C. Problem łaźni parowej
Stała rozmowa, która mnie do wściekłości doprowadza. Ja: „Chodzi pan do łaźni?”, On (Ona): „Nie, ale kąpię się”, niektórzy dodają: „co dzień”, inni raz na tydzień, na dwa, na miesiąc, raz w rok koło Zielonych Świątek. Co dzień brać gorącą wannę to jest przesada i to jest nawet niezdrowe. Wyszorować się co dzień, można pod prysznicem w łazience, w tubie, w blaszanej dużej miednicy, w balii, ale siedzieć po pół godziny w gorącej wodzie — to jest ryzykowne. Mógł sobie na trzy wanny dziennie pozwolić Napoleon I z jego „Überschuss an Energie184”, ale normalny Polak nie. Jestem za wanną co tydzień, a za myciem się „na cało” mydłem i ewentualnie szczotką Sennebaldta z Białej co dzień. Ale jak ktoś mi powie, że nie był nigdy w łaźni, a jest w dodatku już po czterdziestce, to naprawdę w mordę bym prał niechluja dla jego dobra do krwi — dodaję: niechluja raczej we- niż zewnętrznego. Bo łaźnia to jest tak jak mycie się szczotką od wewnątrz, szorowanie organów wewnętrznych, ścięgien, stawów, mięśni, nerwów, po prostu samych komórek. A cóż dopiero, jeśli jest to połączone z masażem takim, jaki robi genialny wprost w swoim fachu Jan Wawrytko w łaźni miejskiej w Zakopanem. Człowiek wyje, każdy mięsień, każde ścięgno zdaje się wydobyte i obszczypane. Ale za to potem ofiara Wawrytki czuje się tak, jak łożysko kulkowe świeżo wymyte naftą i naoliwione. Wszystkie świństwa wychodzą z człowieka razem z potem — wszystkie organy zaczynają żyć na nowo, przemiana materii staje się prawidłowa, usuwają się wszystkie złogi kwasów i spowodowane przez nie artretyczne zgrubienia członków. Kto po czterdziestce nie zacznie chodzić co najmniej raz na miesiąc do łaźni parowej, jest kretynem (chyba że wada serca czy choroba płucna mu na to nie pozwala, to trudno — na to nie ma rady). Powiedzenia takie: „Ja nie mam czasu, ja się brzydzę widokiem innych ciał” itp. powinny być wyeliminowane. Nikt nie może przewidzieć, jak przedziwne skutki może mieć dla niego znienawidzona z początku, a potem tak „kochana” łaźnia. Ale najgorsze jest to powiedzenie: „przecież ja się myję” — to wściec się można od takiego niezrozumienia jednego z najwspanialszych, przez naturę nam w postaci naturalnych gorących źródeł poddanego wynalazku. Twierdzę, że mała ilość artretyków i wariatów w Rosji, w przeciwieństwie do pierwszego w Anglii i drugiego w krajach północnych, polega na tym, że Rosjanie zawsze pijali prócz kolosalnych dawek wódki (zdrowsza niż wino) również kolosalne ilości lekkiej bardzo herbaty, a przy tym co tydzień chodzili do łaźni — to jest najważniejsze. W ten sposób wypacali (i pewno wypacają i teraz) wszystkie świństwa, które wódka w ich organizmach wytwarzała. W ogóle działanie środków moczopędnych (kofeina mimo wytwarzania ciał purynowych, szkodliwych na artretyzm, kompensuje to właśnie tą swoją właściwością) zostało teraz jakby więcej ocenione. Z powodu własności moczopędnych kofeiny herbata uznana została za używkę jeśli nie korzystną, to w każdym razie nie tak szkodliwą, za jaką ją miano dawniej z powodu przetwarzania się kofeiny w materie wywołujące artretyzm przez wytwarzanie nierozpuszczalnych moczanów będących przyczyną złogów w stawach i mięśniach. Mam wrażenie, że krótkie i rzadkie (do dwóch tygodni najwyżej, raz na pół roku) nałogowe picie piwa w dużych ilościach (do dziesięciu bomb dziennie), które ja uprawiam, też doskonale działa na artretyzm, ale jest to tylko hipoteza, którą należałoby sprawdzić, jak również poznać dokładnie działanie nieznanych alkaloidów chmielu (lupuliny i innych). Nie polecam nikomu tego procederu, wyjątkowo tylko prawdziwym tytanom antynałogowości w okresach wielkich radości lub wielkich smutków; możliwe, że brak artretyzmu w „piwnych” częściach Niemiec, a rozpowszechnienie go w „winnych” i we Francji (patrz cała „Biblioteka Boya”) polega też na tym. Są to rzeczy do zbadania, i to nie przez laików mojego pokroju.
Jeszcze inny rodzaj śmisznych „ludzieniaszków”185 mówi: „Ja nie mogę — nie znoszę gorąca”. A któż je znosi w tym stopniu od początku? Trzeba się powoli przyzwyczaić i co do siły pary, i czasu, a wtedy pokocha się łaźnię i tęsknić się do niej będzie jak do żarcia, picia i tym podobnych rzeczy.