SCENA JEDENASTA

Ciż plus nowo przybyli.

ZOSIA

Mamo! Będziesz się z nami bawić? Naprawdę? Tak jak dawniej?

AMELKA

Ach! Co za szczęście! Mamusiu, jaka ty jesteś dobra!

NIBEK

do Anety

Patrz, Aneta. Czyż to nie jest szczęście — to wszystko? Dlaczego nie mogło być tak dawniej? Dlaczego wszystko się tak strasznie popsuło?

ANETA

Musisz żyć dla dzieci, wuju. Tylko dla dzieci. One są wprost cudowne, te małe.

NIBEK

Tak — to jest cud, że one istnieją. Większy nawet niż to.

Wskazuje na Widmo.

KUZYN

No — ja teraz chciałem coś powiedzieć. Napisałem pierwszy wiersz po długiej, strasznie długiej przerwie. (do Widma) Czy mogę ci przeczytać, kuzynko? Tobie jest poświęcony; raczej twojej pamięci.

WIDMO

trzymając w objęciach dziewczynki

Czytaj, Jeziu. Czytaj nam wszystkim, nieszczęsny grafomanie.

KUZYN

A więc dobrze. Ale bądźcie wyrozumiali. Myślałem już, że nic nie napiszę.

ANETA

Bez wstępów, kuzynie. Ja w ciebie wierzę.

KUZYN

A więc, tytuł jest: „Wszystko było tak dobrze i tak się wszystko popsuło.”

NIBEK

Świetny tytuł. Wal dalej.

KUZYN

czyta z papierka

Siostrzyczki spijają z kieliszków jak naparstki

Bladozieloną truciznę, straszliwy, blady jad.

Za chwilę umrą — już w kurczach ściskają się garstki,

Już szyjki gną się jak łodygi i jedna główka zwisła jak więdnący kwiat.

Jakiś listek przepłynął po czarnej wodzie.

Ktoś przeszedł się szybko (i zaraz wrócił) po mroczniejącym ogrodzie.

Już druga główka się słania w złowieszczy i pełen kurczów cień,

Za dworem na polach szarzeje i kończy się smutny, powszedni dzień.

Przyleciał mały piesek, powąchał trupki i zaraz się wściekł.

Przybiegł mały człowieczek, co ciastka na podwieczorek piekł,

Płakał i gryzł paznokcie,

Upaprany w cieście po łokcie.

Wbiega Marceli w fartuchu.

MARCELI

Panie, pan Maszejko prosi pana do kancelarii.

NIBEK

Nie słyszysz, idioto, że panicz czyta? Proś pana Maszejkę tutaj!

KUZYN

czyta dalej

Ojciec zacisnął pięści i zawył dziko do Boga.

Wszystkich ogarnęła potworna, szara trwoga.

Nibek zakrywa twarz rękami. Widmo puszcza Zosię, którą trzymało pod prawą pachą, i również zakrywa twarz ręką.

A taki miał być przyjemny nastrój po podwieczorku

W małym, zacisznym, ukrytym w drzewach dworku.

Pauza.

ZOSIA

A to jest śliczne! To tak jak we śnie. Ja bym chciała, żeby ciągle tak było.

AMELKA

I ja także. Tylko ja powiem prawdę. Jezio jest głupi: on nic nie rozumie.

KUZYN

do Widma

Tobie to zawdzięczam, kuzynko, że coś się we mnie obudziło. Dziękuję ci za wszystkie tortury.

WIDMO

odkrywając zapłakaną twarz

Widzisz. Ja płaczę. Ja — widmo. Płaczę, mimo że nie uznaję twoich wierszy. I mówię ci prawdę: to zawdzięczasz tylko jej. (wskazuje na Anetę) Ona cię kocha. Bądźcie szczęśliwi. (wstaje) Nie mam nawet chustki. Widma zwykle nie płaczą.

AMELKA

dobywa swoją chustkę

Masz, mamo. Obetrzyj sobie oczy.

Widmo obciera oczy. Z prawej strony wchodzi Maszejko, ubrany w żółty nankin i długie buty. Nibek odkrywa twarz. Kuzyn Pasiukowski podchodzi do Anety, która stoi zmieszana na prawo.

MASZEJKO

Dzień dobry państwu, dzień dobry. Nie witam się z każdym z osobna. (do Widma) Pani dobrodzice rączki całuję. Lecz co to? Pani dobrodzika płacze? Wszystko będzie dobrze. Panie Nibek, odborsuczyłem własnoręcznie prawie wszystkie suki. Tylko z Aldoną i z Fifi nie możemy sobie dać rady. Trzeba je będzie zastrzelić.

NIBEK

Panie Maszejko, Kozdroń przyznał się. Wiem, że ułatwiałeś pan romanse mojej żonie. Ale przebaczam panu, bo pan jedynie może moje suki uratować od zborsuczenia.

Maszejko stoi trochę zmieszany.

Przebaczam wszystko wszystkim i tylko jednego chcę, aby dzieci moje były szczęśliwe — nic więcej.

Maszejko kłania się.

ANETA

która dotąd szeptała z Kuzynem

Nie, nie teraz. Niech kuzyn się umyje i ogoli. Z takim nawet mówić nie będę.

Odchodzą w głąb.