AKT CZWARTY

Na lewo scena taka sama jak w akcie I. Na prawo zamiast salonu ogród. Kwitnące krzewy otaczają placyk, wysypany czerwoną ziemią. Kwitnące glicynie oplatają koniec muru na lewo, złamanego według linii zygzakowatej. Nad krzewami widać liściaste drzewa i sosny w jesiennych barwach. Słońce poranne zalewa scenę od lewej strony. Śpiew ptaków, ryk krów z oddali. Zza muru wyłazi Elza, obdarta jak w akcie I, gasi lampkę elektryczną palącą się na szafce nocnej i włazi pod kołdrę. Wprost sceny dwa rokokowe fotele z I aktu.

ELZA

Nareszcie przeszła ta burza i mogę z czystym sumieniem wrócić do mego ubóstwa, nie myśląc o królewskiej reprezentacji.

Z krzaków wychodzi Mistrz, w pełnej zbroi, przyłbica podniesiona. Za nim Fizdejko z wąsami, w kostiumie fantastycznego nadleśnego: kapelusik ze szczoteczką, zielone wyłogi, złote odznaki. Karabin winchester na ramieniu.

FIZDEJKO

A więc umówione. Zostałem nadleśnym u Mistrza. Pomyśl, Elzo, będziemy żyli w małym domku — malwy, geranie, nasturcje, świeże bułki, miód prosto z lasu i zupełna beztroska. Czasem w wilię święta ubiję jakiegoś biednego zajączka lub sarenkę i to będzie nasz największy zbytek. A — mleko, dużo mleka koziego prosto od kozy, a czytać będziemy tylko kalendarz.

MISTRZ

Jakże wam zazdroszczę!

ELZA

A Janulka?

FIZDEJKO

Nie wiem, co z nią będzie. Sama zadecyduje o swoim losie. Mistrz nie chce jej za żadne skarby świata, a ona jego też. Teraz poszły z księżną na grzyby do lasu. Wspaniałe rydze udały się tego roku wśród karłowatych sosen na Wiłkakalnisie. Będzie dobra zakąska do wódki na drugie śniadanie.

Siada na fotelu.

ELZA

Daj spokój z tymi rydzami.

Do Mistrza

Tak, to nie jest kobietka na pańskie nerwy, panie hrabio. Ona potrzebuje kogoś naprawdę złego.

MISTRZ

Pani mnie obraża. Zło zatajone jest we mnie bardzo głęboko. Nie każdy je dostrzec może. Tu jest ukryty zupełnie inny problemat.

FIZDEJKO

Praktycznie jest to wszystko jedno. Nie umiesz, Gottfrydzie, wyzyskać twego zła. Ale, ale — a co ty ze sobą zrobisz?

MISTRZ

Jestem w stanie ostatecznego zwątpienia. Trzeba sobie powiedzieć raz na zawsze, że epoka nasza nie może wydać pewnych typów władców. Chcieliśmy wziąć za łeb zbydlęcone przez socjalizm masy — my, ludzie końcowi, niedobitki — chcieliśmy być panami w początkowej fazie historii — na nic wszystko! Jedno jednak zdobyliśmy: oto na dnie zwątpień czysto osobistych mamy teraz wiarę w możliwość cyklicznego porządku historii na bardzo wielkich dystansach. Nieodwracalność przemian społecznych jest prawie że przezwyciężona.

Zdejmuje hełm i zbroję, które składa na placyku. Pozostaje we fioletowej pidżamie i fioletowej czapeczce z kutasikiem.

FIZDEJKO

Ale z nami: do widzenia na zawsze.

MISTRZ

siadając na drugim fotelu i zapalając papierosa

Tak, Eugeniuszu: w tej chwili może gdzieś, w jakiejś chałupie zbydlęconego współczesnego człowieka, rodzi się ekwiwalent przodka twego z XII wieku, słynnego z okrucieństw kniazia Fizdy. Może to być nawet twój nieprawy syn, o którym tak marzyłeś...

ELZA

Fi donc37, panie hrabio. On nie zdradził mnie nigdy.

MISTRZ

Proszę nie przerywać — to są bardzo ważne myśli. A więc: gdyby on, ten syn twój, wiedział, że jest twoim synem, nie mógłby być twórcą nowej dynastii. On musi być prawdziwym, pierwotnym zdobywcą — wtedy tylko wszystko zacznie się od początku na nowo.

FIZDEJKO

Czyż nie jest to jednak cudowne, że możemy na to patrzeć? Zadowolnijmy się kontemplacją. Na władców bydląt jesteśmy zbyt skomplikowani.

MISTRZ

Jedno jest tylko udowodnionym, że posiadając koleje, telefony, pancerniki, waterclosety i gazety ludzie mogą być takimi samymi bydlętami, jakimi byli poddani twoich przodków w puszczach XII wieku — to jest szalona prawda — czyli, że mimo nieodwracalności zdobyczy kulturalnych cykliczność jest prawem absolutnym, aż do zupełnego wymarcia danego gatunku.

FIZDEJKO

Z tą prawdą mogę umrzeć spokojnie. Eksperyment był konieczny, aby nas przekonać, że głowami muru nie przebijemy. Nawet druga kondygnacja jaźni, stworzona na absolutnej nicości, nie może być ekwiwalentem dawnej władzy.

MISTRZ

Ty jesteś stary, Eugeniuszu. Ale ja, zdaje się, będę musiał popełnić samobójstwo. Dostałem przed chwilą wiadomość, że matka moja nie żyje. Ale to jest powód czysto negatywny.

FIZDEJKO

Och — jak chcesz, Gottfrydzie. Ja cię odmawiać od tego nie myślę. Rozumiem cię doskonale. Ze względu na twórcę nowej dynastii dobrze jest, że ci bojarowie doszczętnie są wykatrupieni.

MISTRZ

Nie przyszło mi wtedy na myśl, kiedy to zastrzeliłem ostatniego, że to dla tamtego pracuję. No — ale czas nagli.

Wpełzają Potwory z krzaków na prawo. Słońce przesłania lekka chmurka.

Do widzenia — kniagini, do widzenia — Eugeniuszu.

Ściskają się z Fizdejką za ręce. Obraca się ku Potworom.

A, to wy? A gdzie Der Zipfel?

I POTWÓR

Pije ranną kawę. Zaraz tu nadejdzie.

MISTRZ

Jeszcze raz: do widzenia. A co do Janulki, to najbardziej zniechęciło mnie to, że pokochałem ją najzwyklejszą tak zwaną Wielką Miłością. To już było nie do zniesienia. Wczoraj zdradziłem ją na próbę z księżną i jeszcze z kimś i nie pomogło nic. Ja nie jestem wcale taki zwykły modern arystokrata. Dawniej my dociągaliśmy się do naszych nazwisk danych nam przez prawdziwie wielkich ludzi. Dziś większość z nas pokrywa nimi własną małość, a często zupełnie zwykłe świństwo. Nie — takim nie jestem i nie będę. No — ostatni raz: do widzenia.

Idzie i siada na ziemi między Potworami, po czym strzela sobie w łeb z browninga i wywala się w tył. Słychać huk motoru aeroplanu.

FIZDEJKO

Cudowne, cudowne! O takim beztroskim poranku marzyłem już od dawna.

ELZA

Za dużo trochę mówił przed śmiercią nasz niedoszły zięć. Ja zasypiam. Obudź mnie, o ile zajdzie coś ciekawego.

Zasypia. Słychać bardzo blisko huk motoru. Na drzewa na prawo od muru spada aeroplan tak, że jedno skrzydło zwiesza ukośnie z muru. Po murze z drzew spuszczają się szybko: Joël Kranz, ubrany jak pilot, za nim dwóch chasydów w strojach poprzednich, ale w ciemnych okularach, v. Plasewitz i Glissander w płaszczach i czapach. Słońce zaświeca znowu pełnym blaskiem.

KRANZ

nie widząc trupa Mistrza i Potworów

No — my pracujemy jak woły. Na opornych pan Płaziewicz puszcza depresyjne gazy. Ranek był intensywny: od szóstej do pół do siódmej stworzyłem sądownictwo, od pół do siódmej do siódmej uruchomiłem przemysł. Nowe lokomotywy są wspaniałe. Proszę o kawę. Za kwadrans jedziemy dalej i zajmiemy się wyższym szkolnictwem. Ale co pan, panie Fizdejko? Na polowanie idzie pan odświeżyć się po tej nocy pełnej zdarzeń? Pierwsza noc poślubna z królewską władzą. Bawiliście się jak typowi panujący, gdy my pracowaliśmy za was jak jedna olbrzymia dynamo. Nie robię wyrzutów — zupełnie normalny stan rzeczy.

FIZDEJKO

Nie — Semici stracili węch zupełnie. Czyż pan nie widzisz, panie Kranz, że my nie możemy odegrać roli władców? Jesteśmy ludzie końcowi i koniec.

KRANZ

No, a sztuczna konstrukcyjna jaźń? Czy już nie działa? Wczoraj szło wszystko znakomicie.

FIZDEJKO

Sztuczna jaźń nie jest fikcją, ale nie da się przystosować do bydlęcego społeczeństwa, nawet przy wzorowym szkolnictwie — to ostatnie wytwarza tylko zbydlęconych specjalistów — ani przy telefonach i telegramach — wyspecjalizowane, zmechanizowane bydlęta mogą sobie telefonować dalej i zostać bydlętami, ale do nas, do sztucznych jaźni nie dotelefonuje się nikt — ani my do nikogo. Jesteśmy odcięci.

KRANZ

Panie Fizdejko, nie żartuj pan. Pan jest król. Sire jest zmęczony. Niech sire odpocznie, zapoluje na kaczki i potem pogadamy.

FIZDEJKO

Popatrz pan tam. Mistrz już odpoczął — definitywnie. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!

KRANZ

O, mein Herr Jehowa!! Zabił się! I pan pleciesz mi tu jakieś bzdury, i nie mówisz nic o tym. Przecież to jest katastrofa. Gdzież znajdziemy takiego drugiego następcę i męża dla Janulki?

FIZDEJKO

Nie potrzeba następcy, skoro nie ma króla. Zostałem nadleśnym w dobrach Gottfryda, których zapomniał mi nawet przed śmiercią zapisać. Jestem zrujnowany doszczętnie.

KRANZ

To jest szaleństwo, panie Fizdejko. Ja panu podwyższę pensję. Teraz, kiedy wszystko wre i kipi jak w garnku, kiedy ja na wpół już się ugotowałem w tym warze, pan się cofa!

FIZDEJKO

Zostań pan sam królem, panie Kranz. Joël I W-Braku-Kogoś-Lepszego. Doskonale brzmi ten tytuł.

KRANZ

A wiesz pan co — to świetna myśl. Płaziewicz — co sądzicie o tym?

FIZDEJKO

Ja żartowałem: mój następca rodzi się w tej chwili w jakiejś chałupie. Tak mówił Mistrz. Zbydlęcone społeczeństwo jest tym samym co pierwotne — potrzebuje władzy, która by wyszła z łona samego bydlęctwa, a nie nas: hiperkulturalnych manekinów o nadbudowach psychicznych.

v. PLASEWITZ

A ja myślę, że nie. Może ty byś, Gienku, nie wybrnął, ale nie zapominaj o tym, że Kranz jest Żydem. My, Semici, mamy takie pokłady możliwości, że w tym cyklu wytrzymamy jeszcze w ciągłości. Kranz to jest świetna intuicyjna myśl.

FIZDEJKO

Nie mam przekonania, że dynastia Kranzów długo będzie trwała.

KRANZ

Miałem depesze. We Francji — zbydlęcenie, w Anglii — zbydlęcenie, w Ameryce też. Cały świat ruszył z kopyta w nową erę. W Norwegii jest już coś w naszym rodzaju. A propos: może mi pan da Janulkę za żonę, panie Fizdejko?

FIZDEJKO

Jeśli zechce — i owszem. Niech sobie pokróluje troszeczkę. Tylko jedna rzecz jest przykra, że was wyrżną bardzo prędko. Elza, słyszysz?

ELZA

Ja się zgadzam z rozkoszą. Niech się Semici ze sobą łączą. Czystość rasy jest naszą największą siłą.

KRANZ

Dziękuję. A gdzie Janulka?

FIZDEJKO

Zaraz wróci z grzybobrania. Mam już dosyć tych dyskusji i problemów. Jestem naprawdę zmęczony. Zasypiam.

Siada i zasypia. Zza krzaków wychodzi Księżna w szlafroczku z Janulką, ubraną w różową sukienkę.

JANULKA

Aha — więc przeczucie mnie nie myliło. Mistrz pękł ostatecznie. Panie, świeć jego duszy.

KRANZ

Panno Janulko, ojciec zgadza się — wychodzi pani za mnie za mąż. Od pięciu minut jestem królem Litwy i Białorusi.

JANULKA

Ani myślę — ja mam już po szyję tych wszystkich królestw i sztucznych jaźni. Jestem zwykła, półdziewicza, ładna panienka o mieszanej krwi. Wczorajszy wieczór dał mi poznać całą jałowość waszych wysiłków. Ojciec zrezygnował — Mistrz także, chociaż w inny sposób. Ja chcę wyjść za mąż normalnie, za skromnego młodzieńca i mieć zdrowe, bydlęce dzieci. Chcę być członkinią bydlęcego społeczeństwa. Ja też jestem zmęczona.

KRANZ

A, do diabła! Taka piękna panienka mi się wymyka. Ale to nic. Główna rzecz jest władza. Za mądry jestem trochę na króla, ale jak zacznę pić, to może zgłupieję jak i Fizdejko.

Wchodzi de la Tréfouille, ubrany jak w akcie I. Głowę ma obwiązaną chustką ze śladami krwi.

DE LA TRÉFOUILLE

Wracam do kraju i zostanę też królem. Podobno Francja zbydlęciała także.

KSIĘŻNA

Ja z tobą, Alfredzie. Mnie się też coś należy.

DE LA TRÉFOUILLE

O nie! Ty, Amalio, jesteś moją kochanką z fazy przejściowej. Oświadczam to publicznie: jeszcze żaden z de la Tréfouille’ów nie popełnił takiego mezaliansu. Panno Janulko, proszę panią o rękę i obiecuję królestwo zbydlęconej Francji.

JANULKA

O nie, mój książę: właśnie odmówiłam tego samego — cha, cha! — panu Kranzowi, który został królem Litwy. Eksperyment się nie udał. Mistrz leży martwy, a papa śpi jak suseł.

DE LA TRÉFOUILLE

W takim razie, Amalio...

KSIĘŻNA

waląc mu w łeb z browninga

Za późno, Alfredzie. W twojej rodzinie musiało być wiele mezaliansów — takich, o których nie wiesz. Nie cierpię istotnego chamstwa pod maską fałszywej wytworności. Ale Kranz kocha się we mnie od dawna i teraz nie śmie mi tylko tego wyznać. Prawda, mój drogi Joëlu?

De la Tréfouille umiera.

KRANZ

Tak — przyznaję się od razu. Ze względów dynastycznych wolałbym pannę Fizdejko, ale kocham tylko panią. Jesteś królową, Amalio. Chodźmy. Muszę zająć się teraz kwestią rybołówstwa i hodowli bydła — ale prawdziwego, nie ludzkiego. A od szóstej wieczór jestem twój. Gdzie jest korona?

ELZA

wydobywając koronę spod kołdry

Tutaj, mój dobry Joëlu. Schowałam ją na wszelki wypadek. Żałuję tylko, żeś nie został moim zięciem.

Kranz bierze koronę i wkłada ją na swoją czapkę pilota. Wchodzi Der Zipfel.

KRANZ

Płaziewicz, wydacie dziś manifest z moim programem. Der Zipfel, potrzebuję dziś wszystkich bojarów. Żeby mi byli żywi i zdrowi. To jest zalążek mojej armii.

DER ZIPFEL

Rozkaz, Wasza Królewska Mość.

Wybiega za mur i zaraz wraca.

KRANZ

Teraz ja wam pokażę, czym są Żydzi na właściwych miejscach. Geniusz bez miejsca jest zerem. No — Amalio, idziemy.

Wychodzą z Księżną i v. Plasewitzem za mur mijając się z wracającym Der Zipflem. Chasydzi wychodzą także, mówiąc chórem

CHASYDZI

Hamałab, abgach, Zaruzabel. Na koniec mamy Mesjasza!

Exit.

DER ZIPFEL

No — kwestia żydowska jest na razie rozwiązana. Za minutę będzie zaćmienie słońca. Nieznane ciemne ciało niebieskie przemyka obok nas z niepojętą szybkością.

JANULKA

Ach, co mnie obchodzą Żydzi i wszystkie zaćmienia. Sama jestem zaćmioną Żydówką. Nie mam już na horyzoncie nikogo zwykłego. Tak dosyć mam tych nadzwyczajnych ludzi, że aż mnie mglić zaczyna. Tak bym chciała mieć zwyczajnego różowego bubka za męża: bezmyślną, przyjemną kukiełkę, czystą i dobrze ubraną. Czy pan nie może zbudzić Mistrza, panie Der Zipfel? Tyle trupów już pan odnawiał do życia. Chciałabym pomówić z nim o przyszłości.

DER ZIPFEL

Nie, Janulko: nad samobójcami nie mam żadnej władzy. Ale zwróć no uwagę na tego lewego potworka. Popatrz, co się z nim dzieje.

Słońce nagle gaśnie. Na scenie jest prawie zupełnie ciemno. Lewy Potwór podnosi się i nagle zrzuca całą maskę i suknię. Okazuje się, że jest to zwykły, przystojny bubek, taki zupełnie, o jakim marzyła Janulka. Ubrany jest w szary strój marynarkowy i półbuciki z getrami. Podchodzi do Janulki.

II POTWÓR-BUBEK

Janulko, kocham cię.

JANULKA

Ja ciebie także.

Zarzuca mu ręce na szyję.

II POTWÓR-BUBEK

Nie będziemy nic o tym mówić, bo i my, i wszyscy inni znają to ze wszystkich sztuk realistycznych: francuskich, niemieckich, holenderskich, polskich, a nawet litewskich i rumuńskich — a także z powieści.

JANULKA

Ach — po cóż o tym mówić? To samo przez się się rozumie. Tylko że ja nie mam serca: kocham rozumowo. Wielki Mistrz wygryzł mi serce swoją dialektyką.

II POTWÓR-BUBEK

A ja nie mam mózgu. Byłem tylko potworem: opierzonym beznogiem.

JANULKA

zaciekawiona

Naprawdę? A tamten drugi, czy też jest bubek taki jak ty?

Bubek milczy zmieszany. Ciemności nabierają koloru buroczerwonawego.

DER ZIPFEL

Nie radzę próbować demaskowania go, można się przestraszyć.

JANULKA

A ja spróbuję.

Idą oboje z Bubkiem do I Potwora.

DER ZIPFEL

macając puls śpiącego Fizdejki

Trup.

Podchodzi do Elzy i też bada jej puls.

Także trup. Niezdrowe powietrze jest w tym zamku. Ja także jestem trup.

JANULKA

która stoi przed I Potworem nie śmiejąc go dotknąć

A więc jestem zupełna sierota.

II POTWÓR-BUBEK

Ja ci zastąpię wszystko.

DER ZIPFEL

No — dotknij go, moje dziecko. Raz w życiu zetknij się z ostatnią tajemnicą. Potem możesz zbydlęcieć do szczętu.

Janulka dotyka Potwora I, który momentalnie znika, tzn. zapada się w zapadnię.

JANULKA

To straszne! Boję się okropnie pierwszy raz w życiu. Więcej boję się siebie niż tego wszystkiego. Jednak jest coś niepojętego. Ale ty nie znikniesz, mój śliczny bubeczku?

II POTWÓR-BUBEK

Nigdy, nigdy. Jestem twój na wieki.

Wielki Mistrz nagle przewraca się z boku na bok i mówi w tonie modlitewnym, bełkocząc z początku niewyraźnie.

MISTRZ

Bihułbałambobambłagohamba — jadę w nieskończoność granicznych myśli równych prawie zeru. Zawojowuję nowe tereny tajemnic i kolonizuję je moimi myślami. Najgorsza jest karna kolonia myśli niewypowiedzianych. Przekraczam przełęcz sensu i bezsensu! Już jestem tam, gdzie nikogo nikt dosięgnąć nie może, ani ja sam siebie w sobie. I Bóg, złamany samotny starzec, z sercem rozdartym straszliwym niesmakiem nieudanego dzieła, sprasza wybranych na ostatni bal — bal wzajemnego przebaczenia. Tam widzę nas wszystkich i wielu, wielu innych. Dobijcie mnie! Ja nie chcę trwać w wieczności. Ja przebaczam Bogu potworność tego pomysłu, ale innego Istnienia nawet On sam stworzyć nie mógł.

JANULKA

Uciekajmy stąd! Tu straszno!

Uciekają z Bubkiem w krzaki.

DER ZIPFEL

strasznym głosem

Trupy!! Wstać!!!!

Elza, Fizdejko i de la Tréfouille zrywają się. Elza wyskakuje z łóżka. Nagły blask słońca rozjaśnia scenę.

ELZA

jakby zbudzona ze snu

Co to?!!

FIZDEJKO

Gdzie jestem?!! Jakieś nieznane miejsce z dawnych wcieleń!!

Roztrzaskuje fajkę o poręcz fotela. Karabin ma cały czas na ramieniu. Mistrz pełznie ku nim poprzez kupę leżącej na ziemi swojej zbroi.

MISTRZ

pełznąc jak snący rak

Dobijcie mnie... Męczy mnie ta wizja ostatniego balu... Nie mam już sił na towarzystwo Boga... Jest za dobry, za grzeczny, a we wszystkim kryje się pogarda. Nie chcę już rozmów fundamentalnych. Tak cieszyłem się niebytem i znowu coś jest, choć nie poznaję już siebie. A z przyzwyczajenia mówię o sobie: ja, ja, ja, ja...

Jęczy prawie

Zabijcie drugą jaźń. Czyż byłaby nieśmiertelna? Och — co za męka! Dobijcie mnie! Litości!!

DER ZIPFEL

Wal, Fizdejko, z obu luf w tego pełzającego gada. Dobij go, jak naddeptanego żuka. Niech się nie męczy już.

Fizdejko szybko zdejmuje winchestera z ramienia, mierzy krótko i strzela z obu luf w pełzającego Mistrza. Mistrz kamienieje w wyciągniętej pozycji.

DER ZIPFEL

Zdaje się, że przeholowałem! Duch zabił ducha z rzeczywistego winchestera!! Tylko czy to nie jest mój sen czasem — to wszystko razem?

FIZDEJKO

No dobrze, ale przecież ze mną dzieje się to samo...

DE LA TRÉFOUILLE

I ze mną też.

ELZA

A ja? Czyście o mnie zapomnieli? Jedyna kobieta między wami śni to samo co wy.

DER ZIPFEL

z zachwytem

W nieskończoności wszelkich możliwości możliwym jest i taki przypadek: spotkania się czterech identycznych snów. To nazywają czasem cudem.

Zza muru wypada hurma Bojarów z toporami. Na ich czele Glissander we fraku. Za nimi cztery panny z fraucymeru Mistrza, które klękają po obu stronach jego trupa. Rozpoczyna się potworna rzeź pięciorga poprzednich osób.

DER ZIPFEL

To już nie jest cud! To po prostu oszalał sam ośrodek wszystkich przypadków świata!!! Aaa!!!!

Pada pod uderzeniem siekiery. Krew bluzga (pękają baloniki z wodą zabarwioną fuksyną, które wszyscy mieli pod ubraniami). Wszyscy padają. Podczas tego zza krzaków ukazuje się Joël Kranz, w purpurowym płaszczu i w koronie na głowie, w towarzystwie Amalii, ubranej tak samo. Patrzą z uśmiechem na rzeź.

Kurtyna.

27 VI 1923

Przypisy:

1. Janulka, córka Fizdejki — nawiązanie do tytułu wydanej w 1826 r. powieści Feliksa Bernatowicza (1786–1836) Pojata, córka Lezdejki, opisującej dzieje Litwy w XIV w. [przypis edytorski]

2. Oder bin ich ein Genie, oder ein Hanswurst. Hanswurst oder Genie, ich muss leben (niem.) — Albo jestem geniuszem, albo pajacem. Pajac czy geniusz, muszę żyć. [przypis edytorski]

3. Zipfel (niem.) — cypel, koniec, szpic, wskazówka. [przypis edytorski]

4. Brody ich długie, wąsione kręciska, włos długi i pluga sukniawa, a w rękach buły ogromniawe i siekiery — nawiązanie do fragmentu ballady Powrót taty Adama Mickiewicza. [przypis edytorski]

5. Glissander — nazwisko utworzone od fr. glisser: ślizgać się. [przypis edytorski]

6. bon pour tout (fr.) — dobry do wszystkiego, zdolny do wszystkiego. [przypis edytorski]

7. fraucymer (z niem. Frauenzimmer: komnata kobiet, pokój dla dam) — damy dworskie, stałe towarzystwo królowej czy księżnej. [przypis edytorski]

8. anglez (z fr. anglais: angielski) — rodzaj surduta, męskie okrycie, popularne w średnich warstwach społecznych w XIX w., zwane także tużurkiem (z fr. toujours: zawsze lub tous les jours: codziennie, na codzień). [przypis edytorski]

9. fatermerder (niem. Vatermörder: ojcobójca) — wysoki, sztywny kołnierzyk u koszuli. [przypis edytorski]

10. halsztuch a. halsztuk (niem. Halstuch) — element męskiego stroju, popularny w XVIII i XIX w., rodzaj apaszki a. szeroki krawat. [przypis edytorski]

11. gallifety a. galife — spodnie do wysokich butów, podobne do bryczesów. [przypis edytorski]

12. kumpoł — wyjaśnień co do tej ostatniej może udzielić sam autor lub jaki inny były oficer lejbgwardii pawłowskiego pułku, z I batalionu [przyp. Witk.]. [przypis autorski]

13. Oswald Spengler (1880–1936) — niemiecki filozof historii i kultury. [przypis edytorski]

14. Tristan Tzara (1896–1963) — poeta francuski, jeden z twórców i teoretyków dadaizmu. [przypis edytorski]

15. piurblagista (z fr. pur: czysty, i blague: dowcip, bzdura) — tu: dadaista. [przypis edytorski]

16. Henri Bergson (1859–1941) — filozof francuski. [przypis edytorski]

17. problem Hyrkana — nawiązanie do dramatu Witkacego Mątwa, czyli Hyrkaniczny światopogląd. [przypis edytorski]

18. y compris (fr.) — w tym; włączając. [przypis edytorski]

19. Seine Durchlaucht (niem.) — Jego Wysokość. [przypis edytorski]

20. Hermann Minkowski (1864–1909) — niemiecki matematyk i fizyk. [przypis edytorski]

21. un tout petit brin de sang sémite (fr.) — maleńka odrobina krwi semickiej. [przypis edytorski]

22. spółrzędne — dziś popr.: współrzędne. [przypis edytorski]

23. liczby zespolone (mat.) — liczby będące elementami rozszerzenia ciała liczb rzeczywistych o jednostkę urojoną i. [przypis edytorski]

24. Also, mein lieber (niem.) — A więc, mój drogi. [przypis edytorski]

25. Dwa Potwory stoją na swoich podstawach — Podstawy mogą być krynolinowate i umożliwiać aktorom stawanie i przysiadanie przez ścieśnianie się kręgów. [przypis autorski]

26. Maciej Korbowa — bohater tytułowy sztuki Witkacego Maciej Korbowa i Bellatrix. Tragedia w pięciu aktach z prologiem (1918 r.). [przypis edytorski]

27. Wahazar — bohater tytułowy sztuki Witkacego Gyubal Wahazar, czyli Na przełęczach bezsensu. Nieeuklidesowy dramat w czterech aktach (1921 r.). [przypis edytorski]

28. Król Hyrkanii — Hyrkan IV, jeden z bohaterów dramatu Witkacego Mątwa, czyli Hyrkaniczny światopogląd. Sztuka w jednym akcie (1922 r.). [przypis edytorski]

29. Trobriand Islands, pol. Wyspy Trobriandzkie — archipelag wysp na Morzu Salomona, należący do Papui-Nowej Gwinei, gdzie Witkacy przebywał w 1914 r., prowadząc dokumentację fotograficzną w początkowym okresie wyprawy antropologicznej Bronisława Malinowskiego. [przypis edytorski]

30. Karol V Habsburg (1500–1558) — cesarz rzymski narodu niemieckiego i król Hiszpanii (jako Karol I) pod koniec życia przeszedł załamanie nerwowe i abdykował w 1556 r. Ostatnie lata spędził w klasztorze, cierpiał na podagrę. W 1558 r. zorganizował tam próbę generalną jego własnego pogrzebu i podczas tej uroczystości nabawił się udaru słonecznego, co stało się przyczyną jego śmierci. [przypis edytorski]

31. maron (ang. marooned) — neologizm utworzony przez Józefa Birkenmajera, tłumacza R.L. Stevensona, efekt przekładu ang. marooned. Wyraz ten „oznacza rodzaj strasznej kary, dość pospolitej wśród korsarzy, a polegającej na tym, że winowajcę wysadza się na pustej i ustronnej wyspie z garstką prochu i kul” (Wyspa skarbów, tłum. J. Birkenmajer, Warszawa 1972). [przypis edytorski]

32. Arnold Schönberg (1874–1951) — kompozytor austriacki, twórca techniki dodekafonicznej. [przypis edytorski]

33. Svante Arrhenius (1859–1927) — fizykochemik i astrofizyk szwedzki, laureat Nagrody Nobla (1903) w dziedzinie chemii za opracowanie teorii dysocjacji elektrolitycznej. Twórca teorii panspermii, według której życie w formie bakterii jest przenoszone między planetami dzięki ciśnieniu światła. [przypis edytorski]

34. cezar August, kończąc wszystko, przyznał się — nawiązanie do słów Oktawiana Augusta, wypowiedzianych na łożu śmierci, a przytaczanych przez Swetoniusza: Plaudite, cives, comoedia finita est (Klaszczcie, obywatele, komedia skończona). [przypis edytorski]

35. Mauryce Blondel (1861–1949) — filozof francuski. [przypis edytorski]

36. fountain-pen (ang.) — wieczne pióro. [przypis edytorski]

37. Fi donc (fr.) — brzydko, nieładnie. [przypis edytorski]