5

Tam gdzie dąb grubszy i stos pełniej płonie,

Dwóch tam usiadło; a przy nich dwa konie.

Po tym wytwornym atamańskim stroju,

Co drogim złotem czasami odbłyska

Nagłe, nierówne spojrzenie ogniska,

Po tej postaci złożonej do boju,

Po wąsie w czarne puszczonym pokręty,

Po dumie czoła, po oblicza krasie —

Mściwy Nebaba zaraz poznać da się.

W milczeniu siedział, burką wpół opięty:

Spokojnie trzymał lewicę za pasem

I głownię noża pogłaskiwał czasem.

«Nożu mój, nożu! Błyskasz do mnie próżno

I próżno, widzę, naostrzyłem ciebie;

Inni swój snopek w naszym polu użną,

Nim pospieszymy z tobą ku potrzebie;

I wprzód rdza ciebie, wprzód ja siebie strawię,

Niżeli w męskiej z niewiarą przeprawie

Ducha radością, ciebie krwią opławię!»

Tak mówił Kozak, potrząsając głową;

I z nocnej rosy otarł noża ostrze:

Ale wejrzenie nagłe, od słów prostsze,

Wydaje, komu przyciął tą przemową.