13

Już po Kaniowie straszna wieść latała:

Jak się wzburzyła Ukraina cała,

Jak zdradą Gonty dobyto Humania100,

Ile tam mordów, ile krwi rozlania;

Jak samo Lachów zda się ścigać piekło,

A nigdzie schrony101 przed czernią102 zaciekłą.

Skoro wieczorem powstały tumany103

Od nasępionej strony Zaporoża104

I mglistą bielą osłoniona zorza

Z rózgą komety, jak lampa złej doli,

Gasnąć w obłokach zaczęła powoli;

Zdwoił się w mieście przestrach niesłychany:

Głuszej się zdały bełtać Dniepru szumy,

Jęczeć okropniej wichry Ukrainy

I groźniej ciemnieć sklepienia dębiny.

Jak po cmentarzu nieme duchów tłumy,

Snują się milczkiem po ulicach miasta

Tłumy mieszkańców trwogą omroczone;

A wieszczba klęski, w którą pojrzysz stronę!

Tam dziecię pyta: Skąd ten tuman wzrasta

I w takie kształty miesza się olbrzymie,

Jak Lucyfera wojsko w piekła dymie?

Cytnęła matka; wywróżyć się lęka.

Dwóch się przyjaciół zbiegła oto ręka —

I zimno śmierci ich uściski ziębi;

Dwojga kochanków spotkało się oko —

I męty śmierci widać w spojrzeń głębi,

I jęki śmierci z westchnieniem się wloką.

A topielicy skrwawione widziadło,

W skrwawionej szacie, ze skronią rozpadłą,

Ciągle Kaniowa przelatuje bruki,

W dziwniejszych ruchach, z dziwniejszymi huki:

Jak co się wyrwał z łona ziemi matki,

Nieprzetoczone105 unosząc ostatki:

Bo jak nad trupem krążą nad nią kruki.