Świat duchowy Podhalan
Strzygi174, upiory, wiłkołaki, boginki175, dziwożony176
Winienem pośrednictwu pani Tetmajerowej ważne dzisiaj posiedzenie ze starą Góralką. Przedmiotem głównym naszej rozmowy był świat nadzmysłowy Podhalan. Słyszałem już o tym niemało z różnych stron. Stara Plewina177 wzbogaciła znacznie zapas moich wiadomości. Gdybyż jeszcze chciała była wypowiedzieć wszystko, co wie... Ale widziałem, że nie śmiała otworzyć się do dna, na co zresztą trzeba być przygotowanym z tymi ludźmi, a to z naszej winy. Niełatwo nam zetrzeć z czoła tę plamę kainową za zabijanie rozumem ducha. My nie wiemy o niej, ale lud ją widzi i żebyś nie wiedzieć co robił, ma się przed tobą na baczności jak przed wężem. Wiele, wiele potrzeba, aby ci się zupełnie powierzył. Wszakże znalazłem moją Góralkę mniej zamkniętą, niźlim się spodziewał, i w istocie rozmawiałem z nią w tak dobrej wierze, z powagą tak odpowiednią do przedmiotu rozmowy, że musiała to czuć i widzieć.
Z podobną przeto szczerością opowiedziała mi przykład z własnego swego życia, dowodzący istnienia złośliwych duchów zwanych strzygami. Była wówczas młodą jeszcze dziewczyną; jednej nocy poczuła przez sen boleść ręki jakby od ukąszenia. Ocknęła się natychmiast i poczuła coś obok siebie. Nie mogła widzieć z powodu ciemności mocnej, ale strach ten zdawał się jej mieć postać ludzką. Zniknął, skoro się zbudziła, zostawił tylko na jej ręku ślad zębów jakby ludzkich, który nazajutrz za dnia zobaczyła i nosiła przez dni kilka. Szczęście jej, że się obudziła, bo strzyga dusi ludzi jak upiór albo ich zabija wysysaniem krwi, podobnie jak upiór. Strzygi, strzygonie są więc rodzajem duchów złośliwych, nocnych, mających pokrewieństwo z upiorami. Może nawet są tym samym, tylko pod inną nazwą. Nie mogę przynajmniej pochwycić, w zbyt ogólnym opisywaniu, charakterystycznych rysów, im tylko właściwych.
Upiory grają i na Podhalu tę samą krwawą rolę co w całej Słowiańszczyźnie. Straszna ich sława uwalnia mnie od przytaczania, co tutaj o nich słyszę. Nie chcę powtarzać rzeczy powszechnie wiadomych.
Do tego plemienia należą jeszcze wilkołaki. Wilkołak jest to człowiek żyjący, ale pod przekleństwem, które go zmusza niekiedy przeobrażać się w wilka i w tej postaci zło wyrządzać. Jest to mocniejsze od jego woli ludzkiej, jest to kara, przekleństwo za jakąś zbrodnię, stan pokuty najcięższy, bo jeszcze bardziej pogarsza dolę człowieka. Znałem na Ukrainie młynarza; był to starzec, rządny gospodarz, człowiek uczciwy, ale w mniemaniu swoich sąsiadów uchodził za wilkołaka. Mówiono o tym z pewnym politowaniem dla niego, jak o nieszczęściu fatalnym, ale zarazem bano się go. Wilkołak jest także powszechnie znany w naszym kraju, ale nie wszystkim zapewne wiadomo, jakim sposobem człowiek-wilkołak przemienia się w wilka. Oto po prostu, ile razy napada go ta konieczność, wychodzi na pień zrąbanego drzewa, robi koziołka na ziemię i powstaje jako wilk. To samo robi, kiedy ma wrócić do ludzkiej postaci.
Wilkołak jest jedną ze złych istot najbardziej szkodliwych. Niszczy bydło, atakuje ludzi. Jest to niejako wyższy stopień wściekłego wilka, dlatego rzuca wielki postrach na swoją okolicę; sprawa z nim trudniejsza jak z wilkiem zwyczajnym.
Inne jest plemię, różne od wymienionych dopiero złośliwych duchów, plemię boginek. Boginkę można uważać za to samo, co francuska fée178. Jest ona pokrewna rusałkom, ondynom179 i im podobnym. Mówiąc nawiasem, ta nazwa bardzo mi się podoba i najlepiej według mnie odpowiada francuskiej nazwie fée.
Boginki Górali zaludniają lasy, wody, góry, jak starożytne greckie nimfy i driady180. Postacie ich są fantastyczne i wdzięczne. Trwożą one ludzi, zwodzą, wyrządzają psoty; za to niekiedy sprzyjają im, służą w dobrym usposobieniu. Mało albo nic nie różnią się pod tym względem od ludzi. Jednym słowem, mają te same przymioty co ich krewne w innych krainach. Nie mam szczegółów, które by mi posłużyły do bardziej wyrazistego ich opisu.
Najobszerniej rozpowiadają tu o dziwożonach. Jest to także ród istot nadprzyrodzonych, utwór zdaje się Górali i im samym tylko właściwy.
Jak rusałki — lubo istoty złośliwe, są jednak przez formę swoją wietrzne, piękne, wabiące, w harmonii z przyrodzoną sobie ziemią — tak dziwożony mają rysy charakterystyczne, odpowiednie większej surowości i dzikości ojczystej okolicy. Całe ciało niezwykle kosmate, włos głowy długi, rozpuszczony, piersi nadzwyczajnej wielkości, na głowie czerwona czapeczka z gałązką paproci. Ulubionym ich pożywieniem jest jakieś ziółko zwane słodyczką181.
Dziwożony najstraszniejsze były matkom, ponieważ porywały im dzieci. Dlatego czatowały przy chatach położnic i skoro znalazły albo dziecię samo, albo chociażby matkę, ale bez mężczyzny w domu, brały niemowlę, a na jego miejscu zostawiały swoje dzieci, które są zazwyczaj krzykliwe, złe i bardzo brzydkie — jednym słowem rodzaj wyrodka. Wszakże można odzyskać porwane dziecię następującym sposobem: skrzywdzona matka wynosi podrzutka na śmietnik, smaga go rózgą, wyrzuca ze skorupki jaja i woła: „Odbierz swoje, oddaj moje!”. Dziwożona, tknięta w macierzyńskie uczucie płaczem bitego dziecka, odnosi po kryjomu porwane dziecię, a swoje na powrót zabiera.
Dziewczyny, nawet dorosłe, nie były od nich bezpieczne. Trafiały się częste wypadki porywania ich przez dziwożony.
W podobnym rodzaju opowiadano mi następną powiastkę miejscową. Jednego dnia zniknęła nagle z Łopusznej młoda i ładna dziewczyna. Gdzie i w jaki sposób? Żadnego nie było śladu. Długi już czas upłynął od tego zniknięcia, kiedy jeden z mieszkańców Łopusznej, zaprowadzony jakąś potrzebą w głębię gór łopuszańskich, ujrzał obok jednego potoku, wśród największej dziczy, dziewczynę piorącą bieliznę. Zbliżył się i poznał zaginioną. Ta poznała go również, opowiadała, że ją dziwożony porwały, i w końcu błagała, aby ją z rąk ich wybawił. Góral chętnie się do tego przychylił, a ponieważ pora obecna nie była po temu, umówiono więc pewien dzień, w którym ona znowu prać tu przyjdzie, a Góral przyjedzie konno. Góral dotrzymał umowy, przyjechał w dzień naznaczony, znalazł dziewczynę, posadził ją na konia i ruszył ku wsi. Ale dziwożony spostrzegły to i puściły się w pogoń takim pędem, że już, już dościgały uciekających. Było to właśnie wśród łąk, na których gdzieniegdzie rosły gromadami kwiatki, dzwonkami zwane. Dziewczyna, widząc niebezpieczeństwo, krzyknęła do towarzysza: „Trzymaj się dzwonków!”. Góral usłuchał i kierował ciągle konia między dzwonkami, do których dziwożony, przez jakąś tajemniczą własność tego kwiatu, przystąpić nie mogły. Kiedy więc musiały kołować, przez ten czas uciekający, mając drogę prostszą, wymknęli się z dziczy i do wsi dobiegli.
Dziwożony, podobnie jak rusałki, śmiałe są tylko z kobietami, lękają się mężczyzn. Zdarzyło się raz, że Góral zdybał dziwożonę w swojej rzepie182, po prostu na kradzieży. Dziwożona zdołała się wymknąć, ale została w ręku Górala jej czapeczka. Nieboga przybiegła w wieczór pod jego okna i śpiewała żałośnie:
Chłopeczku, chłopeczku wróć moją czapeczkę
Nie będę już chodzić na twoją rzepeczkę.
I tak go błagała, dopóki jej nie oddał zdartej czapeczki.
Dziwożony miały zapewne i mężów, ponieważ miewały dzieci, ale tego szczegółu rozjaśnić sobie nie mogę, nic o tym dotąd nie słyszałem.
Nie wiem, jaka była obszerność ich terytorium — czy obejmowała całe Podhale, czy jego część pewną. To tylko jest niewątpliwe, że dziwożony pomieszkiwały w okolicach Łopusznej. Pokazywano mi pieczarę, gdzie przed laty miało być ich główne siedlisko. Leży ona w urwistym boku Małej Góry, na polach Łopusznej, nad potokiem zwanym Łopuszanką. Otwór pieczary zawalony jest dzisiaj takimi głazami, że potrzeba ciężkiej i długiej pracy, aby go oczyścić. Wewnątrz ma się znajdować pełno dziwów nie do wypowiedzenia: podziemne przejścia w różnych kierunkach, a długie na wiele mil, złote mosty nad podziemnymi wodami, ściany z drogich kamieni i tym podobne bogactwa i osobliwości.
Zastanawiając się nad stanowiskiem dziwożon, widzę w tym pewien ślad pobratymstwa wyobrażeń między naszym ludem góralskim a ludami wschodnimi. Wiadomo, że diw183 wschodni jest rodzajem złośliwego geniusza; nasze dziwo, w najwłaściwszym znaczeniu tego słowa, odnosi się głównie do zjawiska mniej więcej potwornego i odpowiada zupełnie wyobrażeniu ducha, który na wschodzie zowie się diw i jest w pewnym pokrewieństwie z naszą dziwożoną.
Nie ja pierwszy jestem uderzony tym powinowactwem niektórych wyobrażeń duchowych naszego ludu z wyobrażeniami duchowymi wschodu. Już Staszic mówi w swoim Ziemiorodztwie..., że mu się zdarzało słyszeć między Góralami karpackimi nazwy duchów znane w mitologii perskiej. Wymienia nawet niektóre, ale ich nie pamiętam. Stąd nie kładę tej okoliczności na karb przypadku — obyczajem bardzo wygodnym, który szybko rozstrzyga wszelką zagadkę, ale jej nie rozwiązuje.
Ja przynajmniej nie mam po prostu odwagi rozwiązywać tym sposobem podobnych zagadnień. Tyle razy musiałbym uciec się do przypadku, że wkrótce oburzyłbym się na siebie i może bym sobie powiedział: „Ej, głupi jesteś!”.
Nie tu miejsce, by wymieniać te wszystkie przypadki, które mam pod ręką. Ale mniemam, że tu jest miejsce, by życzyć, abyśmy bez uprzedzenia zwrócili latarkę naszych badań w tym kierunku. Kto może naprzód wiedzieć, na co padnie jej światło, co nam odkryje?