Odrzucona propozycja

18 sierpnia 1944 roku, przekazując poprzez parlamentariuszy odpowiednie pismo do polskich linii, gen. Von Dem Bach-Zelewski podjął pierwszą próbę rozmów na temat kapitulacji Powstania Warszawskiego. W liście do dowództwa AK w Warszawie zaproponował żołnierzom AK poddanie się w zamian za potraktowanie ich zgodne z konwencjami genewskimi. Tę propozycję, podobnie jak inne, ponawiane co jakiś czas przez niemieckie dowództwo — Komenda Główna AK pozostawiła na długi czas bez żadnej odpowiedzi.

W tym czasie nie żyje już Tadeusz Gajcy55, Krzysztof Kamil Baczyński56 — co dla większości bohaterów tamtych zdarzeń nie ma wielkiego znaczenia. Tylko jeden z kolegów Baczyńskiego z batalionu, na pytanie obcego, kogo to się tak chowa z honorami, miał powiedzieć „Słowackiego!”. I nie żyje nie mniej niż 59. 400 (za ustaleniami A. Przygońskiego) mieszkańców Ochoty i Woli. Sowieci już nie przyszli z pomocą. Samoloty ze zrzutami od aliantów latają tylko z Włoch, pojedynczo, ponoszą straty. Kilka dni temu na Starym Mieście czołg saperski Borgward IV57, zdobyty przez powstańców i nieumiejętnie przez nich prowadzony, eksplodował zabijając nie mniej niż trzysta osób. Sama Starówka już jest odcięta od innych dzielnic. Będzie płonąć i konać jeszcze przez dwa tygodnie.

Z drugiej strony — za dwie noce zostanie podjęta próba przebicia się z Żoliborza na Stare Miasto, potem ze Śródmieścia na Stare Miasto, jeszcze upadnie umocniona PASTA58, a na początku września znowu będzie słychać huk sowieckich dział od Wisły.

Prawa kombatanckie alianci przyznają Armii Krajowej dopiero 30 sierpnia 1944 roku, dwanaście dni po von dem Bachu. Taka ironia losu. Ale ich stosowanie przez Niemców będzie selektywne i wybiórcze. Doświadczą tego wszystkie zdobywane dzielnice, a w szczególności podpalane miotaczami ognia i płytkami białego fosforu powstańcze szpitale na Starym Mieście.

Dlaczego zatem ta propozycja zostaje odrzucona? Dopiero co został wydany przez Komendę Główną AK rozkaz mówiący o tym, że oddziały partyzanckie mają iść na pomoc walczącej Warszawie. Do Kampinosu ruszył kilka dni temu z wyprawą jeden z oficerów Kedywu major „Okoń”59, który miał zastąpić rannego w walkach 1 i 2 sierpnia majora „Szymona” i zorganizować z dobrze uzbrojonego leśnego wojska grupę odsieczową, która miałaby uderzyć odciążająco z Żoliborza na Stawki, Powązki, z których ledwo co wycofały się oddziały Kedywu „Radosława”. Ani Komenda Główna AK, ani dowódca warszawskiego okręgu AK „Monter” nie wiedzą za dobrze, jakie siły powstańcze są na Żoliborzu, nie mówiąc o możliwości oceny siły zgrupowań partyzanckich w Kampinosie, ale wszyscy czekają na ten ruch z dużą nadzieją. Nikt nie wie, że na Żoliborzu siły powstańców liczą zaledwie około 500 ludzi i nie ma mowy, żeby były w stanie stworzyć większe zgrupowanie uderzeniowe.