Szlachta sądecka
Niedźwiedzie drewniane czorsztyńskiego zamczyska zatrzymały moją myśl na szlachcie sądeckiej. Nie mogę jej pominąć w milczeniu. Stanowi ona ważną część ludności miejscowej, nie tyle przez swoją ilość, co przez jakość. Nic o niej nie powiedzieć — byłoby to zostawić w obrazie miejsce niezamalowane. Zasługuje ona na wzmiankę tym bardziej, że ma w rzeczy samej niektóre cechy sobie tylko właściwe, a odróżniające ją od szlachty innych obwodów galicyjskich — stanowi wybitny odcień w całości zwanej szlachtą. Rys ten nie będzie może najpowabniejszy, ale jest konieczny.
Nie cenię lekko, nie sądzę lekko naszych braci, nie uważam ich za gorszych między innymi, nie podzielam tonu, w jakim bardziej cywilizowana niby szlachta galicyjska przemawia o szlachcie sądeckiej. Szlachta sądecka ma swoją słabą stronę, bo jest szlachtą tak pijącą, że i galicyjska na więcej by się nie zdobyła.
Wszystko to uszłoby za mniejsze grzechy w oczach ludzi wyrozumiałych, dałoby się złagodzić to tym, to owym, gdyby szlachta sądecka pilnowała się drogi ojców dobrej w rzeczach główniejszych dla człowieka, gdyby okazywała się bardziej braterska w pożyciu z bliższymi siebie w swojej sferze wiejskiej, gdyby mocniej usiłowała trzymać w tym kółku ton jedności, zgody, obyczajów prostych, ale czystych, właściwszych człowiekowi jak zwierzęciu, miłości rozlewającej się raczej na zewnątrz niż ściągającej wszystko ku sobie i w sobie wszystko pochłaniającej; gdyby mniej zapominała, że jest ważną gałęzią społeczności chrześcijańskiej, nie pogańskiej, że ma ważne obowiązki i powinności do pełnienia, że jeżeli są biedy, na które musi czasem skarżyć, to wszystkie płyną z jednego, głównego źródła dla każdego człowieka — z niego samego, ile razy nie robi, co Pan Bóg przykazuje; gdyby jasno zobaczyła to prawo konieczne — złe rośnie w gorsze, a gorsze w jeszcze gorsze; gdyby... Ale tyle jest owych „gdyby” do polecenia, że muszę się zatrzymać i zostawić resztę rozwadze tego, komu na tym zależy. Najlepiej będzie, kiedy każdy sam przed sobą mnie zastąpi. Zdaję chętnie tę pracę na moich braci, nawet nie-Sądeczan. Może już i tak zanadto rozgadałem się i wpadam w podejrzanie, że chcę uczyć mędrszych ode mnie. Uchowaj mnie Boże od tego. Co powiedziałem, to głównie między innymi dlatego, że czuję, o ile ta ziemia, te góry byłyby piękniejsze, gdyby ludzie stali się piękniejsi i swoją pracą dopełnili dzieła bożego w tej stronie.
Świat zwierzęcy w górach
Surowość zimy i klimatu sprawia, że ludność zwierzęca365 w górach nie jest ani tak liczna, ani tak rozmaita jak w innych okolicach naszego kraju. Ptaki i zwierzęta silniejszej tylko organizacji mogą być stałymi mieszkańcami tej strony. Słowik tu rzadki, za to pełno olbrzymich orłów, sępów i puchaczy. Mniejsze rody są wędrowne — do takich należą kwiczoły, które podczas lata chmarami przelatują się po górach. Wiadomo, że ulubionym ich pokarmem jest jałowiec, a ten krzew znajduje się tu w znacznej ilości. Nie są jednak puste i głuche pod tym względem góry. Można w ich lasach słyszeć wszystkie głosy ptaków znajome nam gdzie indziej. W porze zwłaszcza letniej i ptactwo zdaje się wysyłać tutaj ciekawych swoich wędrowców.
Ze zwierząt celuje tu nad wszystkie koza skalna. Jest to najwłaściwszy mieszkaniec gór i wielka ich ozdoba. Bez nich nie byłoby strzelectwa góralskiego, a góry straciłyby wielką część swojego życia. Sarny także są dosyć powszechne. Do ogromniejszych i dzikszych należy niedźwiedź, który tu nie jest rzadki. Wiele także wilków i lisów.
Wody górskie swoją bystrością nadzwyczajną, swoimi wezbraniami, nie sprzyjają takiej obfitości ryb, jaką znajdujemy w wodach równin. Mają za to rodzaje właściwe sobie — między tymi celują pstrągi i łososie. Od dawna sławne były i są dotąd łososie dunajeckie, do tej sławy Dunajec dotąd ma prawo. Nie wiem, czy łososie znajdują się w innych wodach karpackich. To pewne, że ich połów najznaczniejszy jest w Dunajcu, a co więcej, że co do smaku przyznawano im pierwszeństwo.
Mieszkańcy utrzymują, że łosoś przybywa z morza Wisłą366. Dlaczego Dunajec tak mu ulubiony nad inne rzeki łączące się z Wisłą, o to mniejsza. Ciekawszy jest instynkt tej ryby, który ją prowadzi zawsze przeciw pędowi wody. Jest w niej jakaś miłość walki, stąd też obdarzona jest niepospolitą sprężystością — jest ona prawdziwie zadziwiająca. Napotyka się czasem łososia w potoku głębokich już gór, gdzie nie może dojść inaczej, tylko kaskadami, a więc skokami z dołu w górę, nieraz kilkułokciowymi. Zdaje się, że je przebywa w czasie wezbrań, kiedy woda obfitsza, walczy więc z wysokością i pędem spadającej wody. Miejsca, gdzie znajdują się łososie, mają niekiedy zaledwie kilka kroków przestrzeni pokrytej wodą, którą zatrzymuje naturalna przeszkoda ze skały, a są tak płytkie, że rybak ręką bierze łososia. Taki połów jest prawdziwą walką człowieka z rybą, potrzeba niemałej siły, aby ją pokonać. Połów ten bywa czasem niebezpieczny. Zdarzało się, że łosoś złapany i włożony za pazuchę, obwijał się wkoło piersi i ściskał tak silnie człowieka, że gdyby nie prędki ratunek obecnych, byłby go udusił. Podhalanie uważają pstrągi za młode łososie.
Nie mogłem skierować mojej większej uwagi do tej sfery stworzenia w górach, żałuję tego bardzo. Jest to godne głębszego zbadania i pewno znajdzie się, kto mnie w tym dopełni. Ja poprzestaję na tym słowie ogólnym. Nie mogę wszakże pominąć w milczeniu plagi tutejszych lasów. Są to czerwone robaczki, ledwo dojrzane, z rodzaju robaków toczących drzewa. Ale ich działanie jest na wielką skalę. Od razu zajmują linię milowej długości i tak się posuwają, a ślad ich przejścia widzisz tylko po czarnych, uschłych lasach. Jest to rodzaj choroby, rodzaj zarazy lasów, w której może leży rozwiązanie zagadki morów367 tępiących ludzki rodzaj.