AKT DRUGI
PALESTRIO
do widzów
Ja jestem tak łaskawy, że treść sztuki podam105,
Jeżeli wasza łaska, żeby jej wysłuchać —
Kto jednak słuchać nie chce, niech wstaje i — za drzwi,
By miał gdzie usiąść taki, który słuchać zechce!
Teraz sztuki, dla której wy tutaj siedzicie
W tym miejscu krotochwilnym106, sztuki, którą mamy
Zagrać tutaj przed wami, treść podam i tytuł:
Alazon107 się po grecku zowie ta komedia,
My na to po łacinie Samochwał mówimy.
To miasto to jest Efez108. Mój pan to ten żołnierz,
Co stąd poszedł na rynek, samochwał, bezczelny,
Świntuch109, pełen kłamstw różnych i gach110 pierwszej klasy
Wszystkie, mówi, kobiety wprost lecą na niego.
Lecz gdzie pójdzie, dla wszystkich jest czczym pośmiewiskiem,
Tak, że tutaj hetery, mizdrząc się do niego111,
Przeważnie łażą potem z krzywymi gębami.
Bo ja tutaj niedawno jestem jego sługą
I chcę, byście wiedzieli, jak się tu dostałem
Do niego w służbę, stamtąd, gdzie pierwej służyłem.
Uważajcie, bo teraz przystąpię do treści:
Miałem pana w Atenach, młodego, zacnego;
On tam kochał heterę, czystej krwi Atenkę112,
A ona jego również: to miłość najlepsza.
Jego raz do Naupaktu113 wysłano z urzędu
W jakiejś sprawie Dostojnej Rzeczypospolitej114.
Trafem wtedy ten żołnierz przyjeżdża do Aten
I przyczepia się do tej przyjaciółki pana.
Zaczął się podlizywać nasamprzód jej matce
Podarkami i winem, i sutym jedzeniem:
Zrobił się zaufanym u tej stręczycielki,
A skoro mu się tylko zdarzyła sposobność,
Wywiódł w pole rajfurkę115 (matkę tej kobiety,
W której pan mój się kochał) i bez wiedzy matki
Córkę w okręt wpakował, i chociaż nie chciała,
Przemocą ją tu z sobą przywiózł do Efezu.
Ja, skoro tylko słyszę, że pańską kochankę
Gdzieś z Aten przewieziono — w mig, na łeb, na szyję
Okręt sobie szykuję, siadam, do Naupaktu,
Chcąc o tym donieść panu. Lecz skorośmy tylko
Na pełne morze wyszli — tego chciały bogi —
Statek, którym jechałem, zbóje porywają.
Pierwej diabli mnie wzięli, zanim tam przybyłem,
Gdziem się wybrał do pana. Ten, który mnie zajął,
Dał mnie tu w podarunku temu żołnierzowi;
A skoro mnie sprowadził do swojego domu,
Patrzę: pańska kochanka, co była w Atenach!
Ta, gdy mnie zobaczyła, daje mi znak okiem,
Bym do niej nic nie mówił; potem, przy okazji
Skarży mi się kobieta na swoje nieszczęścia:
Do Aten pragnie uciec, mówi, z tego domu;
Że kocha mego pana — niby tego z Aten —
I że nie ma człowieka, który by jej gorzej116
Był wstrętny niż ten żołnierz. Ja, skorom jej myśli
Poznał, wziąłem tabliczki, napisałem, skrycie
Kupcowim117 dał pewnemu, ażeby je oddał
Panu memu w Atenach, temu co ją kochał,
Ażeby tutaj przybył. Ten listu posłuchał,
Bo i przybył, i tutaj w sąsiedztwie zamieszkał
U miłego staruszka, który z jego ojcem
Był w zażyłej przyjaźni. Ten zakochanemu
Gościowi swemu sprzyja, czynem nas i radą
Zachęca i wspomaga. Toteż ja w tym domu
Ogromne machinacje po to wyczyniłem,
Żeby para kochanków mogła się spotykać.
Bo niby jeden pokój, co go żołnierz oddał118
Kobiecie na jej własny, wyłączny użytek,
To ja tu w tym pokoju ścianę przewierciłem,
By ona mogła tutaj od siebie przechodzić,
I to z wiedzą starego: on sam dał ten pomysł.
Bo ten mój współniewolnik, co go żołnierz przydał
Na stróża tej kobiecie, nie jest bardzo mądry:
My mu sprytnym podstępem, sztucznymi sztuczkami
Bielmo rzucim na oczy i tak go sprawimy119,
Że nawet gdy coś ujrzy, to tego nie ujrzy!
Lecz wy się nie pomylcie120: ta bowiem kobieta
Pod dwiema postaciami będzie tu wychodzić
I z tych drzwi, i z tych tutaj. To będzie ta sama,
Lecz będzie tak udawać, że jest całkiem inna.
W ten sposób się wystrychnie na dudka jej stróża.
Lecz drzwi skrzypły121 w sąsiedztwie u tego staruszka.
Sam wychodzi: to właśnie ten miły staruszek.
Periplektomenus, Palestrio.
PERIPLEKTOMENUS
wychodzi, krzycząc we drzwiach na służbę
No! Jeżeli wy od dziś dnia każdemu obcemu,
Kogo tylko tu ujrzycie na dachu, w mym domu,
Nie strzaskacie kości w nogach, to wam wasze boki122
Tak wyprawię, że już będą same jak rzemienie!
A więc ja już nawet przy tym mam świadków w sąsiadach,
Co się u mnie w domu dzieje? By mi zaglądali
Tu do środka, przez impluvium123? Otóż teraz wszystkim
Uroczyście zapowiadam: jeżeli ujrzycie
Kogokolwiek od żołnierza w mym domu, na dachu,
Prócz jednego Palestriona — strącić tu na drogę!
Choćby gadał, że tu ściga kurę czy gołębia,
Albo małpę — to wam mówię: już po was, jeżeli
Na śmierć go nie zatłuczecie! A nawet, ażeby
Już nie mogli potem łamać „prawa o grze w kostki”124,
Patrzcie, by mi już bez kostek u siebie hulali!
PALESTRIO
Coś tu od nas nabroili, o ile ja słyszę,
Tak ten stary kości łamać każe mym kolegom.
Ale mnie wyłączył z tego — co mi tam o innych!
Więc zagadam.
PERIPLEKTOMENUS
To Palestrio, co tutaj nadchodzi?
PALESTRIO
Cóż tam, Periplektomenie?
PERIPLEKTOMENUS
Niewielu jest ludzi,
Których — gdybym miał ten wybór — wolałbym w tej chwili
Więcej niżli ciebie ujrzeć i spotkać!
PALESTRIO
Co słychać?
Co się kłócisz z naszą służbą?
PERIPLEKTOMENUS
Przepadliśmy całkiem.
PALESTRIO
Co się stało?
PERIPLEKTOMENUS
Wszystko wyszło.
PALESTRIO
Co wyszło?
PERIPLEKTOMENUS
W tej chwili
Ktoś tam z waszych ludzi, z dachu, przez nasze impluvium
Widział, jak się całowali, tu u nas, ten przybysz
I Filokomazjum.
PALESTRIO
Któż to, kto ich widział?
PERIPLEKTOMENUS
Ano — —
Twój kolega.
PALESTRIO
Ale który?
PERIPLEKTOMENUS
Nie wiem, bo tak szybko,
Tak gwałtownie stąd się porwał.
PALESTRIO
Zdaje się, już po mnie.
PERIPLEKTOMENUS
Krzyczę za nim: „Co tu robisz — mówię — na tym dachu?”,
A on na to na odchodnym: „Małpę naszą ścigam”125.
PALESTRIO
A ja biedny ginąć muszę przez to podłe zwierzę!
A czy ona jest tu jeszcze?126
PERIPLEKTOMENUS
Gdym wychodził, była.
PALESTRIO
Idźże, powiedz, niech tu przejdzie czym prędzej — by w domu
Ją tu u nas zobaczyli. Chyba że chce tego,
Byśmy wszyscy niewolnicy przez to jej kochanie
Za najbliższych towarzyszy krzyże otrzymali!127
PERIPLEKTOMENUS
Już mówiłem. Chcesz co więcej?
PALESTRIO
Chcę. To jej zapowiedz,
Niechże na krok nie odstąpi natury kobiecej128
I niech stale ich naukom i sztukom hołduje!
PERIPLEKTOMENUS
W jaki sposób?
PALESTRIO
Aby tego, który ją zobaczy,
Przekonała swym gadaniem, że jej nie zobaczył.
Choćby ją sto razy widział, to jednak niech przeczy.
Toć129 ma na to usta, język, zdradliwość, przewrotność.
Gdy ją kto do muru przyprze — to niech go odeprze
Swą przysięgą na swój sposób: ma przecież pod ręką130
Fałsz w swej mowie, fałsz w swych czynach, fałsz nawet w przysiędze.
Ma pod ręką swe podstępy, pieszczoty, podejścia.
Bo kobieta, co jest chytra, ta nigdy nie prosi
Ogrodnika o przyprawy: ma przecież pod ręką
Ogród cały z przyprawami — do wszystkich swych szelmostw!
PERIPLEKTOMENUS
Jeśli jest tu, to jej powiem. Lecz nad czym, Palestrio,
Tak głębokoś się zamyślił?
PALESTRIO
Bądźże chwilę cicho,
Aż me plany w głowie zbiorę i aż się namyślę,
Co tu zrobić, jaki podstęp na złego kolegę,
Który widział ją w uściskach. — By to, co on widział,
Stało się czymś niewidzianym.
PERIPLEKTOMENUS
Namyślaj się tedy,
A ja tu odstąpię na bok.
Usuwa się na bok, ciągle obserwując Palestriona i jego mimikę
Popatrzcie no tylko131,
Jaką pozę on tu przybrał: czoło zmarszczył, myśli,
W piersi puka się palcami, jakby chciał wywołać
Z środka na wierzch swoje serce. Teraz się odwraca:
Lewą ręką się podpiera od lewego boku,
Prawą liczy coś na palcach. W bok prawy się palnął132!
Tak gwałtownie! Najwidoczniej plan mu się nie składa.
Teraz znów palcami trzasnął: myślami pracuje;
Raz wraz pozę swą odmienia — patrz, znów głową kręci:
I to mu się nie podoba, co teraz wynalazł.
Choć cokolwiek nam tu poda, nie poda surowo,
Lecz przegotowane świetnie133. Teraz znów „buduje”:134
Brodę podparł jak kolumnę. — Precz, precz z tym widokiem!
Nie, dalibóg, ta budowa mnie się nie podoba.
Bo poecie tak rzymskiemu135, słyszę, pysk podparto,
I dwaj stróże go pilnują cięgiem, dniem i nocą! —
Brawo! Co za szyk w tej pozie136: „Niewolnik z Komedii”!
On tu dziś nie spocznie pierwej, zanim nie dokona
Swych zamierzeń. — Już ma, myślę!
Gdy Palestrio zakamieniał w ostatniej pozie, głęboko zamyślony, Periplektomenus zaniepokojony woła do niego:
Nuże! Pracuj dzielnie,
Czuwaj, nie zasypiaj w pracy — albo może wolisz,
By cię rózgi rozbudziły, różując razami?137
szarpie go
Hej ty! Czyś się wczoraj upił? Słuchajże, Palestrio!
Słuchaj, mówię. Toż się ocknij! Już świta!
PALESTRIO
jakby półsenny, tak głęboko zamyślony
Już słucham.
PERIPLEKTOMENUS
jeszcze więcej podniecony
Czyż nie widzisz: wróg na karku, grzbiet twój zagrożony!138
Chwyć się mocy, by tu pomóc139, spiesz nieopieszale!
Gdzieś ich obejdź, gdzieś przez wąwóz przeprowadź twe wojsko,
Otocz zewsząd wraże140 wojska, naszym przyjdź z odsieczą.
Przetnij wrogom wszelki dowóz, sobie zaś zabezpiecz,
By spokojnie dojść cię mogło i twoich legionów
I jedzenie, i wożenie141, o to dbaj, to pilne!
Znajdź coś, wymyśl, podaj prędko jakiś plan poradny142,
Żeby to, co tu ktoś ujrzał, było nie ujrzane,
Ale to, co tu się stało, by się nie odstało.143
na stronie
Wielką rzecz ten człek poczyna, mocny mur muruje.
do Palestriona
Jeśli weźmiesz rzecz na siebie — ty jeden — tom pewien
Że my wrogów rozbijemy.
PALESTRIO
Tak, biorę na siebie.
PERIPLEKTOMENUS
To ja teraz cię zapewniam, że tego dokonasz,
Co zamierzasz!
PALESTRIO
Niech cię za to Jowisz144 błogosławi!
PERIPLEKTOMENUS
Powiedzże mi, coś wymyślił.
PALESTRIO
Język za zębami,
Gdy cię w wiodę w kraj podstępów; byś wiedział, że u mnie
Jest skład cały tych podstępów.
PERIPLEKTOMENUS
Ja ci ich nie ruszę.
PALESTRIO
Mój pan ma na sobie skórę — ze słonia, nie swoją,
I nie więcej ma rozumu niż — kamień.
PERIPLEKTOMENUS
Wiem o tym.
PALESTRIO
Teraz więc tak rzecz zaczynam, taki knuję podstęp,
By powiedzieć, że tu z Aten do Filokomazjum
Siostra bliźnia145 i rodzona z kochankiem przybyła,
Tak podobna, jak podobne jest mleko do mleka,
I u ciebie jest w gościnie.
PERIPLEKTOMENUS
Brawo, brawo, świetnie!
Tylko chwalić ten twój pomysł!
PALESTRIO
Gdyby zaś niewolnik,
Mój kolega, miał naskarżyć przed panem, żołnierzem,
Że ją widział, jak się tutaj z innym całowała,
To wykażę, że on widział u ciebie tę drugą146,
Jak ją ściskał i całował jej kochanek.
PERIPLEKTOMENUS
Świetnie!
Ja to samo mu odpowiem, gdy mnie żołnierz spyta.
PALESTRIO
Lecz mów, że są przepodobne; I Filokomazjum
Też to trzeba poobjaśniać, by się nie wsypała,
Gdy ją o to żołnierz spyta!
PERIPLEKTOMENUS
Strasznie sprytny podstęp.
Ale... gdy on zechce widzieć... obie razem? Wtedy
Co zrobimy?
PALESTRIO
Nic trudnego, toż trzysta powodów
Da się znaleźć: „Nie jest w domu”, „Wyszła gdzieś na spacer”,
„Śpi” lub „Jeszcze nie ubrana” — „W kąpieli”, „Coś pije”,
„Je śniadanie”, „Jest zajęta” lub: „Teraz nie może”,
„Nie ma teraz na to czasu” — wiele147 chcesz wymówek,
Byle odwlec, byle tylko, tak na pierwszy ogień
Skłonić go, by w to uwierzył, co mu się nakłamie.
PERIPLEKTOMENUS
Dobrze mówisz.
PALESTRIO
Idźże tedy, a gdy ją zastaniesz,
Każ jej, niechaj szybko wraca; i o tym jej powiedz,
Wskaż jej, poucz, niech pamięta dobrze nasze plany,
Cośmy tutaj ułożyli o tej bliźniej siostrze.
PERIPLEKTOMENUS
Ja ci świetnie ją wykształcę. Masz co jeszcze do mnie?
PALESTRIO
Tak, byś obszedł.
PERIPLEKTOMENUS
Więc już idę.
Wchodzi do domu.
PALESTRIO
Ja też tutaj pójdę,
By się zająć wyśledzeniem148 — lecz w sposób oględny —
Kto to był dziś tym kolegą, co gonił za małpą.
Bo on musiał bez wątpienia komuś z domowników
Mówić o kochance pana, że ją tutaj widział,
U sąsiada, jak się z jakimś obcym młodzieniaszkiem
Całowała. — Znam tych ludzi: „Zamilczeć nie mogę,
Kiedy sam wiem tylko o czym”. A jeśli go znajdę,
Tego, co to wszystko widział, szturm w niego przypuszczę149.
Wszystko jest przygotowane, a walka zacięta.
Wnet pogrążę tego człeka — jestem całkiem pewny.
A jeśli go tak nie znajdę, to pójdę za węchem,
Jak pies gończy, póki lisa nie dojdę za śladem!
Ale nasze drzwi skrzypnęły, muszę głos miarkować,
Bo wychodzi mój kolega: stróż Filokomazjum.
Sceledrus, Palestrio.
SCELEDRUS
wychodzi z domu, mówiąc
Jeślim dziś, dalibóg, przez sen nie chodził po dachu,
To naprawdę wiem, żem widział, jak Filokomazjum,
Mego pana przyjaciółka, tutaj do sąsiada
Po nieszczęście swoje przyszła.
PALESTRIO
na stronie
Ten zatem ją widział,
Jak się tutaj całowała — jeśli dobrze słyszę.
SCELEDRUS
Któż to jest?
PALESTRIO
Ja, twój kolega. Cóż tam, Sceledrusie?
SCELEDRUS
Cieszę się, mój Palestrionie, żem cię spotkał.
PALESTRIO
Cóż tam?
Co nowego? Powiedz przecież!
SCELEDRUS
Boję się —
PALESTRIO
A o co?
SCELEDRUS
Byśmy dziś, dalibóg, wszyscy, ilu nas jest tutaj,
W przeokropną jakąś biedę i cięgi nie wpadli.
PALESTRIO
spluwa, odpędzając urok
Wpadnij sam, bo to nie dla mnie te wpadki, wypadki!150
SCELEDRUS
To ty nie wiesz, co tu u nas stało się nowego?
PALESTRIO
Cóż tam?
SCELEDRUS
A, coś bezwstydnego.
PALESTRIO
Sam sobie wiedz o tym.
Mnie nic nie mów, wiedzieć nie chcę.
SCELEDRUS
Nie, ty musisz wiedzieć!
Małpę naszą dziś ścigałem tu u nich po dachu —
PALESTRIO
O Sceledrze! Człowiek nicpoń ścigał podłe zwierzę!
SCELEDRUS
A żebyś tak —151
PALESTRIO
Nie, ty raczej — kończ, skoroś już zaczął.
SCELEDRUS
Przez impluvium tu w sąsiedztwo spojrzałem przypadkiem:
widzę, jak się tam całuje — kto? — Filokomazjum
Z innym jakimś młodym chłopcem.
PALESTRIO
Co słyszę, Sceledrze!152
SCELEDRUS
Lecz naprawdę, żem to widział.
PALESTRIO
Ty?
SCELEDRUS
Ja, sam, na własne,
Te tu moje oba oczy.
PALESTRIO
Idź, pleciesz od rzeczy
I niczego nie widziałeś.
SCELEDRUS
Czy myślisz, żem ślepy?
PALESTRIO
O to spytaj się lekarza. Lecz całej tej bajki,
Jeśli bogi są ci miłe, głupio nie poruszaj:
Ściągniesz przez to ciężką biedę na swój łeb i gnaty —
Bo cię czeka smutny koniec — podwójnie — jeżeli
Twoich paplań nie ukrócisz!
SCELEDRUS
Podwójnie?
PALESTRIO
Posłuchaj:
Naprzód jeśli ją pomawiasz niesłusznie, toś przepadł;
A znów, jeśli to jest prawda — tyś jej stróż: toś przepadł.153
SCELEDRUS
Nie wiem, co się ze mną stanie — lecz wiem, żem to widział.
PALESTRIO
Nie przestaniesz, nieszczęśniku?
SCELEDRUS
Cóż ci mam powiedzieć,
Jeśli nie to, com zobaczył? Toć teraz jest jeszcze
Tutaj obok u sąsiada.
PALESTRIO
Co? Nie ma jej w domu?154
SCELEDRUS
Idź, sam zobacz. Ja już teraz niczego nie żądam,
By na słowo mi ktoś wierzył.
PALESTRIO
No, więc dobrze, idę.
Wchodzi do domu żołnierza.
SCELEDRUS
Ja na ciebie tu zaczekam; zaczaję się przy tym
Na nią, gdy ta jałóweczka stąd będzie powracać
Jak z pastwiska do swej stajni. — Lecz co teraz począć?
Żołnierz mi ją pod straż oddał — jeśli o tym powiem,
To już po mnie — — — Lecz też po mnie, jeżeli zamilczę,
A rzecz sama wyjdzie na jaw. Czyż jest coś gorszego,
Zuchwalszego od kobiety? Kiedym ja na dachu,
Ona hyc! Z pokoju na dwór! Bezczelność, dalibóg!
Gdyby o tym on posłyszał, żołnierz, to dalibóg,
Cały dom ten by postawił do góry nogami,
A mnie na krzyż! Więc, dalibóg, cokolwiek jest na tym,
Wolę raczej gębę stulić niżli marnie zginąć.
Nie ustrzegę przecież takiej, co się sama daje.
PALESTRIO
wychodzi z domu żołnierza
Sceledrusie, Sceledrusie, czyż jest ktoś od ciebie
Bezczelniejszy na tej ziemi? I kto na świat przyszedł
Z większym niż ty gniewem bogów, z większą ich niechęcią?
SCELEDRUS
Co się stało?
PALESTRIO
Każże sobie wyłupić te ślepia,
Które widzą, czego nie ma!
SCELEDRUS
Jak to „czego nie ma”?
PALESTRIO
Ja bym nie dał za twe życie zgniłego orzecha!
SCELEDRUS
Co takiego?
PALESTRIO
Co takiego, pytasz?
SCELEDRUS
Czy nie wolno?
PALESTRIO
Czego sobie nie dasz uciąć twojego jęzora
Gadulskiego?
SCELEDRUS
A to czemu?
PALESTRIO
Patrz, Filokomazjum
Jest tu w domu, a tyś gadał, żeś widział w sąsiedztwie,
Jak z kimś drugim się ściskała, jak się całowała?
SCELEDRUS
Dziw, że żywisz się kąkolem: pszenica tak tania!155
PALESTRIO
Co takiego?
SCELEDRUS
Boś krótkowidz.
PALESTRIO
Tyś za to, gałganie,
Nie krótkowidz, ale ślepiec: toż ona tu w domu!
SCELEDRUS
Jak to w domu?
PALESTRIO
W domu, mówię.
SCELEDRUS
Idź, ty się mną bawisz!
PALESTRIO
To mam ręce powalane.
SCELEDRUS
Czemu?
PALESTRIO
Bo się bawię — —
Gnojem!
SCELEDRUS
zamierza się
Bo ci łeb rozwalę!
PALESTRIO
Ja ci to, Sceledrze,
Obiecuję, gdy nie zmienisz twych ślepiów i pyska!
Lecz drzwi nasze zaskrzypiały.
SCELEDRUS
obserwuje drzwi domu Periplektomenusa
A ja w te drzwi patrzę;
Bo nie mogła przejść stąd tutaj, tylko wprost przez bramę.
PALESTRIO
Toż jest w domu! Co cię nosi, Sceledrze, za licho?156
SCELEDRUS
Ja sam patrzę, sam mam rozum, sobie tylko wierzę:
Nikt mnie strachem nie przekona, że jej tutaj nie ma.
Tu zastąpię, by mi chyłkiem w tę stronę nie drapła157.
PALESTRIO
na stronie
Już go mam! Już ja go tutaj strącę z stanowiska.
do Sceledrusa
Chcesz — pokażę ci, a przyznasz, że głupie masz ślepie?
SCELEDRUS
No, pokazuj.
PALESTRIO
I że nie masz ni głowy w porządku,
Ni twych oczu?
SCELEDRUS
Dobrze.
PALESTRIO
Zatem — twierdzisz, że kochanka
Pańska jest tu u sąsiada?
SCELEDRUS
Nawet ją oskarżam,
Żem ją widział tu w uściskach z kimś obcym.
PALESTRIO
Wiesz o tym,
Że tu nie ma od nas przejścia, ża-dne-go?
SCELEDRUS
Wiem o tym.
PALESTRIO
Ni przez balkon, ni przez ogród — chyba przez impluvium.
SCELEDRUS
Wiem.
PALESTRIO
Więc tedy, jeśli ona jest w domu i jeśli
Ja to sprawię, że ją ujrzysz, jak wyjdzie tu z domu,
Jesteś wart obfitych kijów?
SCELEDRUS
Jestem.
PALESTRIO
Patrzże dobrze
Na te drzwi, by się nie wymkła i stąd tu nie przeszła!
SCELEDRUS
Tak też zrobię.
PALESTRIO
A ja ci ją tu w mig przed dom wypchnę.
Wchodzi do domu żołnierza.
SCELEDRUS
Zrób to tylko.
zwraca się do widzów
— Ja chcę wiedzieć, czym widział, com widział,
Czy też on dokaże tego, co mi zapowiada,
Że ona tu jest w tym domu. — Przecież ja mam oczy
Swoje własne i nie myślę znikąd ich pożyczać!
Lecz on wciąż się przy niej kręci, jej się przylizuje,
Jego naprzód do jedzenia wołają — i jemu
Naprzód dają zupkę mięsną; jest u nas zaledwie158
Ze trzy lata, a nikt inny nie ma u nas lepiej.
Lecz rzecz moja to, co zrobię: tej bramy pilnować.
Tu zastąpię; O, w ten sposób już mnie nikt nie okpi!
Staje przed drzwiami Periplektomenusa bacznie w nie wpatrzony.
Palestrio, Filokomazjum, Sceledrus.
PALESTRIO
wychodząc z domu żołnierza razem z Filokomazjum, rozmawia z nią na stronie
Lecz pamiętaj, com ci kazał!
FILOKOMAZJUM
Tyle razy mówisz!
PALESTRIO
Boję się, czyś jest dość chytra.
FILOKOMAZJUM
Daj mi dziesięć kobiet,
A choćby najgłupsze były, chytrymi je zrobię
Tylko z tego, co mnie zbywa. — Dalej do podstępów!
A ja tu odstąpię na bok.
PALESTRIO
Więc cóż tam, Sceledrze?
SCELEDRUS
nie odwracając oczu od drzwi Periplektomenusa
Robię swoje.159 Lecz mam uszy, więc gadaj, co zechcesz.
PALESTRIO
rozciąga ręce
Myślę, że cię taki koniec gdzieś czeka za bramą160,
Gdy krzyż w rozciągniętych rękach przyjdzie ci potrzymać.
SCELEDRUS
zerka ku Palestrionowi
Czemu?
PALESTRIO
Spojrzyj no na lewo! Cóż to za kobieta?
SCELEDRUS
zerka jeszcze raz i spostrzega Filokomazjum
O bogowie nieśmiertelni! Toż pańska kochanka!
PALESTRIO
No i mnie się też tak zdaje!
do Filokomazjum, udając, że to zwrot do Sceledrusa
A więc dalej, proszę.161
SCELEDRUS
Jak to dalej?
PALESTRIO
Teraz możesz... szybko się powiesić!
FILOKOMAZJUM
rozpoczyna swą oszukańczą rolę
Gdzież więc jest ten zacny sługa, który mnie oczernił
Tak okropnie, najniewinniej?
PALESTRIO
wskazuje Sceledrusa
Ot tu! On mi mówił,
Com ci mówił.162
FILOKOMAZJUM
wpada na Sceledrusa
Więc ty twierdzisz, przeklęty, żeś widział,
Żem się tutaj całowała w sąsiedztwie?
PALESTRIO
I mówił,
Że z młodzieńcem jakimś obcym.
SCELEDRUS
Tak, prawda, mówiłem.
FILOKOMAZJUM
Tyś mnie widział?
SCELEDRUS
Tak, dalibóg! Toż te moje oczy —
PALESTRIO
wpada na niego
Trza ci wykłuć, skoro widzą — więcej, niżli widzą!
SCELEDRUS
Nie, ja nie dam się odstraszyć, jakobym nie widział,
Com sam widział!
FILOKOMAZJUM
krzyczy
A ja głupia, nawet bardzo głupia.
Żeby gadać z tym wariatem: ja mu łeb ukręcę!
SCELEDRUS
stawia się
Przestań grozić. Wiem, krzyż będzie mym grobem163; Tam leżą:
Ojciec, dziadek i pradziadek, nawet prapradziadek,
Wszyscy moi cni przodkowie. A więc groźby twoje
Nie wykłują mi tych oczu. — Ale, mój Palestrio,
Jedno słówko: zlitujże się, skąd ona tu wyszła?
PALESTRIO
Skądby? Z domu.164
SCELEDRUS
Z domu, mówisz?
PALESTRIO
Nie wierzysz?165
SCELEDRUS
nie bardzo wierząc
No — wierzę —
do siebie
Strasznie dziwne, w jaki sposób stąd tam przejść zdołała.
Bo na pewno nie ma u nas ogrodu żadnego
Ni balkonu; — okna z kratą?
do Filokomazjum
Nie, ja cię na pewno
Tu widziałem!
PALESTRIO
Więc ty dalej, przeklęty, uparcie
Ciągle na nią?
FILOKOMAZJUM
Więc doprawdy, sen ten mi się sprawdził,
Com go miała dzisiaj w nocy.
PALESTRIO
A cóż ci się śniło?
FILOKOMAZJUM
Powiem. Tylko uważajcie. Dzisiaj w nocy, we śnie
Zdało mi się, że ma siostra rodzona i bliźnia
Przyjechała do Efezu z Aten z swym kochankiem
I oboje tu w sąsiedztwie w gości zajechali.
PALESTRIO
do widzów
Mówi o śnie Palestriona!
do Filokomazjum
No, więc proszę dalej!
FILOKOMAZJUM
Ja się cieszę (wszystko we śnie), że siostra przybyła,
Ale przez nią spadły na mnie ciężkie podejrzenia.
Bo mój sługa (tak śni mi się) nuże mnie oskarżać.
do Sceledrusa
Jak ty teraz — żem się z jakimś obcym młodzieniaszkiem
Całowała!! Gdy to siostra, ta bliźnia, swojego
Przyjaciela całowała. I o to mnie we śnie
Najniewinniej oskarżano.
PALESTRIO
A że też to samo,
Co o swoim śnie nam mówisz, dzieje się na jawie!
Jak się ściśle sen ten spełnia! Idź i zmów modlitwę.166
Może byś tak żołnierzowi o tym powiedziała?
FILOKOMAZJUM
A zapewne. I nie ścierpię, żeby mnie bezkarnie
Oczerniano.
Wchodzi do domu żołnierza.
SCELEDRUS
na stronie
Co tu robić? Cały grzbiet mnie swędzi!167
PALESTRIO
Czujesz teraz, żeś już przepadł?
SCELEDRUS
nie słucha, mówiąc do siebie
No, teraz przynajmniej
To na pewno jest tu w domu. Teraz znowu muszę
Strzec drzwi naszych, tu jest chyba.
PALESTRIO
Sam powiesz, Sceledrze,
Jak podobny — i jak bardzo — był jej sen do tego
Coś ty myślał, żeś ją widział, jak się całowała!!
SCELEDRUS
Ja już nie wiem, co mam wierzyć sam sobie: tak teraz
Zdaje mi się, żem nie widział, choć wierzę, żem widział!
PALESTRIO
Oj, za późno, moim zdaniem, rozum odzyskujesz.
Gdy to wpierw do pana dojdzie — toś przepadł prześlicznie!168
SCELEDRUS
Teraz wreszcie to pojmuję. Mgła mi wzrok zaćmiła!
PALESTRIO
Tak, to dawno było jasne, wszak stale tu była.
SCELEDRUS
Nic pewnego rzec nie mogę, więc jej nie widziałem,
Choć widziałem!
PALESTRIO
Wiesz, doprawdy, ty swoją głupotą
Mało coś nas nie pogrążył: chcąc panu być wierny,
Małoś karku sam nie skręcił. — Lecz tu u sąsiada
Słyszę, że drzwi zaskrzypiały, więc trzeba zamilknąć.
Filokomazjum, Sceledrus, Palestrio.
FILOKOMAZJUM
wychodzi ze służącą, niosącą przybory ofiarne, i udając „siostrę” przybyłą z Aten, zbliża się do ołtarza Diany169, by złożyć ofiarę dziękczynną za szczęśliwą podróż
Rozpal ogień na ołtarzu, Dianie Efeskiej170
Chcę na chwałę zanieść modły, w radości dziękować
I zakadzić jej rozkosznie pachnidłem arabskim,
Za to, że mnie ocaliła w krainie Neptuna171,
W tych przestworach burzy pełnych, gdzie srogie bałwany
Tak okropnie mną miotały.
SCELEDRUS
zdumiony, szarpie Palestriona
Palestrio, Palestrio!
PALESTRIO
Co, Sceledrze? Co, Sceledrze?
SCELEDRUS
mówi urywanymi słowami
Patrz, czy ta kobieta,
Co stąd wyszła, teraz właśnie, to Filokomazjum,
Owa pańska przyjaciółka? Ona, czy nie ona?
PALESTRIO
udając również zdumienie
Ona, zdaje się, dalibóg, tak myślę, lecz dziwne,
Jak stąd mogła tutaj przebiec — jeżeli to ona?
SCELEDRUS
A czy wątpisz, że to ona?
PALESTRIO
Nie — ona się zdaje.
SCELEDRUS
Więc podejdźmy, zagadnijmy.
Zbliża się do Filokomazjum
Hej, Filokomazjum,
Cóż to, co ci się tu patrzy, co robisz w tym domu?
Cóż ty milczysz? Z tobą mówię!
PALESTRIO
do Sceledrusa
Nie, raczej sam z sobą,
Bo ta nic nie odpowiada.
SCELEDRUS
jeszcze głośniej do Filokomazjum
Ja do ciebie mówię,
Ty przewrotna, nieuczciwa, co się tutaj włóczysz
Po sąsiadach!
FILOKOMAZJUM
Z kim ty gadasz?
SCELEDRUS
Z kim, jeśli nie z tobą?
FILOKOMAZJUM
A ty, człeku, coś za jeden? I co ty masz do mnie?
SCELEDRUS
drwiąco
Mnie się pytasz — hę? — kto jestem?
FILOKOMAZJUM
Czemu nie mam pytać,
Jeśli nie wiem?
PALESTRIO
zbliża się
To wiesz może, ktom ja jest, jeżeli
Jego nie znasz?
FILOKOMAZJUM
Wiem, żeś natręt — ty i on.
SCELEDRUS
Nas nie znasz?
FILOKOMAZJUM
Nie, żadnego.
SCELEDRUS
zdumiony, na stronie do Palestriona
Strach mnie bierze —
PALESTRIO
O co?
SCELEDRUS
Czyśmy obaj
Gdzieś nas samych nie zgubili, skoro ona mówi,
Że mnie nie zna ani ciebie?
PALESTRIO
Zaraz muszę zbadać,
Czy jesteśmy, Sceledrusie, ci sami, czy inni,
Czy też chyłkiem ktoś z sąsiadów nas nie pozamieniał.
Dotykają się obaj twarzy, całego ciała.
SCELEDRUS
Ja naprawdę ten sam jestem.
PALESTRIO
I ja też! Kobieto!
Ty się biedy chcesz dopytać! Hej, Filokomazjum,
Słuchaj, ja do ciebie mówię!
FILOKOMAZJUM
A ty czyś oszalał,
Że mnie dziwnym tym imieniem fałszywie nazywasz?
PALESTRIO
Co? Więc jakże się nazywasz?
FILOKOMAZJUM
Ja? Zwę się Dikea.172
SCELEDRUS
O, niesłusznie! I fałszywie chcesz przybrać to imię:
Tyś Adikos, nie Dikea, i krzywdzisz mi pana!
FILOKOMAZJUM
Ja?
SCELEDRUS
Ty.
FILOKOMAZJUM
Ja? Com wczoraj wieczór tu z Aten przybyła,
Z mym kochankiem, Ateńczykiem?
PALESTRIO
A powiedz mi, po co
Tu przybywasz do Efezu?
FILOKOMAZJUM
Słyszałam, że siostra
Moja bliźnia i rodzona tu jest — i jej szukam.
SCELEDRUS
Aleś chytra!
FILOKOMAZJUM
Raczej głupia — i bardzo, dalibóg,
Że rozprawiam tutaj z wami. Odchodzę.
Zabiera się do odejścia, ale Sceledrus łapie ją za rękę.
SCELEDRUS
Nie puszczę.
FILOKOMAZJUM
szarpie się z nim
Puszczaj!
SCELEDRUS
Wreszcie cię złapałem! Nie puszczę!
FILOKOMAZJUM
jak wyżej
Bo zaczną
Trzeszczeć, mówię, moje ręce, a tobie twe szczęki.
Gdy nie puścisz!
SCELEDRUS
do Palestriona
Cóż, chorobo, stoisz, a nie chwytasz
Z drugiej strony?
PALESTRIO
spokojnie
Ja nie pragnę mieć w ruchu mych pleców173.
Kto wie, może to naprawdę nie Filokomazjum,
Ale inna tak podobna?
FILOKOMAZJUM
szamocąc się ze Sceledrusem
Puścisz, czy nie puścisz?
SCELEDRUS
Raczej gwałtem i przemocą, i wbrew twojej woli,
Jeśli sama pójść nie zechcesz, porwę cię do domu!
FILOKOMAZJUM
Ten dom jest mi całkiem obcy, a mój dom i pan mój
Są w Atenach. Ten dom tutaj nic mnie nie obchodzi.
Ni was nie znam, ani nie wiem, co wyście za jedni!
SCELEDRUS
Skarż mnie. — Za nic cię nie puszczę; chyba — że przyrzekniesz
Najsolenniej, że tu wejdziesz,
wskazuje dom żołnierza
skoro cię wypuszczę.
FILOKOMAZJUM
Wszakże zmuszasz mnie przemocą, ktokolwiek ty jesteś.
Lecz przyrzekam, gdy mnie puścisz, wejść tam, gdzie mi każesz.
SCELEDRUS
Więc cię puszczam.
FILOKOMAZJUM
A ja zmykam.
Wpada do domu Periplektomenusa.
SCELEDRUS
To jest babskie słowo!
PALESTRIO
Wypuściłeś łup, Sceledrze! Bo — jak tylko można —
Tak to jest kochanka pańska. — Wiesz — zróbmy to prędko.
SCELEDRUS
Co?
PALESTRIO
Miecz mi tu z domu przynieś.
SCELEDRUS
A co z nim chcesz zrobić?
PALESTRIO
wskazuje dom Periplektomenusa
Wtargnę wprost do tego domu, a kogo tam ujrzę,
Że Filokomazjum ściska, zgładzę go na miejscu!
SCELEDRUS
A więc sądzisz, że to ona?
PALESTRIO
Pewnie, oczywiście!
SCELEDRUS
Lecz jak świetnie udawała!
PALESTRIO
Idź, miecz przynieś!
SCELEDRUS
Zaraz.
Wchodzi do domu żołnierza.
PALESTRIO
sam
Nie, doprawdy, żaden jeździec, ani żaden piechur174
Nie ma takiej zuchwałości, by sobie poczynać
Tak bezczelnie jak kobieta! Jak sprytnie umiała
Porozdzielać swoje słowa, tu i tam! Jak wodzi
Za nos stróża tak czujnego, jak ten mój kolega!
Doskonale, że tu mamy to przejście przez ścianę!
SCELEDRUS
wychodzi z domu żołnierza
Ty, Palestrio, nie trza miecza.
PALESTRIO
Jak to? Co się stało?
SCELEDRUS
W domu jest kochanka pańska.
PALESTRIO
W domu?
SCELEDRUS
Leży w łóżku.
PALESTRIO
Jeśli tak, toś się, dalibóg, nieszczęścia dopytał.
SCELEDRUS
Jak to?
PALESTRIO
Boś tę tu śmiał dotknąć, kobietę z sąsiedztwa.
SCELEDRUS
Tak, strach zbiera mnie doprawdy.
PALESTRIO
Lecz to tak być musi,
Że to jest jej bliźnia siostra. I ty ją zapewne
Tu widziałeś w tych uściskach.
SCELEDRUS
Tak, to oczywiste,
Że to ona, tak jak mówisz. Jak niewiele brakło,
Żebym się z kretesem wsypał, gdybym panu mówił.
PALESTRIO
Więc jeżeli chcesz mieć rozum: język za zębami!
Więcej winien sługa wiedzieć niżli opowiadać.
Ja odchodzę, bo nic nie chcę mieć z tobą wspólnego,
I tu będę u sąsiada. Mnie się nie uśmiecha
Całe to twe zamieszanie. Jeżeli pan przyjdzie
I zapyta, ja tu będę i stąd mnie zawołaj.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
Sceledrus, Periplektomenus.
SCELEDRUS
sam
Odszedł sobie. Nic nie dba o swojego pana,
Tak jakby nie niewolnik. — Teraz to na pewno
Ona tutaj jest w domu, bo właśnie przed chwilą
Sam ją w domu widziałem, w łóżku. — Teraz trzeba
Wziąć się do pilnowania.
PERIPLEKTOMENUS
wypada z domu z krzykiem
Ci ludzie, dalibóg,
Mnie tu mają za babę, a nie za mężczyznę,
Niewolnicy sąsiada, żołnierza! Tak sobie
Kpić ze mnie! By w ten sposób tutaj na ulicy175
I szarpać, i znieważać kobietę będącą
W mej gościnie, co wczoraj tu z Aten przybyła
Z mym znajomym, osobę wolno urodzoną!
SCELEDRUS
na stronie, usiłuje ukryć się za węgieł176 domu
Już po mnie! Wszak on idzie tu na mnie prościutko!
Strach myśleć, w jakie licho mnie wpląta ta sprawa,
O ile sądzić z tego, co gada ten stary!
PERIPLEKTOMENUS
A więc nuże na niego: Ty tutaj, Sceledrze,
Herszcie łotrów, ty śmiałeś, przed chwilą, przed domem
Znieważyć mego gościa?
SCELEDRUS
składa się
Sąsiedzie, ja błagam,
Posłuchaj!
PERIPLEKTOMENUS
Ja cię słuchać?
SCELEDRUS
Chcę się uniewinnić.
PERIPLEKTOMENUS
Ty się chcesz uniewinnić? Ty, coś taką zbrodnię,
Tak niegodną popełnił? A więc, żeście zbóje,
Myślicie, że wam wolno, gałganie, już wszystko?
SCELEDRUS
jeszcze próbuje mówić
Nie pozwolisz?
PERIPLEKTOMENUS
udając wściekłą złość
A niech mnie bogi i boginie
Wszystkie — jeśli nie ujrzę twego rózgobicia177
Długiego i trwałego, od rana po wieczór,
Za to, żeś mi potrzaskał dachówki i rynny,
Gdyś tam ścigał tę małpę — w sam raz ciebie godną —
I żeś stamtąd się gapił tu na mego gościa,
Jak ściskał i całował swoją przyjaciółkę,
I żeś śmiał swego pana kochankę oczerniać
Niewinną o łajdactwo, a mnie o szczyt zbrodni,
I za to, żeś śmiał szarpać gościa przed mym domem.
Jeśli za to nie ujrzę twego knutobicia178,
To więcej hańby ściągnę na twojego pana179,
Niżli fal jest na morzu w czasie wielkich wichrów!
SCELEDRUS
jąka się
Tak mnie ciśniesz do muru, Periplektomenie,
Że nie wiem, czy mam raczej z tobą się wykłócić,
Czy też może — jeżeli — ta tu nie jest tamtą,
A tamta nie tą tutaj, ciebie nie przeprosić —
Bo i teraz sam nie wiem, com widział właściwie,
Tak jest strasznie podobna ta twoja do naszej,
Chociaż nie jest ta sama.
PERIPLEKTOMENUS
Zaglądnij tu do mnie,
To się wreszcie przekonasz.
SCELEDRUS
Czy wolno?
PERIPLEKTOMENUS
Sam każę!
I spokojnie rozpoznaj.
SCELEDRUS
Tak też myślę zrobić.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
PERIPLEKTOMENUS
podbiega pod dom żołnierza i woła do Filokomazjum, która stała tuż za drzwiami
Słuchaj, Filokomazjum, przeleć biegiem do nas
Szybko, bo tak potrzeba — potem, gdy Sceledrus
Wyjdzie od nas, ty znowu, szybko biegiem przeleć
Do was nazad! Dalibóg, że teraz się boję,
Żebyś coś nie pokpiła. Jeśli on nie ujrzy
Tu u nas tej kobiety — o, drzwi się otwarły.
Sceledrus wychodzi od Periplektomenusa.
SCELEDRUS
Na bogów nieśmiertelnych! Myślę, że bogowie
Kobiety podobniejszej i więcej tej samej —
Bo to nie jest ta sama — stworzyć by nie mogli!
PERIPLEKTOMENUS
Cóż teraz?
SCELEDRUS
Winien jestem.
PERIPLEKTOMENUS
Cóż więc? Czyż to ona?
SCELEDRUS
Choć ona, lecz nie ona.
PERIPLEKTOMENUS
Więc czyżeś ją widział?
SCELEDRUS
Widziałem ją i gościa, jak się całowali,
Ściskali.
PERIPLEKTOMENUS
Więc to ona?
SCELEDRUS
Nie wiem.
PERIPLEKTOMENUS
A chcesz wiedzieć
Na pewno?
SCELEDRUS
Chciałbym bardzo.
PERIPLEKTOMENUS
Idźże teraz zaraz
Tu do was i tam zobacz, czy wasza jest w domu.
SCELEDRUS
Dobrze, świetnie mi radzisz. Ja tu zaraz wyjdę.
Wchodzi do domu żołnierza.
PERIPLEKTOMENUS
do widzów
Nie widziałem, dalibóg, nigdy, żeby kogo
Więcej śmiesznie i dziwnie mógł ktoś za nos wodzić!
Ale otóż wychodzi.
SCELEDRUS
wybiega i pada do stóp Periplektomenusa
Periplektomenie,
Zaklinam cię na bogów i na wszystkich ludzi,
Na moją głupią głowę i na twe kolana —
PERIPLEKTOMENUS
Czegóż mnie tak zaklinasz?
SCELEDRUS
Mej nieświadomości
Wybacz i mej głupocie. Teraz wiem dopiero,
Żem był głupi i ślepy, i niepoczytalny,
Bo ona jest tu w domu.
PERIPLEKTOMENUS
No więc cóż, gałganie,
Więc widziałeś je obie?
SCELEDRUS
Tak.
PERIPLEKTOMENUS
Więc dawaj pana!180
SCELEDRUS
Przyznaję, żem zasłużył na największe licho
I żem twemu gościowi zrobił krzywdę. — Prawda,
Lecz myślałem, że to jest ta pańska kochanka,
Którą żołnierz, a pan mój, oddał pod mój nadzór;
Wszak nigdy woda wodzie nie jest podobniejsza
Z jednej studni dobyta jak ta i ta druga,
Co jest w twojej gościnie! A także przyznaję,
Żem zaglądał do ciebie, z góry, przez impluvium.
PERIPLEKTOMENUS
Jakże się masz nie przyznać, skorom cię sam widział?
I widziałeś, jak gość mój tam się z nią całował,
Z tą, co jest u mnie gościem?
SCELEDRUS
Widziałem — bo czemuż
Mam przeczyć, skorom widział. Ale byłem pewny,
Że to Filokomazjum.
PERIPLEKTOMENUS
A więc ty myślałeś,
Że ja byłem w tej sprawie najpodlejszy z ludzi —
Jeślim na to świadomie pozwolił, by mego
Sąsiada tak krzywdziła u mnie ta kobieta?
SCELEDRUS
Teraz wreszcie pojmuję, żem głupio postąpił,
Kiedy sprawę poznaję. Lecz nie ze złej woli
Tom zrobił.
PERIPLEKTOMENUS
Lecz niegodnie. Bo niewolnik winien
Trzymać krótko i oczy, i ręce, i język!
SCELEDRUS
Jeśli ja już od dziś dnia choć parę wypuszczę,
Nawet gdybym coś wiedział na pewno, to wtedy
Katu możesz mnie oddać — ja ci się sam oddam;
Teraz wybacz mi, proszę.
PERIPLEKTOMENUS
Więc, chociaż niechętnie,
Uwierzę, żeś to zrobił bez twojej złej woli,
I wybaczę ci teraz.
SCELEDRUS
Niech ci bogi darzą!
PERIPLEKTOMENUS
grożąc mu
Jeśli bogi ci miłe, chyba już utrzymasz
Twój język za zębami! Odtąd nawet tego,
Co byś wiedział naprawdę, nie będziesz mi wiedział,
Ani widzieć, coś widział!
SCELEDRUS
Słuszna twoja rada.
Tak już zrobię na pewno. — Czyś już skończył?
PERIPLEKTOMENUS
Odejdź.
SCELEDRUS
Chcesz coś jeszcze ode mnie?
PERIPLEKTOMENUS
Tak jest, znać cię nie chcę.
Odwraca się, udaje, że odchodzi, ale zatrzymuje się w drzwiach, by podpatrzeć, co robi Sceledrus.
SCELEDRUS
do siebie
Ej, on mnie chyba nabrał! Jakże to łaskawie
Dał się niby przebłagać! Ja wiem, co on myśli:
By mnie zaraz spętali, skoro tylko żołnierz
Wróci z rynku do domu! I on, i Palestrio
Razem mnie chcą tak sprzedać. Ale ja zwąchałem
I dawno już wiem o tym. O, nie, już ja nigdy
Nie tknę się tej przynęty! Już ja tu gdzieś drapnę.
Na dni kilka się skryję, aże się uciszy
Całe to zamieszanie i gniewy przeminą.
Bom już dosyć przeskrobał, jak na lud występny.181
Lecz —
z nagłą decyzją
niech się co chce dzieje182, ja wracam do domu.
Wchodzi do domu żołnierza.
PERIPLEKTOMENUS
Więc poszedł. — No — wiem teraz na pewno, że często
Świnia, co jest zabita183, ma więcej rozumu:
By sobie dać to wydrzeć, że widział, co widział!
Bo jego oczy, uszy, jego przekonania
Tutaj do nas uciekły! Jak dotąd — jest świetnie;
Kobieta przedowcipnie nam się przysłużyła.
Teraz wracam „na senat”184, albowiem Palestrio
Jest teraz u mnie w domu — Sceledrusa nie ma —
Więc da się obradować „w najpełniejszej liczbie”.
Już idę — bo beze mnie zrobią losowanie!185