14

Z rękami w niebo płakał lud skruszony

Śród poświęconych sklepień Wszechmocnego:

Ściany świątyni wtórzyły płacz jego,

Księża śpiewali pokutnymi tony.

Kaniowskich dzwonnic jęczały wciąż dzwony,

W każdym ołtarzu światła wciąż pałały.

Nieocenione słano zewsząd wota

Z drogich kamieni, ze szczerego złota.

Wielkie ofiary, bo i strach niemały!

Płakali wierni, płakali niewierni.

Wprzódy niżeli noc barwy poczerni.

Dzieci Solimy106 przed arką bożnicy.

Bez płci różnicy, bez wieku różnicy,

Upadli na twarz, w pogrzebowej bieli,

Jakby od gniewu Bożego olśnęli,

I w pyle ziemi czoła ponurzywszy,

Podnieśli głucho lament żałośliwszy,

Niżli go słyszał świata wiek daleki

Na obcych brzegach babilońskiej rzeki.

I łzy Dawida z ich się ócz107 polały.

Szczere to płacze, bo i strach niemały!...

.........................................................108

Syny mej ziemi, o rodacy mili!

Wy szczerej wiary nie dacie poecie

I sami pojrzeć109 na przyszłość nie chcecie,

Na ucztę długo tłumionej swobody.

Wasi dziadowie widzieli te gody!

Dwory ich były smutnymi świadkami,

Ach, zapomnianej zbyt prędko igraszki.

Kiedy ze stalą, jak z zemsty żagwiami,

Krew żywej piersi lano w trupie czaszki

I każdą łezkę na pana wylaną

Jej dymiącymi kroplami spłacano.