Strategia porażki
Próbuję pamiętać, przypominać sobie, być tam dzień po dniu. Ułomnie, bo przecież praca, bunt dwulatka, zobowiązania i obowiązki (wbrew pozorom to nie to samo, chociaż jedno często z drugiego wynika). I co roku dziwi mnie, jak długo to trwa. Kiedyś, jeszcze w końcu lat 80-tych, nadawano w radio codziennie audycję na podstawie książki Władysława Bartoszewskiego „Dni Walczącej Stolicy”. To dawało jakieś wyobrażenie, fragmentaryczne, ale jednak. Audycje zaczynały się w środku lata, kończyły się zaś, kiedy większość drzew już rudziała i zdarzały się przygruntowe przymrozki. To dawało wyobrażenie, odległe echo tamtego trwania. Powstanie trwało i krwawiło.
Jest noc z 22 na 23 sierpnia. Nad ranem 22 sierpnia skończyło się niepowodzeniem drugie natarcie oddziałów z Żoliborza wspartych przez oddziały leśne z Kampinosu na Dworzec Gdański, które miało na celu odciążenie Starego Miasta, a w perspektywie utworzenie połączenia między nim a Żoliborzem. Z kolei Kampinos wobec słabości niemieckich sił wokół Warszawy miał dosyć bezpieczne kanały przerzutu sprzętu i ludzi z Żoliborzem. Niemcy bali się działań na tym odcinku. Między Starym Miastem a Żoliborzem mieli w ręku pas terenu szeroki zaledwie na 600 metrów z linią kolejową i Dworcem Gdańskim.
Dwa polskie natarcia, szykowane i zapowiadane od połowy sierpnia, miały miejsce w nocy z 20 na 21 i 21 na 22 sierpnia. W sumie kosztowały życie około 500 powstańców. Straty oddziałów szturmowych wyniosły około 75% stanów wyjściowych, co oznacza, że zginęło lub zostało rannych 3 na 4 żołnierzy idących do ataku. Było to jedno z najkrwawszych starć w czasie Powstania. Operacja wymagała łączności i koordynacji różnych ugrupowań, współdziałania ze Starym Miastem — a tego zabrakło. Między innymi zrezygnowano z sygnalizowania rakietami momentu rozpoczęcia ataku, aby rzekomo nie niweczyć efektu zaskoczenia. Łączność radiowa między dzielnicami odbywała się via Londyn. Wyglądało to tak, że depeszę trzeba było zaszyfrować, nadać do Londynu, gdzie trzeba było ją odebrać, rozszyfrować, zaszyfrować ponownie, nadać do odbiorcy, który musiał ją odebrać i rozszyfrować. Często rozkazy, sugestie i plany nie pokrywały się już z zastaną sytuacją operacyjną. Niemcy znali znaczenie tego rejonu i spodziewali się powstańczej akcji w każdej chwili. W połowie lipca, więc jeszcze przed wybuchem Powstania, ustawili tam pociąg pancerny i czołg. Będący tam niejako „przejazdem” saperzy 19 Dywizji Pancernej umocnili teren schronami bojowymi, stanowiskami granatników i moździerzy. Rejon był też flankowany ogniem bocznym m.in. z Cytadeli i Fortu Traugutta. O żadnym zaskoczeniu od początku nie mogło być mowy.
Ataki były prowadzone w nocy, ale w czasie pierwszej próby uderzenia oddziały żołnierzy z Kampinosu ruszyły do ataku z gromkim okrzykiem „Hura!”, co zdaje się nijak się miało do efektu zaskoczenia. Oba natarcia odbyły się praktycznie bez łączności, bo ta opierała się ciągle na gońcach i pisemnych rozkazach, jakby był rok 1939. Zabrakło właściwego rozpoznania terenu, poszczególne poddziały gubiły się w nim i w ciemnościach traciły orientację. Koniec końców zabrakło koordynacji tak po stronie poszczególnych oddziałów z Żoliborza i Starego Miasta, jak i na większą skalę, między obiema walczącymi dzielnicami. Trudno powiedzieć, czy zadania, jakie postawiono przed zgrupowaniami, w istniejących warunkach były w ogóle wykonalne.
Ewakuacja rannych odbywała się za dnia. Nie była łatwa, bo Niemcy, już w nocy dobrze wstrzelani w teren, teraz dosyć celnie strzelali do bezbronnych sanitariuszek, z których kilka zginęło. Popołudniem 22 sierpnia część rannych, których nie zdołano ściągnąć z przedpola Starówki, rozjechały niemieckie czołgi, m.in. na boisku „Polonii”60.
Po nieudanym natarciu z Żoliborza dochodzi do zamieszania w powstańczych szeregach. Oddziałom leśnym nakazuje się oddać broń na rzecz oddziałów miejskich, ale niektóre oddziały miejskie (zgrupowanie „Sosny”) tracą ludzi, którzy nie chcą wracać na Starówkę, ale wolą dołączyć do oddziałów w Kampinosie. Z kolei ponad 250 żołnierzy majora „Okonia” ze zgrupowania kampinoskiego nie chce oddać broni, ale wyraża gotowość wcielenia do oddziałów na Żoliborzu. Część oddziałów pod dowództwem kapitana „Trzaski” — Eugeniusza Konopackiego, dowódcy harcerskiego batalionu „Wigry”, która najpierw przeszła ze Starego Miasta kanałami na Żoliborz, żeby wziąć udział w ataku na Dworzec Gdański, teraz wraca z powrotem kanałami do piekła. Dotrą tam 24 sierpnia, dwóch żołnierzy objuczonych sprzętem utonie w kanałach na skutek spiętrzeń, jakie Niemcy wywołali, budując sztuczne tamy.
Dla tych, którzy mieli jakąkolwiek orientację w topografii miasta i wyczucie bitwy, niepowodzenie próby wywalczenia połączenia Żoliborza ze Starówką stanowiło wyraźny znak, że zbliża się koniec. Na pewno koniec izolowanej Starówki, na której broniły się najlepsze, najlepiej uzbrojone oddziały powstańcze. Gęsta zabudowa Starego Miasta i okolic powodowała, że Niemcy nie mieli jak się przebić, a jedynie mozolnie spychali obrońców do coraz mniejszego, coraz bardziej zatłoczonego kotła. Na obszarze mniejszym niż 2 na 2 kilometry kilka tysięcy powstańców i kilkadziesiąt tysięcy cywilów. Wystarczy spacer po współczesnej makiecie Starego Miasta z jego wąskimi uliczkami, aby zyskać pewne wyobrażenie o tym, co tam się mogło dziać.
Tymczasem Radio Londyn nadaje w wieczornej audycji chorał Kornela Ujejskiego61 zaczynający się od słów:
Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniéj,
Do Ciebie, Panie, bije ten głos,
Skarga to straszna, jęk to ostatni,
Od takich modłów bieleje włos.
My już bez skargi nie znamy śpiewu,
Wieniec cierniowy wrósł w naszą skroń,
Wiecznie, jak pomnik Twojego gniewu,
Sterczy ku Tobie błagalna dłoń.
Młody żołnierz, pracownik biura propagandy KG AK i radiostacji „Błyskawica”, Zbigniew Jasiński62 nie wie, że to umówiony sygnał nadawany z Londynu przez SOE do kraju, że tej nocy zrzutów nie będzie i nie należy wystawiać obstawy zrzutowisk. Może tej nocy, w jakimś domu, piwnicy, na kwaterze w Śródmieściu, w dymie i łunie idącej ze Starówki pisze swój wiersz, kończący się słowami:
Halo! Tu serce Polski! Tu mówi Warszawa!
Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!
Nam ducha starczy dla nas i starczy go dla Was!
Oklasków nie trzeba! Żądamy amunicji!
24 sierpnia przeczyta go na żywo na antenie Radia „Błyskawica” zaraz po wiadomościach, w których będzie mowa o tym, że 23 sierpnia powstańcy zdobyli budynek Komendy Policji na Krakowskim Przedmieściu, budynek MSW na Nowym Świecie i Kościół św. Krzyża, zdobywając dużo broni i amunicji. To będzie ostatni sukces powstańców i ostatnia oznaka inicjatywy63. Od tego dnia zaczyna się już tylko uparte trwanie i agonia, która, odsuwana kolejnymi zwidami niosącymi nadzieję, będzie trwała 40 dni.
Wiersz Jasińskiego stanie się jednym z najbardziej znanych wierszy powstańczych. Może dlatego, że tej amunicji z wiersza do końca nie będzie, a powstanie będzie mimo wszystko trwało.