11
Inny Nebaba, bo z inną już duszą,
Pomiędzy borów majaczeje głuszą:
Grom namiętności mgłę spojrzeń rozświéca,
Szyderski uśmiech kazi hoże lica;
Wszystko kipiące, od serca począwszy
Aż do rumaka, co go, gdzie chce, niesie;
Jak w duszy jego posępno w tym lesie;
Jak żądze jego kraj tu coraz nowszy.
Z piąter na piątra152, z gór na góry drze się;
Za każdym krokiem rosną w nim tęsknice,
Im lasy głuchsze, wyższe okolice.
Aż oto nowa zajaśniała chwila
I cienie troski ciągle mu umila,
Jak noc wieczności zorza zmartwychwstania.
Cóż to za dziwna strona się odsłania?153
Tu, pod nogami, na równi pozioméj,
Moszen154 spojrzeniem policzone domy,
Irdyń drzymiący w spleśniałej głębinie,
Wiecznie z wiatrami sporne oczerety;
Jak rozsypane zielone bukiety
Drzewa i sady, i gaje w dolinie.
Tam błyskający jasnymi zwierciadły155,
Tu w gardła jaru jak w otchłań zapadły,
Dniepr tutaj całkiem skrył się w bór ponury,
A tu się znowu wylał z bioder góry.
Dalej — piaszczyste, pozłocone morze;
Dalej bór spływa po spiczastym szczycie,
Podobny strzępnej narodowca156 kicie.
A jeszcze dalej i dalej, i bliżéj
Góra po górze, bór idzie po borze;
Tysiącem węzłów, tysiącami krzyży
Plączą się, mącą, rozchodzą, zbiegają
Niepoliczoną, nieobjętą zgrają
Wioski i grody, pustynie i laski,
Jary i góry, i łąki, i piaski.
A coraz dalej stepy piasku bledsze,
A coraz dalej lasy błękitnawsze,
A coraz dalej dymniejsze powietrze
I nieba niższe — a mgły, a mgły zawsze.
Ileż uniesień, swobody rozwinie
Jeden tu widok w jednej tu godzinie!
Gdzie ten wiatr wieje, gdzie ten obłok dąży,
Co tam za strony! gdzie w tumany sinie,
Wiecznie drzemiące, fala Dniepru płynie?
Orzeł niech powie, co pod niebem krąży;
On wyżej buja i jego źrenice
Wyraźniej widzą tamtą okolicę;
O Zaporożu niechaj on opowié.
Jak tam rozlegle panują koszowi157;
Jakie tam wiecznie hulanki i wola158;
To samo słońce jak tam rozpromienia
Porozsiewane gwarne ich kurzenia159.
A tabun pędzi ze rżeniem na pola,
A Zaporożec160 na swobodnym koniu,
Jak jego myśli, ugania po błoniu:
Jak wicher stepu jego pieśń tak dzika.
A tam, po Dnieprze, łódka się przemyka,
Lekka i chybka, i szybka jak fala
Leci za nurtem po szklannej161 równinie:
Wpadła na poroh162; ze skał się przewala;
Zapadła w głębię... przepadła... aż z dala
Pęka wód kryształ, łódź jak łabędź płynie.
«Przeszło, co było! I co będzie, minie! —
Ockniony z myśli ataman zawoła —
A co być musi, niechaj się już staje!
Kozacy tęsknią i ogień goreje!»
Spuścił się z dębu na skrzydłach sokoła,
Na szumie wichru przemknął się przez knieje;
Już pod bajrakiem163 i już hasło daje.