Manitou przeciw „Padlinie Cuchnącej”
Indianom wszystkim podczas pogrzebu, nad aeroplanami, Duch się objawił, świata wielkorządca, z pawimi piórami tkwiącymi we włosach na kark spływających, bujnych, granatowych, z oczodołami zionącymi ogniem, jak tramp983 w prawicy dzierżący rewolwer siedmiostrzałowy, repetierowy984, a w lewej garści nóż obnażony do zdzierania skóry z każdej wrogiej głowy. Spodnie wystrzępione, sflażone985 u dołu, brudne, bose nogi... A był siarowy986 ten Manitou... Jak jaguar kroczył ostrożnie, na palcach, po bawełnianych, skudlonych obłokach. Widocznie się czaił, gdzieś przeciw komuś... Dosyć ma nieba i rezerwację987 tę nadto rozległą, a wielce bezludną, odważnie opuścił. Chce zapolować na ziemskich pampasach, na zdrady padole i z teraźniejszym spotkać się człowiekiem, który zwierz najgorszy. Przeciwko niemu tak się uzbroił, przeciw rabusiowi, który jest podły, gdy głód mu doskwiera, a gdy się obucha... jeszcze jest podlejszy, zgrywa bohatera i pyszałkowate androny rzędoli988. Manitou kroczy, Manitou się skrada od strony fortu, zapewne od Rice albo od Yates! Człowiekowi biada! Niezwykła zasadzka nieśmiertelności przeciw doczesności, nie jakaś wyprawa... ziemska, zawadiacka, po skórki bobrowe, po żony czy konie, lecz wyraźne ślady niebiańskiego gniewu i wybuchu wojny, wyryte na ziemi... Manitou wyruszył z swojej rezerwacji! Biada człowiekowi! Manitou brodę opuścił srebrzystą, niby tillandsia989, po same kolana, czyli się zamyślił, zanim cios śmiertelny w brzuch, czy pod łopatkę, człowiekowi wrzepi... Zmierzch na myślenie człowiecze opada od nadąsania Wielkiego Ducha i od Jego brody. Lecz nie wypada, by z wojowników walecznych, wsławionych, choć jeden się cofnął przed wyzwaniem Boga. Na bój ludzi zwołał Manitou wszechmocny, na krwawą przeprawę i beznadziejną, więc każdy wojownik dzielnie wystąpi i bronić się będzie do upadłego, choć rozumie każdy, że zginąć musi, że się nie wymknie, że Wszechmocnemu skalpów przysporzy i ścierwem będzie... Wojna Boga z ludźmi i człowieka z Bogiem...
Na Zocodover golasów czereda wdarła się czerwona. Pal w ziemię wbiła tuż przy kumoszkach, które po raz pierwszy w życiu oniemiały i głowy ze strachu do koszów wtuliły ze szparagami czy karczochami. Zziajana wataha ognisko wznieciła i starym, końskim podsyca je łajnem. „Cuchnąca Padlina”, wódz Siuksów naczelny, wnuk Sitting Bulla („Siedzącego Byka”) czerwonoskórym wręcz zapowiedział:
— Myśmy nie chcieli zbrojnej wyprawy, bo my Ducha czcimy, ale Duch gada i wymachuje strzelającym kijem, więc my nie tchórze i przeciw Manitou z miejsca wyruszymy, by nas zabijał jednego po drugim. Najprawdopodobniej On nas potrzebuje na innej dolinie, nie na tej ziemi...
I wkoło pala, niemal przylepieni do krzaków płomieni, swój opętańczy, czy bohaterski, ghost dance990 rozpoczęli.
A pośród widzów, wciskających obręcz rdzewiejących spojrzeń na natłuszczone, fikające ciała, natchnionych nabi991 mnóstwo się wałęsa, którzy niewiernych na eschatologię Ezechielowską992 szeptem nawracają. Jest soferim993 kilku, którzy objaśnienia do ciemnych wywodów Starego Zakonu994 na kartkach rozdają, zaś w ślad za nimi ekstatycy perscy, prawowierni i sufi995, dziwy rozgłaszają i muezinów996, sury997 Koranu natrętnie skrzeczących, na bok spychają. Pokątna, dorywcza ta agitacja, czysto wyznaniowa, jest zabroniona, i dancingowej nie ma aprobaty. Sprytni sorbeteros998 zwąchali nastrój przeciwny prawu i mimo postu dulces999 roznoszą i potrząsają pstrymi dzbanami, w których sprzedają refresco de fresa, czyli mrożony napój z truskawkami.
Tymczasem ulewa, z krupami-jagłami i z przekornym gradem, spiskującą gawiedź spłukała z rynku, na kongres przegnała.