Zakończenie rzeczy właściwej

Możliwe, że „wysoka szlachta, świetny korpus oficerski i P. T. publiczność” (jak pisano przed wojną na afiszach cyrkowych w Austrii) będzie niezadowolona z ostatecznych wyników tego, o jakże mimo wszystko pożytecznego „dziełka”. Nie miałem zamiaru pisać kompletnego traktatu o wadach współczesnego człowieka, a Polaka w szczególności; chodziło mi tylko o lekkie pobudzenie uśpionego chętniaka do samodzielnych badań we wskazanych przeze mnie kierunkach. Możliwe, że wstęp teoretyczny zapowiadał więcej, niż się dalej dokonało, ale właśnie on jest główną częścią dziełka, a cała wyłożona tu „mądrość życiowa” ma tylko ilustrować przykładowo jego tezy, nie mając pretensji do całkowitego ujęcia wszystkich transformacji węzłowisk upośledzenia, którego form jest prawie tyle, ile żyje ludzi na tej nieszczęsnej, a tak pięknej gałeczce naszej kochanej.

Operuję szczupłym zakresem własnych przeżyć i nie mam bynajmniej pretensji do objęcia całokształtu poruszonych tu kwestii. Zasadniczą rzeczą, jak słusznie twierdzi Joachim Metallmann170, jest to, aby dany autor nas do samodzielnych myśli pobudzał, prócz oczywiście wartości jego własnych idei. O ile to zadanie biedna ta wprost książczyna wypełni, będę już bardzo zadowolony. U nas ludzie lubią „zasypiać” na niewygodne tematy i skutki tego mogą być straszne: „reformy” mogą przyjść za późno we wszystkich możliwych dziedzinach — od teatru aż do ustroju państwa. Najszerzej pojęta rewolucja od góry na lewo na wszystkich frontach musi być przeprowadzona, zanim nastąpi ona od dołu pod względem społecznym wśród morderczych walk i utraty kulturalnej wysokości: trzeba nauczyć się wyciągać wnioski z historii. Ale jednocześnie trzeba obowiązkowo czyścić się od środka indywidualnie. Dopiero wypadkowa tych dwóch dążeń mogłaby dać wspaniałe rezultaty.

(Dalej nastąpi Appendix do książki o narkotykach, co będzie rzeczą wysoce niewłaściwą: ale gdzie go wydrukować, jak nie tu?)