5

«Wypłyń, wypłyń zza obłoku!»

I nagle urwał w samym pieśni toku.

«Trzeba, bym wprzódy rzecz powiedział całą.

Historia długa, siądź tu, rzuć ratyszcze136:

Długa, lecz pewnie twą pochwałę zyszcze.

Gdzie się to działo i z kim się to działo,

Trudno jest wiedzieć — niekoniecznie wreście137.

Może i nie chcesz. Dość, we wsi czy w mieście

Była dziewczyna z niepełnym rozumem.

Dawno chodziły wieści między tłumem:

Że nad jeziorem, w zarosłej ustroni,

Kiedy się wszyscy w chatach spać pokładą,

A noc na niebie błyśnie gwiazd gromadą,

Jasny latawiec138 spływa ogniem do niéj.

Wszyscy to pletli, wszystkich to bolało,

Że o tym cudzie wiedzieli tak mało.

Ale z szatanem niebezpieczna sprawa.

A był tam chłopiec, sztuczka śmiała, żwawa.

Brząknąć w bandurkę, przylgnąć do dziewczyny,

Wywinąć tańca, coś spłatać — jedyny.

Jak się rozszalał z drugimi chłopaki,

Przyrzekł, że diabła na schadzce dostrzeże;

I dostrzegł. Czegóż nie dokaże taki?

Każdy to przyznał i ja temu wierzę.

Bo obłąkana drugiego wieczora,

Zamiast miłego czekać u jeziora,

Duszą i ciałem chłopaka się trzyma.

Aż niezabawem139 i łono się wzdyma...

I gdy już o tym pełne kumów uszy,

Ktoś wyjął z wody dziewczynę bez duszy:

Po żwawym chłopcu ni śladu, ni słychu.

Różnie to różni gadali po cichu;

Choć najpewniejsza utwierdza pogłoska,

Że ot, w tym wszystkim moc była czartowska!

Diablich miłostek mieszać nie wypada.

Ksenia... Ten język zawsze się wygada!...

Szalona żyje. Ale choć jak wprzódy

Błądzi pomiędzy i lasy, i wody,

I na noc całą przed gwiazdami siada —

Nikt jej nie śledzi, nikt jej tam nie bada:

Bo, niechaj z nami zostanie Duch Święty,

W ciało niebogi wsadził się bezpięty140.

Ale dojrzano kwitnące paprocie,

To i jej pieśni słyszano w ciemnocie.

Będę ci śpiewał, jakem nauczony».

I nucił, w liry uderzając strony141:

«Wypłyń, wypłyń zza obłoku,

Po błękitnym przeleć niebie!

Ja, kochanka, wzywam ciebie!

W lasów ciszy, w nocy mroku.

Ho-hop, ho-hop! Wzywam ciebie!

Głucha ciemność wioskę kryje;

Zgasł kaganek w oknie chatki;

Sen zakleił oczy matki:

Moje serce bije, bije,

Do twojego serca bije!

O północnej wyszłam porze,

Na burzliwą nie dbam porę;

Skoro mi blask luby gore,

Niechaj zgasną wszystkie zorze!

Całą noc przesiedzę w borze!

Kiedy promień twych warkoczy

Spłynie na obłoki sinie,

Ziemia złotym dniem opłynie;

A mnie dusza, a mnie oczy,

A mnie serce szczęściem spłynie!

Ho-hop, ho-hop!... Ja, kochanka,

W lasów ciszy, w nocy mroku

Radam do samego ranka

Wywoływać cię z obłoku.

Ho-hop! Spłyń do mego boku!

W końcu najpiękniej; chcesz, to ci powtórzę:

Ho-hop, ho-hop!...».

I musiał stanąć. Z ócz142 Nebaby błysku

Dawno już widać, co tam w myśli chmurze

I gromowego jak blisko pocisku.

Zdaje się, brakło ruszenia lub słowa.

Szczęśliwa dotąd, widać, stara głowa.

Ale w tej chwili schwycił go za ramię,

Że mu, jak szatan, musiał wypiec znamię:

«Jak mi raz jeszcze to »ho-hop« zawyjesz...

Słuchaj, przeklęty! Czy już nadto żyjesz?».

Nie mógł dokończyć, bo rżenie wronego

Wezwało nagłej obecności jego:

Skoczył od starca, błysnął w ręku piką

I prędzej gęstwą przemykał się dziką.