25
«To on, on to sam! — w dobrze znanym tonie
Cichy się głosek odezwał na stronie,
A wyraźniejszy, gdy się zbliży trocha —
Przyszedł popieścić... On mię zawsze kocha». —
«Czy i ty!... — krzyknął, nie mógł skończyć mowy,
Krew mu ustawnie zalewała usta;
Przerywanymi tylko jąkał słowy,
Gdzie się zdradzało zimnej krwi udanie
I niewstrzymanej złości obłąkanie —
Diable!... Kocham cię!... Ta krew... Kseniu... chusta...
Zsadź mię... przeklęta!... Daj rękę... o droga!...
Gdzie serce!... Diable!... Gdzie serce, kochanie!»
I na bełkocie skończył mowę całą.
Jak ostrze noża przykro zaskrzypiało!...
I jęk śmiertelny wydała przebita.
Liczne wokoło zagrzmiały kopyta:
Otoczyli go polskie wojowniki.
Poddaj się, poddaj! Nie pora do piki;
Już marsz zwycięski muzyka uderza.
Omdlały Kozak z uczuć zaburzenia,
Z przewlekłej walki, ze krwi upłynienia
Upadł na ręce pierwszego żołnierza.