16

Już w głuchej nocy opóźnioną porę

Przyćmiona lampa słabo się rozżarza;

Tak po miesiącu okna różnowzore

Błyszczą w kaplicy pośrodku cmentarza.

Łoże małżeńskie zapłonione blado

Światłem, co mdlało, buchało, znów mdlało,

Tak się w półcieniach dziko wydawało,

Jakby to łoże, gdzie umarłych kładą.

Po dniowym trudzie małżonek śpi mocno:

Zmrużonym okiem po co żona czuje112?

Czy jak duch dobry jego snu pilnuje?

Zegar wybija dwunastą północną.

«Czego to, gdzie to dzwony uderzyły?» —

Porwał się nagle rządca przebudzony.

«Zdało się tobie; to zegaru dzwony».

I oczy rządcy znów się snem zakryły.

Ale poczwara, przeczucie złowrogie,

Pod snu zasłony złośliwie się wkrada

I z bezzasadnych cierpień duszy rada,

Niewieścią w mężu ciągle budzi trwogę.

«Czego to trąby tak nagle zagrały?» —

«Ach, Pan Bóg z tobą! Świat jak umarł cały,

To zabrzęczała mucha obudzona».

I znów od zmysłów popłoszone zgiełku

Cichnące czucia wróciły do łona;

Tak zgraja piskląt od kani113 spłoszona

Tuli się ufnie w matczynym skrzydełku.

Usnął. Rządczyni wciąż mruga powieka:

Jak góra westchnień ciężkie dla niej łono;

I serce rwie się, jakby je męczono,

I pot gwałtownych miotań ją ocieka.

Cóż to tak przykro podrażnia jej oczy?

Czegóż pot mdłości z jej się lica toczy?

Jakaż na pierś jej mogiła się tłoczy?

Czy to nie szatan igra z nią w beześnie,

By owoc, którym pierś przeklętą płodni,

Wykołysany jej myślami wcześnie,

Stanął dojrzały na skinienie zbrodni?

Jaśniej i jaśniej błyszcząca źrenica

Razem w powiece pełno się rozświéca.

Podniosła głowę; wyżej, jeszcze wyżéj.

Zyzem114 nasamprzód przeszyła śpiącego;

Potem swe oczy do ócz115 męża zbliży

I długo, trwożnie bada ruchów jego:

Ostrożną ręką serca w piersi bada:

Na piersi jedna, skryta druga ręka.

Patrzy na oczy, wstaje i usiada.

Znalazła serce, wstaje i uklęka.

Mignęła w ręku błyszczącym żelazem.

Mąż się obudził i zawołał razem116:

«O, jakże sny mię strwożyły niemiło!

Jakby się w zamku razem zapaliło,

Taką mniemałem widzieć błyskawicę.

A twoje czego tak błądzą źrenice?

Ciebie zmieszało moje pomieszanie.

Był to sen tylko. Prawda, sen niemiły:

Ale te myśli, co mię w dzień kłóciły117,

Wróciły na noc. Śpij już, śpij, kochanie».

A więc usnęli. Biada temu, biada!

Kto nazbyt ufny w trwożną cnotę ludzi,

Przy swoim sercu, w swym łożu układa

Serce zatrute śmiertelną obrazą.

Usnął; a w ręku małżonki żelazo.

Bógże wie, kiedy i gdzie się obudzi!