryzykować

Ale któż to za włosy mnie ściąga?

Przeinacza twe rozkazy i nakaz Apolla!

Pada na ziemią i leży niby w konwulsjach, nieprzytomny.

TEŚĆ

Ale też to jest choroba ostra, ciężka171 * *

* * * * * * * * * * * * * * * Bogi!

Jakiż zdrowy był przed chwilą — teraz szał go łamie!

Jak go niespodzianie wzięła tak straszna choroba!

Pójdę wezwać jak najprędzej jakiego lekarza.

Odchodzi ku miastu.

MENECHMUS II

zrywa się

Czyż się wreszcie stracili z mych oczu ci ludzie,

Co mnie gwałtem chcą zrobić, zdrowego, wariatem?

Ale czemuż nie zmykam, pókim jeszcze cały?

Zwraca się do widzów

A was wszystkich tu proszę172, jeśli stary wróci,

Nie zdradźcież mnie, którędy stąd dałem drapaka!

Ucieka w uliczkę.

AKT V173

Teść, Lekarz.

TEŚĆ

wraca z miasta, za nim idzie Lekarz

Lędźwie bolą z siedzenia, oczy od patrzenia

Gdy czekam na lekarza, aż wróci z zajęcia.

Nareszcie, ledwie wrócił pokraka od chorych,

Nogę, mówi, złamaną musiał opatrywać

Eskulapowi174 — mówi — ramię Apollowi!175

Teraz myślę, że nie wiem, kogo tu prowadzę:

Lekarza czy stolarza, co bogów naprawia!

No, wreszcie już nadchodzi.

do Lekarza

Ruszże ten krok mrówczy!

Lekarz nadchodzi drobnym kroczkiem.

LEKARZ

Na co chory, mówiłeś? Opowiedzże, stary.

Opętany czy wariat? Powiedzże, chcę wiedzieć.

Czy ma śpiączkę? Lub może ma wodną puchlinę176?

TEŚĆ

Toć cię po to tu wiodę, byś ty mi powiedział

I jego sam uzdrowił.

LEKARZ

O, to bardzo łatwo:

Na mą cześć cię zapewniam, że on będzie zdrowy.

TEŚĆ

Chciałbym, byś się nim zajął z większą troskliwością.

LEKARZ

Toż ja w niego nawlewam dość przez dzień177. — W ten sposób

Z wielką ci troskliwością chorego wyleczę.

TEŚĆ

Lecz otóż on jest właśnie. Patrzmy, co z nim będzie.

Menechmus I, Teść, Lekarz.

MENECHMUS I

wchodzi, powracając z miasta

Ale też to dzień mam dzisiaj przewrotny, przeciwny178

Com miał za mą tajemnicę, to wszystko rozgłosił

Ten pasożyt, co mnie wtrącił w taki strach i hańbę,

Mój Ulikses179, co tak ślicznie swego pana wsypał!

Już ja mu tu — bym tak zdrów był — wydrę jego życie —

O ja głupi! Wszak nie „jego”, to jest moje życie,

Żyje przecież moim kosztem i moim jedzeniem.

Nie — ja duszy go pozbawię180. — A ta znów hetera

Tak zrobiła jak hetery: że proszę o suknię,

By ją odnieść nazad181 żonie — mówi, że mnie dała!

Oj, doprawdy, jakiż biedny dzisiaj ze mnie człowiek!

TEŚĆ

na stronie do Lekarza

Słyszysz?

LEKARZ

Słyszę, jak narzeka.

TEŚĆ

Przystąpże do niego.

LEKARZ

do Menechma I

Hej, Menechmie, witaj!

spostrzega, że Menechmus, gestykulując żywo, odsłonił jedno ramię

Ależ, cóż ramię odsłaniasz?

Nie wiesz, jakie to szkodliwe w tej twojej chorobie!

MENECHMUS I

zirytowany

Powieśże się!

TEŚĆ

do Lekarza na stronie

No, więc widzisz?

LEKARZ

I jeszcze jak widzę!

To się nie da łatwo zrobić. Nawet całym morgiem182

Ciemierzycy183 nie poradzisz. — Lecz słuchaj, Menechmie!

MENECHMUS I

Co chcesz?

LEKARZ

Powiedz, co cię spytam: jakie wino pijasz,

Białe, ciemne?184

MENECHMUS I

Idź do kata!

TEŚĆ

do Lekarza

Dalibóg, po trochu

Znów zaczyna szał go chwytać.

MENECHMUS I

do Lekarza

Czemuż mnie nie pytasz,

Czy chleb jadam ciemny, jasny lub może żółtawy?185

Czy jem drób okryty łuską, a ryby pierzaste?

TEŚĆ

do Lekarza

Oj, oj! Słyszysz jak on bredzi? Czemu mu nie dajesz

Coś do picia jeszcze naprzód, nim szał go pochwyci?

LEKARZ

Czekaj tylko — ja się muszę jeszcze coś wypytać.

TEŚĆ

zirytowany

Nie wytrzymam twoich bajań!

LEKARZ

spokojnie dalej do Menechma I

A powiedz mi jeszcze,

Czy ci czasem twoje oczy nie robią się sztywne?

MENECHMUS I

Cóż ty mnie masz za szarańczę186, niedołęgo jakiś?

LEKARZ

spokojnie dalej

Powiedz, czy uważasz czasem, że ci burczy w brzuchu?

MENECHMUS I

Gdy się najem, to nie burczy. Burczy, gdym jest głodny.

LEKARZ

do Teścia

To przynajmniej odpowiedział wcale nie jak wariat. —

A czy zwykle śpisz do rana? Czy masz sen spokojny?

MENECHMUS I

już ma dosyć tych pytań

Śpię do rana, gdy zapłacę, com jest komu winien —

A niechże cię, wywiadowco, Jowisz, wszystkie bogi!!...

LEKARZ

do Teścia

Teraz już zaczyna szaleć. Patrz, co gada! — Strzeż się!

TEŚĆ

To, co gada, to w porządku. Mówi niby Nestor187,

W porównaniu, co wpierw gadał, gdy żonę nazywał

Suką wściekłą!

MENECHMUS I

Ja mówiłem?

TEŚĆ

Mówiłeś w szaleństwie.

MENECHMUS I

Ja?

TEŚĆ

Ty sam — coś mnie też groził, że mnie czwórką koni

Roztratujesz! Wiem, widziałem, ja świadczę na ciebie!

MENECHMUS I

w pasji

A ja wiem, żeś święty wieniec ściągnął Jowiszowi188,

Wiem, że za to cię za karę w więzienie wtrącili,

Wiem, że gdy cię wypuścili, byłeś bity w dybach189,

Wiem, żeś zabił swego ojca i żeś matkę sprzedał!

No, czy dość, jak na zdrowego, tych obelg za twoje?

TEŚĆ

do Lekarza

Ja cię błagam, pośpieszże się, róbże, co masz robić!

Czy nie widzisz, że szaleje?

LEKARZ

do Teścia

Wiesz, co zrób najlepiej?

Każ go do mnie zanieść.

TEŚĆ

Myślisz?

LEKARZ

A pewnie. U siebie

Będę mógł go tak kurować, jak zechcę.

TEŚĆ

No, dobrze.

LEKARZ

do Menechma, grożąc mu

Ciemierzycę pić mi będziesz jakieś dni dwadzieścia!

MENECHMUS I

A ja kłuć cię — na wisząco190 — będę dni trzydzieści!

LEKARZ

do Teścia

Idź i sprowadź tutaj ludzi, niech mi go przyniosą.

TEŚĆ

Wieluż starczy?

LEKARZ

Według tego, jak widzę szał jego,

Czterech najmniej.

TEŚĆ

Zaraz będą. A ty go tu pilnuj.

LEKARZ

który się boi sam zostać z szaleńcem

Nie — do domu raczej pójdę, żeby przygotować,

Co potrzeba. Ty każ służbie, niech mi go przyniosą.

TEŚĆ

Już ja ci go tam dostawię.

LEKARZ

Ja idę.

Odchodzi w uliczkę.

TEŚĆ

Więc żegnaj!

Odchodzi ku miastu.

MENECHMUS I

sam

Odszedł teść i odszedł lekarz. Jestem sam. — Jowiszu!

Co w tym jest, że mnie ci ludzie mają za wariata?

Tożem przecież, odkąd żyję, ni dnia nie chorował,

Nie szaleję ani bitek, ni kłótni nie wszczynam,

Jestem zdrów i innych widzę, że są całkiem zdrowi,

Ludzi przecież rozpoznaję, do nich się odzywam —

Może oni zwariowali, a we mnie wmawiają?

Co tu robić? Chcę do domu — żona nie pozwala!

Tu znów

wskazuje na dom Erotium

nikt mnie wpuścić nie chce. Strasznie źle mi wyszło!

po chwili namysłu

Tu zostanę. W nocy, myślę, wpuszczą mnie do domu.

Messenio, Menechmus I, Teść, czterej Pachołkowie.

MESSENIO

nadchodzi z miasta po swojego pana, w myśl poleceń

Po tym zawsze poznać sługę, co dobry naprawdę,

Co o sprawy swego pana troszczy się i stara191,

Co je zawsze ma na oku i o nich pamięta —

Że choć pana jego nie ma, on strzeże spraw pańskich

Tak troskliwie, jakby pan sam, albo jeszcze lepiej.

Kto ma skromne wymagania, ten więcej dbać winien

O swój grzbiet niż o swe gardło192, a nad brzuch przeniesie

Swe golenie. — I pomyśli, jaką to nagrodę

Mają od swych panów tacy, co to są nicponie

I leniuchy lub gałgany: więc baty, kajdany,

Żarna193, wielkie umęczenie, głód i ostre zimno.

To nagroda za lenistwo. Tego zła się boję194.

I dlatego też być wolę nie złym, ale dobrym,

Znacznie łatwiej znieść wyrazy — ja razów nie lubię.

Chętniej wolę zjeść coś z mąki, niż mąkę wyrabiać!

Więc rozkazów pana słucham i trzymam się tego

Należycie i spokojnie — i jest mi z tym dobrze.

Jeśli inni są takimi, jak to im dogadza,

To ja wolę już być takim, jakem być powinien,

Tego muszę się obawiać, w tym się strzec przestępstwa,

Żeby panu być pod ręką wciąż, na każdym miejscu.

Słudzy, którzy są niewinni, a przecież się boją195,

Ci są panom swym przydatni. Ci, co się nie boją,

Ci dopiero, gdy coś zbroją — to wtedy się boją196.

Niezbyt długo bać się muszę; bo już niedaleko,

Jak mnie mój pan wynagrodzi za tę służbę moją197.

Ja tak służę, jak uważam, że grzbiet na tym zyska.

Skorom służbę i bagaże umieścił w gospodzie,

Idę tu naprzeciw niego, tak jak kazał. — Teraz

Tutaj do tych drzwi zapukam, by wiedział, że jestem

I by go tu stąd wydobyć, z tej jaskini zguby,

Lecz czym ja tu nie za późno, czy już nie po wszystkim?

TEŚĆ

prowadzi czterech pachołków ze sznurami i mówi do nich

Więc na bogów i na ludzi wam tu przykazuję,

Byście dobrze uważali, com kazał i każę:

Patrzcie, żeby mi ten człowiek był tam zaniesiony

Do lekarza — jeśli miłe wam wasze golenie,

Wasze boki!198 — Co stoicie? Co się namyślacie?

On powinien być już dawno do góry porwany!

Idę naprzód do lekarza, będę tam przed wami.

Odchodzi ku miastu.

Pachołkowie zbliżają się powoli, potem biegiem ku Menechmowi.

MENECHMUS I

przerażony

Oj, źle ze mną! Cóż to znaczy? Cóż ci do mnie pędzą?

Co wy chcecie? Co szukacie? Co mnie osaczacie?

A gdzież wy mnie porywacie? Gdzież wy mnie niesiecie?

O, już po mnie! — Ja zaklinam! — Hej, Epidamczycy,

Ratujcie, obywatele! — Mówię wam, puszczajcie!

Szamoce się bezskutecznie z pachołkami, którzy go już związali i niosą wysoko na barkach.

MESSENIO

myśli, że to jego pan w opresji

Oj, na bogów nieśmiertelnych! A cóż ja tu widzę?

Mego pana porywają jacyś niegodziwcy!

MENECHMUS I

Nikt nie przyjdzie mi z pomocą?

MESSENIO

podbiega

Ja, panie — co siły!

Co za zbrodnia niegodziwa. Hej, Epidamczycy!

Żeby tak w spokojnym mieście, za dnia, na ulicy

Mego pana mi porywać, co wolny tu przybył?

Puśćcie go!199

MENECHMUS I

Ja cię zaklinam, ktokolwiek ty jesteś,

Pomóż mi, nie dopuść na mnie takiej strasznej krzywdy!

MESSENIO

Jak najchętniej ci pomogę, obronię, zratuję.

Ja ci zginąć nie pozwolę — lepiej niech ja zginę!

Wydrzyjże mu oko, temu, co cię za bark trzyma,

Ja tym tutaj po ich gębach me pięści rozsieję!

Dobrze mi dziś zapłacicie za ten napad! Puśćcie!

Rzuca się na pachołków.

MENECHMUS I

Trzymam go tu za to oko!

MESSENIO

Rwij! Dziurę mu zostaw!200

wali pachołków

Wy zbrodniarze! Wy rabusie! Wy zbóje!

PACHOŁKOWIE wszyscy

Już po nas!

PACHOŁEK z podbitym okiem

Oj, litości!

MESSENIO

To puszczajcie!

MENECHMUSI

Jak mnie śmiecie tykać?

do Messeniona

W nich, pięściami!

MESSENIO

okłada ich dalej i pędzi ich

Dalej w nogi, zmykajcie do licha!

Uciekają.

Masz ty jeszcze! Żeś na końcu, masz za to nagrodę!

Alem im przejechał gęby! To mi się udało!

Alem też i tobie, panie, w sam czas przyniósł pomoc.

MENECHMUS I

Niech ci zawsze, mój ty chłopcze, ktokolwiek ty jesteś,

Bogi darzą. Bo bez ciebie — już bym do wieczora

Pewnie nie żył.

MESSENIO

Więc też, panie, gdy chcesz dobrze zrobić,

Mnieś powinien dziś wyzwolić.

MENECHMUS I

Ja ciebie wyzwolić?

MESSENIO

Wszak cię ocaliłem, panie.

MENECHMUS I

Co? Mylisz się, chłopcze.

MESSENIO

Jak się mylę?

MENECHMUS I

Więc przysięgam na Ojca Jowisza,

Że nie jestem twoim panem.

MESSENIO

Przestań!

MENECHMUS I

Ja nie kłamię;

Ni też nigdy mnie mój sługa tak się nie przysłużył.

MESSENIO

Więc mi pozwól, niech odejdę, wolny — jeśli mówisz,

Żem jest nie twój.

MENECHMUS I

Więc, co do mnie, bądź wolny i odejdź,

Gdzie sam chcesz.

MESSENIO

Więc rozkazujesz?

MENECHMUS I

Tak jest, rozkazuję —

Jeśli mogę ci coś kazać.

MESSENIO

uradowany

Witaj, mój patronie!201

udaje, że odbiera gratulacje

„Cieszę się, że jesteś wolny, Messenio!” — No, myślę!

Lecz, patronie — jak cię proszę — tak mną rozporządzaj,

Jak gdym był twym niewolnikiem. U ciebie zamieszkam

I zabiorę się wraz z tobą, kiedy będziesz wracał.

MENECHMUS I

na stronie

O, bynajmniej.

MESSENIO

Teraz pójdę, by ci tutaj przynieść

Twe bagaże z tej gospody i twoje pieniądze.

Kiesa jest tam w tym koszyku pod dobrą pieczęcią,

W niej pieniądze są na drogę: w lot ci to przyniosę.

MENECHMUS I

chytrze

Przynieś, przynieś, byle szybko.

MESSENIO

Oddam ci w całości

Wszystko, tak jak ty mi dałeś. Poczekaj tu na mnie.

Odchodzi ku miastu.

MENECHMUS I

Coś dziwnego mi się dzisiaj przedziwnie wydarza:

Jedni mówią, żem tym nie jest, kim jestem — i ci mnie

Za drzwi tu wręcz wyrzucają202 — a drudzy znów mówią,

Żem jest tym, kim wiem, żem nie jest — i pragną koniecznie

Być mymi niewolnikami203. Jak i ten, co twierdził,

Że jest moim niewolnikiem, com go tu wyzwolił204.

Mówi, że mi tu przyniesie sakiewkę z pieniędzmi:

Wtedy każę mu, niech idzie, gdzie chce, gdy jest wolny —

Żeby, gdy do zdrowia wróci, zwrotu nie zażądał.

Teść i lekarz, ci twierdzili, żem jest wariat. Dziwne.

Wszystko mi się tak wydaje, jakby sen. — A teraz

Pójdę tu, do tej hetery, choć się gniewa na mnie,

Może suknię tę wyproszę, by ją oddać w domu.

Wchodzi do domu Erotium.

Menechmus II, Messenio

wchodzą, żywo rozmawiając.

MENECHMUS II

Więc śmiesz mówić mnie, zuchwalcze, żeś mnie dziś gdzieś spotkał,

Po tym, jak ci tu kazałem przyjść po mnie?

MESSENIO

Toż właśnie

Tum cię wyrwał przed tym domem, co cię czterech ludzi

Na swych barkach w górze niosło205. Tyś bogów przyzywał,

Ludzi wszystkich — ja przybiegam: po walce zaciętej

Wyrywam cię im przemocą. Za toś mnie wyzwolił,

Żem ci życie uratował. Lecz skorom powiedział,

Że odchodzę po pieniądze i bagaż, tyś pobiegł

Naprzód206, ile tylko siły, ażeby zaprzeczyć

Wręcz wszystkiemu.

MENECHMUS II

Ja kazałem, żebyś odszedł wolny?

MESSENIO

Pewnie.

MENECHMUS II

Otóż to najpewniej, że ja przedtem raczej

Sam zostanę niewolnikiem, niż ciebie wyzwolę!

Menechmus I, Messenio, Menechmus II.

MENECHMUS I

wychodzi z domu Erotium

A choćbyście przysięgały na oczy207, dalibóg,

Tego nigdy nie zrobicie, że ja stąd zabrałem

Suknię i ten naramiennik!

MESSENIO

spostrzega Menechma I

Bogi nieśmiertelne!

Co ja widzę!

MENECHMUS II

No, cóż widzisz?

MESSENIO

wskazuje na Menechma I

Toż twoje zwierciadło!

MENECHMUS II

Co takiego?

MESSENIO

Toż twój portret. Ale jak podobny!

MENECHMUS II

spogląda

Dalibóg, że jest podobny, o ile znam siebie.

MENECHMUS I

do Messeniona

Witajże, ktokolwiek jesteś, młodzieńcze, mój zbawco!

MESSENIO

Ja cię błagam, mój młodzieńcze, powiedz mi twe imię,

Bądź tak dobry.

MENECHMUS I

Nie takeś się wobec mnie zasłużył,

Bym ci tego miał żałować. Zowię się Menechmus.

MENECHMUS II

To jest przecież moje imię!

MENECHMUS I

Jestem ze Sycylii,

Ze Syrakuz.

MENECHMUS II

To jest przecież mój dom i ojczyzna!

MENECHMUS I

Co ty mówisz?

MENECHMUS II

To, co prawda.

MESSENIO

myląc się we wszystkim i sądząc, że Menechmus I jest jego panem

Toć ja go znam dobrze.

To jest pan mój. I ja jestem jego niewolnikiem.

Lecz myślałem, żem jest tego.

wskazuje na Menechma II i podchodzi do Menechma I

Jegom brał za ciebie,

Jemum także tu dopomógł. Zechciej mi przebaczyć,

Jeślim ci coś po głupiemu niechcący powiedział.

MENECHMUS II

do Messenia

Tyś zwariował, jak się zdaje. Czyż ty nie pamiętasz,

Żeś dziś ze mną wysiadł z statku?

MESSENIO

od razu przekonany, przechodzi do Menechma II

Tak, prawda, masz rację.

Tyś pan mój.

do Menechma I

Ty szukaj sługi.

do Menechma II

Ty witaj!

do Menechma I

Ty żegnaj!

wskazuje na Menechma II

Ten, jak twierdzę, jest Menechmem.

MENECHMUS I

Ja twierdzę, żem ja jest!

MENECHMUS II

do Menechma I

Cóż to znowu za historia! Ty jesteś Menechmus?

MENECHMUS I

Ja nim jestem, syn Moschusa.

MENECHMUS II

Tyś syn mego ojca?

MENECHMUS I

Nie młodzieńcze, mego ojca! I wcale ci nie chcę

Ani zająć, ani porwać twojego rodzica.

MESSENIO

O bogowie nieśmiertelni! Spełnijcie nadzieję

Niespodzianą, me domysły! Bo, jeślim nie w błędzie,

To są przecież ci bliźniacy i bracia rodzeni:

Obaj ojców i ojczyznę tak samo podają.

Mego pana tu odwołam. Menechmie!

MENECHMUS I i MENECHMUS II

obaj razem

Chcesz czego?

MESSENIO

Toż nie obu, tylko tego, co ze mną przyjechał.

MENECHMUS I

No, to nie mnie.

MENECHMUS II

Lecz mnie właśnie.

MESSENIO

A więc ciebie proszę,

Chodź tu na bok.

MENECHMUS II

Jestem. — Co jest?

MESSENIO

To jest albo oszust,

Albo to jest brat twój bliźni. Nigdy nie widziałem,

Żeby człowiek do człowieka mógł być podobniejszy.

Nigdy woda wszak do wody ni mleko do mleka,

Wierz mi, nie jest podobniejsze niźli on do ciebie,

Albo ty do niego znowu; potem znów tę samą

I ojczyznę on podaje, i ojca. — Najlepiej

Wprost przystąpić i wypytać.

MENECHMUS II

Rada doskonała,

Dzięki! Róbże dalej wszystko. Będziesz wyzwolony,

Gdy wykryjesz, że to brat mój.

MESSENIO

Myślę.

MENECHMUS II

I ja myślę.

MESSENIO

zwraca się do Menechma I

Słuchaj! Tyś tu jakoś mówił, że zwiesz się Menechmus?

MENECHMUS I

Tak.

MESSENIO

I ten się zwie Menechmus. Mówiłeś, żeś rodem

Ze Sycylii, ze Syrakuz. I ten stamtąd rodem.

Że twym ojcem miał być Moschus. I z nim jest to samo.

Teraz oba się przysłużcie mnie i sobie razem208.

MENECHMUS I

Dużoś u mnie się zasłużył. Proś, zyskasz, co zechcesz,

Będę twoim niewolnikiem, tak jakbyś mnie kupił!

MESSENIO

Mam nadzieję, że wykryję, że bracia jesteście

I bliźniacy z jednej matki i z ojca jednego,

I w dniu jednym urodzeni.

MENECHMUS I

Cuda! Obyś zdołał

Spełnić przyrzeczenie!

MESSENIO

Zdołam! — Lecz teraz wy obaj

Mówcie, co was tu zapytam.

MENECHMUS I

Pytaj, co zapragniesz,

Ja odpowiem. Nic nie skryję. Co tylko wiem, powiem.

MESSENIO

do Menechma I

Ty na imię masz Menechmus?

MENECHMUS I

Tak.

MESSENIO

do Menechma II

I ty tak samo?

MENECHMUS II

Tak.

MESSENIO

do Menechma I

Twym ojcem miał być Moschus?

MENECHMUS I

Tak.

MENECHMUS II

I moim także!

MESSENIO

do Menechma I

I pochodzisz ze Syrakuz?

MENECHMUS I

Tak.

MESSENIO

do Menechma II

A ty?

MENECHMUS II

Tak samo.

MESSENIO

Dotąd zgadza mi się wszystko. Więc dalej, uwaga!

do Menechma I

Powiedz, jakie najdawniejsze masz z domu wspomnienie?

MENECHMUS I

Żem na targ pojechał z ojcem do Tarentu; potem,

Żem się mu zagubił w ciżbie i że mnie ktoś uwiózł.

MENECHMUS II

zdumiony

Ach, Jowiszu ty najwyższy!

MESSENIO

Co krzyczysz? Bądź cicho!

do Menechma I

Wieleś lat miał, kiedyś z ojcem z ojczyzny wyjechał?

MENECHMUS I

Siedem, bo mi właśnie zęby zaczęły wypadać.

I już nigdym potem ojca nie widział.

MESSENIO

A wielu

Ojciec wasz miał wtedy synów?

MENECHMUS I

Dwóch, o ile tylko

Dziś pamiętam.

MESSENIO

Kto był starszy? Ty czy tamten?

MENECHMUS I

Obaj

W równym wieku.

MESSENIO

W jaki sposób?

MENECHMUS I

Byliśmy bliźniacy.

MENECHMUS II

uradowany

Bogi! Wy mi pomagacie!

MESSENIO

zirytowany

Jeśli mi przerywasz,

Milczę.

MENECHMUS II

To ja raczej milczę.

MESSENIO

znów do Menechma I

Powiedz, czy imiona

Obaj mieliście te same?

MENECHMUS I

Bynajmniej. Ja miałem

To, co dziś, to jest Menechmus; tamten był Sosikles.

MENECHMUS II

nie posiadając się z radości

Tu mam dowód! Nie wytrzymam! Muszę cię uściskać!

obejmuje i ściska brata

Mój rodzony, bliźni bracie! Witaj, jam Sosikles!

MENECHMUS I

A więc jak ci potem dano na imię Menechmus?

MENECHMUS II

Skoro nam donieśli o tym, [gdy okręt powrócił,

Że cię porwał ktoś w Tarencie]209 i że ojciec umarł,

Dziadek zmienił moje imię i mnie nadał twoje.

MENECHMUS I

Wierzę ci — lecz powiedz jeszcze...

MENECHMUS II

Co? Tylko się pytaj!

MENECHMUS I

Jak się zwała nasza matka?

MENECHMUS II

Teuksimarcha.

MENECHMUS I

Właśnie.

uradowany, rzuca się bratu w objęcia

Witaj mi! Po tylu latach! Jesteś, niespodzianie!

MENECHMUS II

I ty, bracie, com cię szukał ciągle wśród tak wielu

Trudów różnych i przykrości! Szczęście, żeś się znalazł!

MESSENIO

do Menechma II

To dlatego ta hetera do ciebie mówiła

Jego imię! I zapewne, prosząc cię na ucztę,

Ciebie brała za tamtego!

MENECHMUS I

Bom ja oczywiście

Kazał tu dziś ucztę zrobić, w skrytości przed żoną,

Com jej suknię ściągnął z domu i dał tej.

Wskazuje na dom Erotium.

MENECHMUS II

pokazuje suknię, którą miał schowaną pod płaszczem

Tę, mówisz,

Suknię, bracie, co tu trzymam?

MENECHMUS I

Tę, lecz w jaki sposób

Mogła się do ciebie dostać?

MENECHMUS II

Hetera mnie wzięła

Tu na obiad i mówiła, żem ja jej darował.

Zjadłem obiad doskonały, piłem, z nią leżałem,

Wziąłem suknię i to złoto.

Pokazuje naramiennik.

MENECHMUS I

śmiejąc się

Cieszę się, dalibóg,

Jeśli ci tak dobrze poszło z mojego powodu.

Bo ta, ciebie zapraszając, mnie miała na myśli!

MESSENIO

do Menechma II

Teraz chyba mnie wyzwolisz, tak jakeś już mówił?

MENECHMUS I

Słusznie prosi i godziwie, bracie, ja się wstawiam.

MENECHMUS II

do Messeniona

Więc bądź wolny!

MENECHMUS I

gratuluje mu

Jak się cieszę, Messenio, żeś wolny!210

MESSENIO

Byle tylko z lepszym szczęściem, bym stale był wolny!211

MENECHMUS II

Skoro nam to wszystko, bracie, po myśli wypadło,

Wróćmy obaj do ojczyzny.

MENECHMUS I

Dobrze, jak chcesz, bracie.

Tutaj zrobię licytację: sprzedam, co mam, wszystko.

Lecz tymczasem chodźmy tutaj.

MENECHMUS II

Dobrze.

MESSENIO

Ja mam prośbę.

MENECHMUS I

Jaką?

MESSENIO

Żebym ja był woźnym przy tej licytacji212.

MENECHMUS II

Dobrze.

MESSENIO

Więc obwołać zaraz?

MENECHMUS I

Tak. Termin dni siedem.

MESSENIO

zwraca się do widzów i obwołuje urzędowym tonem

Rychło rano dnia siódmego będzie u Menechma

Licytacja na dom z gruntem, służbę, sprzęty — wszystko,

Sprzeda się za ile można, ale za gotówkę.

Sprzeda się i żonę nawet, jeśli kupiec będzie!

Całe kupno wynieść może — głupie pięć milionów213;

Teraz żegnam was, widzowie — a głośno klaskajcie! 214

Przypisy:

1. Wstęp — autorstwa G. Przychockiego, wg: T. M. Plautus, Bracia, przeł. i oprac. Gustaw Przychocki, Kraków, Krakowska Spółka Wydawnicza, 1924 (Biblioteka Narodowa, Seria II, nr 33). [przypis edytorski]

2. Arystoteles (384–322 p.n.e.) — grecki filozof i przyrodoznawca, najwszechstronniejszy z uczonych staroż., osobisty nauczyciel Aleksandra Wielkiego. [przypis edytorski]

3. Arystofanes (ok. 445–ok. 385 p.n.e.) — grecki komediopisarz, najwybitniejszy z twórców komedii staroattyckiej. [przypis edytorski]

4. karm (daw.) — karma, pokarm. [przypis edytorski]

5. Tyche (mit. gr.) — bogini losu, personifikacja przypadku; utożsamiana z rzym. Fortuną. [przypis edytorski]

6. Menander (342–291 p.n.e.) — komediopisarz grecki, główny przedstawiciel komedii nowej i komedii charakterów. [przypis edytorski]

7. Owidiusz, właśc. Publius Ovidius Naso (43 p.n.e.–17 lub 18 n.e.) — jeden z największych poetów rzymskich, twórca licznych elegii o tematyce miłosnej, Ars amatoria (Sztuka kochania) i poematu epickiego Metamorfozy (Przemiany). [przypis edytorski]

8. Jowisz (mit. rzym.) — najwyższe bóstwo rzymskiego panteonu, bóg nieba i burzy, odpowiednik greckiego Zeusa. [przypis edytorski]

9. Merkury (mit. rzym.) — posłaniec bogów, bóg handlu, patron podróżnych; odpowiednik greckiego Hermesa. [przypis edytorski]

10. hetera (gr. ἑταίρα: towarzyszka) — kurtyzana w staroż. Grecji; heterami były niezależne społecznie, wykształcone kobiety o wysokiej kulturze. [przypis edytorski]

11. imbroglio (wł.) — dosł.: zamieszanie, zamęt; tu: zawiła intryga sceniczna. [przypis edytorski]

12. kwietystyczny — odnoszący się do kwietyzmu, stanu spokoju i pogodnej beztroski. [przypis edytorski]

13. pasożyt (z gr. parásitos) — człowiek notorycznie jedzący na cudzy koszt, wyszukujący okazje do darmowego posiłku. [przypis edytorski]

14. jargon du jour (fr.) — mowa potoczna. [przypis edytorski]

15. gwoli czegoś (daw.) — ze względu na coś; w celu czegoś. [przypis edytorski]

16. farceur (fr.) — komediant. [przypis edytorski]

17. vis comica (łac.) — siła komiczna (zdolność pobudzania innych do śmiechu). [przypis edytorski]

18. Terencjusz (ok. 195–po 159 p.n.e.) — komediopisarz rzymski. [przypis edytorski]

19. pro mediocritate fratrum (łac.) — dla przeciętnych braci. [przypis edytorski]

20. gran ladro di Plauto (wł.) — wielki złodziej Plauta. [przypis edytorski]

21. cinquecento (wł.) — XVI wiek; kultura włoska XVI wieku. [przypis edytorski]

22. La tâche du poète est done d’extraire le rire de toutes les parties de la vie qu’il veut présenter, ou de l’y ajouter (fr.) — Zadaniem poety jest zatem wydobycie śmiechu ze wszystkich dziedzin życia, które chce przedstawić, lub dodanie go. [przypis edytorski]

23. megiera — kobieta despotyczna, kłótliwa i złośliwa; od imienia jednej z Erynii, bogiń zemsty w mit. greckiej. [przypis edytorski]

24. Apollo (mit. gr., mit. rzym.) — bóg słońca, sztuki, wróżbiarstwa, uzdrawiania i gwałtownej śmierci, przewodnik dziewięciu muz. [przypis edytorski]

25. Eskulap (mit. rzym.) — zlatynizowana forma imienia Asklepiosa, greckiego boga sztuki lekarskiej. [przypis edytorski]

26. qui pro quo (łac.) — nieporozumienie, pomyłka co do osoby. [przypis edytorski]

27. Hieron II (ok. 306–215 p.n.e.) — wódz, a od 275 p.n.e. tyran Syrakuz; jego rządy to okres dobrobytu tego miasta-państwa. [przypis edytorski]

28. Epicharm (ok. 550–ok. 460 p.n.e.) — grecki komediopisarz i filozof, główny przedstawiciel komedii sycylijskiej. [przypis edytorski]

29. conférence (fr., r.ż.) — wystąpienie, prelekcja. [przypis edytorski]

30. petite femme (fr.) — kobietka; żoneczka. [przypis edytorski]

31. voile en dentelle (fr.) — koronkowy welon. [przypis edytorski]

32. lever de rideau (fr.) — krótka sztuka grana przed rozpoczęciem właściwego spektaklu; jednoaktówka. [przypis edytorski]

33. intriguing chambermaid (ang.) — intrygująca pokojówka. [przypis edytorski]

34. duenna (daw., z hiszp. dueña) — ochmistrzyni, dama do towarzystwa młodej kobiety, towarzysząca jej w wyjściach poza dom; przyzwoitka. [przypis edytorski]

35. Bracia — na początku sztuk Plautyńskich znajdują się w niektórych rękopisach krótkie, wierszowane streszczenia, często akrostychiczne [akrostych: wiersz, w którym początkowe litery, sylaby lub słowa wersów tworzą dodatkowo pewien wyraz, frazę lub zdanie; red. WL], tak zwane argumenta. Nie pochodzą one od Plauta i dlatego tutaj argumentum Braci opuszczono. [przypis tłumacza]

36. giermak — rodzaj długiego płaszcza z futrzanym kołnierzem lub w całości podszytego futrem, z przodu na całej wysokości zdobionego pasmanterią, sznurowanego na pętlice; noszony w Polsce w XVI–XVII w. [przypis edytorski]

37. OSOBY — Rękopisy plautyńskie nie mają „spisów osób” (choć bywały one w rękopisach sztuk greckich, jak świadczą papirusowe fragmenty komedii Menandra); imiona osób znajdują się tylko w tekście, przy zmianie osób mówiących, względnie w tytułach scen.

Imiona Plautyńskie są z niewielu wyjątkami zawsze greckie, choć najprawdopodobniej przeważnie przez samego Plauta na modłę grecką tworzone. Są to bardzo często tak zwane „imiona mówiące”, o komicznym zacięciu, maniera w całej komedii od najdawniejszych do najnowszych czasów nader rozpowszechniona.

Za czasów Plauta aktorzy nie używają jeszcze masek.

38. Zmiotka — po łac. Peniculus, oznacza coś w rodzaju szczotki do zmiatania okruchów ze stołu (o czym mówi sam pasożyt w w. 78–79), a może też oznaczać szczotkę czy jakiś pędzel do czyszczenia obuwia (o czym mowa w w. 393). Jest to jedno z niewielu czysto łacińskich imion osób u Plauta. Takież są czasem imiona pasożytów w innych komediach Plauta — Saturio: „Nasytek” („na pośmiewisko sprzeczne z naturą nazwisko”), Curculio: „Wołek” (toczący zboże). [przypis tłumacza]

39. Erotium — z greckiego ἐρώτιον: „Kochanie”. W innych Plautyńskich sztukach hetera zwie się Philocomasium, z gr. φιλόκομος: „Pięknowłosa”, Philematium, z gr. φίλεμα: „Całusek” itp. [przypis tłumacza]

40. Cylindrus — gr. Κύλινδρος, co oznacza wałek do ciasta. Inny kucharz plautyński zwie się Anthrax: „Węgiel”. [przypis tłumacza]

41. Messenio — gr. Μεσσηνίων, nazywa się (w typowy dla niewolników sposób) od kraju, z którego ma niby pochodzić tj. od Messenii. Podobnie zwą się w innych sztukach niewolnicy: Geta, Lydus, Syrus itp. [przypis tłumacza]

42. Epidamnus — późniejsze Dyrrhachium, greckie miasto portowe na wybrzeżu południowej Ilirii, dzisiejsze Durazzo. [przypis tłumacza]

43. hetera (gr. ἑταίρα: towarzyszka) — kurtyzana w staroż. Grecji; heterami były niezależne społecznie, wykształcone kobiety o wysokiej kulturze. [przypis edytorski]

44. Rzecz dzieje się w Epidamnus, na ulicy...Scena ma typowy wygląd, gdyż z niewielu wyjątkami, jak np. w Linie, gdzie akcja odbywa się na wybrzeżu morskim, wszystko dzieje się zwykle „na ulicy przed domami”, co jest konwencją teatru, a zresztą południowców, przeważnie na ulicy żyjących, nie razi. Wąska uliczka (angiportum) służy często jako schronienie osobom mającym coś podsłuchiwać. Ołtarz gra nieraz ważną rolę, kiedy np. niewolnik chroni się na jego stopnie przed gniewem pana lub kiedy się odbywa składanie ofiary. [przypis tłumacza]

45. Prolog — zachowały się (w całości lub w części) prologi do 15 sztuk Plauta, ale nie jest rzeczą wykluczoną, że pierwotnie prolog miały wszystkie sztuki. Jest on u Plauta niezmiernie ważnym czynnikiem ekspozycji, służącym do wprowadzenia widzów w treść sztuki. Ponieważ jednak to zaaplikowanie niecierpliwym południowcom całej sumy potrzebnych do zrozumienia sztuki wiadomości nie było rzeczą łatwą, przeto Plautus zmuszony był starać się już w prologach widzów swych rozbawić, a zarazem do wysłuchania sztuki zachęcić. Stąd tyle najczęściej w prologach jego dygresji, konceptów i żartów. Prologi są nieraz (a być może, że pierwotnie były zawsze) mówione przez postaci boskie, półboskie lub alegoryczne, np. „Lar Domowy” (Lar Familiaris), „Prawość” (Fides), „Pomoc” (Auxilium) itp., co najlepiej odpowiadało pojęciom rzymskich widzów, że te istoty nadnaturalne, podając fabułę wstępną, a nieraz i rozwiązanie sztuki, mogły wiedzieć to, czego „nikt” nie wie. Prolog Braci nie ma w rękopisach naszych oznaczonej osoby, która go mówi, ale że mówiła go „Pomyślność” (Salus), bóstwo mające już od 302 r. p.n.e. świątynię na Kwirynale, to wynika wyraźnie z pierwszych słów samego prologu, gdzie jest typowy Plautyński żart, polegający na celowym wypadnięciu aktora z roli. Ta sama „Pomyślność” mówiła zapewne (również bezosobowy dziś) prolog Punijczyka, jak to znów wynika z jego zakończenia. [przypis tłumacza]

46. Pomyślność wchodzi na scenę... — poza drobnymi śladami rękopisy plautyńskie nie posiadają żadnych objaśnień scenicznych. Wszystko zależało od pomysłowości reżysera, którym zresztą często bywał sam autor. [przypis tłumacza]

47. zaraz z miejsca nasamprzód obwieszczam... — Mówione są ww. 1–111, 229–354, 465–568, 715–766, 898–916 (w oryginale w jambicznych senarach), przełożone wierszem trzynastozgłoskowym; cała reszta to partie śpiewane, względnie recytowane przy akompaniamencie muzyki (cantica, p. wyżej), przełożone wierszem czternastozgłoskowym. [przypis tłumacza]

48. zechciejcie uważać — zapraszanie do skupienia uwagi, czasem w formie komicznych gróźb, rozkazów lub formalnych umów, jest jedną z panujących nut prologów Plautyńskich. [przypis tłumacza]

49. A poeci to zawsze tak robią... — zaczątki polemiki literackiej, podobnie jak w prologu Kupca (w. 3 i nast.), gdzie czytamy: „Ja jednak nie tak zrobię, jak zresztą w komediach widywałem” itd. Polemika ta wypełnia u Terencjusza całe prologi. [przypis tłumacza]

50. treść tej komedii... „grecyzuje”, lecz nie „attycyzuje”... „sycylizuje” (sicilicissitat) — jest grecka, ale nie attycka, bo jest związana nie z Atenami, lecz z Syrakuzami na Sycylii. [przypis tłumacza]

51. z treści odmierzę (...) całym spichlerzem — pierwej (w. 6) obiecywał powiedzieć jak najkrócej, by słuchaczy nie odstraszać, ale teraz się rozgadał. Wszystko to (w. 1–16) jest oczywiście wypadnięciem z roli „Pomyślności”, tak samo, jak i inne żarty wtrącone i dygresje, ujęte w tym przekładzie w nawiasy. Przez fikcyjną maskę „Pomyślności” przebija ciągle twarz dowcipkującego aktora i dlatego polski przekład daje w tych miejscach rodzaj męski („com rzekł”, „szczodry”, „widziałem”), nie żeński, czego język i oryginał łaciński nie rozróżnia. [przypis tłumacza]

52. Taki-m dla was jest szczodry — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: Taki dla was jestem szczodry. [przypis edytorski]

53. Syrakuzy — miasto na Sycylii, jedna z najstarszych kolonii greckich na tej wyspie, założone w VIII w. p.n.e. przez Archiasza z Koryntu; miasto leżało częściowo na wyspie Ortygii, a częściowo na leżącym naprzeciw wybrzeżu Sycylii. [przypis tłumacza]

54. Tarent — greckie miasto portowe w południowej Italii; słynęło z zamiłowania do zabaw; o mieszkańcach opowiadano, że mają więcej świąt w roku niż dni powszednich. [przypis tłumacza]

55. Epidamnus — późniejsze Dyrrhachium, greckie miasto portowe na wybrzeżu południowej Ilirii, dzisiejsze Durazzo. [przypis tłumacza]

56. na pogrzeb go sprawiał (sicut pollinctor dixit, qui eum pollinxerat) — wiersz, słusznie tutaj przez Schölla wstawiony; pollinctor obmywał zwłoki i przygotowywał je do pogrzebu. [przypis tłumacza]

57. widziałem (vidi) — niedbałość mowy codziennej; głośno tak za nim wołali (clamore flagitarier) — zaginionych i poszukiwanych wywoływał głośno herold, ale łacińskie wyrażenie może oznaczać także wierzyciela, wołającego za kimś o zwrot pieniędzy. W tym żart dwuznaczny. [przypis tłumacza]

58. to wtedy dopiero jest na nic — bo powierzone pieniądze przepadną. [przypis tłumacza]

59. Przechodząc... prąd poderwał (ut ibat forte... rapidus subduxit) — niedbałość stylu codziennej mowy. Rwący... porwał... poderwał... porwał — naśladowanie Plautyńskiej gry słów. [przypis tłumacza]

60. do wszystkich diabłów (in maxumam malam crucem) — dosłownie: „na największą i złą mękę na krzyżu”, kara na występnych niewolników i zbrodniarzy. Może też znaczyć to, co i nasze: „na złamanie karku” itp. [przypis tłumacza]

61. Gród ten to Epidamnus... — objaśnia prymitywną w tych czasach dekorację; składała się na nią co najwyżej pomalowana ściana z desek, w której było troje wejść. Wejścia boczne oznaczały drzwi dwóch domów, wejście środkowe dzielącą je uliczkę (angiportum), a wolne przejścia po obu stronach miały być ulicami, prowadzącymi do portu i na rynek. Dekoracja ta pozostawała stale dla wszystkich sztuk odbywających się na ulicy jakiegoś miasta. [przypis tłumacza]

62. na czas tej tu sztuki, bo w innej znowu sztuce będzie innym miastem — prolog zwykle podaje, w jakim mieście rzecz się dzieje: haec urbs est Thebae, hoc oppidum Ephesust itp., co ma być zarazem wobec władz rzymskich stwierdzeniem, że to wszystko nie dzieje się w Rzymie. Czasem aktor mówiący prolog objaśnia swój własny „kostium”, nie bardzo zapewne odpowiadający roli, jak np. w Linie, gdzie wchodzi na scenę jako „Gwiazda Arkturus” i mówi: „Jestem, jako widzicie, jasną, lśniącą gwiazdą”... I publiczność „widziała” to, czego nie było. [przypis tłumacza]

63. albo i pasożyt — prolog urywa się w naszych rękopisach, ale brak zapewne jednego tylko wiersza, po którym „Pomyślność” odchodzi ze sceny. [przypis tłumacza]

64. Akt I — nie da się wykazać, jakoby Plautus znał, względnie stosował pochodzącą zresztą z greckich, a zwłaszcza rzymskich (poplautyńskich) źródeł, teorię podziału sztuki na akty. Toteż i w rękopisach plautyńskich spotykamy tylko podział na sceny, a dzielenie sztuk Plauta na akty pochodzi dopiero z czasów Odrodzenia. Stwierdzić da się raczej, że wszystkie sztuki Plautyńskie można było grać jednym ciągiem, bez żadnej przerwy, a być może, że był tu czasem decydujący wzgląd na rzymską publiczność, jak to wynika ze słów Donata w komentarzu do Terencjusza: „W celu zatrzymania widza chce nasz poeta, żeby wszystkie pięć aktów grano jakby akt jeden, aby kapryśny widz nie mógł odetchnąć niejako i nie zabrał się do odejścia w czasie przerwy, jeszcze przed końcem sztuki”, a wiemy, że Terencjuszowi to się rzeczywiście trafiało. Pomimo to jednak, z jednej strony w sztukach samych, ze względu na przeprowadzenie fabuły, konieczne są i wyraźne pewne zgrupowania faktów i fazy akcji, odpowiadające mniej więcej naszemu podziałowi na akty, z drugiej zaś technika teatralna wymagała nieraz przerw, czy to dla zmiany kostiumu, czy to dla wypoczynku aktora itp. (O wypełnieniach tych przerw p. Wstęp). [przypis tłumacza]

65. umią — niedbałość mowy codziennej, p. wyżej. [przypis tłumacza]

66. na sofie (in lecto) — sofy, pokryte kobiercami, na których biesiadnicy leżeli przy stołach. [przypis tłumacza]

67. W mym domu panowałem nad mymi drogimi (domi dominatus sum usque cum caris meis, Vahlen) — gra słów: drodzy (rodzina) i drogie (dla pasożyta, gdy musi kupować) pokarmy. Znaczy to po prostu: „musiałem siedzieć w domu”. [przypis tłumacza]

68. zmykają ci drodzy z szeregu — gra słów: uciekają z szeregu drodzy podwładni i ubywa drogich pokarmów. [przypis tłumacza]

69. pójdziesz za drzwi, jak wdowa — wdowa, vidua, oznacza nie tylko żonę po śmierci męża, ale w ogóle żonę pozbawioną męża, a więc zarówno żonę rozwiedzioną, jak na razie z dala od męża pozostającą (np. Penelopa). Menechmus grozi tu żonie wypędzeniem jej z domu. [przypis tłumacza]

70. Jeśli ja ci daję służbę, zapasy i wełnę, szaty, złoto, stroje zdobne... — wylicza wszystko, co zwykle należało się żonie ze strony męża do utrzymania jej i domu. Złoto (klejnoty), stroje zdobne (purpura) uważały panie rzymskie za swój święty przywilej, o który umiały nawet bardzo energicznie walczyć, jak np. w r. 195 p.n.e., kiedy to zaburzeniami, wywołanymi w mieście, wymusiły zniesienie ustawy (lex Oppia), ograniczającej ten zbytek. [przypis tłumacza]

71. Wszak to zemsta na mnie — uważa, że to uniemożliwi mu najedzenie się w domu Menechma. [przypis tłumacza]

72. Przeciem babę (...) odpędził — konstrukcja z ruchoma konstrukcją czasownika; inaczej: przecie babę (...) odpędziłem. [przypis edytorski]

73. darów mi nie znoszą, żem walczył tak mężnie? — z gratulacjami za wygraną walkę prowadzoną niby w imieniu wszystkich mężów ciemiężonych przez żony, ale zdradzających je. [przypis tłumacza]

74. sukniapalla oznacza długą, po kostki sięgającą, typową szatę kobiecą, nieraz bogato zdobioną i haftowaną. Przedstawiano w niej także bogów, np. Apollina, a występowali w niej również tancerze i tancerki, zwłaszcza przy swawolnych tańcach. Menechmus wdział ją na siebie i okręcił się płaszczem (pallium), by ją w ten sposób, w skrytości przed żoną, wydostać z domu. [przypis tłumacza]

75. bez strat... naszych sprzymierzeńców (nostrum salute socium) — mówi urzędowym stylem Rzymian o wygranej bitwie, w której sprzymierzeńcy (socii) nie ponieśli strat. [przypis tłumacza]

76. zasadzka... pomoc — w dalszym ciągu obrazy z akcji wojennej. [przypis tłumacza]

77. O moje „Szczęście”! Moja „Dogodności”! — personifikuje to szczęśliwe (Opportunitas) i dogodne (Commoditas) dla jego zamiarów zjawienie się pasożyta. [przypis tłumacza]

78. coś pysznego... Jakiż to piekł kucharz? — pasożyt ma na myśli tylko jedzenie. [przypis tłumacza]

79. Katamita... Adoneusa — tak to Rzymianie w gwarze ludowej przekręcali greckie imiona Ganimedesa (którego Jowisz porwał, przemieniwszy się w orła) i Adonisa, którego Wenus jednak wcale nie porywała, choć tak widocznie myśli Plautus. Menechmus, dowcipkując, sądzi, że ubrany w barwną szatę żony, wygląda co najmniej tak ciekawie i efektownie jak te obrazy. Nie trzeba sądzić, by rzymska publiczność ówczesna miała więcej smaku estetycznego niż on. [przypis tłumacza]

80. Wenus (mit. rzym.) — bogini miłości. [przypis edytorski]

81. A gdzie jeść się będzie? — zanim powie komplement, chce naprzód wiedzieć, co za to dostanie. [przypis tłumacza]

82. kłócisz się ze żoną — nie chce się żonie Menechma narazić, by nie stracić możliwości jakiegoś zaproszenia. [przypis tłumacza]

83. dzień „pogrzebać” — my mówimy o „zabiciu czasu”, tu jest obraz „pogrzebania” dnia, razem z jego „śmiercią”, „spaleniem na stosie” itd. [przypis tłumacza]

84. Dzień (...) do połowy swój żywot zakończył — widocznie rzecz dzieje się około południa. [przypis tłumacza]

85. wybij mi oko tu na ziemięoculum ecfodito per solum mihi. [przypis tłumacza]

86. od tej lwiej groty — tak nazywa swój dom ze względu na żonę. [przypis tłumacza]

87. dalibóg (daw.) — doprawdy, słowo daję; wykrzyknienie podkreślające prawdziwość wypowiedzi. [przypis edytorski]

88. mistrz-woźnica (agitator probus) — obraz z wyścigów na wozach, gdzie woźnica często się oglądać musi (zwłaszcza na skrętach), czy go nie dopędza współzawodnik. [przypis tłumacza]

89. coś z zapachu... nie rozpoznasz? — skoro tak dobrze zna się na zapachach kuchennych, to może i tu coś z zapachu wywnioskuje. [przypis tłumacza]

90. [ściśle powiem... kucharzy] ([eloquar recte tibi cocti quid sit, quasi coquarum] captum sit collegium) — tekst uszkodzony, uzupełnił Niemeyer. [przypis tłumacza]

91. Co za mina! — robi mądrą minę wielkiego znawcy. [przypis tłumacza]

92. [co zapragniesz... dokładnie] Odgadł [wszystko... ściągłem] ([quaequomque me vis: ita edepol recte omnia] Elocutus nam [ab uxore hanc pallam surrupui mea]) — tekst uszkodzony, uzupełnił Niemeyer. [przypis tłumacza]

93. za kruche (ne fores Samiae sient) — dosłownie: „że są samijskie”. Naczynia gliniane z Samos, bardzo kosztowne, były przysłowiowo kruche. [przypis tłumacza]

94. nadliczbowiadscriptivi nazywali się w legionie żołnierze, którzy nie otrzymywali broni i dostawali ją dopiero w czasie bitwy, po poległych. Pasożyt chce przez to powiedzieć, że nadliczbowość nie powinna go wykluczać od udziału w „bitwie”, o której potem mowa. [przypis tłumacza]

95. „zdjęcie”, „wdzianie” — w oryginale gra słów: exuviae, induviae (induviae słowo komiczne, przez Plauta na wzór poprzedniego utworzone). [przypis tłumacza]

96. najmniej nos odgryzła! (oportebat nassum abreptum mordicus) — nie dość jasny dla nas koncept; zdaje się, chodzi o zaznaczenie, że więcej kocha wszystkie inne rzeczy, z których Menechma obdziera, niż jego samego. [przypis tłumacza]

97. zatańcz tak, w tej szatce! — pasożyt, żartując, proponuje Menechmowi, by w tej barwnej sukni zatańczył jak jakaś swawolna tancerka; patrz objaśnienie do w. 132. [przypis tłumacza]

98. Herkules (...) Gdy pas zabrał Hippolicie — jedną z „prac” Herkulesa było zdobycie pasa Hippolity, królowej Amazonek, przeciwko którym podjął w tym celu wyprawę wojenną. [przypis tłumacza]

99. mina — staroż. jednostka monetarna, w greckim systemie attyckim równa 436 g srebra; minę dzielono na 100 drachm, zaś 60 min tworzyło talent. [przypis edytorski]

100. Podgardlankę-Wieprzowinkę, Słoninkę-Szynkidzką (Glandionidam-Suillam, Laridum-Pernonidam) — typowe Plautyńskie, półgreckie „imiona mówiące”, zbudowane komicznie na wzór dostojnych greckich imion rodowych, kończących się na -ides, oznaczają tu ulubione rzymskie przysmaki kulinarne, pochodzące od niezbyt dostojnego stworzenia. Kpiąc sobie w podobny sposób z greczyzny w Persie (w. 701 i nast.), zamyka Plautus w bardzo szumnym i bardzo „perskim” nazwisku, podanym oszukanemu stręczycielowi przez chytrego niewolnika, sowizdrzalskie wyznanie całego podstępu: „Ot — zwę się Fałszomówic — Pannosprzedanides — / Banialukomówides — Groszowyciągides — / Ciebiegodniemówides — Blagides — Okpides — / Corazkomuporwides — Nigdyniewyrwides”. [przypis tłumacza]

101. Któż to taki będzie? — kucharz, artysta i samochwał, jak to wiemy zwłaszcza z fragmentów greckiej komedii, wypytuje się zwykle o gości, do których rzekomo dostosowuje swe potrawy. Tak samo w Pseudolusie, w. 878. [przypis tłumacza]

102. Już gotowe — proś do stołu! — kucharze w komedii zwykli w ten sposób przechwalać się swym pośpiechem w gotowaniu; podobnie w Pseudolusie kuchcik, jeszcze zanim zaczęto gotować, woła do pana domu: „Śpiesz do stołu, gości posprowadzaj, obiad gotów, już czeka!” (w. 891). [przypis tłumacza]

103. Gdy wracającsi adveniens według dawnych edycji, quasi adveniens: Lindsay. [przypis tłumacza]

104. toć (daw.) — przecież. [przypis edytorski]

105. Histrię i Hiszpanię...Histria: dziś Istria. Hiszpanię dodał Plautus najprawdopodobniej od siebie dla aliteracji, bo w greckim oryginale, jako że Grecy przed końcem pierwszej wojny punickiej do Hiszpanii się nie zapuszczali, Hiszpanii zapewne nie wymieniono. [Massilia (gr. Massalia): staroż. miasto portowe na płn.-zach. wybrzeżu M. Śródziemnego, założone ok. 600 p.n.e. przez Greków, ob. Marsylia; red. WL]. Hiluria: Iliria, dziś Dalmacja i Albania. Górne Morze: Morze Adriatyckie. Grecja Daleka (Graecia Exotica): ze stanowiska autora greckiego, tzw. Wielka Grecja (Graecia Magna) w południowej Italii. [przypis tłumacza]

106. opis świata (historiam) — słowo to według greckich pojęć oznacza także opis podróży. [przypis tłumacza]

107. sklamrzeć — narzekać, jęcząc, prosić wciąż o coś monotonnym, płaczliwym głosem. [przypis edytorski]

108. Epi-dam-nus (...) tylko „dam” „dam” ciągle — przekład usiłuje naśladować grę słów Plautyńską: urbi nomen Epidamno inditumst, quia nemo... huc sine damno devortitur, gdzie damnum, „strata”, ma odpowiadać pierwiastkowi w nazwie miasta. Pomysł czysto Plautyński, oparty na komicznej etymologii, gdyż nazwa greckiego miasta nie ma nic wspólnego z łacińskim słowem. [przypis tłumacza]

109. porywczyperciti według Lipsiusa, p. Brix. perditi: Lindsay. [przypis tłumacza]

110. [Oszalał... kto] ([deliras plane, non scis quis] ego sim?) — tekst uszkodzony, uzupełnił Lindsay. [przypis tłumacza]

111. Nie mówiłem, że tutaj pełno jest łobuzów? — po tym wierszu brak w rękopisach jednego wiersza. [przypis tłumacza]

112. Mam ją w koszyku — Messenio myśli, że chodzi o zwykłą zmiotkę, którą ma wśród przyborów do podróży. [przypis tłumacza]

113. wiele (daw.) — ile, jak wiele. [przypis edytorski]

114. do ofiary — szaleństwo uważano za karę bożą i dla przebłagania bogów składano na ofiarę świnię. [przypis tłumacza]

115. Cylinder czy Koriender (Cylindrus seu Coriendrus) — gra słów z wyrazem coriandrum, oznaczającym pewną kucharską przyprawę; Plautus wymawiał „Kulindrus”, więc gra słów była tym żywsza. [przypis tłumacza]

116. oddam pod przemoc Wulkana (appono ad Volcani violentiam) — zamiast „postawię na ogniu”, styl kucharzy „komedii nowej”; lubią oni często pompatycznie a kpiąco naśladować dykcję tragiczną [Wulkan (mit. rzym.): bóg ognia i kowalstwa, odpowiednik greckiego Hefajstosa; red. WL]. Tak np. ponieważ Eurypides każe nieszczęśliwym skarżyć się na swą dolę „Ziemi i Niebu” (Medea w. 56), jakiś kucharz u Filemona (K. II, 500) opowiada tak samo „Ziemi i Niebu” γῆ τε κ’ οὐρανῷ o sławnych swych potrawach; podobnie patetycznie inny kucharz u Plauta (w Pseudolusie w. 834) nazywa ryby „zwierzyną Neptuna” (Neptuni pecudes). [przypis tłumacza]

117. skąd ten statek, jak on się nazywa (navis... rogitant quoiatis sit, quid ei nomen siet) — nie o nazwę statku chodzi, tylko o imię właściciela; przekład zachowuje charakterystyczną niedbałość stylu w oryginale. [przypis tłumacza]

118. Potem w lot się do niego przyczepią, przylepiąpostilla extemplo se adplicant, adglutinant. [przypis tłumacza]

119. okręt korsarski (navis praedatoria) — nazwa oznaczająca heterę, ze względu na jej chciwość. [przypis tłumacza]

120. drzwi tu skrzypnęły — wcale nie skrzypnęły, bo ich nie było w teatrze; wejście zamykała jakaś zasłona. Jest to tylko konwencjonalny sposób, by tym stałym zwrotem (concrepuit ostium itp.) zwracać uwagę publiczności na wejście nowej osoby. [przypis tłumacza]

121. nogi okrętu (navales pedes) — żartobliwe nazwanie wioślarzy. [przypis tłumacza]

122. Wenus (mit. rzym.) — bogini miłości. [przypis edytorski]

123. Kurz zmiatać z trzewików? — znów nieporozumienie co do „zmiotki”, p. wyżej w. 289. [przypis tłumacza]

124. jak warsztat kuśnierza, pełny palów, gdzie pal stoi przy palu w pobliżu (quasi supellex pellionis, palus palo proximust) — przekład naśladuje aliterację oryginału; w warsztacie kuśnierza były pale (kołki), na których rozpinano skóry do suszenia; podobnie były pale (żebra) w szkielecie okrętu. Menechmus na kpiny daje tak szczegółowy opis okrętu, przyczepiając się do zapytania hetery: „jaki?”. [przypis tłumacza]

125. Gdzie królował Agatokles... — cały ten ustęp jest najlepszym dowodem, jak mało dbał Plautus o ścisłość historyczną. Agatokles i Hieron to znani w Rzymie ówczesnym tyranowie syrakuzańscy, ale ani Fintias, ani Liparo nigdy nie panowali w Syrakuzach; Fintias był władcą Agrigentu, nie Syrakuz, a Liparo w ogóle nie istniał. Ponieważ nazwisko Hierona pochodzi od wyspy Hiery, przeto Plautus zmyślił imię Liparona w związku z sąsiednią wyspą Liparą, tak jak zresztą najswobodniej tworzy komiczne imiona, np. miasto Karia, kraje Peredia, Perbibezja, Konterebromia w Kurkulionie i wielu innych. Hieronowi zaś nikt nie oddał władzy, ale zagarnął ją on sam przy pomocy wojska. Dokładność historyczna zresztą w tych szczegółach miała rację w greckiej sztuce, dla greckich widzów, zwłaszcza o ile wzmianki te miały być aktualne, ale była bez znaczenia dla Rzymu i Rzymian, i to w przeróbce niewątpliwie znacznie późniejszej od oryginału. Dlatego też z ustępu tego nie można wysnuwać żadnych wniosków co do chronologii Plautyńskiej sztuki. [przypis tłumacza]

126. Jowisz (mit. rzym.) — najwyższe bóstwo rzymskiego panteonu, bóg nieba i burzy, odpowiednik greckiego Zeusa. [przypis edytorski]

127. Trudno, myślę, jej odmawiać — gdy zaprasza na ucztę; Menechmus zaczyna się chwiać w swym oporze wobec hetery, co wielce niepokoi wiernego sługę. [przypis tłumacza]

128. Ciąglem się sprzeciwiał — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: Ciągle się sprzeciwiałem. [przypis edytorski]

129. Skacz z radości! — tekst uszkodzony; sussuli według Bothego p. Lindsay. Menechmus ma już całkiem inne zamiary co do hetery i chce uprzedzić strofowanie ze strony sługi. [przypis tłumacza]

130. Czyż nie wybrać na to takich, którzy nic nie robią? — po wierszu 455 w rękopisach szczątki słów i luka. [przypis tłumacza]

131. W wieńcu tu wychodzi! — przy deserze rozdawano biesiadnikom wieńce; stąd pasożyt wnioskuje, że uczta już się skończyła i z bolesną ironią mówi: „W sam czas... przychodzę!”. [przypis tłumacza]

132. Myślę, że mnie od ciebie już dosyć spotkało! (Istam quidem edepol te dedisse intellego, Ussing) — przez to, że zjadł obiad bez udziału pasożyta. [przypis tłumacza]

133. Idź, bo ci łeb rozbiję! (vae capiti tuo) — irytuje się, bo sądzi, że pasożyt pomawia go w ogóle o chodzenie w stroju niewieścim, a nie wie przecież o koncepcie tamtego Menechmusa. [przypis tłumacza]

134. Lub proś bogów o zdrowie (aut te piari iube) — dosł.: „lub każ złożyć za siebie ofiarę oczyszczenia”, jako wariat; p. w. 292. [przypis tłumacza]

135. uncja — jednostka wagi używana w starożytnym Rzymie, a także w krajach anglosaskich, równa ok. 28 gramów. [przypis edytorski]

136. Czekaj... — spostrzega się, że się złapał, i zaczyna się „poprawiać”. Ale poprawia się zanadto dobrze, bo zmyśla coś o bransoletach i znów musi się wycofywać. [przypis tłumacza]

137. Kolczyki w kształcie kropli (stalagmia) — widocznie ulubiona wówczas moda. [przypis tłumacza]

138. na lewo — tzn. na prawo od strony widza, na tę drogę, która wiedzie na rynek i którędy musi wracać z rynku Menechmus I (p. wyżej w. 220). [przypis tłumacza]

139. Jaki też to zwyczaj mamy... — całe opowiadanie odnosi się do czysto rzymskich stosunków między patronem a klientami i jest przykładem na to, jak swobodnie romanizuje Plautus greckie partie (p. Wstęp). [przypis tłumacza]

140. i skargi im w głowie! — tekst uszkodzony; przyjęto: mens est in querelis, według pierwszych wydań. [przypis tłumacza]

141. Czy w urzędzie, czy przed sędzią, czy na zgromadzeniuw urzędzie (in iure), gdy sprawę rozstrzygał sam pretor lub czasem edyl, jak tutaj; przed sędzią (ad iudicem), gdy do rozstrzygnięcia sprawy pretor wyznaczał kogoś jako sędziego; na zgromadzeniu (ad populum), gdy była sprawa karna (causa publica) i rozstrzygało zgromadzenie ludowe (comitia). [przypis tłumacza]

142. I warunki-m musiał stawiać... — Menechmus, widząc, że sprawa jego klienta stoi kiepsko, chciał go ratować przez uzyskanie tzw. zakładu, sponsio, polegającego na tym, że jedna i druga strona formułuje pewne warunki, condiciones, i stawia pewną sumę w zakład za prawdziwość danej formuły. Strona wygrywająca zakład co do formuły nie tylko zyskuje sumę, ale wygrywa też i całą sprawę. Menechmus, dążąc do sprytnego sformułowania swych condiciones, nie cofa się przed krętackim i podstępnym ich ujęciem (condiciones tetuli tortas confragosas), ale klient upiera się przy normalnym postępowaniu sądowym i daje nawet zakładnika (praedem) za to, że rozstrzygnięciu się podda, pomimo iż wobec tylu świadków nie ma szans wygrania. [przypis tłumacza]

143. Żem źle wyszła, za złego człowiekaviro me malo male nuptam. [przypis tłumacza]

144. Już ci wierzy co do „niego”, lecz wróć do tamtego!Już ci wierzy: wypowiedziane ironicznie; wróć do tamtego: tzn. do sprawy skradzenia sukni. [przypis tłumacza]

145. Ależ głupstwa gadasz... (nugas agis) — Jeden z ulubionych Plautyńskich środków komizmu słów, polegający na kilkakrotnym, nieraz kilkunastokrotnym, powtarzaniu tego samego wyrazu czy zwrotu. [przypis tłumacza]

146. Strasznieś chmurna — przyjęto: tristis admodum es, według Niemeyera. [przypis tłumacza]

147. Bo gdyby ją tobie ściągli, już by jej nie było! — a teraz jest, bo jest oddana do hafciarza. [przypis tłumacza]

148. puchacza przynieść, by ci ciągle „ty-ty” mówił? — w oryginale brzmi to lepiej: quae „tu-tu” usque dicat tibi. [przypis tłumacza]

149. chlamida — część ubioru męskiego; był to rodzaj jakby peleryny z kołnierzem, zapinanej na piersiach na guzik. [przypis tłumacza]

150. Z mężem, z żoną, niech was bogi!... (cum viro, cum uxore, di vos perdant!) — w wielkiej pasji, wygrażając całemu domowi, przeklina wszystkich razem, odchodzi i nie pojawia się już w sztuce. [przypis tłumacza]

151. Ta mnie nie odtrąci, Ale wtrąci w ten swój domekquae me non excludet ab se, sed apud se occludet domi. [przypis tłumacza]

152. Teraz jestem naj-najwyrzuceńszy (nunc ego sum exclusissumus) — Plautus nieraz dla komicznego efektu stopniuje wyrazy, których właściwie stopniować nie można. Podobnie: ipsissumus: „najsamszy” (Trinummus 988), ostium occlusissumum: „drzwi najzamkniętsze” (Curculio 16), occisissumus omnium qui vivont: „najzabitszy ze wszystkich żyjących” (Casina 694), itp. [przypis tłumacza]

153. garkuchnia — podrzędna, tania jadłodajnia. [przypis edytorski]

154. Hekubę suką Grecy nazwali — było podanie, że Hekuba, żona Priama, rozżalona wszystkimi nieszczęściami, jakie ją spotkały po zdobyciu Troi przez Greków, i rozszalała strasznym gniewem na swych wrogów, zamieniła się w końcu w zajadłą sukę. [przypis tłumacza]

155. wdową pozostać — p. wyżej w. 115. [przypis tłumacza]

156. suknie i klejnoty — przyjęto poprawkę Vahlena: pallas, zamiast pallam (Lindsay). Rozżalona kobieta z jednej sukni zrobiła już suknie. Tak samo dalej w. 816. [przypis tłumacza]

157. jak Portaona — Porthaon, dziadek Dejaniry, żony Herkulesa; chodzi o podkreślenie nieprawdopodobieństwa, tak jak i dalej, gdy mowa o Kalchasie, wieszczbiarzu u Greków pod Troją. [przypis tłumacza]

158. jak Kalchasa — p. wyżej w. 759. [przypis tłumacza]

159. przez swoje posagi pewne siebie i zuchwałe (doter fretae, feroces) — stałe w „komedii nowej” narzekanie na „żonę posażną” (uxor dotata); p. Wstęp. [przypis tłumacza]

160. O twe stroje i klejnoty... — p. wyżej w. 122. [przypis tłumacza]

161. me suknie — p. wyżej w. 753. [przypis tłumacza]

162. To źle robi, gdy tak robi. Lecz jeśli nie robi, Ty źle robisz (Male facit, si istuc facit; si non facit, tu male facis) — celowe powtarzanie wyrazu dla efektu komicznego. [przypis tłumacza]

163. Toż on kłamie! — przyjęto poprawkę Schölla: peierat, zamiast deierat Lindsay. [przypis tłumacza]

164. Patrz, zielenią mu się oczy! — żona zaczyna go naprawdę podejrzewać o szaleństwo, widzi już nawet jego symptomy, co było tym łatwiej, że Menechmus był we wściekłej pasji; zielony kolor i zielone plamy na twarzy i głowie uważano za oznaki rozlanej żółci, w czym ówczesna medycyna widziała powód ataków szału; szał określano przecież czasem wyrazem „czarną żółć” μελανχολία. [przypis tłumacza]

165. Eú-ho-e, Eú-ho-e, Bromiu! (akcent na ) — okrzyk szalejących Bakchantek; Bromios nazywa się Dionizos-Bakchus od zgiełku i hałasu, jakim odznaczały się jego pochody; Menechmus udając szał, wpada w komicznie patetyczny ton i naśladuje styl, jakim przemawiają w tragedii osoby „opętane przez bóstwo”, a więc szaleńcy i wróżbiarze. [przypis tłumacza]

166. Apollo (mit. gr., mit. rzym.) — bóg słońca, sztuki, wróżbiarstwa, uzdrawiania i gwałtownej śmierci, przewodnik dziewięciu muz. [przypis edytorski]

167. A Apollo każe mi wyrocznią... — mitologia klasyczna uważała wszelką ekstazę, a więc równie szał, jak i natchnienie wieszcze, za „opętanie przez bóstwo”, zwłaszcza przez Apolla, patrona poetów i wszystkich wróżbiarzy, np. Pytii w Delfach (por. okrzyk wpadającej w szał wieszczy Kasandry w Odprawie Kochanowskiego: „Po co mnie próżno, srogi Apollo, trapisz”). Menechmus udaje zatem, że jest w tej chwili w mocy Apolla i jego tylko rozkazy wykonuje. [przypis tłumacza]

168. drżącego Tytana (tremulum Titanum) — kpiąc, nazywa Tytanem bezsilnego starca [Tytan: jeden z bogów z pokolenia olbrzymów, poprzedzającego pokolenie bogów olimpijskich; red. WL]; być może jednak, że jest tu pomyłka w naszych rękopisach i czytać należy Tithonum (tak Ussing); Tithonos, mitologiczny starzec, kochanek bogini Eos, dzięki jej wstawiennictwu u Zeusa cieszył się nieśmiertelnym życiem, choć starzał się coraz więcej, i to lepiej by tutaj odpowiadało. Ale nie jest też wykluczone, że pomylił się Plautus sam, który nie był bardzo mocny w greckiej mitologii i nie dbał tu wiele o ścisłość. [przypis tłumacza]

169. Co za ojca miał Cyknusa — było podanie o Cyknusie, zamienionym w łabędzia (cycnus: łabędź); prawdopodobnie dlatego siwowłosy starzec nazwany jest synem białego ptaka, ale kto wie, czy i tutaj Plautus nie przekręcił czegoś, co było w greckim oryginale. Zresztą małe zmartwienie dla rzymskiej publiczności, która i tak o żadnym Cyknusie nie słyszała, a wszystko to zapewne uważała za jakieś egzotyczne przezwiska. [przypis tłumacza]

170. trzymam lejce, bodziec (iam lora teneo, stimulus iam in manust) — według Ritschla, p. Lindsay; bodziec (stimulus): do popędzania, zamiast bicza. [przypis tłumacza]

171. choroba ostra, ciężka — po tych słowach wykazał lukę Schöll, p. Lindsay. [przypis tłumacza]

172. A was wszystkich tu proszę... — celowe przełamanie iluzji scenicznej; Plautus każe często swoim aktorom, dla wywołania efektu komicznego, komunikować się z publicznością i w najrozmaitszy sposób wypadać z roli, i to nie tylko wtedy, gdy aktor mówi monolog, ale nawet w ciągu rozmowy z innymi osobami sztuki. Tak np. w Punijczyku (w. 550 i nast.) młodzieniec, chcąc wywieść w pole stręczyciela, sprowadza „adwokatów” i chce im cały swój plan wyjaśnić, gdy ci nagle mu przerywają: „My już o tym wszystkim wiemy. Tu o widzów chodzi,/ Dla nich przecież gra się tutaj tę oto komedię./ Ich więc raczej poobjaśniaj, żeby zrozumieli/ Twoją rolę. O nas nie dbaj. My już wszystko wiemy:/ Myśmy przecież razem z tobą wszyscy się uczyli,/ Żeby wiedzieć, jak ci mamy w roli odpowiadać!”. [przypis tłumacza]

173. Akt V — w tym dopiero miejscu należy przyjąć przerwę i koniec IV aktu, a nie po w. 714, jak mają aż do końca XVIII w. wszystkie wydania Plauta (p. Brix) i co zachowuje również Lindsay. Unika się w ten sposób rażącego nieprawdopodobieństwa, że już po 5 wierszach wraca Teść z Lekarzem, pomimo iż, jak sam zaznacza, musiał długo na niego czekać. [przypis tłumacza]

174. Eskulap (mit. rzym.) — zlatynizowana forma imienia Asklepiosa, greckiego boga sztuki lekarskiej. [przypis edytorski]

175. Nogę (...) musiał opatrywać Eskulapowi (...) ramię Apollowi! — przechwałki lekarza, należącego w „komedii nowej” do rodziny samochwałów, p. Wstęp. Stary dowcipnie bierze to na serio, ale... jako opowiadanie rzemieślnika o naprawianiu posągów: prowadzę lekarza czy stolarza, co bogów naprawia (ducere medicum an fabrum): przekład jest zarazem objaśnieniem, by uratować Plautyński dowcip. [przypis tłumacza]

176. puchlina wodna (med.) — historyczne sformułowanie medyczne odnoszące się do gromadzenia nadmiernej ilości płynu w tkankach. [przypis edytorski]

177. Toż ja w niego nawlewam dość przez dzieńQuin mystilabo plus sescenta ei in die według Ussinga; suspirabo plus † sescenta † in dies (Lindsay). [przypis tłumacza]

178. dzień (...) przewrotny, przeciwnydies pervorsus atque advorsus. [przypis tłumacza]

179. Mój Ulikses... — być może, że chodzi tutaj o rolę Odyseusza, który zmusił Agamemnona, swego króla, do ofiarowania Ifigenii i podstępem ją do Aulidy sprowadził. [przypis tłumacza]

180. Nie, ja duszy go pozbawię — ponieważ duszą pasożyta jest jedzenie, oznacza to pozbawienie go wszelkich zaprosin. [przypis tłumacza]

181. nazad (daw.) — z powrotem. [przypis edytorski]

182. mórg a. morga — dawna miara powierzchni gruntu; pierwotnie oznaczała obszar, który człowiek mógł zaorać zaprzęgiem w ciągu jednego dnia pracy. [przypis edytorski]

183. całym morgiem ciemierzycy (ellebori iungere; iungus = Ζεύγος, Lindsay) — ciemierzycę (elleborum) uważali ówcześni lekarze za lekarstwo przeciw pomieszaniu zmysłów; w tym wypadku jednak sądzi Lekarz, że nawet taka ilość ciemierzycy, jaka urośnie na morgu pola, nie zaradzi. [przypis tłumacza]

184. Powiedz (...) jakie wino pijasz, białe, ciemne? (album an atrum vinum potas) — zaczyna się „badanie” chorego; „czarnym” (atrum) nazywano wino, które my nazywamy zwykle czerwonym. [przypis tłumacza]

185. Czy chleb jadam ciemny, jasny lub może żółtawy?purpureum panem soleam ego esse an luteum — Zirytowany Menechmus zaczyna kpić z lekarza i jego pytań. [przypis tłumacza]

186. mnie masz za szarańczę — wyobrażano sobie, że szarańcza ma sterczące, sztywne oczy. [przypis tłumacza]

187. Mówi niby Nestor — mówi jak najzdrowszy i najmądrzejszy człowiek; Nestor [najstarszy uczestnik wojny trojańskiej; red. WL] uchodził za typ rozsądnego człowieka. [przypis tłumacza]

188. żeś święty wieniec ściągnął Jowiszowi — za posądzenie (oczywiście niesłuszne, gdyż dotyczy tamtego Menechma) odpowiada całą serią równie niesłusznych posądzeń. [przypis tłumacza]

189. byłeś bity w dybach (caesum virgis sub furca) — furca, „widły”, oznacza pewien rodzaj ram, widocznie w kształcie litery Y, do których przywiązywano skazanego na chłostę. [przypis tłumacza]

190. A ja kłuć cię na wisząco... (te pendentem fodiam stimulis) — mowa tu o karze polegającej na tym, że skazańca wieszano za ręce lub nogi i smagano batami lub kłuto bodźcami, używanymi do popędzania zwierząt zaprzęgowych. [przypis tłumacza]

191. Po tym zawsze poznać sługę, co dobry naprawdę, co o sprawy swego pana troszczy się i stara — tyrada na temat obowiązków wzorowego sługi, co ma działać jako pewnego rodzaju „odtrutka” na rzymskich widzów, którym Plautyńskie sztuki przedstawiają najczęściej niewolnika jako sprytnego gałgana. Por. Wstęp. [przypis tłumacza]

192. ten więcej dbać winien o swój grzbiet, niż o swe gardło... — więcej niż o najedzenie się i napicie powinien dbać o to, by jego grzbiet nie był narażony na chłostę, a nogi na kajdany. [przypis tłumacza]

193. żarna — do obracania żaren używano zwierząt pociągowych, a za wielką karę występnych niewolników. [przypis tłumacza]

194. Tego zła się boję. I dlatego też być wolę nie złym, ale dobrym (id ego male malum metuo: propterea bonum esse certumst potius quam malum); Znacznie łatwiej znieść wyrazy, ja razów nie lubię (magi’ multo patior faciliu’ verba, verbera ego odi); wolę zjeść coś z mąki, niż mąkę wyrabiać (edo lubentius molitum, quam molitum praehibeo) — wielkie skupienie gry słów, ulubione przez Plauta. [przypis tłumacza]

195. a przecież się boją... — wielokrotne powtarzanie komiczne tego samego słowa (metuont). [przypis tłumacza]

196. Ci dopiero, gdy coś zbroją, to wtedy się bojąpostquam malum promeriti, atque i metuont, według poprawki Lindsaya. Przekład nie unika czasem rymu, bo nie jest on obcy Plautowi jako figura retoryczna (όμοιοτέλευτον). [przypis tłumacza]

197. Jak mnie mój pan wynagrodzi za tę służbę moją (prope est quando hoc erus quae faciam pretium exsolvet) — według poprawki Lindsaya. [przypis tłumacza]

198. jeśli miłe wam wasze golenie, wasze boki! — grozi im kajdanami i chłostą. [przypis tłumacza]

199. Puśćcie go! — zaczyna się bijatyka i okładanie pachołków pięściami, na co publiczność rzymska bardzo chętnie patrzyła. Dlatego też Plautus nieraz takie sceny wprowadza. Jest to taki sam prymitywny środek komizmu, jak wszystkie podobne sceny cyrkowe i wszystkie coups de bâton Guignola, czy innych teatrów marionetkowych. [przypis tłumacza]

200. Rwij! Dziurę mu zostaw! (face ut oculi locus in capite appareat) — wyrwij mu oko, tak by pusty oczodół został. Nie należy tego tak bardzo brać na serio. [przypis tłumacza]

201. Witaj mój patronie! — z chwilą wyzwolenia pan (erus) stawał się opiekunem (patronus) wolnego już obywatela. [przypis tłumacza]

202. Jedni mówią, żem tym nie jest, kim jestem, i ci mnie za drzwi tu wręcz wyrzucają — pewna nieścisłość, bo przecież i żona, i hetera nie dlatego go wyrzuciły, „jakoby nie był, kim jest”, ale z powodu sukni; całe to miejsce w rękopisach zniekształcone. [przypis tłumacza]

203. a drudzy znów mówią, żem jest tym, kim wiem, żem nie jest, i pragną koniecznie być mymi niewolnikami (Alii me esse aiunt qui non sum ac servos se esse meos volunt) — wiersz dodany przez Ritschla dla nawiązania myśli, p. Ussing. [przypis tłumacza]

204. Jak i ten, co twierdził, że jest moim niewolnikiem, com go tu wyzwolił (Vel ille qui servom esse se meum aibat, quem ego emisi manu) — według poprawki Ussinga; następujące dwa wiersze u Lindsaya, jako złożone z pomieszanych szczątków wierszy poprzednich, opuszczono. [przypis tłumacza]

205. Toż właśnie tum cię wyrwał przed tym domem, co cię czterech ludzi (...) niosło (quin modo erupui, homines qui ferebant te... quattuor apud hasce aedis) — niedbały styl mowy codziennej. [przypis tłumacza]

206. tyś pobiegł naprzód... — Messenio sądzi, że Menechmus, któremu się potem żal zrobiło, iż niewolnika swego wyzwolił, pobiegł naprzód, by go wyprzedzić i spotkawszy w mieście, wyprzeć się wszystkiego. [przypis tłumacza]

207. przysięgały na oczy (per oculus iurare) — jedno z zaklęć, spotykanych zwłaszcza w ustach kobiet. [przypis tłumacza]

208. Teraz oba się przysłużcie mnie i sobie razem — Messenio, mając już prawie pewność, iż to są właśnie obaj bliźni bracia, przeprowadza ostateczne ich przesłuchanie, konfrontację i doprowadza do rozpoznania. Takimi scenami rozpoznania (άναγνώρισις) kończą się najczęściej sztuki greckie. Plautus bardzo często je opuszcza, uważając je za mało zajmujące, zwłaszcza gdy widzowie już wiedzą, jak się rzecz skończy. I tu ta scena hamuje przy samym końcu znakomite tempo całej sztuki; sytuację mógł uratować do pewnego stopnia Messenio, o ile grał swą rolę z należytą werwą. [przypis tłumacza]

209. donieśli o tym, [gdy okręt powrócił, / że cię porwał ktoś w Tarencie] (renuntiatumst [ubi navis rediit retro, / Puerum surrputum Tarenti] te) — lukę wykazał Ritchl, uzupełnienie według Ussinga. [przypis tłumacza]

210. Jak się cieszę, Messenio, żeś wolny! — nieścisłość, bo nie wiadomo, skąd Menechmus I (z Epidamnus) zna imię Messeniona, którego (w sztuce) nigdy nie słyszał. [przypis tłumacza]

211. Byle tylko z lepszym szczęściem... (sed meliorest opus auspicio) — żeby znów drugi raz jego wyzwolenie nie okazało się tak krótkotrwałe, jak poprzednio (w. 1057 i 1094). [przypis tłumacza]

212. Żebym ja był woźnym przy tej licytacji (praeconium mi ut detis) — praecones to woźni zajmujący się licytacją z ramienia rządu; przeprowadzenia prywatnych licytacji podejmowali się dla zysku prywatni, zawodowi praecones. [przypis tłumacza]

213. głupie pięć milionów — na ówczesne stosunki olbrzymia suma; w tym zaskoczeniu niejako gotowych do licytacji widzów leży żart. [przypis tłumacza]

214. głośno klaskajcie (clare plaudite) — epilogi Plautyńskie kończą się zwykle wezwaniem do oklasków, a to wezwanie bywa zresztą często w jakiś komiczny sposób uzasadnione; tak np. w Stichusie każą każdemu w nagrodę za oklaski iść na ucztę... „do swego własnego domu”, a w Komedii oślej epilog zapewnia widzów, że tylko bardzo głośnymi oklaskami ocalą uciemiężonego męża przed zemstą żony. [przypis tłumacza]