Z Góry Groń. Meteorologia Górali
Nigdy jeszcze Tatry nie wydały mi się tak wyraźne, tak okazałe, tak bliskie jak dzisiaj, z tej wysokości. A im wyżej postępuję, tym bardziej płaszczą się podnóżne ich przedgórza, one zaś — jakby chciały przybrać postać okazalszą — podnoszą się, rosną, zdają się podchodzić ku mnie. Zdumiewam się mimowolnie, widząc je tak blisko siebie, owe góry, co są o kilka mil ode mnie.
W pierwszym złudzeniu o mało bym się nie podjął policzyć drzew rozsypanych po nich; o mało bym nie oznaczył kwadratowej przestrzeni każdego płatka ich śniegów. Owa ogromna szerokość nowotarskiej doliny zwinęła się w głęboki, wąski rozdół, jej lasy zamieniły się w ciemne plamki na dnie jego, Dunajec w taśmę blasku. Zmniejszyło się, co pode mną, rozszerzyło się, co przede mną.
Skutek to wysokości mego stanowiska, a jeszcze więcej przepowiednia bliskiego deszczu — według meteorologii Górali; a można być pewnym, że się nie mylą. Mogę to potwierdzić z własnego mego doświadczenia przez ten krótki czas pobytu w górach. Ile razy miały nadejść dni deszczowe, przejrzystość powietrza podwajała się, a wszystkie przedmioty zbliżały się do oka na podziw172.
Powietrze zamieniało się w szkło przybliżające i powiększające. Zresztą zjawisko to da się wytłumaczyć.
Co mnie zawsze rwało w stronę ludu prostego, to ten jego związek z przyrodą niby martwą, owo ich porozumiewanie się wzajemne. Rozrzewniają mnie nieraz dowody miłości, którymi stworzenie niższe odpłaca wieśniakowi jego miłość dla siebie. Raz w jednej z moich podróży wypadło mi zajechać na noc do chłopa. Było to zimą, w mróz trzaskający, jak powiadają. Podczas pogadanki z gospodarzem dotknąłem kwestii mrozu, który mi był nie na rękę; obawiałem się jeszcze silniejszego nazajutrz. „Niech pan będzie spokojny! — odpowiedział mi wieśniak — jutro będziem mieli odelgę173”. A kiedym go spytał, skąd to wie, „Moja lipa gwiżdże!” — odpowiedział mi znowu. Prosiłem o wyjaśnienie i dowiedziałem się, że ta lipa, którą zapewne zauważyłem przy jego chacie, przepowiada mu wszelką zmianę pogody. Jeżeli huczy głucho a silnie, to znak ogromnej burzy; kiedy puszcza z siebie jakby wystrzały, to silny mróz przybliża się; a zapowiada odelgę, kiedy gwiżdże różnymi głosami. W rzeczy samej nazajutrz rano przekonałem się, że lipa prawdziwie wróżyła: w nocy mróz przeszedł i odbywałem w cieple dalszą drogę.
Na Ukrainie znałem wieś, której barometrem był las pobliski. Z szumu tego lasu wiedziano na kilkanaście godzin wcześniej o wszelkiej zmianie pogody.
W Mikołajowicach pod Tarnowem, a niechybnie i w całej tej okolicy, pewni są zmiany powietrza, kiedy pod zachód słońca strona nieba od Węgier przybiera pewien blask złotoróżowy; nazywa się to u mieszkańców „zorzą węgierską”.
Górale Podhalanie, zamknięci jeszcze bardziej niż inni w pewnym kole, mają może więcej niż inni podobnych znaków wróżebnych. Zapisałem sobie niektóre:
Kiedy wąż grzechoce, kiedy bociany krążą nad nowotarską doliną, kiedy się Tatry przybliżają, kiedy Babia Góra zaczyna chmurzyć się albo, jak Góral mówi: „czepek nadziewa” — to są znaki pewnego deszczu.
Chmura od północy lub południa przynosi grad w okolice Nowego Targu.
Wielka powódź nastąpi, kiedy mgła bardzo przezroczysta, woniejąca siarką, zalegnie powietrze albo kiedy się napotyka węże wyłażące na drzewa.
Podobnych przepowiedni jest bez wątpienia więcej i na wszystkie przypadki. Lud w tym względzie zasługuje na zbadanie. Jest to jego strona wysoce poetyczna, bo poetyczna rzeczywistością, wtajemniczeniem się ludu w życie przyrody rodzinnej, współżycie z nią głębokie, ścisłe, duchowe. Ale tej poezji, jak wszelkiej we wszystkim poezji, nie zdobywa się tak łatwo. Choćbym i wiedział, jak ją zdobyć, nie mógłbym tu, przez szczególne moje położenie, zastosować mojej wiedzy — chyba w cząstce nic prawie nie znaczącej. Nie wątpię, że się znajdą szczęśliwsi ode mnie.
Lud tutejszy ma jeszcze osobny rodzaj znaków przepowiadających nadzwyczajne wydarzenia, klęski publiczne. Trwoży się on, kiedy np. śpiew koguta podobny jest do płaczu dziecka albo do miauczenia kotów, lub ma w sobie inne tony niewłaściwie jemu; także kiedy znajdzie się kogut niemający w ogonie szóstego piórka.