7
Niewiele tknął84 się Nebaby żałobą,
Bo już nadpity dzbanek miał przed sobą;
Jak nie swoimi popatrzył oczami,
Poważnym śmiechem kilka razy chrząknął;
Uderzył w ogień — gdy prysło iskrami,
Wpół dosłyszanym językiem przebąknął:
«Widzisz te iskry? Słuchaj, atamanie!
Kto chce szczęśliwym zostać przez kochanie,
Kto zrobić stałym chce serce kobiéce,
Niechaj się lepiej zakopie w tej dziczy
I liczy iskry, te wszystkie niech liczy!
Zapomnij z biesem o twojej Orlice!» —
«Już ja się pewno toi nie napiję85,
Aby mi serce wyzdrowiało chore;
Ani mi rady potrzebne tu czyje!»
I szydnym86 gniewem wzrok Nebaby gore.
«Czy jest na świecie Orlika, czy nié ma,
Co nam do tego! Dla nas bliska zima;
My puszcz tułacze, Polacy przed nami;
Patrzaj na burki, patrz koniom na grzywę —
Jak twoja głowa, wszystko szronem siwe!
Słuchaj, Kozacy jak sieką zębami!
Bo, biedni, nawet nie mają i tego,
Czym ich ataman tak często się grzeje;
I głód ich strawi, i wicher zawieje,
I jak po swoich Polacy tu zbiegą.
I sami z głodu, poczekawszy trochę,
Wlecą w sidełka jak ptaszyny płoche!
Niż grzać się w zamku czyż to będzie lepsze
Płynąć bez chęci popod lodem w Dnieprze?
Albo z gałęzi poglądać w obłoki
I z każdym wiatrem straszyć w gniazdach sroki?»
A Szwaczka, ognia poprawiwszy piką,
Ode dna flaszy bełknął głuchym łykiem
I nieposłusznym zaczął coś językiem.
Oko Nebaby zasępione dziko.
Kiedy się serce zachmurzy urazą,
Wzrok wtedy błyskiem, piorunem żelazo!
I biada chmurze, co chce być przeszkodą!
Popruta, zbita, rozpłynie się wodą.
A ogień gniewu przejął go aż w szpiku!
Szwaczka przemówić na nowo się musił87,
Lecz znowu słowa zaplątał w języku,
Tylko poważnym śmiechem się zakrztusił.
Tu oczy z wolna w powiekach zagasły,
Na obie strony powoli się skłania;
Aż razem88 tułów przewalił opasły:
Że jeszcze żyje, znać z jego chrapania.
Długo Nebaba po cielsku szerokiem
Spojrzeniem wzgardy błędne koła pisał;
Długo szum boru myśl jego kołysał,
Nim w walce uczuć ozwał się wyrokiem:
«Trzech diabłów synu, przebrzydły opilcze!
I tobież dzielną przewodzić młodzieżą?
Chyba mię sami szatani ubieżą,
Że cię tu zęby nie skosztują wilcze,
I w bramy zamku twe pięści uderzą!».
A jakby żądło piekła go ubodło.
Porwał się nagle i skoczył na siodło.