16
Ciemnymi szlaki172 wywijając kręto,
Nad jar głęboki przerżnął się Nebaba.
A już i jasność miesięczna, choć słaba,
Biła ze wschodu w chmurę nasuniętą
I widzieć w cieniach wyraźniej zaczęto.
Gęstymi trzciny173 szeleści jar na dnie;
Woda gdzieniegdzie drzymie174 śród bagniska,
Chwilkę jaśniejszym zwierciadłem zabłyska,
Gdy drobna gwiazda zza chmur się wykradnie
I w srebrnych iskrach na jej marszczki175 padnie.
«Patrzcie no! Co to tym wzgórzem ciemnieje?»
«To powyż176 jaru podnoszą się lasy». —
«Lasy w tych stronach? A ja znam te strony.
Może... słyszycie ten szum przytłumiony?» —
«To aż za Dnieprem biesiadują177 knieje». —
«Nie, bracia; kłamstwo! To coś jak hałasy».
Ale gdzież Kozak, co przed atamanem
Po błędnej drodze jego hufiec wodził?
Czy w czarodziejskim kole się ogrodził?
Czy jak widziadło rozwiał się tumanem?
Byłże to Polak przykryty kołpakiem,
By nieostrożnych naprowadzić w siatki?
Badał i lubo śród przykrej zagadki
Dreszcz, co oziębia, przebiegał po ciele,
Żadnym nie zdradził podejrzenia znakiem;
Tylko zawołał na swoich i śmiele
Puścił się z góry, jak gdyby skrzydlaty.
Podwójny wystrzał błysnął, zagrzmiał w tyle;
I jęk śmiertelny ozwał się za chwilę.
«Stój, atamanie! — leci jeden z czaty —
Zdrada od Lachów! Już nasz jeden zginął;
Ledwie dał hasło, pod koniem się zwinął;
Takim go smacznym przywitał nabojem
Czart zaczajony w kudły naszej burki;
A teraz z wojskiem połączył się swojem,
Co już nam odwód przecięło na wzgórki.
Słyszysz — czy widzisz, co się to zaczyna?»
Zaledwie skończył złej wieści posłaniec,
Kozacy na dół runęli nawałą,
Aż zastękała w dnie jaru głębina;
A z góry chmurą gromami nabrzmiałą
Z wolna bagnetów następował szaniec.
Wpółchmurny księżyc pozierał nieśmiało;
Rzęsne się błyski sypały z oręża;
A szyk doborny, koń w konia, mąż w męża,
W nieprzełamanym i niemym szeregu
Sunął po jarów górującym brzegu.
Tylko szeleści sztandar rozwiniony178,
Jak gdyby szeptał już naprzód pacierze
Po duszach, które śmierć za chwilę zbierze;
A czasem trąbka wrzaśnie w przykre tony.