15

Długo, zbyt długo myślom zostawiona,

Stała u okna młoda rządcy żona.

Czy nie zły wicher szeptał ci, Orliko?

Masz w oczach radość, ale radość dziką.

Ciężkieś westchnienie na łono stoczyła:

Jakby w obawie, aby skrytość cała,

Którąś w milczeniu tak długim warzyła,

Wcześnie przestraszyć świata nie zechciała.

«Ho-ha!» Bicz klasnął, brzęknęły łańcuchy,

Opadły mosty, bruk zagrzmiał, bicz klaska,

Rośnie po zamku, zbliża się grzmot głuchy:

«Ho-ha!» Bicz klasnął, stanęła kolaska.

Raduj się, zamku! Rządca wesół wrócił,

Widać, że drogę prędką jazdą krócił,

Bo z wszystkich koni tak się opar dymi.

Ale z wieściami powrócił dobrymi.

Skoro pomówił z kaniowskim starostą,

Wnet wyprawiono dwa oddziały na raz:

Jeden z nich Szwaczkę miał otoczyć zaraz,

A drugi ciągnie do Kaniowa prosto.

Pan wojewoda z Gontą kończy dzieło110;

Wkoło szubienic stawia tysiącami;

Opatrzne oko zeszło już nad nami,

By kres bezbożnej swawoli wytknęło!

Jemu więc do snu ufnie zdajcie życie

I w łoża wasze wstępujcie spokojnie,

Bo w świetle szczęścia oczy otworzycie;

Zaśniecie z wojną, wstaniecie po wojnie!

Otóż i nowy goniec pędem zmierza.

Coraz pomyślniej. Przybiega z oddziału,

Co śledził Szwaczkę u Rosi nadbrzeża:

Bez hasła bitwy, bez jednego strzału

Znikł on z obozem, jakby wpadł do ziemi;

I tak bez śladu, że nasi, zdumiali111,

Już nie wiedzieli, gdzie go szukać daléj.

Aż go odkryto między lasy tymi:

I wkrótce przyjdzie do rozprawy z nimi.

Lecz męstwu naszych można ufać śmiele,

Że to spotkanie kres położy wojnie.

Więc dzwony, działa niech głoszą wesele!

A zamek z miastem zasypia spokojnie.