24

Zadrżał ataman. Cóż to za zuchwały

Natrętną szablą przed oczy mu błyska?

Dwa razy natarł, dwa razy odskoczył.

Dwa razy koniem wokoło zatoczył —

Upatrzył porę, spuścił szablę razem188

I z atamana spotkał się żelazem.

Ostrze na ostrzu zaiskrzy, zadzwoni;

Żołnierz w krąg strzeli okiem zadziwionem:

Aż szabla gwiazdy błysnęła ogonem

I gdzieś daleko świstnęła mu z dłoni.

Najlepsza tutaj porada przestrachu:

W pole przed siebie puścił się z kopyta.

«Zmykaj, nie zmykaj, mój ty śmiały Lachu!

I kary także o drogę nie pyta.

Jeszcze się żaden przed nim nie wysunął!»

A wiatry w tyle zostawia koń wrony,

A błyskawice — pałasz wyniesiony.

Gdyby w biednego żołnierza tak runął...

I on nie taki trwożny, jak się zdało:

Na jednym miejscu zwinął koniem śmiało.

Może on nie chce śmierci przyjąć w plecy?

Bo skądże tutaj nadzieja pomocy?

Od reszty swoich oba tak dalecy.

Jakiś tu zamiar pokrywa cień nocy.

Lotem spojrzenia ataman dobiega;

Gwizdnieniem szabli wpół rozdmuchnie Lacha:

Trzasnął grom skryty — zajęczała płacha189

I po powietrzu tysiącem drzazg miga.

Lach dalej świsnął: a koń atamana

Aż ziemię zapruł kutymi kopyty190;

Tak lejc go zerwał — i stanął jak wryty.

A twarz Nebaby, jakby jedna rana,

Tak ją strzał opluł i szabla strzaskana.

A krew kroplista, płynąca zasłoną,

Zbroczyła czoło, opada na łono,

Leje się w usta, przepływa przez oczy,

Gasi spojrzenia, oddechy tamuje —

Darmo trze oczy, darmo usty pluje —

Rumiane źródło falami się toczy;

Darmo dłoń kala, darmo suknię broczy:

To krew niewinnych, nic jej nie zhamuje!

Co przetrze oczy, co ustami splunie,

Krwawa zasłona znowu się zasunie:

Potępionego prawdziwa męczarnia!

A tu Polaków okrzyk się rozléwa:

«Nasza wygrana! Posiłek przybywa!».

Teraz już całkiem wściekłość go ogarnia;

Opuścił ręce, schylił na dół skronie —

Jakby śmierć sama mrozem swych piszczeli

Przygłaskiwała do wiecznej pościeli.