Z Wielkiej Góry. Góry Tatry. Dzieci góralskie
Całe Tatry białe od śniegu, który tej nocy spadł w górach. Nawet wyższe przedgórza po tej stronie doliny, od północy, pokryte są nim w górnej swojej połowie. Nie ma go całkiem w strefie niższej, koło mnie — przeciwnie, dzień dziwnie piękny i jasny. Dziś widzę najwyraźniej góry zwane tu Fatrami. Leżą one na drugim brzegu Wagu i stanowią jakby odrębne grono od Tatrów.
Z rana obiegłem płaszczyznę ku Węgrom, byłem aż na Cisowej Skale. Dochodząc do niej miałem widok, który mnie mocno zajął. Dokoła pasły się trzody, na spiczastym szczycie kilkunastu pastuszków, dzieci jeszcze — śpiewali i tańczyli. Coś dziwnego było w tym widoku. Ich strój góralski obcisły, krótki, ich guńki spuszczone z rękawów, zapięte tylko pod szyją, ulatujące wśród tańca, ich ruchy szybkie, zwinne, polotne. Wszystko to w blasku podnoszącego się słońca przedstawiło mi jakąś fantastyczną grupę nadpowietrznych tancerzy.
W istocie, dzieci góralskie nie są to nasze zwyczajne, chłopskie dzieci. Natura ziemi rodzinnej, rodzaj życia i zatrudnień rozbudzający silnie wszelkie władze, konieczność fizyczna ciągłego pasowania się z trudami, z niebezpieczeństwami, samo powietrze ostre, ale czyste i lekkie, w końcu pewna swoboda, nieznana wieśniakom innych okolic — sprawiają, że dzieci góralskie szybciej się rozwijają niż inne. W tym drobnym ciałku widzisz już dotykalnie pełny zaród przyszłego Górala, jego dobre i złe własności. Widzisz już w tym chłopięciu taką zręczność, przytomność, śmiałość, taki dowcip, a zarazem taki upór, taką zaciętość, że nie znajdziesz tego w równym stopniu u dzieci z innych okolic.
Słyszałem wiele o tym. Ażeby dać próbkę na przykład ich zręczności, opowiem tylko, jak polują na węże. Sposób wprawdzie prosty, ale wymaga i zręczności, i odwagi. Skoro dzieciak ujrzy węża, rzuca się na niego skokiem rysia i w tymże mgnieniu oka chwyta go dwoma palcami jednej ręki za szyjkę przy samej głowie, a drugą ręką za ogon — i już go ma w swojej mocy. Następnie, żeby go uczynić zupełnie nieszkodliwym, wkłada mu w pyszczek brzeg swojego kapelusza. Jak tylko wąż schwyci go i ściśnie zębami, chłopak jednym szarpnięciem kapelusza wyrywa wężowi zęby i wtedy jest już z nim bezpieczny.
Oto inna powiastka malująca już w dzieciach twardość charakteru góralskiego:
Dwóch kilkuletnich chłopaków dojrzało w jednej skale gniazdo jakiegoś ptaszka. Skała wysoka i tak stroma, że z dołu niepodobna dostać się do gniazda, ale można się wdrapać na szczyt, a gniazdo leżało blisko niego. Biorą się więc na sposób. Wyłażą na wierzch, jeden kładzie się na głazie, który wystawał nad gniazdem, bierze drugiego za nogi i spuszcza go ku gniazdu głową w dół. Pomysł udał się — gniazdo zdobyte wraz z pisklętami, które się w nim znajdowały. Ale rozpoczyna się spór w tym samym położeniu obu: jeden leży na skale, a drugi wisi w powietrzu na łasce leżącego. Leżący zamawia sobie naprzód taki udział w zdobyczy, że wiszący nie chce na to przystać, pierwszy zagraża, że go puści, drugi nie zważa na to. Ciągnie się ten spór dosyć długo, a kiedy zdobywca gniazda nie daje się pokonać groźbą, pierwszy uskutecznia ją i puszcza go. Wysokość była znaczna, zacięty chłopak nie zabił się wprawdzie, ale się bardzo pokaleczył, a podobno nawet złamał sobie rękę czy nogę. Ale postawił na swoim.
Oto są Górale: jak jedno, tak drugie z tych dwojga dzieci, w zawiązku swojego charakteru, który z latami tylko się rozwija i wzmacnia.