AKT TRZECI
Palestrio, Periplektomenus, Pleusikles.
PALESTRIO
wychodzi pierwszy z domu Periplektomenusa; mówi do wnętrza domu
Poczekajcie jeszcze trochę w progu, Pleusiklesie,
Wprzód wyglądnąć mi pozwólcie, czy nie ma zasadzki,
Jako że tu radzić chcemy. — Trza miejsca pewnego,
By wróg jakiś nam nie ściągnął łupów z tej narady.186
Dobra rada jest złą radą, gdy wróg z niej korzysta,
A gdy już wróg z niej korzysta — tobie musi szkodzić,
Bo najczęściej ktoś ci ściągnie, co dobrze uradzisz,
Gdy bez troski o ostrożność miejsce narad znajdziesz.187
A wrogowie, skoro tylko plan twój wymyszkują,
Twoim planem, twoim własnym, gębę ci zatkają,
Ręce twoje ci skrępują — i coś im chciał zrobić,
Tobie zrobią! Więc podglądnę, czy też tu z tej strony,
Albo z lewej, albo z prawej, jakiś się myśliwy
Nie podkrada z siecią słuchu188. —
rozgląda się
Nie, tu widok wolny,
Aż do końca tej ulicy. Świetnie. A więc wołam:
Pleusiklesie! Hej! Wychodźcie! Periplektomenie!
Wychodzą Periplektomenus i Pleusikles.
PERIPLEKTOMENUS
Otośmy na twe rozkazy.
PALESTRIO
Łatwo rozkazywać,
Gdy są ludzie tak porządni. — Ale chciałbym wiedzieć,
Czy rzecz mamy tak prowadzić, jakeśmy tu w domu
Uradzili?
PERIPLEKTOMENUS
Toż nic lepiej sprawie nie pomoże!
PALESTRIO
To najlepsze!189 — Pleusiklesie, cóż ty na to?
PLEUSIKLES
Jakże
Mógłbym tego nie uznawać, co wyście uznali?
do Palestriona
Któż mi więcej jest oddany niżli ty?
PALESTRIO
kłaniając się
Prześlicznie!
PERIPLEKTOMENUS
klepiąc po ramieniu Pleusiklesa
O, on już jest zawsze taki!
PLEUSIKLES
Ale to mnie męczy190
Nieszczęsnego. Tak mnie dręczy — i ciało, i duszę — —
PERIPLEKTOMENUS
Co cię dręczy? Nuże, gadaj!
PLEUSIKLES
Że tobie, w tym wieku
Ja narzucam takie sprawy, co godne młokosa,
Lecz nie ciebie i cnót twoich; ty się o to starasz
Z wszystkich sił — i wszystko dla mnie. I mnie chcesz dopomóc
W mej miłości; przy tym musisz takie rzeczy robić,
Których raczej w twoim wieku unikać się godzi,
A nie szukać! Wstyd mi tedy, że tobie w starości
Tyle tych kłopotów sprawiam.
PALESTRIO
wtrąca się
To ty się, człowieku,
Kochasz w całkiem nowy sposób, jeżeli się wstydzisz
Czegokolwiek z twoich czynów! Nie kochasz się wcale,
Pleusiklesie! Tyś nie amant, ale cień amanta!
PERIPLEKTOMENUS
urażony
Jak to? Więc ja w twoich oczach jestem taki stary?
Całkiem już z tamtego świata? Z trumny? Więc ty myślisz,
Że ja żyję już tak dawno? A przecież ja nie mam
Więcej niż pięćdziesiąt cztery, wzrok mam całkiem bystry,
Nogi chyże, ręce zwinne!
PALESTRIO
Choć ma białe włosy,
Jednak w swym usposobieniu wcale nie jest starcem.
Jest w nim jakiś doskonały, wrodzony zmysł życia!
PLEUSIKLES
poprawia się
Tak jest! Przecież ja to widzę, że tak jest, jak mówisz.
Wszakże ta życzliwość jego jest już — — wprost młodzieńcza!
PERIPLEKTOMENUS
udobruchany
Nawet, gościu, w miarę tego, jak mnie lepiej poznasz,
Lepiej poznasz mą życzliwość dla twojej miłości.
PLEUSIKLES
z grzecznym wyrzutem
Aż „poznawać” rzecz tak znaną!
PERIPLEKTOMENUS
[A trzeba samemu
Poznać miłość, gdy chcesz pomóc drugiemu w miłości.]191
By mieć przykład sam na sobie, nie szukać gdzie indziej.
Bo kto kiedyś sam nie kochał, ten pojąć nie zdoła,
Co ma w głowie zakochany. I ja też mam w sobie
Jeszcze coś z miłosnych soków i jeszczem nie oschły
Na to, co rozkoszne, miłe. A potrafię także
Dowcipnisiem być wytwornym, miłym biesiadnikiem
I nikomu się przy uczcie nie zwykłem sprzeciwiać.
Umiem wstrzymać się przy uczcie od rzeczy niemiłych,
Tyle mówić, co wypada — i tyle zamilczeć,
Gdy ktoś inny głos zabiera. A przy tym nie spluwam
I nie charkam, i nie siąkam: w Efeziem192 się rodził193,
Nie w Apulii — i nie jestem — jakiś animulczyk!
PALESTRIO
pół do publiczności, pół do Periplektomenusa
Co za miły „pół-staruszek”194, jeśli rzeczywiście
Nie brak mu tych wszystkich zalet, o których wspomina,
Toż go widać własną piersią Wenus wykarmiła!195
PERIPLEKTOMENUS
Więcej ci mej uprzejmości wykażę, niż powiem.
ale i tak chwali się w dalszym ciągu
Nigdy się do cudzej dziewki przy uczcie nie biorę,
Nie wyciągam rąk po pieczeń, kubków nie wywracam,
Ni też nigdy z mej okazji — że niby przy winie —
Kłótnia uczty nie zakłóci. Gdy mi ktoś niemiły,
idę sobie, nic nie gadam. Gdy leżę przy stole,
To dbam tylko o Wenerę, o miłość, wesołość!
PALESTRIO
Całe twe usposobienie to szczyt uprzejmości!196
Dajcie mi trzech takich ludzi: złotem czystym płacę!
PLEUSIKLES
Lecz nie znajdzie nikt drugiego, co by był w tym wieku
Więcej miły w każdej sprawie, więcej druh druhowi!
PERIPLEKTOMENUS
Będziesz widział, że młodzieńczą znajdziesz we mnie duszę:
Tyle doznasz w wszystkich sprawach usług z mojej strony.
Będziesz chciał mieć pomocnika twardego, szorstkiego,
Ja nim jestem! Będziesz chciał mieć kogoś łagodnego,
Powiesz, żem jest łagodniejszy niżli morze w ciszy.
Będę jeszcze przytulniejszy niż wietrzyk Favonius197!
Albo ci wyczynię z siebie jak najweselszego
Gościa czy też pieczeniarza, lecz pierwszorzędnego,
Lub smakosza najlepszego; a w tańcu, nareszcie,
Wprost niewieściuch żaden nie jest taki jak ja gibki!
PALESTRIO
do Pleusiklesa
Czegóż byś chciał jeszcze więcej — gdyby było można?
PLEUSIKLES
By się jeszcze móc odwdzięczyć za wszystko, jak trzeba,
No i tobie, bo wam sprawiam — widzę — moc kłopotów.
zwraca się do Periplektomenusa
Przykro mi, że ciebie zmuszam do takich wydatków.
PERIPLEKTOMENUS
Głupiś! To się zwie wydatek, co dasz na złą żonę
Lub na wroga — lecz co wydasz czy na przyjaciela,
Czy na gościa, co ci miły — to jest czysty dochód!
A i to za zysk uważa każdy człek rozsądny,
Co się wyda w boskich sprawach. Toteż dzięki bogom
Mam cię za co u mnie przyjąć, i to całą duszą:
Jedz, pij, baw się razem ze mną, oddaj się uciechom!
Wolnym198 jest i dom mam wolny; sam żyję dla siebie.
Wszakże mogłem, dzięki bogom, dzięki mym bogactwom —
Pojąć żonę i posażną, i z rodu świetnego —
Ale po co mam w dom wpuszczać — bydlę, co wciąż szczeka199?
PALESTRIO
Nie chcesz więc? Lecz dzieci płodzić to przecież rzecz miła.
PERIPLEKTOMENUS
Ale milsza rzecz, dalibóg, być człekiem swobodnym.
PALESTRIO
Ty doradzić umiesz mądrze — drugiemu i sobie.
PERIPLEKTOMENUS
Dobra rzecz jest pojąć żonę — dobrą, jeśli dobrą
W ogóle gdzieś znaleźć można; bo czyż mam wziąć taką,
Która nigdy mi nie powie: „Kup, mój mężu, wełny,
A ja ci płaszcz miękki zrobię, ciepły, tunik200 kilka,
Dobrych na ten czas chłodniejszy, byś nie marzł tej zimy —”
(Nie, takiego słowa nigdy żona ci nie powie),
Lecz nim zaczną piać koguty, ze snu mnie obudzi,
Mówiąc: „Daj mi coś, mój mężu, matce na podarek,
Na pierwszego201; daj na kuchnię, trzeba na smażenie202;
Daj mi na zapłatę w święto, wróżce takiej, siakiej203,
A wstyd, gdybym tej nie dała, co wróży z drgnień oka204;
Muszę piękny dać podarek mej garderobianej205,
Już się dawno na mnie boczy moja prasowaczka206,
Że nic dotąd nie dostała. To znów akuszerka
Burdę wielką mi zrobiła, żem dała za mało;
A tej nic, co się zajmuje dziećmi naszej służby207?
Te i inne tym podobne, liczne wady kobiet
Mnie wstrzymują od ożenku — z taką, co w ten sposób
Wiecznie by mi trajkotała!
PALESTRIO
Bogi ci łaskawe,
Bo gdy raz, dalibóg, stracisz tę twoją swobodę,
To niełatwo ją odzyskasz!
PLEUSIKLES
Lecz to przecież chlubnie
W wielkim rodzie i bogactwie, by człek chował dzieci,
Żeby pamięć nie wygasła osoby i rodu.
PERIPLEKTOMENUS
Jeśli ja mam wielu krewnych, to po co mi dzieci?
Teraz sobie żyję dobrze, szczęśliwie — i całkiem
Tak, jak chcę i jak zapragnę; a gdy śmierć nadejdzie,
Mienie moje rozdam krewnym, między nich podzielę.
Oni będą wtedy przy mnie i o mnie dbać będą,
Będą troszczyć się, co robię i czy czego nie chcę.
Toć już teraz, nim zaświta, już są, by zapytać,
Czym spał dobrze! — Ja tych przyjmę jako moje dzieci,
Co dziś o mnie pamiętają: choćby przy ofierze
Mnie oddają większe części niżli sobie samym,
I na ucztę potem proszą, na obiad, śniadanie,
A ten się najgorzej czuje, co mi najmniej posłał.
Na wyścigi ślą swe dary — a ja sobie mówię:
Mienie moje pragną połknąć — i dlatego tylko
Tak się wszyscy prześcigają w przysmakach, podarkach!
PALESTRIO
Znakomicie, doskonale umiesz dbać o siebie,
O swe życie. Bo w ten sposób — gdy ci się powodzi —
Możesz sądzić, że masz dzieci: bliźniaki, trojaki!
PERIPLEKTOMENUS
A gdybym je miał naprawdę, miałbym moc udręki.
Ciągle bym się tylko martwił: Jeśliby miał febrę,
Już bym myślał, że umiera; jeśliby gdzieś upadł,
Czy pijany, czy też z konia, już bym drżał o niego,
Czy nie skręcił sobie karku lub nóg nie połamał.
PLEUSIKLES
Taki człowiek jest wart bogactw i długiego życia,
Bo majątku nie marnuje, o siebie dbać umie
I przyjaciół swych wspomaga.
PALESTRIO
Co za miły człowiek!
Niech mnie bogi i boginie — powinny by bóstwa
Tak zarządzić, żeby życie nie było jednakie
Dla każdego śmiertelnika. Lecz jak przy towarach,
Ten, co ma na targu nadzór208 — jeśli jest porządny —
Dla towaru porządnego taką stawia cenę,
Jak wymaga jego dobroć; a znów dla podłego
Taką, by pan nie miał zysku z podłości towaru.
Tak powinni by bogowie życie porozdzielać:
Kto jest miły, niechby temu długie dali życie,
A kto podły czy też zbrodniarz — niechby szybko umarł.
Gdyby byli tak zrobili, mniej by było łotrów
I mniej byliby bezczelni w swych czynach — a wreszcie
Ludzie, co by byli zacni, taniej by żyć mogli.
PERIPLEKTOMENUS
Głupi ten i nierozsądny, kto by bogów winił
Albo ganił. — Lecz na teraz, dajmy temu spokój.
Teraz pójdę na zakupy, żeby ciebie, gościu,
Przyjąć suto w moim domu — tak jak to przystoi
Twej godności (a i mojej) — dobrze, dobrym jadłem.
PLEUSIKLES
Dość już na mnie tych wydatków! Bo przecież gość każdy,
Gdy zajedzie gdzie w gościnę, choć do przyjaciela,
Jeśli trzy dni z rzędu siedzi, musi się naprzykrzyć,
Lecz gdy dziesięć — to już cała Iliada niechęci209!
Choćby pan to chętnie znosił, to służba wnet szemra!
PERIPLEKTOMENUS
Służbęm210 moją tak wyszkolił, żeby mi służyła,
Nie by mnie rozkazywała lub żebym ich słuchał!
Choć im może nie na rękę, co mnie się podoba,
Muszą tańczyć, jak ja zagram211, i to, co im nie w smak,
Muszą robić, choć niechętnie, pod karą! — A teraz
Pójdę tam, gdziem się już wybrał: na zakupy.
PLEUSIKLES
Jeśli
Już być musi, kup skromniutko, byle nie rozrzutnie;
Mnie cokolwiek zadowoli.
PERIPLEKTOMENUS
Ależ, mój ty gościu,212
Dajże spokój z tym gadaniem, starym, oklepanym!
Toż tak mówisz, teraz właśnie, jakby ktoś z pospólstwa;
Bo ci mówią tak przy stole, gdy obiad podano:
„Ależ po co te wydatki, tak wielkie — i dla nas!
To szaleństwo! Tego przecież jest na dziesięć osób!”.
Ganią te zakupy dla nich — a przecież zjadają!
PALESTRIO
na stronie, do widzów
Tak to bywa! Zna się na tym, świetnie, znakomicie!
PERIPLEKTOMENUS
Nigdy jednak nie powiedzą, choć suto się poda:
„Każ to zabrać! Weź tę misę! Sprzątnij szynkę, nie chcę!
Zabierz stąd tę wieprzowinę! Ten węgorz jest dobry
I na zimno!213 Sprzątnij, zabierz!” — Tego nie usłyszysz
Od żadnego, lecz się na stół w pół walą, sięgając!
PALESTRIO
jak wyżej
Zacny — zacnie nam opisał kiepskie obyczaje!
PERIPLEKTOMENUS
Toż ja nawet setnej części tegom nie powiedział,
Co bym — gdyby był czas na to — potrafił przytoczyć!
PALESTRIO
Więc się raczej tym zajmijmy, co mamy na głowie.214
Teraz obaj posłuchajcie: Mnie trzeba pomocy
Twojej, Periplektomenie, bo ja wynalazłem
Świetny podstęp, żeby przystrzyc temu rycerzowi
Jego loczki215 — i by temu, co jest zakochany,
I tej tu Filokomazjum tak sprawę ułatwić,
By ją wykradł i wziął z sobą.
PERIPLEKTOMENUS
Chcę wiedzieć216 ten sposób.
PALESTRIO
A ja chcę mieć ten twój pierścień.
PERIPLEKTOMENUS
Na co ci potrzebny?
PALESTRIO
Daj wprzód pierścień, to ci powiem plan moich pomysłów.
PERIPLEKTOMENUS
rzuca mu pierścień
Niech ci służy, masz!
PALESTRIO
chwyta pierścień i przybiera minę dumnego wynalazcy
A teraz — ty słuchaj o planie
Mej podrywki217.
PERIPLEKTOMENUS
Dobrze. — Obaj218 uszy nastawiamy!
PALESTRIO
Mój pan taki jest kobieciarz, jakiego, mym zdaniem,
I nie było, i nie będzie.
PERIPLEKTOMENUS
I ja też tak myślę.
PALESTRIO
Toż on twierdzi, że urodą przeszedł — Aleksandra219.
I że wszystkie za nim gonią w Efezie kobiety.
PERIPLEKTOMENUS
wskazując widzów
Wielu by tu pewnie chciało220, byś o nim nazmyślał.
Lecz ja wiem, że prawdę mówisz. A zatem, Palestrio,
Zbierz twe słowa krótko, zwięźle, najkrócej jak zdołasz.
PALESTRIO
Czybyś nie mógł znaleźć jakiejś przystojnej niewiasty,
Co by była pełna sprytu i wielkiej chytrości?
PERIPLEKTOMENUS
Wolna czy wyzwolenica?
PALESTRIO
Wszystko jedno. — Tylko
Żeby chciała coś zarobić, ciesząc ciało ciałem221,
No — i żeby miała rozum (serca żadna nie ma222).
PERIPLEKTOMENUS
uśmiechając się
Już kąpaną czy nie jeszcze?223
PALESTRIO
Taką ot, soczystą,
Ale jak najurodziwszą, no i jak najmłodszą.
PERIPLEKTOMENUS
Mam tu taką mą klientkę224, młodziutką heterę.
Ale na co ci potrzebna?
PALESTRIO
Bym ją wziął do siebie
I tu przywiódł tak ubraną, jak chodzą matrony225,
Z głową gładko uczesaną, w pasemka, z przepaską.
Niech udaje twoją żonę. Tak ją trza pouczyć.
PLEUSIKLES
Nie pojmuję, co zamyślasz.
PALESTRIO
Zaraz się dowiecie.
A czy ona ma służącą?
PERIPLEKTOMENUS
Ma — i wściekle chytrą.
PALESTRIO
Ona także jest potrzebna. — Więc poucz niewiastę
Wraz z służącą, niech udaje, że jest twoją żoną
I że kocha się w żołnierzu; że niby ten pierścień
Dała przez swą pokojówkę mnie, żebym go podał
Żołnierzowi, że to niby — ja mam pośredniczyć.
PERIPLEKTOMENUS
Aha, słyszę. [Nie myśl, proszę, żem głuchy! Mam uszy
Doskonałe.
PALESTRIO
Gdy jej powiesz, ja pójdę do niego,
Pierścień]226 oddam mu i powiem, że to twoja żona
Mi go dała i posłała, bym mu ją postręczył:
On już taki. Zaraz na to szelma się rozpali;
Jest on zresztą do niczego, tylko do miłostek!
PERIPLEKTOMENUS
Lepszych do tej sprawy kobiet jak te dwie, com znalazł,
Nie znalazłby sam bóg Słońca227! Bądź najlepszej myśli!
PALESTRIO
Więc do rzeczy, ale skoro228!
Periplektomenus wchodzi do swego domu.
Teraz ty, Pleusikles.
PLEUSIKLES
Słucham.
PALESTRIO
Wiedzże, jeśli żołnierz tu przyjdzie do domu229,
To pamiętaj, nie nazywaj jej Filokomazjum!
PLEUSIKLES
Tylko jak?
PALESTRIO
Dikea.
PLEUSIKLES
Wiem już — tak, jak to już było.
PALESTRIO
Tak! Idź teraz.
PLEUSIKLES
odchodzi, ale jeszcze zatrzymuje się
Zapamiętam. Lecz co z pamiętania?
Powiedz przecież.
PALESTRIO
Ja ci powiem, gdy będzie potrzeba230,
Milcz tymczasem. Jak ten teraz swoją rzecz odrabia,
Tak pamiętaj być gotowym twą rolę odegrać.
PLEUSIKLES
Więc tu wejdę.
Wchodzi do domu Periplektomenusa.
PALESTRIO
woła za nim
A com kazał, patrz, byś dobrze spełnił!
Palestrio, Lurcjo.
PALESTRIO
sam
Ależ ja tu zamieszki, podstępy wyprawiam!
Wydrę ja dziś kochankę temu żołnierzowi,
Jeśli dobrze wprawieni moi szeregowcy231. —
Lecz tamtego wywołam.
woła przez drzwi do domu żołnierza
Hej. Masz czas, Sceledrze?
To wyjdź no tutaj przed dom, woła cię Palestrio!!
LURCJO
wypada, podchmielony
Sceledrus jest zajęty.
PALESTRIO
Jak to?
LURCJO
Śpi i siorbie.232
PALESTRIO
Niby jak to? Co „siorbie”?
LURCJO
poprawia się
A, miałem rzec „chrapie”,
Lecz ponieważ podobne jest „chrapać” i „siorbać” —
PALESTRIO
Co? Sceledrus śpi w domu?
LURCJO
Nie nosem przynajmniej,
Bo nosem strasznie wrzeszczy.
PALESTRIO
na stronie
Zajrzał do kielicha,
Chyłkiem, kiedy piwniczny nard wpuszczał w amfory233.
do Lurcjona
Posłuchaj no, ty szelmo, coś mu był podczaszym —
LURCJO
Co chcesz?
PALESTRIO
Jakże to — niby — tak mu na sen przyszło?
LURCJO
Jak? Oczy, myślę, zamknął234 — —
PALESTRIO
Nie o to, ty łotrze,
łapie go za rękę
Chodź no tutaj.
grozi mu
Pamiętaj — jeżeli mi skłamiesz!
Tyś mu wina utoczył?
LURCJO
Nie.
PALESTRIO
A więc zaprzeczasz?
LURCJO
No pewnie! — On mi przecież nie pozwolił mówić.
Anim ośmiu kwaterek235 w dzban mu nie utoczył,
Ani ich na śniadanie zagrzanych nie wypił236.
PALESTRIO
A tyś sam wcale nie pił?
LURCJO
Niechże mnie tak bogi,
Jeślim pił lub pić mogłem.
PALESTRIO
Jak to?
LURCJO
Tylkom siorbał,
Bo zbyt było gorące, aż w gardle paliło.
PALESTRIO
z westchnieniem
Jedni się upijają, drudzy ocet piją!237
Ale dobrym podczaszym piwnica oddana!
LURCJO
To samo ty byś robił, gdybyś nią zarządzał.
Nie możesz razem z nami, a więc nam zazdrościsz.
PALESTRIO
łapie go znów
A może on już przedtem — — odpowiedz no, łotrze.
A to ci zapowiadam, żebyś sobie wiedział:
Jeśli prawdy nie powiesz, to cię zakatrupię!
LURCJO
Tak? Żebyś mnie sam wydał, żem ja ci to mówił?
By mnie potem wylali z tej świetnej piwnicy238,
A ty, wino ściągając, wziął sobie innego!
PALESTRIO
Nie, ja tego nie zrobię. Możesz gadać śmiało.
LURCJO
A więc nigdy — naprawdę — tego nie widziałem,
By on wino wytaczał. Właściwie tak było:
On mnie zwykle kazywał — i ja wytaczałem.
PALESTRIO
Stąd tak często amfory na głowie stawały!239
LURCJO
Właściwie nie tak łatwo one się ruszały240,
Lecz był kącik w piwnicy strasznie niebezpieczny
I tam stał, ot tak przy nich, dzban, co miał dwie kwarty
I on to się napełniał nieraz z dziesięć razy,
Sam widziałem: raz pełny i zaraz znów próżny,
Gdy dzban szalał — amfory wściekle się rzucały!
PALESTRIO
No już idź, idź do domu. Wy tam w tej piwnicy
Bakchanalie241 robicie. Ściągnę ja go z rynku!242
LURCJO
na stronie
O biada! Gdy pan wróci, to mnie zakatrupi,
Gdy się dowie o wszystkim, żem mu nie powiedział.
Drapnę gdzieś tu, dalibóg, i tak choć dzień zyskam!
do widzów
Lecz wy mu nie powiedzcie, błagam was na wszystko!243
Zwraca się ku miastu.
PALESTRIO
Gdzież ty idziesz?
LURCJO
W lot wracam. Gdzieś tam mnie posłali.
PALESTRIO
A kto?
LURCJO
Filokomazjum.
PALESTRIO
Idź, lecz zaraz wracaj.
LURCJO
odchodzi, ale się wraca
Proszę cię, byś część moją — gdy tu będą dzielić —
Te baty — w mym zastępstwie zechciał już sam przyjąć!
Palestrio zamierza się, Lurcjo ucieka.
PALESTRIO
sam
W tej chwili zrozumiałem, o co jej tu chodzi:
Śpi Sceledrus; więc tego swojego podstróża244
Wyprawia, by tymczasem przejść do nas. To dobrze.
Spostrzega nadchodzących.
Lecz Periplektomenus prowadzi kobietę,
Tak jakem mu polecił, nawet bardzo ładną.
Dalibóg, że bogowie nam tu pomagają!
Jak dostojnie ubrana — całkiem nie hetera!
Doskonale się wszystko w tej sprawie układa!
Periplektomenus, Akroteleutium, Milfidippa, Palestrio.
Periplektomenus wychodzi z swego domu, prowadząc Akroteleutium przebraną za matronę, w długich powłóczystych szatach, z włosami ułożonymi gładko w pasemka przewiązane przepaską na czole, kroczącą bardzo dostojnie. Za nią idzie, również bardzo skromnie, jej służąca, Milfidippa.
PERIPLEKTOMENUS
do obu kobiet
Wszystkom wam, Akroteleutium i ty, Milfidippo245,
w domu jasno już powiedział. Jeśli te chytrości
Już dość jasno rozumiecie, mówmy o czym innym.
AKROTELEUTIUM
Byłabym ja, mój patronie, głupia, nierozważna,
Gdybym brała się do rzeczy nie swoich i tobie
Przyrzekała, że to zrobię, gdybym nie umiała
Być w tych sprawkach dosyć chytra i dosyć przebiegła.
PERIPLEKTOMENUS
Jednak lepiej jest przypomnieć.
AKROTELEUTIUM
śmieje się ironicznie
Przypomnieć? Heterze?
Każdy wie, jak to potrzebne! Przecież to ja sama,
Skorom tylko zmiarkowała246, co mi opowiadasz247,
Powiedziałam ci, jak można żołnierza wykiwać!
PERIPLEKTOMENUS
Lecz nikt nie jest sam dość mądry. Nieraz widywałem
Wielu, że się zabłąkali, nim drogę znaleźli.
AKROTELEUTIUM
Lecz kobieta, jeśli trzeba uknuć chytry podstęp248,
To ma pamięć nieśmiertelną i na wieczne czasy.
Za to, gdy rzecz o czyn dobry, sprawę zaufania,
One w mig: zapominalskie, ani rusz pamiętać.
PERIPLEKTOMENUS
Otóż tego ja się boję, że wam przyjdzie czynić249
I to, i to. Bo to właśnie dla mnie będzie dobre,
Co wy obie żołnierzowi złego wyczynicie.
AKROTELEUTIUM
śmiejąc się
Już się nie bój — gdy rzecz dobrą robimy niechcący!250
PERIPLEKTOMENUS
Ej, nawarzysz sobie piwa!
AKROTELEUTIUM
Nic się o to nie bój!
Gorszy gałgan je wypije!
PERIPLEKTOMENUS
Tak, to na was patrzy!251
Chodźcież za mną.
PALESTRIO
który stał cały czas na boku
A ja zwlekam, nie idę naprzeciw.
podchodzi do nich
Witaj! świetnie, że już wracasz. Co za pyszny orszak!
PERIPLEKTOMENUS
Doskonale, żem cię spotkał, Palestrio.
wskazuje kobiety
Są tedy
W myśl rozkazu sprowadzone, ubrane.
PALESTRIO
klepie go po ramieniu
To świetnie,
Takich ludzi nam potrzeba. — A, Akroteleutium,
Pozdrowienie śle Palestrio!
Kłania się w pas.
AKROTELEUTIUM
żartuje, udając dostojną matronę
A coż to za człowiek,
Co mnie wita jak znajomą?
PERIPLEKTOMENUS
To jest nasz architekt252.
AKROTELEUTIUM
oddając ukłon
Witaj, architekcie.
PALESTRIO
Witaj — lecz powiedz, czy on cię
Naładował wskazówkami?
PERIPLEKTOMENUS
Obie ci prowadzę,
Doskonale wyuczone.
PALESTRIO
Lecz jak? Chciałbym słyszeć,253
Bo się boję, byście wy tam gdzieś coś nie pokpiły.
PERIPLEKTOMENUS
Nic od siebie nie dodałem do twoich wskazówek.
AKROTELEUTIUM
do Palestriona
Chcesz, by okpić twego pana, żołnierza?
PALESTRIO
Tak właśnie.
AKROTELEUTIUM
Pięknie, mądrze, zręcznie, zdatnie rzecz przygotowana.
PALESTRIO
Jego żonę masz udawać —
AKROTELEUTIUM
Owszem, tak się zrobi.
PALESTRIO
Że rzecz niby się załatwia dla niego przeze mnie
I przez tę służącą twoją.
AKROTELEUTIUM
Byłbyś dobry wróżbiarz:
Przepowiadasz, co się stanie.
PALESTRIO
Że niby ten pierścień
Twa służąca mi przyniosła, bym go dał od ciebie
Żołnierzowi.
AKROTELEUTIUM
Prawdę mówisz.
PERIPLEKTOMENUS
Po co to gadanie,
Skoro one wszystko wiedzą.
AKROTELEUTIUM
Tak lepiej. Bo pomyśl,
Mój patronie, gdy architekt jest zręczny i dobrze
Raz trzon statku i wykreśli, i dobrze ustawi,
Łatwo potem statek zrobić, gdy ma grunt, podstawę.
Teraz ten nasz trzon ma właśnie i dobrą podstawę,
I grunt pewny. Są też cieśle, są i architekci
Doświadczeni w tej robocie. Gdy nas nie opóźni
Nasz dostawca budulcowy254, z tym co ma dostarczyć,
To — wiem przecież, co umiemy — w mig okręt sklecimy.
PALESTRIO
A czy znasz mojego pana, żołnierza?
AKROTELEUTIUM
Ty pytasz?
Jakżebym go znać nie miała, tej zakały miasta,
Samochwała, z tym łbem w lokach, gacha z pachnidłami?
PALESTRIO
To on może cię zna także?
AKROTELEUTIUM
Nigdy mnie nie widział,
Jakżeby mnie mógł znać tedy?
PALESTRIO
No to ładnie mówisz,
I tym ładniej rzecz się uda.
AKROTELEUTIUM
Tylko mi go dostarcz,
A o resztę bądź spokojny. Jeśli ja go ślicznie
Nie wykiwam — całą winę możesz na mnie zwalić!
PALESTRIO
No więc idźcie już do domu, weźcie się do rzeczy,
Ale mądrze!
AKROTELEUTIUM
Nic się nie troszcz!
PALESTRIO
Periplektomenie,
Weźże teraz je ze sobą. — A ja znów na rynek,
Do żołnierza, pierścień oddam, powiem, że twa żona
Mnie oddała go dla niego i że za nim ginie.
Skoro tylko my wrócimy, poślijcie tę
wskazuje służącą
do nas,
Niby, że to jest posłana cichcem do żołnierza.
PERIPLEKTOMENUS
To się zrobi. Nic się nie troszcz.
PALESTRIO
Tylko wy się troszczcie,
Już ja go tu przyprowadzę ze świetnym ładunkiem!255
Odchodzi ku miastu.
PERIPLEKTOMENUS
woła za nim
Dobrej drogi i spraw dobrze!
do Akroteleutium
Jeżeli mi dzisiaj
Rzecz się uda tak dokonać, żeby gość mój wyrwał
Tę kochankę żołnierzowi i wywiózł do Aten,
Jeśli zatem ten nasz podstęp uda się wykonać,
Nawet nie wiesz, co dostaniesz!
AKROTELEUTIUM
A tamta niewiasta256,
Czy się także coś przyczyni?
PERIPLEKTOMENUS
Najpiękniej, najsprytniej —
AKROTELEUTIUM
No, tom pewna, że się uda. Gdy z naszych chytrości
Jedną spółkę tu zrobimy, to nie mam obawy,
By nas mógł ktoś przezwyciężyć w przebiegłym podstępie257.
PERIPLEKTOMENUS
Chodźmyż teraz tu do domu, rzecz mądrze przećwiczyć,
Żeby sprytnie i dokładnie, co trzeba, wykonać,
Nic nie pokpić, gdy on przyjdzie.
AKROTELEUTIUM
Więc czemu czas tracisz?
Wszyscy troje wchodzą do domu Periplektomenusa.