3

Nebaba, senny, pod nim odpoczywa:

Wpółzwiędły trawnik jest kobiercem łóżka,

Namiot z gałęzi, ze mchu pnia poduszka:

Przykry świst puszczy piosenkę mu śpiéwa.

A kozackiego wartownik posłania,

Koń tylko wrony130, tręzlami131 podzwania.

Po miejscu wspomnień, po męża postawie

Można by myśleć, że duch bohatyra,

O którym marzy ukraińska lira,

Tu, w pełni życia, zmartwychwstał na jawie.

Ale śpiącego zajrząc132 wspaniałości,

Snu atamana niech nikt nie zazdrości.

Wejrzyj na lice: w ich się ruchu kréśli

Cała męczarnia skrępowanych myśli.

Zdawało mu się widzieć ogień z wieży:

Dosiada konia — zebrać swój szyk bieży;

Ale na miejscu Kozaków obozu

Spotyka stado wilków śród wąwozu!

Wtem głos Orliki, jakby gdzieś za górą...

Spieszy ku niemu; światło, co błyszczało...

To Ksenia w oczy patrzy mu ponuro;

I kruków kilka w uszy zakrakało.

Zlał go pot rzęsny133; wymknąć się im sili,

Aż on harcuje na żelaznym pręcie...

Tu go przestrachu ocknęło wstrząśnięcie.

Lecz cóż postrzega w przebudzenia chwili?