Szacherki miłosne
W uchylone odrzwia głowę zamoczoną i pomierzwioną wsuwa Ewarysta. W płaszczu flanelowym. Kolor okrycia jest cytrynowy. Zawilgocona i dygocąca. Wyskoczyła z wanny. Przyszli z miasta z kwitkiem, bieliznę przynieśli, trykoty do tańca. Żądają podpisu na kwicie odbiorczym, a ona nie umie. Ustąpić nie chcą i służba bezsilna. W całym domu nie ma nikogo z piśmiennych. — Ratuj Havemeyer! Słodziutki, piękny i taki szlachetny. Bykiem nie jesteś, ale taki rosły i jak trzcina giętki, a dumny, a smętny, a panujący spojrzeniem wilgotnym. Jak od płomieni świecy ołtarzowej radość z ciebie spada na duszę, na serce, radość nabożna i ściska za gardło, kolana ugina. Od twego widoku ja pocierpam cała, utrzymać nie mogę mojego serca, które wciąż wyfruwa. Pomóż Havemeyer durniutkiej dziewczynce i podpisz papierki nadesłane z miasta. Przez kota twojego i przez kardynała wyznanie czynię, a jestem tak śmiała, bo nic powtórzyć żaden z nich nie zdoła. Nie dowiesz się nigdy i od nikogo, żem pokochała, żem zastrachana i zadyszana do oczu twych głębi wbiegła i przepadła, żem pod zadumą twych powiek bezpieczna i że po raz pierwszy u ciebie właśnie pozostałbym chciała. Orgazie cudny, jedyny małżonku, którego w marzeniu pod własnym sercem ja wynosiła i ukołysała. Od ciebie nic nie chcę, wszystko zapomniałam, co było kiedy, dla ciebie z rozpustą cnotę pojednałam, a dzisiaj obie, i jedną, i drugą w twe ręce oddaję. Chodź i bierz natychmiast, co tylko wziąć zechcesz, u stóp twych pozwól czołgać się z Omarem. Lecz bądź Orgazem, rycerskim, wspaniałym, a nie dzikim samcem, drzwi nie przytrzymuj, dziewictwa nie żądaj, bo jestem naga, nieusposobiona i drżąca cała. Weź świstek do ręki i odpraw pachołków, którzy żądają znaków umiejętnych, żmudnych na papierze, za swoją dostawę.
Nie ma nikogo. Ewarysta była przed chwilą wesoła, a teraz jest smutna. Co począć dalej? Yetmeyer Orgaza wciąż z sobą porywa. Ugrzęźli, jak zawsze, gdzieś w którejś komnacie wstrętnego dancingu, a tam niezawodnie czubią się i trzeszczą. Kardynał chmury swych myśleń popędza, Hindus się tłucze gdzieś po zaułkach, Chińczyk w biurze ślęczy, Jacinto na dachu z inżynierami (zakładają właśnie osobną stację dla rozmów bez drutu), Podrygałowa na klucz zamknęła zapewne Prakseda.... (aby ten ścierwak raz już się nauczył swe własne bliźnięta od razu odróżniać). Pozostał Omar, sam jeden tylko, rozmodlony książę. Jemu Ewarysta powierzy swą prośbę. Płaszczyk w piąstkach tuli, podchodzi na palcach, ludową zagadką zaleca się, nęci bocatego515 księcia:
Pytała się aprykanka516 dzwonka517,
czy jest hapciś518 w domka?
— Wcale nie o ciebie zapytuję, kotku burczący, ponury, lecz o ukochanego hapcisia wielkiego, który mi potrzebny jest w tej chwili właśnie, a mógłby się przydać również i na zawsze...
— Od wszelkich oświadczeń i od wyjaśnień jest Onczidaradhe.
— Szpiegiem dziwnie pachnie. Bądźże kawalerem, wyniosły książę! Racz panu oświadczyć, że za nim tęskniłam, że naga przybyłam cichaczem do niego.
— Z powodu dancingu, niemniej dzięki pani, pan mnie zaniedbuje. Podnietliwość jego w stosunku do kobiet znacznie rozluźniła naszą sympatię. Postanowiłem wynieść się od niego.
— Do mnie chodź, pieszczoszku. Wspaniale ugoszczę, jak prawdziwego braciszka mojego.
— Zgadzam się natychmiast, pod jednym warunkiem: inicjatywa do niekoniecznych, zdawkowych karesów519 wyjść może wyłącznie ode mnie samego.
— Prawdziwy książę żądania innego postawić nie mógł. Musimy uciekać. Porwanie młodzieńca przez dziką dziewczynę. Ekscentryczna podróż przez dancingowy korytarz zaledwie.
Omar jednym susem na ramię wyskoczył swej nowej królowej. Ogon do góry w natchnieniu wyprężył i w okulary inkwizytora zuchwale zagląda, by na pożegnanie choć ślad wzruszenia w okrutniku złowić. Wtem za sztalugą, jak widmo z powietrza, sadhus się wznosi czelnie520 uśmiechnięty, spłoszoną tancerkę zatrzymuje gestem błogosławiącym i przesianym szeptem przed siebie cedzi:
— Havemeyerowi niebezpieczeństwo w dancingu grozi.
Kardynał złowieszczo spoza okularów na intruza łypnął. Omar czym prędzej z ramienia się ześliznął, pod pachę płaszcza kąpielowego czworograniasty swój łebek wtulił i na znak przejęcia się groźną sensacją zamaszyście kitą w powietrzu wywija.
Zębami dzwoni cudna Ewarysta.
— Od kiedy? Przez kogo? Pod licznym nadzorem, zresztą nieszkodliwe, są dzikie bestyje!
— Swobodnie krąży krwiożerczy tygrys!
— Nic nie rozumiem, słowa nie pojmuję. Lękiem mnie smagasz do nieprzytomności...
— Mów ciszej i dowiedz się wreszcie. Yetmeyer w Orgazie pułapkę szykuje bohaterowi swej pantomimy.
— Ukochanemu małżonkowi memu! Ojciec jest święty, więc zbałamucony, zaświatów potwory dostrzega na ziemi.
— Cichaj, dobre dziewczę. O śmierć czy życie mężusia twego walkę podejmiemy. Dopomóc czy zechcesz?
— Wszystko uczynię. Czego ci potrzeba?
— Z Havemeyerem połącz się dziś jeszcze. Jeśli go kochasz, zostań żoną jego przed poślubieniem.
— Gdyby nie wariacka o Orgaza troska, już bym cię zabiła, rajfurze-braminie! Wiesz, kto Ewarysta?
— Wiem, wiem najdokładniej. Zachwycony jestem i lekceważyć nie mam zamiaru. Przeczysta dziewczyna. Z obłędu zwolniona przez miłość ziemską. I dlatego właśnie musimy ratować Orgaza we dwoje. Każda godzina nader jest droga.
— Do mirtowego mojego drzewa czerwiaczek521 się wdziera...
— Wytępić robactwo zanim zwiędną liście!
— Ziemskiemu nieszczęściu podołać nie umiesz, ty niebiańskie chuchro!
— Camera obscura jest Orgazowi twemu przeznaczona!
— Sen miałeś? Co mają oznaczać twe ciemne domysły? Proroctwo? Zmiłuj się nade mną!
— Co ci wiadomo o komorze ciemnej?
— Pod grozą śmierci mam zabronione cokolwiek wspominać o jej istnieniu.
— Byłaś tam kiedy?
— Yetmeyer przestrzegał, że tam śmierć czyha.
— Wiadome ci wejście?
— Na cóż ci się przyda? Mnie pierwszą Yetmeyer do lochu wtrąci, jeżeli ci wydam ten dostęp tajemny.
— A więc odkryję wszystko, czego trzeba: nie jestem sadhusem ni hinduskim świętym. Przesławny ze mnie z Buffalo detektyw. Nad Orgazem czuwam. Od dzisiaj nad tobą opieki mojej skrzydła rozpinam. Milcz i zaufaj. Komorę popsuję.
— Kolebie się głowa.
— Ciszej, prędzej!
— W pracowni Dawida, w podłodze... zejście... pod żelazną kasą...
— Wieko się uchyla?
— Sprężyna otwiera. Nacisnąć trzeba złoty guziczek na flakoniku ze szczoteczką do zębów, na flakoniku przyśrubowanym do toalety, którą przedtem jednak otworzyć należy cieniutkim kluczykiem spoczywającym w zaułku portfela przytulonego do apostołki522 na lewym brzegu środkowej półki szafy bibliotecznej.
— Innego dostępu wcale już nie ma?
— Jest gdzieś od sceny, ale nic nie wiem...
— Mów, nie ukrywaj!
— Ewarysta nigdy fałszu nie używa. Albo bez słowa, albo cała w słowie.
— Przypomnij sobie, może jaki szczegół?
— Z prób do Orgaza nazwa się nasuwa. Oblubienicy, to jest mnie, kazano (Podrygałow kazał!) taniec trzech uśmiechów tańczyć przebiegle, z wyrachowaniem wprost matematycznym każde pas stawiać. Wybraniec ma za mną podążyć ścieżką i tam ma stanąć, gdzie ja mu wskażę. Zbaczać nie wolno. Wszelkie uchybienie zagraża śmiercią, albowiem w pobliżu zadywanionej ciszy ołtarzowej wygrzewa się gdzieś tam, na słońcu weselnym, niewtajemniczonym wcale niewidoczne, stado złowieszcze aligatorów, rekinów i węży.
— Nazwę mi podaj, szybko i zwięźle!
— W samym projekcie przez Yetmeyera na papier rzuconym napis wspominam:
PENINSULA DEL CROCODILO523
Omar nagle parska, Nino się uśmiecha odświętnym szyderstwem.
— Jeżeli pragniesz zapobiec nieszczęściu, dziś o północy musisz Orgaza zwabić do siebie. Odbądźcie wesele i stańcie się odtąd już ciałem jednym, by was wasz zbawca w obrządku weselnym rozdzielić nie zdołał.
— O północy czuwam na wszystko gotowa.
— Ja dopełnię reszty.