D. Wady

Jeszcze raz chcę zwrócić tu uwagę, że co innego jest człowiek z wadami wrodzonymi, a co innego jest typowa niemyta dusza, reagująca swymi kompleksami poza kontrolą intelektu i zwyczajnego rozumu, tzw. „chłopskiego”. Otóż może być osobnik mający wady, które on właśnie za swoje zalety uważa. Ale są to rzeczy głęboko mu organicznie wrodzone, stanowiące integralną część jego istoty; on jest zrośnięty z nimi jakby w jedną bryłę i nie ma nawet żadnych środków dla spojrzenia na siebie z boku i zobaczenia tych właściwości swych jako wad właśnie. Takie typy zdarzają się raczej wśród pykników, chociaż i pewne typy schizoidów mogą tu też być zaliczone; do wad pierwszego rodzaju będą np. należeć: rozrzutność, lekkomyślność, samochwalstwo, brutalność; do drugiego: despotyzm, fanatyzm, doktrynerstwo, skąpstwo, skrytość, zamknięcie się w sobie186, okrucieństwo itp. Są to albo właściwości „pierwsze”, albo też dodatkowo towarzyszące innym, bardziej pozytywnym. W każdym razie typy takie do pewnego stopnia nie odpowiadają za wszystkie ujemne skutki, których charaktery ich dostarczają otoczeniu — są takimi, bo być nimi muszą. Wielka siła danych pierwotnych, przy małej zdolności do analizy, widzenia swych wad, nawet przy dość wybitnej silnej woli, nie pozwala im poprawić się z błędów — nie dostrzegają ich i koniec. Często uważają się typy takie za doskonałości w swoim rodzaju, będąc właściwie plagami dla swego najbliższego otoczenia. Inny typ stanowią ludzie o charakterach ujemnych, którzy nie mając żadnych etycznych zastawek, prócz tych najogólniejszych, które chronią od zbyt już jawnie kryminalnych postępków, a przy tym posiadając dokładną znajomość wad swych jako takich, obliczając na zimno korzyści, systematyzują wady te w pewien zespół, dający im przewagę w kwestiach życiowych w ten czy inny sposób, w każdym razie ujemny, jeśli chodzi o drugich. Znałem wielu takich osobników, którzy pozornie robią wrażenie — o ile się po latach ich ogląda — zatrzymanych jakby w wewnętrznym rozwoju (często pojawia się zjawisko to u Polaków żyjących za granicą, wybitnie u polskich nałogowych paryżan), a których wady — zamiast ulec uświadomieniu i częściowemu choćby zniszczeniu przez pracę nad sobą — kulminują w rozwoju swym w postaci całego systemu, stanowiącego już jeśli nie najgorszego gatunku maszynę zdobywczą, to w każdym razie tandetny wał ochronny lub zbroję, która może nawet mieć czasem tradycyjny rycerski wygląd, będąc w gruncie rzeczy zbiorem starych rondli, miednic czy urynałów, kawałów jakichś oberwanych dachów czy płyt od wypalonych dawno rusztów. Trzeba odróżnić oba tamte typy od człowieka, który, przy pełnej znajomości wad swych, pewnych z nich np. nie jest w stanie się pozbyć mimo nawet usilnej pracy nad sobą: podnosi się i zapada znów i życie jego wskutek tego staje się pasmem ciągłych wzlotów i upadków, które powodują, że linia wypadków zewnętrznych przybiera fantastyczną zygzakowatą lub pogmatwaną formę, będąc funkcją — niedostrzegalną często dla drugich — wewnętrznej szarpaniny. Ale nade wszystko trzy wymienione rodzaje odróżnić należy od typu będącego tematem głównym tej pracy: typu węzłowiskowego, który ma wady chwilowe zależnie od danego okresu życia lub ograniczone do pewnych reakcji (np. jest brutalny i niedelikatny — odróżnić te dwie rzeczy od siebie, gdy chodzi o malarstwo, kwestie erotyczne lub matematykę). Zaraz to wytłumaczę: np. dany snardz jest złośliwy tylko w chwilach niepowodzenia, bo wtedy działa specjalnie silnie jego węzłowisko upośledzeń: jest np. brutalny (otwarte chamstwo) lub niedelikatny (zamaskowane, udające co innego — czasem np. dyskrecję właśnie — włażenie komuś w majtki, mówienie rzeczy przykrych pod pozorem obiektywizmu lub weredyctwa187), gdy chodzi: 1. o malarstwo, bo miał być malarzem w młodości i chciał być sławnym, i to mu się nie udało; 2. o erotykę, bo ma krótkie pałąkowate nogi lub jedną nogę uschniętą i 3. o matematykę, bo jest ona dla niego jedynym sposobem okazania swej wyższości nad innymi. Ale ten typ nie wie przeważnie nic o tym, co popełnia. Uświadomiony powinien przestać — jeśli nie, to znaczy, że jest drań. A z draniami nie należy się zadawać, choćby byli nie wiem jak przepełnieni tajemniczym urokiem życia — tę radę daję wam znad grobu ostatnim wysiłkiem stygnących ust. Do widzenia.