W ustroniu, nad rzeką

Roztaj lutowa. Spęczniałe chmurzyska wczesne popołudnie w omacek674 zagnały i pociarały675.

Tajo, Tajo!

Zsiniałe, ruchome widmo dni przeszłych.

Przeszłość twym źródłem. Ujściem twym przeszłość.

O kołowrotku zgrzybiały, omszały porwanej przędzy, wód zmarłych przedwcześnie!

Sędziwy Tajo!

Mordacz676 rudawy, ledwie że sunie.

Lamenci677 głucho. Odarnowane678 piargi679 zlizuje.

Garnki dziurawe i zdechłe szmaty niedbale rybaczy680.

Grzbiet zamrożony i rozchlastany w zaduch papraczki681 ciepławej, głuchej ochotnie wsuwa.

Kaczorowe682 barwy pomiędzy filary mostu Marcina zmyślnie rozłożył i daremniny683 historycznych zdarzeń zbolałymi dziąsły mozolnie żuje.

Tajo opowiadacz, któremu się zdaje, że w schludnym milczeniu nie znajdzie fabuły, że teraźniejszość zahuczeć trzeba. Więc wartościuje, w kleistych wspominkach tapla się jak w chlewie, co wiekuisty żywot ułatwia i przed udarem irracjonalnych skojarzeń chroni.

Maruderskim pląsem omotał zrzęda wiedźmowe stopy nadbrzeżnych ruin, po czym zbawców świata — Havemeyera i Yetmeyera — rozwałęsane, miliarderskie plamy do muru przylepił. Bano de la Cava684 cienie dwóch przybyszów, sunących spacerem, chcąc nie chcąc przyjmuje na spleśniałą ścianę i zaciapaną nudą swych głazów nadal ocieka.

Żebracze koźlę po nasłoconym czucha685 się zboczu i pobekuje falsetem sierocym.

— Grunt pod nogami nieustannie tracę... — Havemeyera wyniosła sylweta obawą rzępoli.

— Wśród lotnych osypisk pomyśleń niedbałych może bardzo łatwo każde ludzkie życie zwichnąć obie nogi... — spod ceratowej, wzdętej peleryny zachrzęści Yetmeyer.

— Chyba spoczniemy na cegłach wilgotnych i poczekamy, dopóki magistrat wybawczych latarni rozjarzyć nie raczy. I to ma być spacer, co hegemonię żołądka normuje i wszelkie chimery z układów nerwowych zgrabnie wysobacza! Wszak nie bawimy w afrykańskiej puszczy, by karkołomne urządzać wyprawy w wąwozy Atlasu686.

— Zaszliśmy w ustronie po wtajemniczenie i po rozrachunek.

— Gdzie całą uwagę skupiam bez ustanku, by z zakamarków tej siąpawicy687 na nas nie wyskoczył pożeracz portfelów, toledański puma, kocender688 — ladaco, bravo — gonidiabeł689.

— Lubię, gdy przystajesz na życia skrawku, na kruchym gzymsie tympanonu bytu, rozmyślając twardo: czy w tył, czy też naprzód, byle nie runąć w złowieszczą otchłań figlarnej zagadki, przezwanej śmiercią. Wówczas nabrzmiewasz Orgaza świętością.

— Pospolitym strachem. Dla tej mojej maski sposobności szukasz, by za wszelką cenę zgubę na mnie nasłać w sztucznym oświetleniu usłużnych przypadków.

— Nie, Havemeyer! Ja szukam Orgaza, którym ty jedyny możesz być mi właśnie. Stąd najcenniejsze pośród serc bijących to tętno w twej piersi. Widzę, jak z dnia na dzień ten wyraz narasta, który oblubieńca udzieli ci łaski w mojej pantomimie. Bródkę przystrzygłeś, jak twój protoplasta, i ondulujesz loki jedwabiste.

— W Santo Tome bywam i rolę studiuję. Z trenerem El Greco do nieba wstępuję, jak archanielskiej olimpiady szampion. Rycerza Orgaza poufnie namawiam, by bohaterskie maniery swoje przystosować zechciał do mych kupieckich, na wskroś nowoczesnych, a więc pospolitych arcykawałów.

Hands off690 od cynicznych, aktorskich pomiarów! W mej pantomimie nie role hoduję z efektem mieszczańskim, nie płatne nastroje erudycją wsparte, żywiołem talentu z lekka połechtane i rozbabrane w sosie popularnym. Ja przemienienie człowiecze gotuję, ocucam religie, historię wskrzeszam. Zaczynam Orgazem, a raczej Orgaza myślowym wyrazem. Nie spekuluję, lecz rozkaz szykuję na masce, na twarzy. Narzędziem jesteś naszej myśli wspólnej, Orgaza i mojej. Myśli świętobliwej, która przez śmierć tworzy, w śmierci się odradza. Krwi potrzebuję, która myśl wzbogaca i postaciuje. Napij jej się, napij z El Greca obrazu, aby dusza twoja orną glebą była, na której wiara bujnie się zakłosi691...

— Wiara?

— We własne pomyślenie. Urodzić ją możesz wyłącznie ze strachu przed śmierci skinieniem.

— Panie Dawidzie, ktoś do nas się zbliża...

— Nie, to mignął gacek.

— Mam więc siebie z Orgazem na dobre skamracić692, czyli stać się trupem pozbawionym grozy, a zachwyconym niezbyt pożądaną śmiertelną odmianą? Panie Dawidzie! To same dziwoki. Należę do tych, którzy pańskie sprawki najdokładniej znają. Coś niecoś słyszałem o propagandzie gramofonowej na rzecz bożka Baala693 w żydowskich gettach Pittsburga, Chicago, o kanadyjskim głowy zawracaniu ukraińskim zbirom, o sanatorium międzynarodowym dla wszelkich matołów, czyli o suszarni mózgów nieowocnych na piachach Sahary, o radiostacji okultystycznej na Tybetu zwyżach, o palarni opium i snów wylęgarni na dnie Oceanu Spokojnego prawie, o lunatycznym oswobadzaniu złoczyńców w Gujanie, o fabrykacji — tajnej naturalnie — sztucznego srebra z rojeń obłąkanych malajskich nocy w Batawii na Jawie, o krematorium choćby tylko samym dla rajskich ptaków, niebieskich urracas, dla clarin, tenzotli694 i dla kanarków na Balearach.

Frijoles, frijoles695, drogi, zacny panie.

— A mnie porównanie niestety mniej smaczne zaczyna wprost trapić, że to szarlatanizim.

— Raczej reconquista696, szanowny panie! — Wyobraź sobie: ja konkwistador, następca Kolumba, Corteza697, Pizarra698, Loyoli699, Cervanta... Podbojów nie wiodę, lądów nie odkrywam, Religie zdobywam. Nie systematy, obrządki, wierzenia, lecz uczuć kosmicznych samum700 zadzierżyste rozpętać pragnę w łbach ludów powszednich. Zgliwiałych wierzeń ikony złociste, sekciarskie kokony, zabalsamowane marzenia wieczyste wskrzesić muszę, schłostać i gnać na oślep w międzynarodową wędrówkę miłowań, w pielgrzymkę do źródlisk, gdzie sens żywobycia701 na człowieczej ziemi: twórczości zamieć, rozkosz, rozgoń702, żmuda.

— I dlatego właśnie ja mam psieć703 na słocie?

— Typowy Anglosas, O wygodzie duma, gdy gna do ataku. Wyspa Zapomnienia. All right! Pański pomysł. To insularna wzorowa konstrukcja. Pranarodowa. Arsenał szykujesz, czaisz się do skoku. Musisz napaść wreszcie, by poczuć, że jesteś. Zwycięstwo twoje możliwe jedynie w udanej zaczepce, zamaskowanej czcigodną obroną. Od wieków sposobisz doskonałe twory na ten rajd korsarski. Przymierza udajesz z Francją czy z Japonią, do Niemców się mizdrzysz. Jesteś łagodny, ściśliwy704, rozumny, arcypokojowy, a właściwie czekasz, aż będziesz gotowy do niezawodnych, zwycięskich rozbojów. Wdzięcząc się i czuląc jak chomik biedota, dla twych zawojowań świat cały przemieniasz w schludny, zimny spichlerz. Musisz napastować, by nikt do wybrzeży twoich nie podszedł i byś zwycięsko mógł nadal siedzieć, gdzie dotąd siedzisz. I stąd tyglem jesteś wydoskonalonym przetworów solidnych.

— Wielkiej Brytanii i Stanów Północnych metafizyczna czcigodna postawa.

— Zastosowana do geografii niezmiennie kosmicznej. Ja również zachowam te przekazania, które potężnia705 dawna iberyjska ześciboliła706 w kształty pojmowania obowiązującego po dziś dzień mą rasę. Prawego Jankesa nazwisko dźwigam wprawdzie bez odrazy, ale Metys jestem pod każdym względem i na każdym kroku. Ojciec haciendado707 krwi semihiszpańskiej, natomiast matka piękność indiańska w Tehuantepec708 stanie prym ongi wiodła między dziewicami, przeznaczonymi na eksport do wiosek sztucznych w Lunaparku pod miastem Hamburgiem, gdzie mieszkańcami na rozpłód i pokaz mogą dzikusy być sami wyłącznie.

— Mi jefecito!709 pantomimowy i religijny! Na czele Armady710 zapewne nowej śmiałkować711 zechcesz wkrótce przeciw Anglii!

— Każdy czyni swoje i samemu sobie. O to właśnie chodzi. Gdy rezerwuary są przepełnione pracy wynikami, surowców nadmiary wnet się wymykają na walne spotkanie, a z tego zderzenia i z tej chaosu generalnej próby zazwyczaj koślawe oraz zakrwawione reguły powstają nowego ładu. Twórczym przymusom kosmicznych żywiołów nie przeciwstawisz kaprawych zażaleń ludzkiej mizeroty. Więc jeśli zderzenie i poczubienie formacji skończonych oraz wyczerpanych jest nieuniknione, to niechaj nastąpi po prostu nadzianie anglosaskich promów na spotworniałą tamę Mongołów. Niech Zachód uderzy przed Wschodu powstaniem i niech doskonałe będzie to spotkanie. Znacznie, znacznie prędzej, niźli się spodziewasz, przyjdzie katastrofa zapładniająca, a zatem błoga. Ja i mnie podobni musimy się poddać tej, co w żyłach płynie, przypieczętowanej wiekową powtórką, zupełnie swojskiej i nieuchronnej: półwyspu koncepcji. Według Ganiveta712 jest jeszcze lądowa, czyli trzecia z rzędu obok insularnej, właściwej tobie, lecz o niej kiedyś na kongresie powiem. Otóż półwyspu zwycięska postawa możliwa jedynie przez ocalanie, ciągłe prostowanie i oczyszczanie niepodległości. Pociąga za sobą produkowanie niebezpieczeństw sztucznych podczas pokoju i zaprawianie obywateli do latającej po kraju guerilli713 przy współudziale stałym rozboju. Zrozum, co ja czynię: nic mniej i nic więcej, jak tylko czujnością nachalnej konstrukcji myśl niepodległą statecznie bronię przed inwazjami zaborczych szablonów. To tradycyjne Iberyjczyka zobowiązanie.

— Teraz pojąłem, dlaczego to na mnie, miast zbroi rycerskiej hrabiego Orgaza, śmiertelnicę714 wkładasz!

— Szczyci się ma rasa, że syn jej Servet715 krwi obieg odnalazł. A krwi upuszczaczy, sławetnych, przebiegłych, mamy co niemiara. Jednego wymienię: doktora Sangredo. Jankes dziś już jestem bezwzględnie poprawny i mieszaniec wierny Stanom Zjednoczonym, ale narodowych trzymam się przekazań. W stosunku do pana okrucieństwa moje wciąż w zanadrzu chowam, choć płatasz mi figle i jesteś krnąbrny. Nie tracę nadziei, że twojej aorty rytm przyśpieszyć zdołam, że schizofrenię716 kolekcjonerską i bohaterską przez odżywianie mózgową treścią wkrótce pokonam, że rolę w Weselu przed banalnością, czysto aktorską, zgrabnie osłonię i wiarę Orgaza w myśl twórczą, własną sprowadzę do serca twego bezboleśnie, po czym dopiero w uroczystym ślubie na twarz ją wywabię.

Bohaterskości śliczne mauzoleum wystawię, urządzę, byle na czas jakiś przynajmniej raczyła pośród rupieci poleżeć spokojnie i zatłuszczoną swoją dostojność wyprowadzić chciała z każdego czynu i z każdego słowa.

— Zgadzam się potulnie. Nazwijmy inaczej: myślenia rycerskość. Była nieodzowna za Torquata Tassa717, doprowadziła do wypraw krzyżowych i dziś nam kulturę musi również wskrzesić, która po wojnie do piekieł wstąpiła. Myśl niepodległa i świętobliwa...

— Wyśmieje cię każdy, powie, żeś szołowierz718.

— Potrafię wymusić... Myśl, odskrobana spod obywatelskiej lawy frazesów, spod pedregale719, czyli spod paskudnych opinii jęzorów, ona, ona tylko zdoła w człowieku świadomość wywiercić, świadomość kosmiczną, zgoła zbyteczną wszelkim manekinom, mrówczym wiercipiętom, łataczom, partaczom i innym zbiorowych wypocin mamidłom, tysiącznym wymoczkom apetytów, chwytów, rozczuleń i zgrzytów... Kosmiczna świadomość!.. Skarbiec samotnika. Nikomu dostępny i tajemniczy, jak zwyż Kordylierów. Dłutowanie słychać... Ktoś wali, wciąż wali, młotem-błyskawicą... niemal wyuzdanie. Czuwa i wykuwa w zadumanych chmurach, w zieleni spachniałej, na stalowej fali prawdę-olbrzyma. Nie ugniecioną przez jakichś szachrajów niby to konieczność niby narodową, ale na marmur stężałą, zmądrzałą, zbryzganą potem najweselszych szaleństw, rozpłomienioną jak flor de cacao720, a wyczuloną jak noworodka z galaretki ciało... dziejową rolę.

— Uducha721 cię dławi, jeszcze się ukrztusisz...

— Niepodległość kocham, abyś o tym wiedział! Jak niewolnik żyję w ojczyźnie przybranej, wśród pobratymców tamtejszych i tutaj wszędzie szarpany, podskubywany, zewsząd obabrany tą bezmyślnością, która im służy, rozszwargotaną i chichotliwą. Morałów siklawą we mnie chlustają, plwając wokoło cuchnącym charkotem gruźliczych patosów. Na moją chwałę wszystko się obróci! Człek niespętany, nieposkromiony ekskomuniką czy karną ustawą, naganą gazety czy orderu chwałą — współżyję z epoką, którą sam kształtuję, szczwanym demokratom po prostu na przekór, zaś zadąsanej i rozbuchanej przyjaciół zgrai ku wiecznej żałobie.

— Hola! Na co, po co? Co to znaczy tworzyć? Tej funkcji nie ufam. Człowiek nie do tego. Mózg umie zaledwie składać, kombinować. Musi na pierwiastkach opierać się znanych, do celów praktycznych je przystosować i opiłować, a czasem tylko nieco ryzykować. Dlaczegóż twórczości używać przesady, skoro sprawa prosta i na kompilacji to wszystko polega, co stanowi nowość? Rolę jednostki w zadaniu spostrzegam, by z pracy gromadnej wartości wyławiać, upostaciować, nieco uprzystojnić i z powrotem tłumom na żer oddawać. To nie jest twórczość, lecz tenisowa dość nudna zabawa. Gromada play722 ryczy, a indywidualność ready723 stęka! Niebawem już może wszystkich was przekonam, że nie ma twórczości, że jest odbijanie, w dodatku dość żmudne, piłek umysłowych z garści do garści.

— Wulkan i ocean. Hiszpania — Brytania. To nasze kontrasty. Albo wybuchnę i wody twe zdławię, albo mnie zgasisz potopem twej nudy. Zbiorowość romańska sama z siebie formy obowiązującej i przymusowej w układzie wszechświata nie ustali nigdy. Musi podpalaczy mieć fajerwerków i dręczycieli w kształtowaniu sprawnych, czyli maniaków niesamowitych, mnie wielce podobnych. Z tęczowo barwnej, wirującej bani galijskich środowisk nikt na rozpłodek wyłowić nie zdoła romantycznych cacek, cebulek marzenia czy kwietnych pyłków. Tu musi samotnik sam z siebie dać kiełki na wszelki zarodek, jak bajki czarodziej, sam musi zarybić społeczny basen, który skądinąd jest aparatem zachwycającym i niezawodnym. Jednostki zlecenie zbiorowość wykona nieskazitelnie, przepysznie i dzielnie, po czym znów spoczywa kokieteryjnie, żądna dalszego, twórczego gwałcenia. Romańska produkcja — to romans dwupłciowy jest marzyciela czy rozpustnika z gromadą cnotliwą, u Anglosasów zaś rodzi kulturę — solidna społeczność i niemowlęta jednostce powierza na wychowanie, udoskonalenie lub rozwydrzenie. Z pomysłów jednostki żyje ma społeczność, a waszą jednostkę dzielna jej gromada w myśl swą przyodziewa. Różnicę wybijam, ażeby zaznaczyć, jak bardzo troskliwie o udział zabiegam wzoru dżentelmena anglosaskiego w moich plebejskich, meksykańskiego cowboja, wichrzeniach.

— Słyszysz, jak światówki724 skoczne z operetki ktoś wygwizduje?

— Tym lepiej dla nas. Pewność zyskujemy, że nikt nie szpukuje725. Wyznanie wiary czytałeś Newmana726? Jemu zawdzięczam, co obecnie czynię. Na tierra tamplada727 powojennej ery zakładam inspekta, niepodległej myśli sadzonki wlepiam, by religijne zeszły sentymenty. Wcale to nie będzie lekka krotochwila z sukcesem prawdy, której klatki trzeba, aby uwierzyć w nią chciała widownia, lecz borba728 szczera i wielki rwetes pod gołym niebem, bez nadprzyrodzonej łaski suflera. Massa Havemeyer! — prostacka afera o samoistnienie, o sens równowagi z prawdziwym człowiekiem, na wspólnej tratwie twórczego chcenia. I tu jest droga, na którą wstępuję — droga do Boga!...

— Zabraniec729 jesteś i wcale nie widzisz, jak z niemrawych nurtów coś wciąż się wychyla i podsłuchuje, czy skrada się ku nam.

— Do nory czmycha przyrzeczny padalec lub patroluje łódka celnika w poszukiwaniu premiowych procentów od kontrabandy. Zwierzeń mych końca cierpliwie dosłuchaj. Ja cię wtajemniczę, a ujrzysz światło na dalszą drogę o wiele pewniejsze od racjonalizmu ckliwego płomyka... Oparłszy człowieka o myśl niepodległą, o religijną miłość do wszechświata, metafizyczną zakończę imprezę pełnym akordem. Nie spocznę pierwej, aż mi się uda u ludzi rozdmuchać czy też rozpętać, a w razie potrzeby, jak cepak730 wykudlić731, wyfilutować732 jak jaki urwis, wygłupić733 jak żebrak, lub wyświergolić jak skoczne kusidło734, czy ostatecznie wręcz wyklamkować735... pokochanie Boga.

— Wstyd błędzić736 doprawdy, panie Dawidzie, tak zadufały737 same koszały...

Kompromis i wtajemniczenie

— A-to-tso powrócił z Onczidaradhe w samo południe...

— Co? Kiedy? Którędy?

— Powtarzam: dzisiaj jeszcze przed obiadem. Najkrótszą drogą, bo napowietrzną przybyli obaj...

— A kardynał Nino?

— Pozostał na wyspie, na „Zapomnienia” twojej własnej wyspie, w „Pałacu lodowym”. Miewa się dobrze, przesyła ukłony... Ja nie tęsknię za nim... jest mi niepotrzebny.

— Czyżby?... I co, i co jeszcze?

Evenement738 żadne nie zasługuje na wymienienie. Chyba drobiazg taki zbyt mało znaczny, a mianowicie, że pakt już zawarty i podpisany między naszymi powiernikami...

— Pakt? Kompromis marny. Przed rozegraniem sportowej zabawy!

— Sportem jest wszystko. Sportem być może walki poniechanie, sportem pojednanie, sportem rozpoznanie wszelkiej konieczności, sportem akt... wiary...

— Zbyt słabe mam serce, panie Dawidzie, do tak ryzykownych i wyczerpujących ćwiczeń zabawowych.

— Masz być Orgazem. Bronisz się zawzięcie, ale powoli wchodzisz w przeznaczenie, które przyroda nakłada na ciebie, dawszy ci twarz świętą. Rycerski jesteś i rolę weselną spełnisz do ostatka. Przez samą więc wdzięczność i przez łagodność, która we mnie mieszka, nie chcę okrucieństwa. Wyzywasz mnie wprawdzie przez upór, swawolę, lecz prawdziwe męstwo nie odpowiada na zbytki ryzyka. Regenerację Havemeyera na conde Orgaza przeprowadzę składnie, zgodliwie, pogodnie i dlatego właśnie za paktem jestem, który między nami zaskoki739 usuwa, przez co umożliwia, bym do twojej duszy wdrobił740 ulubienie741 szelestów wszechświata...

— Mój tułumbasie742! Niejednokrotnie stwierdzaliśmy obaj, żeśmy sprzeciwniki743. Do pantomimy mimo to staję, jako że przegrody wymurowane stanowią podnietę, niejako harcerską, do przeskakiwania. Bardzo mnie ciekawią wyniki działania na opak, na przekór samemu sobie. Szanowny zbawca nienasytny jednak i chciałby po prostu mnie zagrabusić744, wierzchować745 nade mną. Bronię się, jak mogę, bo nie umiem stchórzyć ani oczu wapnić746, gdy mocowanie o przekonanie podjąłem z kimkolwiek. O jakimś pakcie między świętoszkami dwoma przybocznymi wspomniałeś to-owo. Nie znam szczegółów i nie rozumiem dlaczego sadhus raportu winnego dotąd mi nie złożył, ale rozumiem, że pojednanie odmiennych celów, czy walne przymierze, jest niemożliwe. Tu przypominam, co mi na myśl wchodzi, sentencję Spinozy747 z Ethica, dzieła zapomnianego: „Quae res nihil commune inter se habent, earum una alterius causa esse non potest748. A tak się rzecz miewa z Przedśmiertnym Dancingiem i z lodowatą Wyspą Zapomnienia.

— Myli się waszeć! Sknarzyć749 nie zamierzam, lecz pragnę udobrzyć750 między nami zadry. Cel pański przyspólny moim zamiarom: obaj wykaraskać musimy kulturę, która w powojenne zapadłszy wertepy, cierpli na rupturę751, nędzny ma trawieniec752 i przestrzelone wszystkie cztery łapy. Dancing czy wyspa — to tylko figury nieco odmienne tej samej ochoty. Można więc spróbować, czy ten wartogłowiec753 (na myśli mam dancing) nie chciałby się wklepać w wyspę biadolącą (twój pałac lodowy!) oraz czy ożenek konstrukcji myślowych pożycie stworzy trwałe i wzorowe? Dancing w związki wejdzie z rozpędem jurnym, wyobraźniowym, a więc i rozpłodnym, wyspa natomiast z posagiem godnym (własny dach nad głową, pełna niezależność, wierni poddani, olbrzymia flota, chmara samolotów, zalotne galerie, a nade wszystko pierwszorzędny sprycik). Przebudowa mózgów przez myśli spłodzone w mariażu wytwornym i w rodzinnym cieple. Prawdziwa kołyska dla noworodka cywilizacji wielkoksiążęcej, twórczości kosmicznej i religijnej. Jeżeli już mamy borykać się ze sobą, to chyba w małżeństwie, jako przystoi na amerykańskie, pierwszorzędne firmy. Wesele Orgaza przemienić się może we wszechświatowe, huczne weselisko. Po przedstawieniu Tańca trzech uśmiechów wyruszym gremialnie z całym inwentarzem, lądami, morzem, powietrzem, pod ziemią w strefy lodowe, by uruchomić wspólny nasz biznes metafizyczny...

— Jak to? W te zaświaty mają zdążać ludzie?

— Za myśli wędrówką wędrówka narodów. Ruch, ożywienie, pątników wyprawy, kosmosu mikroby wirujące wszędzie. Fantastyczne zyski, zwłaszcza przewozowe taryfy bajeczne! Złożym towarzystwo: nieprześcignione a latające nasze cygara i śmigające pod wodą pijawki, łodzie pneumatyczne, psychiczne pocztówki. Ucisk gwałtowny na biegun północny konfigurację Ziemi odmieni, złagodzi klimat, niedźwiedzie białe i foki sumiaste wnet uspołeczni. Natłok szczegółów zgrabnie ujmuje prawnicza osnowa wspomnianej umowy.

— Wątpię, czy pielgrzymi nieznanym rozrywkom nosów odmrożenie, zupełnie pewne, poświęcić zechcą...

— Program ogłosimy. Najsamprzód w Dancingu wtajemniczenie przez tańcowanie i przez pantomimy, po czym pałacowe i przymusowe klecenie pomysłów w dobroci puszystej lub iglastej złości. Onczidaradhe zaimponował dyplomatycznie doskonałym gestem, przystosowanym do wkorzenionej w kosmiczną wiarę chińskiej racji stanu. Traktat podpiszę pod jednym warunkiem.

— Miałbym ich więcej.

— Wyćwiery754 zapewne. Ja otrzeźwione postawię pytanie, a pan odpowie.

— Ja także jedno mam zapytanie i słyszeć chcę pierwszy Dawida rękojmię.

— Uwziątki755 nie znam, w kości grać nie umiem, pierwszeństwo gościa skwapliwie szanuję, przeto już słucham.

— Przez prostą ciekawość rad bym się dowiedzieć, co by pan powiedział, gdybym za cenę wtajemniczenia najpotulniejszego i podpisania cudackiej umowy, pannę Ewarystę zażądał dla siebie?

— Oferta spóźniona. Będzie turbunek756. Nie dalej, jak dzisiaj o Ewarysty rękę poprosił mistrz Podrygałow.

— Ten ścigacz757, ten szudrak758?

— Zachciwniś759 z pana, panie Havemeyer! Misterium moje dużo na tym zyska, gdy balerina wraz z baletmistrzem stworzą jedno stadło. Podrygałow wdowiec, jest ojcem dzieciom, w dancingu potrzebnym, a dogorywa Prakseda niania. Sprawa przesądzona. Prawie równocześnie z rokowaniami naszymi tutaj, w szpitalnej celi zrękowinową760 ucztę wydaje ukraińska dziewka dla swego pana i jego bachorów, dla narzeczonej i dla Omara. Zamknięte kółko. Nas nie proszono, jakkolwiek rachunek ja muszę wyrównać. Policzą za świństwo bajońskie sumy. Wyobraź pan sobie, jak menu opiewa: barszcz białoruski, tutejsze salami i ryż ze śmietaną. Kaukaskie wino. Miserere761 pewne.

— O księcia się boję, zbyt wydelikacony, Żeby czerwonka ich wszystkich porwała, prócz dziewicy drogiej. Za wszelką cenę musisz unicestwić tę dziką chimerę. Nigdy nie pozwolę. Cud Ewarysta i ten pokraka, ten wypłosz762, ten urwa763! Każdy musi zdudzieć764, ujrzawszy tę parę! By wszelką niejasność natychmiast usunąć, oświadczam wyraźnie, że ja z Ewarystą muszę się ożenić i to zaraz jutro.

— Powoli, ostrożnie. Łożnica rozkoszna oczekiwała hrabiego Orgaza tuż po wykonaniu ślubnego tańca. Sam nie chciał i zwodził, aż się doigrał...

— Wszystko mi jedno. Jeśli w pantomimie stanąć mam jak rycerz myślowo dzielny i świętobliwy, to zapowiadam, że oblubienica i tanecznica skobiecić się765 nie śmie z żadnym innym samcem. Dalej, że warunkiem wtajemniczenia mojego w Orgaza jest Yetmeyera gwarancja pisemna, zabezpieczająca me wyłączne prawo, jako małżonka panny Ewarysty. Dixi!766

— Od początku chciałem. Szkowrozić767 wolał nasz kolekcjoner i ślabać768 gębą. A teraz truda769. Świeżą parę rozbić? Gniew Rosjanina nieocenionego na siebie ściągnąć? Pantomima stanie. Niebezpieczeństwo i cena zbyt droga. Mógłbym się podjąć takiego szaleństwa również pod warunkiem...

— Jakże męczące podłaziny770 twoje! Czołgasz się jak wąchacz771!

— A więc pod warunkiem, który precyzuję: Na pytanie twoje, czysto erotyczne, epikurejskie772, ja z konieczności, niby talmudysta, pytaniem odpowiem, metafizycznym, ojcowskim, praludzkim. Sam w oświadczeniu zgotujesz los sobie.

— Pod brodę sadlistą773 raz uwiąż śliniaczek i przestań wątczyć774. Wymiętoś pytanie!

— Dobrze ci poganiać. Rozklapić775 umiałeś twoje czaple nogi i dumasz wygodnie, gdy twój towarzysz ledwie ustać może. Otóż proszę pana... Jakby to powiedzieć... Był ongi Orgaz. Rycerz kościoła, myśli katolickiej. Cały się wkołysał w poszept tej świętości i cały puklerzem jej się opancerzył. Nakrył sobą wiarę, po czym od tej wiary jednym susem wdzięcznym odbił się jak orzeł z wyniosłej chojny776 i do nieba wstąpił. Cytujesz Spinozę. Propositio777 ósma tej samej księgi, którąś ty powołał, opiewa dosłownie: „Omnis substantia est necessario infinita778. Orgaz się nie skończył. Z tej samej materii Hevemeyer powstał, jako ciąg dalszy. Dowód jest na twarzy. Kosmiczna logika zapędza obecnie kolekcjonera, by powrócić raczył do swojej pierwotnej, rycerskiej treści. Ja się upominam o prawo substancji. Substancja wędruje, często się przebiera, przez wieki grasuje, w nich się deformuje, ale nie zatraca sensu swojej treści. Zostaje jej wyraz niezmienny, istotny. Substancja twoja to własność Orgaza. Więc cechy twoje i pomyślenia pochodzą wszystkie z właściwości jego. Podstawa spoina psychiczna, mózgowa i atomiczna, zapaskudzona przez wieków namuły. A Orgaz wierzył!...

— Co robił Orgaz? Pożycz mi zapałki. Kapuśniaczek siąpi, zagasił mi fajkę.

— Orgaz w Boga wierzył!...

— Kowerkotowe779 palta są marne w ostatnich czasach. Fason głupawy, mydlinowa barwa, nie odpierają deszczowej napaści, lecz ślęgną780 jak gąbka.

— Oddaj cesarzowi, co jest cesarskie. Kupiec firmowy i głośny miliarder dług musi spłacić swemu protoplaście. Dług podstawowy, wynikający z nieracjonalnej uczuć gospodarki. Wnieść trzeba opłatę na amortyzację długów kosmicznych. Zwróć Orgazowi, co Orgazowe!

— Mógłbyś raz wreszcie wyrzypić781 pytanie, o które chodzi, miast głosić kazanie biblijno-bankowe, finansujące drobnomieszczańską uczciwość, dość rzadką.

— Bacon782 w rozprawie wybitnie gładkiej, tytułem upstrzonej: De la Dignite et de l’Accroissement des Sciences783 stwierdza wyraźnie: „La prolongation de l’expérience peut avoir lieu de deux maniéres: par répétition ou par extension784. Ja, który ciebie, dostojny gościu, bez przerwy doświadczam, chętnie poniecham maniery drugiej, czyli rozszerzenia umizgów do pana na okrucieństwo, co kardynał Nino bezwzględnie zaleca i poprzestanę na repetycji arcyślamazarnej, innymi słowy: na wbijaniu ćwieków do głowy upartej, ale dbam o pewność, że głowa nie spadnie, nie straci kierunku, że siedzi mocno na wierzącym kręgu...

— Tezy, hipotezy, literatura, naukowe sztuczki. Ja nadsłuchuję, czy wynurzenie o Ewaryście jakie nie padnie.

— Na ślubnym kobiercu, podczas pantomimy przy tobie stanie i już nie odejdzie, jak długo sam zechcesz. Ale dziewicę poślubić może i uwieść ze sobą w życie zmarszczone i nadszczerbione jedynie ten Orgaz, który jest czysty i rzeczywisty, Orgaz, który wierzy w istnienie Boga!

— W najbliższych dniach bankiet zaręczynowy wydam w barwach prerii. Chcę zapowiedzieć związek oficjalnie, by wkoło padł postrach na konkurentów ewentualnych. Mężczyźni wszyscy na tym przyjęciu muszą oślepnąć. W tym celu na oczy tych spozieraczów założę opaski gumowe, wlepne785, by mojej rozkoszy nikt nie mógł zgwałcić spojrzeniem chwackim.

— Przedtem jednak trzeba być kawalerem, przysposobionym do służby Boskiej, czyli Orgazem godnym ubóstwionej i kompanionem imprezy mojej. Orgaz wierzy w Boga, i Ewarysta, i ja sam wierzę...

— No i cóż z tego? Pytania nie słyszę, pytania nie stawiasz a ściuchajdy786 same na konserwy składasz w ugrzecznioną puszkę mej cierpliwości, gdzie same skwaszone kłębią się niesmaczki.

— Kongres się zbliża. Międzynarodowe, społeczne niesnaski wyzyskać muszę na rzecz propagandy religijnych orgii. Nie mogę już dalej odsuwać terminu. Czeka pantomima, czeka Wesele i Ewarysta. A Orgaza nie ma. Ciągle jeszcze nie ma. Do Orgaza aktor przysposobiony i uzbrojony w pogotowiu stoi. Dotąd wcale nie wie, gdzie Orgaz istnienie swoje zaczyna. Na wiary ściernisku bosymi stopami twardo stanąć trzeba. Pytam wobec tego:...

— Czuję, że zadnice787 obie przemoczyłem.

Zbawca papulaty788 i czerwieniaty789 naćmyrał się790 zbytnio, jest rozkiwany, tępta791 nogami odrewniałymi od niedogody, jak kępiak792 na wydmie obwiesił konary sczuchranej zadumy. Rdzawe zapytanie, jak zdradliwy chechłak793, w garści ukrywa, by je wprost w serce Orgaza-ciaracha794 wrzepić lada chwila. Na twarzy wybrańca inactwa795 dogląda i hatłamajki796 z duszy mu wygania. W kałużę wstąpił, w której piłowiny797 wielkiego gadania o wtajemniczeniu powoli toną pożółkłe, spienione. Cały upaciany, Mr Yetmeyer dychawiczną czkawką stawia pytanie:

— W jedynego Boga, w Boga-myśl-początek, w Boga-ukochanie, w Boga-stworzyciela, twe źródło, twe ujście... wierzysz, Havemeyer?