SCENA PIERWSZA
NIBEK
Tu będzie nam lepiej. Dziewczęta poszły z Anetą zbierać spóźnione rydze. Siadaj pan, panie Kozdroń. Musimy dźwigać nasz krzyż do końca.
Siadają przy stole: Kozdroń na lewo, Nibek na prawo.
Więc te daty możemy uważać za sprawdzone. Zosia jest moją córką. To jeszcze całe szczęście.
KOZDROŃ
A więc, stanęliśmy na tym miejscu, jak to pan w styczniu pojechał na tę ekspedycję. Pamięta pan? Co to zboże było po 148 za pud.
NIBEK
Zbłaźniłem się wtedy strasznie. No, mniejsza o to. Czytaj pan.
KOZDROŃ
czyta
„18. I. Jestem znowu sama. Dyapcio pojechał do miasteczka. Nie będzie go przez parę dni. Znowu to samo. Ignacy coraz mniej mi się podoba. Mimo to kocham go w pewien sposób.” (mówi) Psiakrew! To zaczyna być nieprzyjemne dla mnie.
NIBEK
zadowolony
Czytaj pan dalej. Nie będziemy mieć pretensji do nieboszczki.
KOZDROŃ
Tylko żeby ona przestała już tu chodzić. Czuję jakieś nieszczęście w powietrzu. Boję się jednak ciągle. W dzień to jeszcze można wytrzymać, ale jak pomyślę o nocy, diabli mnie wprost biorą.
NIBEK
Czytasz pan czy nie? Albo dawaj mnie. Ja sam będę.
KOZDROŃ
czyta
„Boli mnie coraz gorzej. Dziś pierwszy raz zażyłam opium. Cudowna rzecz. Godzina trzecia. W tej chwili wyszedł Ignacy. Byłam jak martwa. Zaczynam go nienawidzić. Nie czuję nic.”
NIBEK
Aha — dobrze jest. Została ukarana przynajmniej.
KOZDROŃ
czyta
„25. I. Wrócił Dyapcio. Lubię go, ale jest tak wstrętny, że nie mogę znieść dotknięcia jego ręki. Zosia ma gorączkę. Boję się szkarlatyny. Czy to nie kara za to, że kłamię?”
Z lewej strony wchodzi bez pukania Kuzyn.