Komnata IX. CAMERA DEI TRIOMFI

Na każdy wypadek, jeżeli interes rozwinie się dobrze, przezorny Jankes dla przyszłych triumfów zaciszne gniazdko z góry przysposobił. Dziś przyznać się nie chce i dlatego tylko sens obu komnat milczeniem zaciemnia.

Tuż przed odejściem i niemal przy bramie spotkałem postać wprost dystyngowaną, o pobielonej i klasycznej głowie. Z prawdziwą radością stwierdzić musiałem, że owym grandem, którego poznałem, jest rodak nasz, Hiszpan z samego Toledo i że piastuje godność dyrektora w administracji dziwnego dancingu. Wytwornie zagadnął, jakie wrażenie wynoszę z całości, o pamięć prosił na przyszłość najbliższą, usługi swoje w wszelkich wątpliwościach chętnie ofiarował. Mąż ten sympatyczny, na tak wybitnym dziś już stanowisku, zasługuje w pełni, by jego nazwisko w całym naszym kraju dobrze zapamiętać: Jacinto de Gouzdrala Gouzdrez. Na pożegnanie właścicielowi bez osłonek rzekłem, że przedsięwzięcie charakteru nie ma, że założenie jego religijne jest niepraktyczne, zaś praktyk większość, które dostrzegłem, jest niereligijna i niemal bluźniercza. Przypuszczać należy, że powodzenie pysznego zakładu jest mocno zachwiane, dzięki tendencji wielce zagadkowej i przeładowaniem szczegółów zaćmionej. Społeczeństwo zdrowe, pod wpływem instynktów wrodzonych, szlachetnych, nie przyjmie szczepionki na bałamuctwa same obliczonej. Yetmeyer w uśmiechu serdecznym dziękował za wyjawienie mej szczerej opinii i ku zdumieniu — przyznaję — wielkiemu wyraził zgodę na sąd tymczasowy. Dodać nie omieszkał, że tylko „metody życiowej kariery” obu nas dzielą, czyli mnie i jego! Dla niego religia zakonna, myślowa (!) jest tylko środkiem prostym, niezawodnym do nieodzownej kariery kosmicznej (!?), zaś moje pragnienie świeckiej kariery, nienasycone, zawsze nieprzytomne, jest przykazaniem głównym i naczelnym licznych, uczuciowych, zakapturzonych i przez to praktycznych obrządków światowych.

Ha! Zobaczymy, co z tego urośnie. Spełniłem powinność, wyjawiam stan rzeczy i po raz ostatni ostrzegam najskromniej:

Caveant351 consules” (wszyscy patrioci i cała policja!), „ne quid detrimenti capiat dominium regium352, na ukochanym tym iberyjskim, sławetnym półwyspie!

Wystrzyganki z śmietnika prasy nowojorskiej

Piąty rozdział nie jest właściwie niczym innym, jak...

zlepkiem wycinków z najróżnorodniejszych organów prasowych Ameryki Północnej. Są to domysły, oświetlenia, mniej lub bardziej pochopne sądy krytyczne, alarmy i suche sprawozdania na temat dancingu, który już powstał w Toledo, wywołując podziw, zachwyt, potępienie, podejrzenia, spekulacje, knowania i groźby.

Havemeyer przyjmuje niebezpieczne zaproszenie Yetmeyera. Inaczej nie mógł postąpić prawdziwy Jankes, który zawsze poszukuje sposobności do ryzykownych, sportowych rozgrywek.

Podczas, gdy na jachcie kolekcjonera „Frivolous”353 palą pod kotłami, szykując się powoli do przeprawy przez Ocean, wyjeżdża z ramienia Havemeyera do Toledo jego upełnomocniony delegat oraz powiernik, świątobliwy bramin354 hinduski Onczidaradhe. Nikt nie wie i nie domyśli się nigdy, że tajemniczy sadhus355 jest sprytnie zamaskowanym, słynnym detektywem amerykańskim, który ochrania swego pana przed wszelkimi spiskami, a więc i przed możliwym zamachem na jego życie.

Okazuje się w toku akcji, że Havemeyer żywi również pewne, dotąd ukryte, zamiary w odniesieniu do ginącej cywilizacji europejskiej i że jego uparte kolekcjonerstwo pozostaje w związku z tymi utajonymi zamierzeniami.

Tymczasem pan Dawid poczyna sobie w jak najlepsze na starym kontynencie. Akcja jego, zmierzająca do stworzenia kultu religijnego dla myśli twórczej, przybrała ogromne rozmiary. Generalnym swym zastępcą do oficjalnych rokowań z władzami europejskimi i do reprezentacyjnych wystąpień mianował Yetmeyer „zredukowanego” papieża taoistów, sędziwego chińczyka A-to-tso.

Oprócz tego zausznika, starającego się o przyjazne względy gabinetu londyńskiego, wysłał zbawca do Paryża jako swego przedstawiciela przy rządzie francuskim, Polaka, Piotra hrabiego Majcherka, młodego, przystojnego arystokratę, erudytę, religiologa, skąpca i dziwaka.

Zespół baletowy dancingu wraz z tanecznicą Ewarystą powierzył Yetmeyer kierownictwu słynnego Rosjanina, Igora Podrygałowa z Saratowa. Tancmistrz powrócił niedawno z Bolszewii, gdzie bajecznymi swymi produkcjami, wykonywanymi przy pomocy dwunastki własnych, jeszcze nieletnich dzieciąt, wzbudził u zabobonnego ludu rosyjskiego powszechny kult dla swej osoby. Z podziwu dla jego cudacznych pantomim i z opowieści o awanturniczym żywocie Igora, o czterech jego zmarłych żonach, o tuzinie dzieci, kształconych pod opieką ukraińskiej niańki Praksedy, o tysiącznych, zwycięsko pokonanych niebezpieczeństwach i przeciwnościach, urodziła się legenda, przypisująca Podrygałowowi tajne a bliskie związki z samym szatanem.

Dancing już działa, burza w mózgach ludzkości, ginącej od przerafinowania i ogłupienia, już posiana. Zgrzybiałe, majestatyczne Toledo w krótkim stosunkowo czasie stało się jednym z najbardziej przeludnionych oraz wrzaskliwych miast na kontynencie. Po staroświeckim bruku muzealnej twierdzy nad Tajo rozlała się szeroką falą pstrokacizna ciekawskich gości. Tłoczą się w odwiedziny do dancingu nie tylko skrajnie zdenerwowani i ostatecznie znudzeni schyłkowcy zachodniej cywilizacji, ale i najbardziej egzotyczni dzikusi, przybyli z najodleglejszych zakątków pierwotnego odosobnienia kulturalnego.

Pojedynek dwóch miliarderów o właściwe odrodzenie ludzkości rozpocznie się niebawem na szerokiej arenie świata.