Zwycięstwo latającego żółwia
Gdzieś ktoś komendy nie zrozumiał wcale i do latawców celując, pudłuje. Niektórzy wrzeszczą, by się opamiętał, lecz on tak trafnie pojął zadanie, iż tym namiętniej problem rozwiązuje. Do Albatrosa przyczepił się sprawnie i bombarduje. W końcu zadrasnął mu prawe skrzydło. Wnet majestatycznie żałobny ptak spływa na rzeki pieluchy, na falach osiada i piersią łabędzią prując tłuste nurty, bez zatrzymania w dalszą drogę sunie. Podziw wywołał i otrzeźwienie. Wszyscy uznają, że aparat cudne ma właściwości błotnego ptaka, cyranki, derkacza. Lata i pływa, pływa i lata. Jest oczywistym nawet dla postronnych, że szanse zwycięstwa w wysokim stopniu typ wodnopłatowca pływakowego dzierży i ustala.
Na miejsce pamiętne, gdzie samolot dzielny o rzeki polewę otarł ranne skrzydło, już przybył z dancingu jakiś augur967 rzymski, pontifex968 uczony w starodawnych tekstach i przepowiada religijną przyszłość z widocznych oznak. Rozkosznie gada ten szczwany haruspex969. Ex avibus970 swoje wywodzi auspicja971 i w signum de coelo972 zmyślnie układa: „Ofiary konieczne przy ciągłej wymianie pomiędzy niebem i pomiędzy ziemią niebawem ustaną. Dalszych mąk ludzkich nie będzie już trzeba, gdyż mózg myślący na stałe pojmie, że wycieczka w niebo o wiele pewniejsza od zbyt dufnego kroczenia po ziemi”. Dwóch widzów, ukrytych za ladą grocernii973, opodal wciąż chicha i szelmowskim szeptem przedrzeźnia wróżbę. Rosenzweig z Łucka, szczeciny eksporter do państwa Sowdepii, twierdzi o proroku, że dostał łapówkę od firmy angielskiej Armstrong et Widworth, by wszystkie zjawiska interpretował ekstraawiatycznie, natomiast importer jaj do Wrocławia, Hans Obergauner, coś przebąkuje o honorarium prawie bajecznym, jakie szalbierzom metafizyczni przyznali uczeni spod znaku Bergsona974 czy Wartenberga975.
Lecz w każdym razie popłoch już stężał, rumor oniemiał, a ludek pobożny znów wyanielał. Budy ratunkowe zabitych i rannych odwiozły do miasta, policja nakryła lufy rozpalone, muzyka marsze ponownie zagrała i kondukt dalej ku dworcowi sunie. Syjamu delegat dawno wylądował pod samą stacją i w zamoczonym poszedł garniturze na posiedzenie komitetu sędziów.
I rzeczywiście Albatros zwyciężył. Ostatni przybył, nie przystanąwszy ani na chwilę. Niemal równocześnie z najmłodszą trumienką nadleciał Laśkiewicz i pośród dzikich nieznaną Polskę rozpropagował. Ten dzielny młodzieniec narodowi swemu stworzył podwaliny do kolonialnej, pomyślnej ekspansji, albowiem umysły na wskroś barbarzyńskie, oporne, niechętne dla rządu jego pragnień nieśmiałych, dobrze usposobił.
Gdy pociąg żałobny odjechał wreszcie i gdy nagrody już rozsądzono za lotną powolność, w powrotną drogę karawaniarską wyrusza trzynastka. Tym razem sieje z obłoków odezwy. Pronunciamento drugie z kolei w ciągu jednej doby. Jest to zaproszenie na walny kongres o godzinie piątej w podwórcu dancingu. Tysiąc delegatów wejdzie do wnętrza, a reszta zaleje ulice i skwery w pobliżu „Posady”. W dwóch załącznikach są wyjaśnienia przedkongresowych wydarzeń głównych.
Dossier976 zawiera komentarz lojalny do korespondencji dyplomatycznej z władzami polskimi. Warszawa poprzednio, jako delegatów swych religijnych, pragnęła wysłać mężów czcigodnych, lecz nieodpowiednich, bo zbyt wyznaniowych. Arcybiskup Ormian, infułat977 unicki, superintendent i rabin naczelny ze sobą zarzewie obrządkowych sporów do obrad spokojnych, wbrew woli najlepszej, wnieść by musieli. Wymiana depesz ustaliła wreszcie, że wcale nie chodzi o ludzi pobożnych, ani o kapłanów bardzo wielebnych, lecz o religiologów. Wyznaczony został elektrotechnik z firmy Siemensa i radca prawny z opieki społecznej. Ci dwaj prywatni badacze wieczności utknęli w drodze, a mianowicie o antysejmowy spisek podejrzani w ostatniej chwili, na pograniczu, zostali wstrzymani. Na koniec dzisiaj, po dwustu notach, uwierzytelniające papiery wręczyli trzej przedstawiciele krainy Lecha: główny referent komisji celnej (fachowiec wybitny w ustalaniu szybkim astronomicznych mnożników rządowych), właściciel wzorowej lecznicy zwierząt (igranie ze śmiercią pacjentów swoich doprowadzić zdołał do wirtuozostwa, do nieprawdopodobnej techniki żonglerskiej) i maszynista pociągów kurierskich (zobojętnienie wobec przestrzeni wyrobił sobie przez zastosowanie tezy romantycznej: jedźmy, nikt nie woła!).
Piętno historyczne posiada również stosunek do Francji. Tam sprawę dancingu, jako ambasador, prowadził Majcherek, hrabia i filozof, mąż stanu dzielny i pomysłowy. Zgrabnym pociągnięciem od razu wskórał, że cała transakcja Havemeyera, czyli nabycie Wyspy Zapomnienia, została protestem rządu francuskiego unicestwiona. Lecz kolekcjoner fait accompli978 stworzył i wśród lodów osiadł, jak u siebie w domu. Dla utrzymania właściwej powagi gabinet paryski nie poddał się faktom złej samowoli, lecz notę siarczystą kropnął do mocarstw oraz do krnąbrnego pana miliardera z żądaniem ostrym, by przedsięwzięcie podbiegunowe wnet zlikwidował, albowiem w wypadku dalszego sporu interwencja zbrojna wymusi posłuch. Tymczasem jednak ważna ewolucja zaszła w stosunku Havemeyera do Yetmeyera, gdyż dotychczasowi antagoniści, czy konkurenci, spisali ugodę. W tej fazie nowej dumny magnat polski dyrektyw koniecznych dancingowego podsekretarza dla spraw zagranicznych, A-to-tso papieża, uwzględnić nie chciał i kursu ostrego swych mocodawców złagodzić nie zdołał. Dlatego tylko trwa dotąd jeszcze nieprzejednana i czysto formalna postawa Paryża. Pan poseł-hrabia Yetmeyerowi dymisję przesłał, a tuż niemal po miej pociągiem osobnym pognał do Toledo, gdzie wprost fanatyczną zajął postawę przeciw kompromisom w sprawach religijnych. Chyba już samo zebranie walne przedstawicieli uczuć religijnych rozstrzygnąć zechce przez głosowanie, jak konflikt z hrabią trzeba załatwić i na czyj ciężar wpisać należy koszt, tak haniebny, luksusowego ekstrapociągu.
Biuletyn zamyka porządek obrad na popołudnie. Najogólniejszy:
1. Kongresu otwarcie, czyli zagajenie.
2. Deliberacje Panów Delegatów, w liczbie i w czasie ograniczone, ściśle do tematów przystosowane, a więc na przykład: twórczość religijna, nieco o wibracjach uczuć religijnych w międzynarodowych, tajemnych układach, uprzemysłowienie pojęć religijnych, państwo religijne a umysłowe, religioskopia, o satanizmie, czyli zwyrodnieniu, czysto seksualnym, metafizycznych potrzeb naturalnych, oraz t. p.
3. Grynderski979 interes, czyli założenie akcyjnej spółki do uruchomienia największych na świecie „proreligijnych, prokulturalnych i prohistorycznych, wytwórczych zakładów” na lodowatej zapomnienia wyspie, z aportem980 dancingu.
4. Wybór komisji nieustających do uruchomienia ziemskiego globu na drogach kosmicznych i do zwalczenia zastoju w historii świadomie twórczej.
5. Szereg rezolucji do Pana Boga.
6. Nagłe wnioski członków.
7. Zamknięcie zjazdu: Symfoniczny koncert, a mianowicie:
a) Niedokończona symfonia Schuberta
b) Serenada Mozarta
c) Concerto grosso Haendla.
Od obrad poczęcia do dnia następnego około północy, czyli do czasu, kiedy się rozegra Wesele Orgaza w „Dancingu Przedśmiertnym”, post obowiązuje, surowy, bezwzględny, każdego i wszystkich. Ani kropli wody do ust wziąć nie wolno. Na widowisko pantomimowe trzeba zawlec ciała zmartwiałe i zwiędłe, by nie przeszkadzały w podpalaniu myśli do zrozumienia wiedzy niedostępnej. Wyjątek z reguły tej, obostrzonej dozorem czujnym, stanowić będzie stu delegatów, wsławionych i znanych pionierów religii, o uczuć wieczystych przeszłości niezłomnej, żarłocznej i płodnej, wiarusów bez skazy, a założycieli wspomnianej „Spółki Wytwórczych Zakładów na Wyspie Północnej”. Ta gwardia żelazna, mniej więcej po jednym z każdej deputacji, zaraz po kongresie, na dancingu dachu w podkowę zasiądzie i udział przyjmie w bankiecie wytwornym, który dla nich wyda Mr Havemeyer ku upamiętnieniu podwójnego paktu: zbawczego z Dawidem, głównym konkurentem, i ryzykownie przyjemnościowego, może małżeńskiego, z baletu gwiazdą... donną Ewarystą.
Kongresowego dnia następnego, czyli postnego, ściśle o godzinie dwudziestej trzeciej, historyczny pokaz Wesela Orgaza z tańcem trzech uśmiechów.
W dniu zaś ostatnim zebrania szumnego opuścić należy gościnne Toledo. Obowiązkowo i bez wykrętów czy zgubnych protekcji. Karnie, przykładnie, uprzejmie, wzorowo. Najpóźniej jednak do godziny szóstej, czyli osiemnastej. Kto nie usłucha, przemocą zostanie z miasta wysiedlony. Taka jest umowa dancingu dyrekcji z władzami miejskimi. Trzeba się poddać, choćby miłość wielka do praktyk kosmicznych miotała się w piersiach. Czas wkrótce nadejdzie, kiedy upojeń pantomimowych i dancingowych dozna, kto zechce, bez europejskich, tępych ograniczeń, już na suwerennie kosmicznym terenie, z dala od zgiełku matołów potężnych, z dala od spisku reptiliów981 żarłocznych, od wgapionego w samego siebie mobu982 powszechnego, z dala od wrzasku wołów nabrzmiałych wolą narodu, od nudnej posuchy rozumów praktycznych, od inteligenckiego, a bezczelnego, zdechlactwa mdłego... Wkrótce już, kto zechce, będzie mógł zamieszkać na obiecanej, uświęconej ziemi, u podnóża zorzy zawsze północnej, za mgłami, wśród lodów, na błogosławionej Wyspie Zapomnienia, gdzie się pochowa dzisiejszej kultury zdechłego chochoła... Kto zechce, z Bogiem... dla Boga... Bogu... Wkrótce bez wątpienia, każdy, kto może i kto zrozumie, z dzisiejszego świata bezmyślnych rozłogów, czym prędzej przemknie, do oziębłego, ale udzielnego i nietykalnego, księstewka Bożego...