SCENA DZIEWIĄTA

Ciż minus Dyapanazy Nibek.

WIDMO

A teraz, panowie, pogódźcie się i dajmy raz spokój życiu! No, bez żadnych wahań: ja każę.

Młodzi ludzie podają sobie ręce.

O tak. Wszystko dobrze. (do Kozdronia) A ty, Ignacy, idź zaraz do oficyny po dziennik i razem macie go przeczytać z Dyapciem. Rozumiesz?

KOZDROŃ

wstając

Słucham cię, Anastazjo. Ujeździłaś mnie jak nędznego wałacha. Żegnam cię. Muszę trochę odpocząć po tym wszystkim.

Odchodzi powoli na lewo, zamyślony bardzo. Muzyka urywa się nagle.