Komnata II. REFLECTORIUM

Miła, pogodna sala jadalna. Śmieje się czeczota. Biedermeier226 pieści. Do słońca się mizdrzą z muślinu firanki. Kwiatuszki na oknach, tapetach, na lampie. W altankach z powojów i z winogradu227 przytulne stoliczki. W pośrodku izby więzienie oszklone napełnione wodą. Kozły wywracają pozłacane rybki. Zegar staroświecki barytonem tyka. Podłoga zasłana puszystym kobiercem, który Aurory228 wstydliwe miłostki rozpowiada wszystkim. Trzyma się ściśle przepisu na plotki, wzory anegdotki języczkiem świetlanym podmalowując z odcieniem miedzianym, gdyby od niechcenia, serdecznie, nieznacznie. Tło: lazur stanowi niebieskostalowy oraz zbaraniałe z zachwytu obłoczki. Jedyny przepis, który tu krępuje, to jest

Silentium229

rozbazgrane wszędzie. Nie obowiązuje ta dzika pretensja rozbawionej zgrai księżniczek, hrabiątek, która pod osłoną nietykalności gobelinowej gdzieś w parku wersalskim swawoli i broi, kopiując faunów230 i banalne nimfy. Tuż przy nich sterczą srebrne kandelabry i cały skandal bezzwłocznie oświetlą.

— Po praeparatorium zaraz jeść trzeba — objaśnia gospodarz. — Stanowczo zwalczam wielce gadatliwe, bezmyślne trawienie. Trawić trzeba myśli wraz z ciała pokarmem. Milczenie z jedzeniem dla mózgu twórczego jest najsmaczniejsze ziemskie zestawienie. Wypoczynku nie ma (bo życie go nie zna), lecz umożliwienie dalszego wysiłku.

Zaprosił do stołu. Zasiadłem do lunchu ze szczerą ochotą. Przez kotarę z głębi Malaje z kolczykiem w nosie, w kąpielowych portkach, prawie bez szelestu, potrawy wnoszą. Zastawa, talerze, wazy i półmiski: zawstydzone złoto. Na większych płaszczyznach dętego reliefu patetyczne sceny. Maniera czasów poaleksandryjskich. Je się według tempa, które chronometr na stole wybija. Menu pozbawione cech nadzwyczajności. Paprykarz cielęcy, gulasz wołowy, myśliwski bigos, ragout baranie, szczupak gotowany, sandacz w marynacie, lin całkiem golony, rostbef, tatarski befsztyk, kotlet po wiedeńsku, kura z kogutem lub kogut bez kury, kwiczoły, półgąsek, niedźwiedzie łapki, zając w własnym sosie, ryż ze śmietaną, puddingi, szarlotki, sałatki, kompoty, owoce i lody. Spis potraw skończony. Można jeszcze dostać na zamówienie (ale czekać trzeba) w słodzonych powidłach lekko zanurzone wielkie czeskie knedle. Kuchnia pozbawiona hiszpańskiego wdzięku i na teorii oparta wiedeńskiej. Napoje: Giesshubler231 i piwo pilzneńskie. Wino na zesłaniu. Likiery wzbronione. Czarnej kawy nie ma. Uprasza się nie palić, zupełnie na serio. Do ust płukania kabina na prawo (przy wyjściu), a toaleta jest znowu na lewo. Tam kwartet smyczkowy, ale nie cygański, anemicznie rzewny, więc pewnie niemiecki, dyskretnie przygrywa.

W najbliższym sąsiedztwie jest