6

Naprzeciw niego, jak odblask poczwarny

W chropawym lustrze, siedział Kozak drugi:

Na pierś obrosłą zwieszał się wąs długi,

Całe pół twarzy ściągał mu szram czarny;

A chociaż czoło starością bielało,

Młody rumieniec zalewał twarz całą;

A choć ogniste, ledwo iskrzy oko,

W zatyłej twarzy tak siedzi głęboko.

To Szwaczka, pierwszy śród mieszczan Kaniowa:

Choć często w ucztach kręci mu się głowa

I ciałem ciężki, i wiek długi liczy,

Ale ma piętno rozbojów na Siczy,79

Ale od Lachów z dumy obrzydzony80

I dumy Lachów zwie się wrogiem śmiele;

Więc chętnie stanął na powstańców czele

I atamanem chętnie okrzykniony.

Zdaje się jednak, że (czy brak zapału,

Czy że kielichem zbytnie się rozgrzéwa)

Więcej, niżeli przystoi, spoczywa;

A tu kozactwo zraża się pomału;

Częściej i głośniej słychać między tłokiem:

«Czemu nie idzie w zamek, co pod bokiem?

Czemu gdy świeżo z Żeleźniakiem81 Gonta82

Zawieść hulankę uśpieli83 tak rączo

On tylko gnuśny, myślą się zaprząta:

Złączyć się z nimi? — Czemuż się nie łączą?».

I nic nie wiedzieć, korzyść badań zwykła:

Bo przez natrętne naglony pytanie,

Jak zacznie szukać mowy w pełnym dzbanie,

Uśnie wprzód z tajnią, nim język wywikła.