TELEGRAPH
z dnia 23 listopada 1921 roku, str. 75 u góry, trzecia szpalta:
Spółka akcyjna odbudowy religii na kontynencie
...Uzupełniając wiadomości ogłoszone naszym kablogramem madryckim w dniu wczorajszym, jesteśmy w stanie odsłonić dalszy rąbek tajemniczej akcji D. Yetmeyera w Hiszpanii. Amerykański dancing, założony w Toledo i wyposażony we wszelkie uroki współczesnej zabawności, niepowszedniej egzotyki i wyrafinowanego, artystycznego smaku, stanowić ma zaledwie zalążek wielkiej misji ideowej, zapoczątkowanej na kontynencie, a zmierzającej do rozpowszechnienia i pogłębienia zanikającego w Europie życia religijnego. Usiłowania te, skierowane na podwaliny moralnego ustroju ludzkości, pozostają w bezpośrednim związku z dotychczasowymi, niestety płonnymi, mozołami około uruchomienia czy wskrzeszenia gospodarczej tężyzny świata powojennego. Zagrożonemu długoletnim przesileniem przemysłowi i handlowi amerykańskiemu może dziś otworzyć na ścieżaj356 rynki zbytu jedynie rozważnie przygotowana i energicznie przeprowadzona melioracja zniszczonych przez wojnę i wyjałowionych terenów psychicznych. Trzeba koniecznie i natychmiastowo wskrzesić zmysł dla religii. Przy pomocy kapitału amerykańskiego i przez zastosowanie właściwej nam błyskawicznej techniki pracy, będzie można to gigantyczne dzieło skutecznie przeprowadzić w krótkim stosunkowo okresie czasu. Opierając się na powyższych przesłankach i pragnąc możliwie rychłego rozkwitu międzynarodowej twórczości, oceniamy śmiałe, samodzielne i pomysłowe przedsięwzięcie wielkiego przedstawiciela sławnej firmy „D. Yetmeyer et Comp.” jak najkorzystniej, zarówno ze stanowiska finansowo-ekonomicznego, jak i narodowo-politycznego.
Przedsiębiorstwo tego rodzaju nie może jednak całym swym potwornym ciężarem spadać na barki jednostki, choćby nawet pod względem kapitalistycznym oraz umysłowym tak potężnej, jak ekscentryczny inicjator „dancingu przedśmiertnego” w Toledo. Udało się jednemu z naszych reporterów zakraść za kulisy szczelnie utajonych zamysłów D. Yetmeyera. Wczoraj w podziemiach hotelu „Excelsior” odbyło się poufne zgromadzenie tutejszych pełnomocników i powierników wielkiego odnowiciela prądów religijnych. Zebranie posiadało pozorne cechy seansu spirytystycznego, toteż współpracownik nasz zmaterializował swoją obecność jako duch-zjawa, za co ostatecznie przetrącono mu kości, i to do tego stopnia, iż dzisiaj majaczy w szpitalu. Zeznania jego z fazy przytomności ograniczają się do stwierdzenia, że najbliżsi ludzie Yetmeyera noszą się z zamiarem utworzenia na wzór europejski spółki akcyjnej, mającej uprawiać: zawodowe zwalczanie powojennej psychozy oraz krzewienie religijnie zgłębionych afektów357. Odbudowę gospodarczą świata musi poprzedzić jego przebudowa umysłowa oraz uczuciowa. Musi! Niepopularne, czy też zbyt zwulgaryzowane formy syndykatów, trustów czy karteli nie są zamierzone. Papiery nowej spółki mogą niebawem odegrać na giełdzie pierwszorzędną rolę regulatora międzynarodowych relacji finansowych i będą niezawodnie poszukiwane przez licznych kapitalistów, spragnionych pewnej a rentownej lokaty swych płynnych zasobów. Nabywcy akcji nie tylko materialne odetną kupony, ale i moralne, gdyż jako uczestnicy wszechświatowego interesu religijnego, siłą faktu sami dbać muszą o swą religijność.
Napomknął reporter również, lecz niezbyt wyraźnie, że ukonstytuowanie się spółki projektowanej zależy od spodziewanego oświadczenia się co do współudziału ze strony znanego w całych Stanach Północnych miliardera H. W. Havemeyera. Gdyby istotnie ten finansista, żyjący dotychczas wyłącznie w zaciszu wspaniałych swych zbiorów, wstąpić miał w szranki aktualnego przedsiębiorstwa religijnego, byłoby to sensacją, wykazującą, jak szerokie kręgi zatacza obecnie intelektualne przeobrażenie przede wszystkim wśród umysłów rdzennie amerykańskich. Mimo że najwybitniejszy ten na całym świecie kolekcjoner dzieł sztuki, zapytywany przez nas w przedmiocie toledańskiej afery, odmówił kategorycznie wszelkich wyjaśnień, wnioskować wolno o niezbyt odległym porozumieniu między oboma wymienionymi, jaskrawo różniącymi się, reprezentantami nowojorskiej dzielnicy nababów. Wiemy coś niecoś o przepaści dzielącej dwóch skrajnych indywidualistów o wybitnym typie reformatorskim i nie omieszkamy w stosownej dla nas chwili wystąpić z oświetlającymi te mroki rewelacjami. Dziś unikamy wszystkiego, co mogłoby powstanie spółki do eksploatacji uczuć religijnych opóźnić, czy też nawet unicestwić.